ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Gdańsk. Nieprzewodnik dla turystów i mieszkańców

"Gdańsk. Nieprzewodnik dla turystów i mieszkańców" to książka, która od razu wpadła mi w oko. W końcu, jako osoba, która co rusz wraca do Gdańska, myślę, że już kocham to miasto. Znam Ulicę Dlugą, Żurawia i Długie Ogrodu na wylot. A jednak, "Nieprzewodnik" udowodnił mi, że jestem w błędzie. Ta książka sprawiła, że na nowo zakochałam się w Gdańsku, odkrywając jego tajniaki. Autor z niezwykłym wyczuciem zabiera nas na spacery po mieście. Nie są to zwykłe, sztywne trasy, ale raczej sugestie, które zachęcają do własnych poszukiwań. Dzięki podziałowi na części, możesz po prostu wybrać to, co cię interesuje, i ruszyć w drogę. I to właśnie jest największa zaleta tej książki - pozwala zwiedzać, jak chcesz. To, co mnie najbardziej zachwyciło, to sposób, w jaki autor opowiada o historii Gdańska. To nie jest suchy, encyklopedyczny opis zabytków, ale bogata mozaika opowieści, które ożywiają miasto. Z łatwością można poznać intrygujące historie, zarówno te związane ze znanymi obiektami, jak i te, które rozgrywały się w mało znanych, ukrytych zakamarkach. Poczułam, że dzięki tej książce mam dostęp do sekretów, o których nie wiedzą nawet niektórzy mieszkańcy. Jedynym, czego mi brakowało, były zdjęcia tych opisanych miejsc. Czasem, czytając o jakimś ukrytym podwórku czy ciekawej rzeźbie, marzyłam, by od razu zobaczyć, jak wygląda. Mimo to, ten brak nie umniejsza wartości "Nieprzewodnika". To wciąż absolutnie obowiązkowa lektura dla każdego, kto kocha Gdańsk i chce go poznać na nowo. Autor: Szymon Kranz Wydawnictwo Bezdroża Oprawa: Miękka Rok wydania: 2025 Ilość stron: 248

@kreatywniezjulka Naczyńska Paulina

The ASMR (Arrogant-Sexy-Messy-Roommate)

Udawany związek, lektorka hot książek i przystojny trener personalny do tego jesienny vibe oraz szczypta niebezpieczeństwa i kilka wizyt w szpitalu — właśnie tego możecie się spodziewać w najnowszej książce Ludki Skrzydlewskiej i Magdaleny Szponar. Kolejny raz Ludka posłużyła się motywem miłość od pierwszego wstrząsu anafilaktycznego. Nie miałam pojęcia, że można mieć uczulenie na kiwi także była to dla mnie zaskakująca informacja. W książce po tych wydarzeniach zaczyna robić się ciekawie za sprawą Camerona. Parker Coldman — jesieniara kochająca obraz później jesieni ze zgniłymi liśćmi i pochmurną pogodą oraz fanka spacerów po cmentarzach. Dziewczyna właśnie wprowadza się do swojego nowego lokum, które ma wynajmować z przyjaciółką. Parker nie może się doczekać, kiedy razem zamieszkają, bo Jordie to jedyna osoba, z którą ma tak dobre relacje. Niestety jej radość nie trwa długo, bo zamiast współlokatorki będzie miała współlokatora, który na dzień dobry ją wkurzy. Parker jest bałaganiarą i tylko ona wie, co znajduje się w jej chaosie, nawet pranie robi dopiero wtedy, gdy nie ma co na siebie włożyć. Cameron Payne — irytująco słodki przystojniak, trenuje kalistenikę i przyjaźni się z Jordie. Nowy współlokator Parker, z którą na początku nie nawiązuje nici porozumienia. Jednak z czasem ich relacja całkowicie się zmienia. Jak dla mnie ten mężczyzna był trochę dziwny, bo miał fioła na punkcie sprzątania i robił to nawet wtedy, gdy nikt go o to nie prosił. Jeśli chodzi o sprzątanie i gotowanie Cam to perfekcjonista, a Parker to całkowite jego przeciwieństwo. Najbardziej w tej książce denerwowały mnie głupie, „słodkie” określenia, które wymyślał Cameron dla Parker. Tego było już za wiele, w innych książkach Ludki też one były i jakoś mi to nie przeszkadzało, bo z reguły było to jedno słowo powtarzane wiele razy. Tutaj był cukiereczek, kotek, biedroneczka, a nawet rekinek, czy chryzantemka. To tylko kilka z nich, nawet tego nie liczyłam, ale autorki zrobiły to za mnie i na końcu książki umieściły listę z wszystkimi tymi określeniami. Rozumiem, że tutaj było to zrobione celowo, ale mimo wszystko irytowało mnie czytanie tych przesłodzonych tekścików. Myślę, że to jedyny minus tej książki, co do reszty nie mam się do czego przyczepić, bo losy Parker i Camerona podobały mi się, a z tekstu podziękowań od autorek można wywnioskować, że będzie druga część tym razem o Jordie i Cassidym. Jeśli nie lubicie, kiedy w książkach jest dużo hot scen, to „The ASMR” będzie dla Was odpowiednią lekturą, bo jest tam zaledwie kilka tego typu scen. Dla mnie było ich trochę za mało, bo przyzwyczaiłam się, że w książkach Ludki jest ich całkiem sporo. Gdybym nie wiedziała, że jest to książka napisana w duecie, w ogóle bym tego nie podejrzewała, bo „The ASMR” to kolejna książka w stylu Ludki. Jeśli czytaliście serię o Yarrow albo „Puck Luck” to ta książka jest bardzo podobna do nich i z pewnością Wam się spodoba.

Instagram Frelas Sylwia

Cień Genevieve. W płaszczu kłamstw

Kiedy nie czytasz opisów na okładce, może okazać się, że książka, o której myślałaś, że jest o balecie... może się okazać o klubie treningowym ze sztukami walki. Czy byłam tym rozczarowana? Absolutnie nie, bo niesamowicie ujęło mnie miejsce, w którym młodzi ludzie mogą trenować bez opłat i dzięki temu, nie wpadać w kłopoty. Główna bohaterka Grace, pracuje w Klubie razem ze swoim wujkiem Tylerem. Miejsce niestety nie ma się za dobrze - brak opłat powoduje rosnące długi i kiedy Tyler ma już nóż na gardle, postanawia przyjąć ofertę wykupu udziałów od swojego dawnego podopiecznego, który, zanim stał się sławnym pięściarzem, zaczynał właśnie w tym klubie. Grace, jak można się domyślić, nie jest tym faktem zachwycona, tym bardziej, że rozstanie Damiana i Tylera nie przebiegło w przyjaznej atmosferze. Będzie musiała jednak zagryźć zęby i współpracować. Jednocześnie będzie starała się poukładać sobie własne życie, wygrać ze ścigającymi ją demonami i uciec przed przeszłością, która nieustannie ją ściga. Monika Rutka uwielbia swoich bohaterów obarczać trudnymi doświadczeniami, z których ci mogą wyjść silniejsi. Nie inaczej było tutaj - zarówno Grace, jak i Damian, próbują uporać się z przeszłością, która nieźle ich przeczołgała. Dzięki niefajnym doświadczeniom, możemy obserwować piękną przemianę bohaterów. Końcówka zostawia czytelnika ze szczęką w podłodze i w totalnym zawieszeniu - mam nadzieję, że jak najszybciej otrzymamy od autorki drugi tom tej historii.

mania.czytania Olczyk Manuela

Na co czekasz, kochanie? Wait With Me #1

Ale miłość to dzika bestia. Nie da się nad nią zapanować ani jej kontrolować. Nie da się jej ujarzmić ani jej odmówić. To szarżujący zwierz, którego trzeba przyjąć jako swoje przeznaczenie. Do pisania często potrzebujemy odpowiednich warunków oraz inspiracji. Zazwyczaj tego pierwszego szukamy w zaciszu domu, w swoim ulubionym miejscu, a drugie czerpiemy, z czego tylko się da. I kto powiedział, że pisać nie można poza domem? Może to jakiś park, bar, a nawet poczekalnia w warsztacie samochodowym sprawi, że nagle wiadomo, co chce się napisać i trudno nadążyć za własnymi myślami. Zarys fabuły Kate jest autorką niegrzecznych powieści, ale brakuje jej weny do napisania kolejnej książki. Nieoczekiwanie odzyskuje ją w poczekalni warsztatu samochodowego. Tam też poznaje mechanika Milesa. Początkowo ma ich łączyć tylko przyjaźń, ale przyciąganie fizyczne jest zbyt silne, co Kate przedstawiająca się jako Mercedes wykorzystuje, by zainspirować się do napisania romansu z mechanikiem. Oboje zgadzają się na ten układ, ale żadne z nich nie wie, jak daleko to zajdzie. Tym bardziej że ona nie mówi całej prawdy, a on ma złe doświadczenia z poprzednią partnerką. Jak tylko zobaczyłam opis Na co czekasz, kochanie? od razu miałam w głowie sceny, jak z filmu (i jak się okazało, film jest!). Liczyłam na romans, który dostarczy mi rozrywki i pozwoli się zrelaksować. Czy to otrzymałam? Moje wrażenia Amy Daws napisała powieść, która niczym nie zaskakuje, porusza się utartymi schematami i da się przewidzieć, co będzie na następnych stronach. Nie zmienia to jednak faktu, że Na co czekasz, kochanie? wciąga i czyta się przyjemnie, bo dobrze jest poczytać o czymś, co wywołuje uśmiech, pobudza wyobraźnię i daje pożywkę sercu pragnącemu odrobiny ciepła. Losy bohaterów bawią, wzruszają, irytują i wywołują szybsze bicie serca. Plusem jest właśnie to, że cały czas coś się dzieje, że nie brak emocji - pojawia się rozczarowanie, złość, ale też przyjaźń, miłość, dawanie szansy i radość z bycia sobą. Słów kilka o bohaterach Jeśli chodzi o bohaterów, to trudno ich nie lubić. Miles to facet po trudnych przejściach, teraz broni się przed kolejnym zranieniem, a jednak nie może zapomnieć o dziewczynie z poczekalni i się z nią zaprzyjaźnia. Pokazuje jej swoją drugą stronę, tę troskliwą, zabawną i zaborczą, gdy już ich znajomość nie jest tylko przyjaźnią. Udowadnia, że nie musi się wstydzić tego, co robi i to nie jest coś, co inni z trudem muszą zaakceptować. Ona zaś pragnie czegoś, co może dostać tylko jako Mercedes i chociaż bardzo chcę powiedzieć prawdę, to brnie w kłamstwa dalej. Jednocześnie w innych rzeczach jest bardzo szczera, zabawna i urocza. Tylko pogubiona. Na zakończenie To moje pierwsze spotkanie z książką Amy Daws i nie wiedziałam, czego się spodziewać. I tak, wiadomo, że to romans, finał da się przewidzieć, ale jednak oczekiwałam czegoś więcej od tej powieści. To nie tak, że się zawiodłam. Bo Na co czekasz, kochanie? czyta się wręcz ekspresowo, da się przy niej pośmiać, wzruszyć, a nawet poczuć rumieńce na twarzy, ale to dla mnie było takie… przytłumione. Widziałam te emocje pomiędzy bohaterami, czułam ich uczucia, obawy i rozterki, ale miałam wrażenie, jakby były skryte za grubym szkłem. Myślę, że Na co czekasz, kochanie? pomimo wszystko jest dobrą historią i jakiś mniej wymagający czytelnik będzie nią bardziej zachwycony. Lekka, zabawna, trochę pikantna - idealna na letnie czytanie na słońcu lub w wygodnym fotelu po ciężkim dniu.

Zapatrzona w książki Bujak Irena

Pierwsza samopomoc w zaburzeniach lękowych. Jak nie pozwolić, by lęk przejął kontrolę nad Twoim życiem

Już sam tytuł „Pierwsza samopomoc zaburzeń lękowych” Martyna Jadczak-Turyk wzbudził we mnie ciekawość - poczułam, że to może być książka, która pomoże mi lepiej zrozumieć mechanizmy mojego lęku i pokaże, jak skutecznie sobie z nim radzić. To przystępnie napisany poradnik, który krok po kroku wprowadza w świat strategii samopomocy, opartych na wiedzy psychologicznej i praktycznych ćwiczeniach. Autor w prosty, zrozumiały sposób wyjaśnia, czym są zaburzenia lękowe i skąd się biorą, a następnie proponuje narzędzia, które można wdrożyć od razu w codziennym życiu. Najbardziej poruszył mnie rozdział poświęcony pracy z myślami lękowymi. Zawiera konkretne techniki, które pozwalają zatrzymać spiralę zamartwiania się i odzyskać poczucie spokoju i czym sama doskonale wiem. Propozycje ćwiczeń są jasne, realne do wykonania i co ważne nie wymagają specjalistycznego przygotowania. To książka, która działa trochę jak mapa i kompas.

beauty_sheepy Owczarkiewicz Eliza