Recenzje
Flame of Loyalty. Tom III
Tak naprawdę, historią tej dwójki byłam najbardziej zaciekawiona. Devon od samego początku jej poznania w poprzednich tomach skradła moje serce. Do Nicholasa nie byłam źle nastawiona, gdyż w poprzednich książkach również pokazał się z dobrej strony. Tak jak było to w Bruises of the Heart, jestem fanką krótkich rozdziałów. Plus, jako największa fanka Taylor Swift, bardzo doceniam małe elementy związane z jej piosenkami, które były zawarte w etapach podczas książki. 𝐃𝐄𝐕𝐎𝐍 ”𝐖𝐢𝐞𝐰𝐢𝐨́𝐫𝐞𝐜𝐳𝐤𝐚” Dotychczas moja ulubiona postać z serii Blue Blood Tales. Jest pewną siebie postacią, jednak nadal żyje miłością do chłopaka, który - po zbudowaniu nadziei u Clyde - jednym ruchem ją rozwalił. Bohaterka zmagała się z depresją, co mogłam odczuć, gdy czytałam o tym, że zawsze stawia wszystkich ponad sobą. Ona po prostu chciała zostać zauważona. 𝐍𝐈𝐂𝐇𝐎𝐋𝐀𝐒 Chłopak ma widoczne problemy z emocjami. Czasami nie był w stanie ich sam opanować, jednak potrafił być bezczelny moment później. Zarebsky, mimo tego że chciał porozmawiać z Devon, co rusz robił coś, co bardziej zniechęcało dziewczynę do jego osoby. Relacja Rio i Devon jest… specyficzna. Z moich odczuć podczas czytania wynikało, iż chłopak próbował inicjować większość rzeczy, nawet jeśli robił to bez zgody Clyde. Narzucał się jej od pierwszego dnia rozpoczęcia nowego roku w szkole. Jednak nie odczułam, że dziewczynie się to nie podobało. Wręcz przeciwnie - sama opowiadała, iż podobał jej się. Przez chwilę miałam wrażenie, że próbuje nią manipulować pod względem psychicznym. Wiedział też za dużo prywatnych wątków z życia dziewczyny. Dużo się nie pomyliłam - Clive wpędził Clyde w problemy. Postawił przed wyborem, który mógł zniszczyć wszystko, nieważne, co by wybrała. Relacja Clyde z jej rodzicami jest… brutalna, ale tylko i wyłącznie z strony jej rodziny. Devon nie wspomina dzieciństwa zbyt dobrze. Podczas gdy inne dzieci bawiły się w niebogłosy, ona siedziała, czytając książki. By choć raz byli z niej dumni. Fabuła jest na pewno lepsza niż w dwóch poprzednich tomach. Lepiej było mi ją czytać, szybciej się również w nią wciągałam. Niespodziewana śmierć jednego z przyjaciół Devon oraz Nicholasa wywołuje wiele trudnych momentów pomiędzy wszystkimi. Zarebsky wyjeżdża na krótki moment, a Clyde pogrąża się w samotnej rozpaczy. Bo życie bez Alistarta Decleana nigdy nie będzie takie samo. Końcówka mnie kompletnie zaskoczyła, jednak w dobrym znaczeniu. To, ile tam się wydarzyło, wpędziło mnie w niemały szok. Nasuwa się pytanie: czy sięgnę po następny tom - tym razem poświęcony Wolfgangowi Baltimooremu? Zdecydowanie tak. Zakończenie pozostawiło po sobie coś w rodzaju ciekawości dalszymi losami bohaterów. 𝐃𝐞𝐯𝐨𝐧 𝐂𝐥𝐲𝐝𝐞 𝐰𝐫𝐞𝐬𝐳𝐜𝐢𝐞 𝐳𝐚𝐳𝐧𝐚ł𝐚 𝐧𝐨𝐰𝐲𝐜𝐡 𝐛𝐚𝐫𝐰 𝐰 𝐬𝐰𝐨𝐢𝐦 𝐬𝐳𝐚𝐫𝐲𝐦 𝐬́𝐰𝐢𝐞𝐜𝐢𝐞.
Forget me not
„Może nigdy nie zapamiętam twarzy moich bliskich, ale to nieważne. Bo moje serce zawsze ich rozpozna.” Moja sympatia do książek pani Ludki Skrzydlewskiej narodziła się w chwili, gdy przeczytałam jej książkę „Niepokorne serca”, którą przeczytałam kilka lat temu. Od tamtej pory z każdą kolejną książką utwierdzam się w przekonaniu, że autorka doskonale wie, jak poruszyć czytelnika, wciągnąć go w emocjonalny wir i zostawić z refleksją - czasem gorzką, czasem słodką, ale zawsze autentyczną. Gdy więc w moje ręce trafił e-book „Forget Me Not”, nie miałam wątpliwości, że czeka mnie kolejna literacka przygoda, której nie będę chciała szybko zakończyć. I nie pomyliłam się. Od pierwszych stron zostajemy wrzuceni w sam środek dramatycznych wydarzeń. Astra Flanagan przyłapuje swojego narzeczonego Patricka na zdradzie, co okazuje się zaledwie początkiem jej osobistego koszmaru. Patrick nie tylko łamie jej serce, ale też skutecznie niszczy jej zawodowe i prywatne życie - pozbawia ją mieszkania, pracy i wsparcia zespołu. Astra, zmuszona do reorganizacji całego swojego świata, trafia do baru w centrum San Francisco, gdzie próbuje utopić smutki w alkoholu. Tam poznaje tajemniczego nieznajomego - przystojnego, wycofanego, ale wyraźnie zainteresowanego rozmową. Między nimi szybko rodzi się chemia, a wieczór kończy się w hotelowym pokoju. Astra ucieka z samego rana, nie podając nawet swojego imienia. Wkrótce okazuje się, że ta noc miała konsekwencje - klasyczny motyw niespodziewanej ciąży powraca, ale Skrzydlewska potrafi nadać mu świeżości i emocjonalnej głębi. My, jako czytelnicy szybciej niż Astra poznajemy tożsamość tajemniczego mężczyzny. To Thane Lennox, nowy team leader w jej pracy. Spotkanie na zebraniu jest pełne napięcia, zwłaszcza, że Thane zdaje się jej nie pamiętać. Astra, która liczyła na choćby cień emocjonalnego śladu po wspólnej nocy - musi zmierzyć się z rozczarowaniem i nową zawodową dynamiką. Nie wie, że to nie jest związane z lekceważeniem przez Thane wspólnej nocy, lecz przyczyna leży w zupełnie innym fakcie, ale tego nie zdradzę, by nie popsuć niespodzianki. Tłem dla wydarzeń jest środowisko firmy zajmującej się projektowaniem i tworzenie gier komputerowych, a więc mamy do czynienia z pracą biurową w korporacyjnym zespole ludzi. Z tego względu powieść można zaliczyć do romansu biurowego. Przez całą fabułę prowadzi nas Astra i nie raz brakowało mi spojrzenia Thane’a na niektóre epizody. Wprawdzie jako bonus, na końcu książki poznajemy jego perspektywę, ale tylko w kilku sytuacjach, a to dla mnie za mało. Naprzemienna relacja byłaby bardziej pełna i ciekawa. Perspektywa Thane’a pokazuje, jak bardzo Astra myli się w swoich osądach i wnioskach, które powstają w jej umyśle. To utwierdza w przekonaniu, że błędem jest wyciągać pochopne wnioski nie znając prawdziwych motywów i zdania drugiej osoby. Pani Skrzydlewska pisze lekko, ale nie banalnie. Jej dialogi są żywe, postacie mają wyraziste charaktery, a tempo narracji nie pozwala się nudzić. Co ważne - autorka nie boi się trudnych tematów, takich jak manipulacja, samotność czy potrzeba akceptacji. Wszystko to podane jest w przystępnej, emocjonalnej formie, która trafia do czytelnika. Świetnie buduje napięcie między bohaterami, balansując między romantyzmem a dramatem, między nadzieją a rozczarowaniem. Jedyne moje zastrzeżenie dotyczy tytułu w języku angielskim. To niestety częsty zwyczaj u pisarek, zwłaszcza młodego pokolenia. Nie wiadomo dlaczego taki trend zapanował, ale z pewnością byłoby lepiej, gdyby tytuł brzmiał po polsku, czyli w tym przypadku „Nie zapomnij o mnie”. „ Forget Me Not” brzmi ładnie, ale w kontekście polskiej powieści, bardziej naturalne byłoby użycie rodzimego języka. W tym przypadku polska wersja byłaby równie chwytliwa, a może nawet bardziej emocjonalna. Fabuła „Forget Me Not” oparta jest na dobrze znanych motywach, które wielokrotnie przewijały się w literaturze obyczajowej i romansowej. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że to zlepek schematów, ale nic bardziej mylnego. Pani Ludka Skrzydlewska udowadnia, że nawet najbardziej klasyczne rozwiązania fabularne mogą zyskać nową jakość, jeśli zostaną odpowiednio opowiedziane. Miałam wrażenie, że autorka postanowiła umieścić w jednej powieści wiele schematycznych, typowych i często spotykanych rozwiązań, takich jak jednorazowa przygoda, konsekwencje w postaci ciąży, ukrywanie jej, nieporozumienia, problemy z byłym narzeczonym i wiele innych. Autorka zgrabnie splata te wątki w spójną, romantyczną i angażującą historię, która nie nuży, lecz wciąga z każdą kolejną stroną. Bohaterowie są pełnokrwiści, ich emocje autentyczne, a relacje, mimo że oparte na znanych schematach, mają w sobie coś świeżego i nieprzewidywalnego. To trochę tak, jakbyśmy weszli do dobrze znanego pomieszczenia, które nagle zyskało nową barwę i wystrój. Niby wszystko jest na swoim miejscu, ale odbieramy je zupełnie inaczej — z zaciekawieniem, z przyjemnością, z nową perspektywą. Pani Skrzydlewska nie próbuje na siłę zaskakiwać, ale z wdziękiem i lekkością pokazuje, że w literaturze nie chodzi tylko o oryginalność, lecz o sposób opowiedzenia historii. A ten sposób — w jej wykonaniu — zdecydowanie zasługuje na uwagę.
Furia psychopaty
"Furia Psychopaty" to długo wyczekiwane przeze mnie zakończenie historii Julii Brown i Michaela Harrisona. Pierwsza część zrobiła na mnie niesamowite wrażenie i pozostawiła w oczekiwaniu na kolejną część, która nie zawiodła i dostarczała równie tyle emocji, co poprzednia. Julia Brown w końcu uwolniła się od bezwzględnego psychopaty jakim jest Harrison i teraz ma szansę na nowe życie u boku Raphaela Lamberta, który nieoczekiwanie pojawił się w jej życiu i zaproponował małżeństwo. Tylko, że Harrison tak łatwo się nie poddaje zwłaszcza, gdy czuje się oszukany i zdradzony. Drugi tom dylogii bezapelacyjnie porwał moje serce i dostarczył mnóstwa emocji. Oprócz motywu zemsty i wyczuwalnej chemii pomiędzy bohaterami nie zabrakło również momentów kryzysowych, które przywodziły smutek i poczucie niesprawiedliwości. Autorka zdecydowanie nie oszczędza tej dwójki i co rusz funduje im nowe wyzwania z którymi muszą sobie poradzić. Wszystkie te wydarzenia sprawiły, że Michael przeszedł niesamowitą przemianę i przekonał się na własnej skórze, że pieniądze i pozycja czasem nie wystarczą, żeby zatrzymać w życiu to co najważniejsze. Julia z kolei stała się silniejszą i bardziej pewną siebie kobietą, która wie, że nie ma w życiu rzeczy niemożliwych. Będę tęsknić za tą historią i jej bohaterami, ale liczę że autorka niedługo zaskoczy nas czymś nowym i równie porywającym.
The ASMR (Arrogant-Sexy-Messy-Roommate)
Udawany związek, lektorka hot książek i przystojny trener personalny do tego jesienny vibe oraz szczypta niebezpieczeństwa i kilka wizyt w szpitalu — właśnie tego możecie się spodziewać w najnowszej książce Ludki Skrzydlewskiej i Magdaleny Szponar. Kolejny raz Ludka posłużyła się motywem miłość od pierwszego wstrząsu anafilaktycznego. Nie miałam pojęcia, że można mieć uczulenie na kiwi także była to dla mnie zaskakująca informacja. W książce po tych wydarzeniach zaczyna robić się ciekawie za sprawą Camerona. Parker Coldman — jesieniara kochająca obraz później jesieni ze zgniłymi liśćmi i pochmurną pogodą oraz fanka spacerów po cmentarzach. Dziewczyna właśnie wprowadza się do swojego nowego lokum, które ma wynajmować z przyjaciółką. Parker nie może się doczekać, kiedy razem zamieszkają, bo Jordie to jedyna osoba, z którą ma tak dobre relacje. Niestety jej radość nie trwa długo, bo zamiast współlokatorki będzie miała współlokatora, który na dzień dobry ją wkurzy. Parker jest bałaganiarą i tylko ona wie, co znajduje się w jej chaosie, nawet pranie robi dopiero wtedy, gdy nie ma co na siebie włożyć. Cameron Payne — irytująco słodki przystojniak, trenuje kalistenikę i przyjaźni się z Jordie. Nowy współlokator Parker, z którą na początku nie nawiązuje nici porozumienia. Jednak z czasem ich relacja całkowicie się zmienia. Jak dla mnie ten mężczyzna był trochę dziwny, bo miał fioła na punkcie sprzątania i robił to nawet wtedy, gdy nikt go o to nie prosił. Jeśli chodzi o sprzątanie i gotowanie Cam to perfekcjonista, a Parker to całkowite jego przeciwieństwo. Najbardziej w tej książce denerwowały mnie głupie, „słodkie” określenia, które wymyślał Cameron dla Parker. Tego było już za wiele, w innych książkach Ludki też one były i jakoś mi to nie przeszkadzało, bo z reguły było to jedno słowo powtarzane wiele razy. Tutaj był cukiereczek, kotek, biedroneczka, a nawet rekinek, czy chryzantemka. To tylko kilka z nich, nawet tego nie liczyłam, ale autorki zrobiły to za mnie i na końcu książki umieściły listę z wszystkimi tymi określeniami. Rozumiem, że tutaj było to zrobione celowo, ale mimo wszystko irytowało mnie czytanie tych przesłodzonych tekścików. Myślę, że to jedyny minus tej książki, co do reszty nie mam się do czego przyczepić, bo losy Parker i Camerona podobały mi się, a z tekstu podziękowań od autorek można wywnioskować, że będzie druga część tym razem o Jordie i Cassidym. Jeśli nie lubicie, kiedy w książkach jest dużo hot scen, to „The ASMR” będzie dla Was odpowiednią lekturą, bo jest tam zaledwie kilka tego typu scen. Dla mnie było ich trochę za mało, bo przyzwyczaiłam się, że w książkach Ludki jest ich całkiem sporo. Gdybym nie wiedziała, że jest to książka napisana w duecie, w ogóle bym tego nie podejrzewała, bo „The ASMR” to kolejna książka w stylu Ludki. Jeśli czytaliście serię o Yarrow albo „Puck Luck” to ta książka jest bardzo podobna do nich i z pewnością Wam się spodoba.
Kurs na sukces w biznesie! Mistrzowski poradnik Briana Tracy 'ego
Brian Tracy to autor, którego nie trzeba przedstawiać - od lat inspiruje przedsiębiorców, menedżerów i wszystkich, którzy pragną świadomie rozwijać swoją karierę. W książce „Kurs na sukces w biznesie” po raz kolejny udowadnia, że sukces nie jest dziełem przypadku, lecz efektem konsekwentnego stosowania sprawdzonych zasad. Autor prowadzi czytelnika krok po kroku przez kluczowe obszary, które decydują o powodzeniu w świecie zawodowym: od komunikacji i negocjacji, przez zarządzanie czasem i kreatywnością, aż po inwestycje i niezależność finansową. To nie jest opasłe kompendium z teoretycznymi wywodami, ale raczej zwięzły, praktyczny przewodnik - pełen wskazówek, które można zastosować od razu w codziennej pracy i życiu biznesowym. Jednym z największych atutów książki jest jej prostota i klarowność. Tracy, zamiast komplikować, pokazuje, że droga do mistrzostwa opiera się na wypracowaniu kilku nawyków i świadomych wyborach. Przekonuje, że każdy - niezależnie od tego, czy prowadzi firmę, czy rozwija karierę w korporacji - może nauczyć się zasad, które stosują najwięksi przedsiębiorcy na świecie. Co ważne, Tracy nie ogranicza się tylko do sprzedaży i zarządzania, ale zahacza także o temat inwestycji i budowania niezależności finansowej. To sprawia, że książka może być ciekawa również dla osób, które dopiero rozważają wejście w świat biznesu lub szukają sposobu na dodatkowe źródła dochodu. Podsumowując, „Kurs na sukces w biznesie” to lektura, która nie odkrywa zupełnie nowych prawd o świecie biznesu, ale w przystępny sposób systematyzuje wiedzę i motywuje do działania. To właśnie ta prostota i konkret sprawiają, że książkę warto mieć pod ręką - jako przypomnienie, że sukces to rezultat konsekwentnych, codziennych wyborów.