Recenzje
Las na receptę. Opowieść o terapeutycznej roli przyrody w naszym życiu
Mózg wiecznie młody. Jak wyostrzyć umysł i chronić go przez całe życie
SET LIFE
Rozpoczynając czytanie książki pod tytułem "Set Life" autorstwa K. G. Wukla, po przeczytaniu opisu z tyłu książki spodziewałam się typowego schematu: wyjazd na studia do innego kraju, rozpoczęcie nowego etapu życia, nowy kraj, nowe studia, poznanie nowych osób, a w końcu love story. I uwierzcie mi - TAK BARDZO SIĘ POMYLIŁAM, że jedynym elementem, który rzeczywiście pasuje do tego schematu, jest wyjazd na studia do innego kraju. Poznajemy główną bohaterkę Emily Jones, która wraz ze swoją przyjaciółką Lily, przyjeżdżają na wymarzone studia do Cambridge. Dziewczyny zamieszkały u siostry Emily - Olivii która, jak szybko się dowiadujemy, jest pokłócona z mamą od kilku lat, bo wybrała miłość. Jednak kiedy Emily przyjeżdża do Cambridge, okazuje się, że jej siostra mieszka w przepięknym apartamencie, ma prywatnego szofera, a jej życie zdecydowanie nie wygląda tak, jakby ledwo wiązała koniec z końcem, chociaż taką wersję otrzymywała od kilku lat od swojej siostry. Emily szybko wchodzi w świat przyjaciół siostry i spędzają ze sobą dużo czasu - czy to podczas wspólnego gotowania, oglądania filmów, grania w gry czy imprez. W tym gronie pojawia się również Nigel - chłopak, który swoją osobowością zdecydowanie nie zachęca Emily do bliższego poznania go. Wręcz przeciwnie - od początku ją odpycha i denerwuje ją fakt, że Nigel jest zawsze tam, gdzie ona, a do tego pojawia się zawsze wtedy, gdy jest w opresji i potrzebuje pomocy. Mimo wszystko Emily, zadowolona z przyjazdu do nowego kraju, rozpoczyna akademickie życie: chodzi na zajęcia, imprezy, poznaje nowych znajomych i… Hardina. Tutaj mały spoiler❗(Hardin okazuje się psychopatą XD naprawdę, nie żartuję). A ten wariat przebrany za Piotrusia Pana na Halloween, w zielonych rajstopach i kompletnie pijany, już na zawsze pozostanie w mojej wyobraźni XD. Zaczęło się od niewinnego Piotrusia Pana, a skończyło się na psychopacie... W książce pojawia się również wątek ojca Emily, którego - można powiedzieć wprost - dziewczyna nienawidzi. Zostawił Emily, jej siostrę i mamę w przeszłości dla innej kobiety, a następnie przez kilka lat się z nią nie kontaktował. Jednak, jak możecie się spodziewać, prawda okazuje się inna. Ojciec Emily ponownie pojawia się w jej życiu, a dziewczyna zostaje wciągnięta w jego świat i układ, którego kompletnie nie akceptuje i w którym nie chce uczestniczyć. Mimo wszystko musi się na to zgodzić, ponieważ stawką jest jej siostra, którą Emily tak bardzo kocha. Główna bohaterka otwiera się coraz bardziej przed przyjaciółkami, w tym również przed Nigelem i zaczyna go tolerować. Jednak gdy niektóre sytuacje zaczynają wydawać się Emily podejrzane, rozpoczyna małe śledztwo. Ustala, że Nigel pracuje dla jej taty, a jego znajomość z całą ekipą przyjaciół jest tak naprawdę elementem zawartej umowy. Na szczęście w dalszej części historii okazuje się, że prawda jest zupełnie inna, a Nigel jest... po tej dobrej stronie. Nie spodziewałam się, że historia będzie poprowadzona właśnie w taki sposób i że aż tak bardzo mnie zaciekawi. Tyle było tutaj wątków, zwrotów akcji i sytuacji, których kompletnie się nie spodziewałam, że dawno żadna książka nie dostarczyła mi takiego doświadczenia. A nie opisałam wam jeszcze wszystkich ciekawych momentów z tej historii. Polecam tę historię z całego serca! 🩷 Jest idealna na jesienny wieczór, szczególnie jeśli macie ochotę na książkę, która zaczyna się od niewinnego wyjazdu na studia do Cambridge, a zamiast odkrywania zakątków miasta, uczelni i poznawania nowych znajomych, wciąga główną bohaterkę w układ ojca, świat pełen tajemnic, wrogów oraz... psychopatę przebranego za Piotrusia Pana.
The STEM (Smart-Tempting-Entirely-Mine)
Kiedy wraca Mała Katastrofa, Cassidy wie, że nie może spać spokojnie… Drogi Czytelniku, kiedy Magda i Ludka piszą coś razem, to oczywiste jest, że taka książka prędzej czy później musi trafić w moje ręce. Tym bardziej że po ich wcześniejszej historii doskonale wiedziałam, że mogę spodziewać się sporej dawki emocji, humoru i bohaterów, których zdecydowanie nie da się tak łatwo wyrzucić z głowy. Każdy słyszał, każdy wie, że duet Magdy i Ludki to duet, który potrafi pisać najlepsze komedie romantyczne. Ich historie to połączenie bohaterów o zupełnie różnych charakterach, z których powstaje mieszanka wybuchowa — i w tym przypadku ma to znaczenie dosłowne. Nasza główna bohaterka to bowiem prawdziwy magnes na kłopoty. Gdzie pojawia się Jordan, tam prędzej czy później coś musi się wydarzyć. Szczególnie kiedy w grę wchodzą wyniki badań, która ma prawdziwą obsesję na punkcie laboratorium i zdecydowanie nie podchodzi do swojej pracy z przymrużeniem oka. Cassidy doskonale o tym wie, bo Mała Katastrofa już nie raz zdążyła namieszać w jego życiu. A skoro Jordan ponownie pojawia się w jego życiu, to chyba możemy być pewni, że Cassidy zdecydowanie nie będzie narzekał na brak wrażeń. Po pierwszej części, w której mogliśmy poznać Parker — dziewczynę, która ma bzika na punkcie jesieni i wszystkiego, co mroczne — byłam naprawdę ciekawa, na co autorki postawią tym razem. I po raz kolejny się nie zawiodłam, bo historia tej dwójki zauroczyła mnie tak bardzo, że, Drogi Czytelniku, sama nie wiem, co mam Ci powiedzieć. Z jednej strony najchętniej napisałabym Ci tylko: czytaj, czytaj i się nie zastanawiaj! Z drugiej wiem, że muszę opowiedzieć Ci o niej trochę więcej, bo przy magnesie na kłopoty i mężczyźnie, który właśnie głównie dzięki niej został strażakiem, emocji zdecydowanie nie zabraknie. I właśnie dlatego jest mi tak trudno zebrać myśli. Słów mi nie brakuje — wręcz przeciwnie, mam ich zdecydowanie za dużo, bo chciałabym opowiedzieć Ci o wszystkim, co sprawiło, że tak bardzo przepadłam, a jednocześnie nie zdradzić Ci tego, co najlepiej odkryć samemu. Jedno mogę Ci jednak powiedzieć — Jordan i Cassidy to duet, obok którego naprawdę trudno przejść obojętnie. Muszę Ci zdradzić, Drogi Czytelniku, że to pierwsza książka, w której mam do czynienia ze strażakiem — i już wiemy, że na tym się nie skończy, bo chyba właśnie odkryłam swoją nową obsesję. Obsesję na punkcie strażaków. I zdecydowanie uważam, że każda kobieta potrzebuje takiego mężczyzny w swoim życiu. Jeśli natomiast chodzi o laboratorium, to tutaj moja wiedza nie jest już tak imponująca. Chemia i fizyka nigdy nie były mi szczególnie po drodze, choć nie powiem — w szkole nawet lubiłam te przedmioty. Do czasu, aż w liceum nasze drogi się rozeszły. Dlatego tym bardziej cieszyłam się, że mogłam dowiedzieć się czegoś więcej o pracy w laboratorium, badaniach i całym świecie, który do tej pory był mi raczej obcy. Tym bardziej że autorki przemyciły tutaj również temat niesprawiedliwości i tego, jak łatwo zamknąć człowieka w określonych ramach. Czasami wystarczy, że ktoś jest przekonany o swojej wiedzy i doświadczeniu, żeby przestać dopuszczać do siebie myśl, że coś może wyglądać inaczej. Można pomyśleć, że to tylko fikcja, ale właśnie takie sytuacje naprawdę mają miejsce. I nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele osób spotyka się z lekceważeniem czy niedocenianiem — szczególnie w środowiskach, w których wciąż funkcjonują pewne stereotypy. Dlatego cieszę się, że historia Jordan nie ograniczyła się wyłącznie do romansu i humoru, ale dała mi też coś do przemyślenia. No dobrze, skoro już nieco zagłębiliśmy się w świat bohaterki, warto też dodać, że ta Mała Katastrofa sprawiła, że uśmiech praktycznie nie schodził mi z twarzy. Cóż, muszę przyznać, że jesteśmy z Jordan trochę do siebie podobne, bo mnie również różnego rodzaju wpadki i niezdarności zdarzają się zdecydowanie częściej, niż powinny. Na szczęście uważam, że niezdarność potrafi być naprawdę urocza, a drobne wpadki? Cóż, czasami można je po prostu wybaczyć. Jeszcze bardziej cieszyło mnie to, że Jordan trafiła w swoim życiu na Cassidy'ego, który pokazał jej, że przecież to, że czasami coś rozleje, coś jej nie wyjdzie czy zaliczy kolejną wpadkę, wcale nie oznacza, że jest nieodpowiedzialna albo niedojrzała. Bo przecież jedna rzecz nie ma nic wspólnego z drugą. Możemy być rozsądni, odpowiedzialni i doskonale radzić sobie z powierzonymi nam obowiązkami, a jednocześnie mieć dwie lewe ręce i co chwilę wpadać w jakieś tarapaty. To, że coś nam się rozleje albo nie wszystko pójdzie po naszej myśli, nie powinno być wyznacznikiem naszej dojrzałości ani tego, czy można nam zaufać i powierzyć odpowiedzialność za dziecko czy cokolwiek innego. I właśnie dlatego tak bardzo podobało mi się, że w jej życiu pojawił się Cassidy. To on pokazał jej, że takie drobne sytuacje wcale nie świadczą o tym, że jest niedojrzała czy nieodpowiedzialna. To, że czasami coś nam nie wychodzi, nie definiuje nas jako ludzi i nie powinno decydować o tym, czy ktoś uzna nas za wystarczająco dorosłych, żeby powierzyć nam odpowiedzialność za siebie czy innych. Na szczęście Cassidy nie patrzył na Jordan przez pryzmat jej wpadek, tylko potrafił dostrzec w niej coś znacznie większego — to, jaka jest ambitna, mądra i odpowiedzialna. Jordan nie boi się zmierzyć z konsekwencjami swoich decyzji i przede wszystkim walczy o swoje. Nie jest osobą, która kiedy coś jej się nie udaje, po prostu się poddaje i odpuszcza. Jej postać pokazuje, że jeśli naprawdę coś kochamy i wiemy, że ktoś potraktował nas niesprawiedliwie, warto walczyć o swoje, nawet jeśli po drodze wali się i pali. Trzeba dążyć do tego, żeby robić to, co kochamy, i nie pozwolić, żeby nasze starania czy osiągnięcia zostały zamiecione pod dywan tylko dlatego, że ktoś uznał, że nie zasługujemy na swoją szansę. Za tę determinację jeszcze bardziej polubiłam Jordan, bo pod tą całą Małą Katastrofą kryje się kobieta, która doskonale wie, czego chce i nie zamierza tak łatwo z tego zrezygnować. Skoro już wiemy, że bohaterka to przede wszystkim chodzący chaos, ale z ogromną determinacją, to czas na bohatera, który jest totalnym green flagiem. A jak wiemy — takich to ze świecą szukać. Znając twórczość autorek, oczywiście nie spodziewałam się niczego innego, ale ten strażak sprawił, że moje serce naprawdę zapłonęło. Uwielbiałam obserwować, jak pokazuje Jordan, że jest dla niego ważna i jak bardzo szanuje to, co robi, mimo że sam nie ma zbyt dobrych doświadczeń związanych z łączeniem pracy i rodziny. W końcu jego była żona wybrała pracę zamiast rodziny, więc doskonale rozumiał, jak cienka może być granica między ambicją a poświęceniem wszystkiego dla kariery. Ale musisz wiedzieć, Drogi Czytelniku, że Cassidy to… samotny ojciec. Tak, dziewczyny postanowiły wpleść tutaj wątek, który zmiękczy niejedno serce. I właśnie wtedy ten mój green flag zrobił się jeszcze bardziej zielony. Mimo że naprawdę zależało mu na Jordan i chciał stworzyć z nią coś wyjątkowego, jego córka zawsze była na pierwszym miejscu. Liczyło się dla niego jej zdanie, jej potrzeby i przede wszystkim to, jak odbierze nową osobę w ich życiu. Nie chciał działać pochopnie — podchodził do wszystkiego bardzo delikatnie, bo chciał mieć pewność, że jeśli Jordan pojawi się w ich życiu na dobre, to nie zniknie chwilę później, zostawiając po sobie kolejne przywiązanie i rozczarowanie. Nie chodziło wyłącznie o to, że chciał być z Jordan. Chciał zrobić to dobrze — dla niej, dla siebie, ale przede wszystkim dla swojej córki. Jordan zresztą doskonale to rozumiała. Nie miała do niego pretensji, kiedy nie mógł zostać z nią, bo córka go potrzebowała. Sama zdążyła się do małej przywiązać, a zresztą… nie ma się co dziwić, bo była naprawdę przeurocza. To właśnie ona pięknie dopełniała tę historię i sprawiała, że było w niej jeszcze więcej ciepła. Dlatego już teraz nie mogę się doczekać, aż poznamy jej historię trochę bliżej. Bo być może to właśnie trzeci tom będzie należał do niej i chłopaka, który znał jej sekret… „The Stem” to jedna z tych komedii romantycznych, które po prostu chce się czytać i nie przestawać. Chemia między bohaterami jest wyczuwalna od pierwszej strony, a czasami robi się tak gorąco, że nie ma mowy, żeby rumieńce nie pojawiły się na naszej twarzy.Dziewczyny stworzyły bohaterów, którzy z pozoru bardzo się od siebie różnią, a jednak razem tworzą naprawdę wyjątkową całość. Z jednej strony mamy spokój, zwyczajne życie zwyczajnych ludzi, którzy zmagają się z problemami, jakie mogłyby dotknąć każdego z nas. Z drugiej — chaos, nutkę niepewności i uczucia, które zostają z nami jeszcze długo po odłożeniu książki. Jest lekko, zabawnie i romantycznie, ale jednocześnie pod tą całą komediową otoczką kryje się coś więcej — bohaterowie z własnymi problemami, przeszłością i emocjami, które sprawiają, że trudno przejść obok nich obojętni. I na koniec oczywiście nie mogę zapomnieć o matkach bohaterów, które za każdym razem sprawiały, że śmiałam się na głos. Ich sceny były dla mnie prawdziwym dodatkiem do tej historii — tylko czekałam, aż znowu się pojawią i zaczną wtrącać swoje trzy grosze. Bo chyba wszyscy poza bohaterami doskonale wiedzieli, co się między nimi dzieje. One tylko cierpliwie czekały, aż Jordan i Cassidy w końcu zrozumieją, że w ich sercach już dawno pojawiło się coś więcej, a uczucie, przed którym tak długo próbowali uciekać, od początku było tuż obok. Jeśli, Drogi Czytelniku, jeszcze nie znasz tego duetu, to powiem Ci jedno — czeka Cię fantastyczna zabawa! To jedna z tych książek, których nie da się odłożyć nawet na chwilę, bo są w niej momenty, w których naprawdę czujemy, jakbyśmy byli razem z bohaterami i przeżywali wszystko razem z nimi. Mam nadzieję, że to właśnie od tego tytułu rozpoczniesz swoją przygodę z Magdą i Ludką, bo uwierz mi — naprawdę nie pożałujesz. Jestem pewna, że ich historie dostarczą Ci mnóstwa śmiechu, emocji, romantycznych momentów i bohaterów, których po prostu nie da się nie polubić.
Wygasić stan zapalny. Dieta, która przywraca równowagę
„Wygasić stan zapalny. Dieta, która przywraca równowagę” - Patrycja Sierant to książka, po którą sięgnęłam z dużym zainteresowaniem, bo temat zdrowego odżywiania i hormonów jest mi szczególnie bliski. Mam PCOS, niedoczynność tarczycy i insulinooporność, dlatego staram się coraz bardziej świadomie podchodzić do tego, co pojawia się na moim talerzu. Ta książka zwróciła moją uwagę przede wszystkim praktycznym podejściem do diety przeciwzapalnej i codziennych nawyków. 🥑🥦 Znajdziemy w niej informacje o tym, jak wybierać produkty, komponować posiłki i wprowadzać małe zmiany, które mogą wspierać prawidłowe funkcjonowanie organizmu. Są też przykłady posiłków oraz wskazówki dotyczące suplementacji i diety w kontekście m.in. PCOS. I tak… cynamonka na zdjęciu też ma tutaj swoje miejsce. 😅 Czasami pojawiają się u mnie takie małe przyjemności i tym razem nie mogłam się oprzeć - była przepyszna! 🧁 Raz na jakiś czas pozwalam sobie na coś dla przyjemności, bo wierzę, że zdrowe podejście to nie perfekcja i ciągłe zakazy, ale właśnie równowaga. Książka + kawa + cynamonka = idealny dzień. PCOS insulinooporność niedoczynność tarczycy dieta przeciwzapalna zdrowe odżywianie równowaga hormonalna zdrowy styl życia #WygasićStanZapalny #PCOS #Insulinooporność #DietaPrzeciwzapalna #RecenzjaKsiążki