Recenzje
Młodzi detektywi w akcji. Zagadki (prawie) kryminalne
Kto ma w domu dziecko, ten wie, że czasem wystarczy chwila, by zamieniło się w prawdziwego detektywa. 🕵 Zwłaszcza gdy trzeba ustalić, kto zjadł ostatniego cukierka albo gdzie zniknęła ulubiona zabawka. 😅 Im starsze dziecko, tym poważniejsze sprawy trafiają na detektywistyczne biurko. Nie inaczej jest z Krzysiem i Hanią - w szkole, w domu, a czasem i poza nim co rusz pojawia się jakaś zagadka do rozwiązania. A kiedy ciocia policjantka dokładnie tłumaczy im, na czym polega praca detektywa, jak działa policja i czym zajmują się poszczególne jednostki, młodzi śledczy mają naprawdę pełne ręce roboty! 🔎 „Młodzi detektywi w akcji” to nie tylko pełna przygód historia dla starszaków. Pomiędzy kolejnymi zagadkami znajdziemy sporo ciekawych i merytorycznych informacji o pracy policji i śledczych. Są tu także wyjaśnienia trudniejszych pojęć, które dzięki fabule stają się znacznie łatwiejsze do zapamiętania. Co szczególnie mi się podoba? Książkę napisała policjantka, więc wiedza o pracy mundurowych została tu przedstawiona z pierwszej ręki. 👮 Dzięki temu historia nie tylko wciąga, ale też pokazuje dzieciom, jak ważne w pracy detektywa są spostrzegawczość, logiczne myślenie i umiejętność łączenia faktów. Codzienne sytuacje, zagadki, policyjne ciekawostki i ilustracje, które świetnie podkreślają emocje bohaterów - tutaj naprawdę sporo się dzieje! 🔍 Jeśli macie w domu małego detektywa, ta książka zdecydowanie powinna trafić na jego półkę. 📚 Bo kto wie… może właśnie rośnie Wam przyszły mistrz rozwiązywania kryminalnych zagadek? 😉
Fikcyjna dziewczyna
Kolejny raz sięgając po książkę Ludki Skrzydlewskiej, wiem, że czeka mnie niezła przygoda, pełna emocji, taka, która wciągnie mnie od pierwszych stron. Jak się możecie spodziewać, pochłonęłam ją w trymiga. Trzy wieczory i mogłam swobodnie odetchnąć i wszystko na spokojnie przemyśleć. Z wątkiem Autorki/Autora spotkałam się już kilka razy, jednak nie na tyle, bym nie była ciekawa, jak jeszcze można ten wątek rozwinąć. W „Fikcyjnej Dziewczynie” główna bohaterka pisze kryminały, bardzo pożądaną serię, którą niebawem ma zakończyć. Niestety komuś się to nie podoba, chce zmiany zakończenia, a najlepiej, gdyby seria trwała dłużej. Lavinia co jakiś czas dostaje liściki, słowa nadrukowane na kartkach, które odnoszą się do tego ostatniego tomu. Ktoś jakimś cudem poznał zawartość powieści, a Autorka nie wie, co ma z tym zrobić. Udaje się do swojego wydawcy, by zapytać, czy miał z tym coś wspólnego, jednak mężczyzna zaprzecza. I choć oboje nie pałają do siebie sympatią, zaczynają współpracować, by rozwiązać sprawę liścików i jednocześnie ochronić tożsamość Lavini. Kto jest osobą odpowiedzialną za wysyłanie „pogróżek”? Czy Autorce i jej Wydawcy uda się wyjść z całej sytuacji obronną ręką? Czy ta sprawa polepszy ich wzajemne stosunki do siebie? „Fikcyjna dziewczyna” to kolejna świetna książka Autorki, która aż namawia, bym przeczytała wszystkie wydane dotychczas przez nią powieści. Tak z pewnością będzie, ponieważ co chwila dokupuje kolejne egzemplarze, tylko niestety jakoś czasu brak, by do nich przysiąść. Jak już kiedyś wspominałam, pióro Ludki jest przyjemne, lekkie i z każdą następną jej książką czuję, że jest ona jedną z moich ulubionych Autorek, nawet pomimo tego, że nie przeczytałam ich dużo. Doskonale wie, jak manipulować czytelnikiem, jak wodzić go za nos, by myślał, że historia, którą czyta, będzie przewidywalna, a na sam koniec pokazuje nam wielki środkowy palec z napisem „no tego to się nie spodziewałaś/eś”. I tak rzeczywiście jest. Poza tym potrafi podsycić ogień, zwłaszcza w relacji hate-love, który tak uwielbiam. Masa emocji gwarantowana! Zapewniam Was! Bardzo podobała mi się ta historia, nie tylko z powodu dwóch wątków, które wymieniłam wyżej, ale też dlatego, że jest to romans połączony z kryminałem, a ja naprawdę lubię tego typu książki. Z jednej strony wiesz, że możesz oczekiwać płonącego romansu, scen erotycznych, a z drugiej masz do rozwiązania zagadkę, która cały czas spycha Cię w ślepy zaułek. Zawsze mam tak, że czytam opis, gdy zachęci mnie okładka, Autor, bądź książka gdzieś tam przewija się na social mediach, po czym zapominam, dlaczego chciałam dany tytuł przeczytać, więc gdy już nadchodzi ten czas, że faktycznie sięgam po powieść, to totalnie nie wiem, czego się mogę spodziewać. A więc i ten tytuł był dla mnie niemałą niespodzianką, która mnie usatysfakcjonowała. Także naprawdę gorąco zachęcam do sięgnięcia po nią, jak i po resztę książek Autorki. A w szczególności po „Opiekunkę”, gdyż to od niej zaczęła się moja przygoda z twórczością Ludki.
Nieplanowany układ
To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, więc nie znałam poprzednich tomów z cyklu "Mała Charlie". Na szczęście nie trzeba znać wcześniejszych części - wszelkie odniesienia są w pełni zrozumiałe, więc historię można czytać solo. Główna bohaterka, Camilla, to odnosząca sukcesy prawniczka, która choć jest dumna ze swojej kariery, zmaga się z ogromną samotnością. Marzy o założeniu rodziny i zostaniu mamą, ale brak odpowiedniego partnera i pasmo nieudanych randek z aplikacji tylko pogłębiają jej frustrację. Wtedy na horyzoncie ponownie pojawia się Bryan - mężczyzna, z którym w przeszłości łączył ją romans. Choć Bryan z natury unika zobowiązań i nie należy do osób skłonnych do przywiązywania się, wychodzi do Camilli z propozycją tytułowego "nieplanowanego układu". Jaki to konkretnie układ? Tego właśnie dowiecie się z lektury... Rzadko sięgam po typowe romanse (jeśli już, to wybieram raczej romantasy), ale chciałam spróbować czegoś innego i jestem z tej decyzji zadowolona. Otrzymałam lekką, niezwykle wciągającą historię do pochłonięcia "na raz", doprawioną świetnym humorem, który trafił w moje gusta. Akcja toczy się nieśpiesznie, bez gwałtownych zwrotów, a skrywane myśli i emocje bohaterów budują tajemniczą otoczkę. Na plus zasługuje również to, że sceny romantyczne są tu przedstawione z wyczuciem i ze smakiem, dzięki czemu całość czyta się bardzo komfortowo. Mimo, że fabuła bywa czasami przewidywalna, a w tekście przemknęło parę drobnych potknięć logicznych (jak bohaterka wychodząca o 6:00, która po 20 min jazdy taksówką melduje się na miejscu o 5:30) to nie odbiera to przyjemności z lektury. To pozycja warta przeczytania, przy której możemy odpocząć i emocjonalnie się zresetować. Choć to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, na pewno nie będzie ostatnie!
Połączeni miłością. #1. Związani umową
No i niestety „Połączeni miłością” Moniki Kondas nie połączyli mnie ani z historią, ani z Tobiasem, ani nawet z samym piórem autorki. 🫣 A szkoda, bo przepis na tę historię był wręcz idealnie pode mnie. Aranżowane małżeństwo, umowa, dwoje ludzi wrzuconych w związek wbrew własnej woli i jakby nie patrzeć swego rodzaju enemies to lovers, które ja przecież kocham. No kurde, co mogło pójść nie tak? No sporo... Już sam testament był dla mnie mocnym „meh”. Sara i jej siostry, żeby dostać to, co zostawił im ojciec, muszą wyjść za wskazanych przez niego mężczyzn. Panowie z kolei, żeby utrzymać swoje stanowiska, również muszą się z nimi ożenić. I tutaj naprawdę miałam takie: ale co ma piernik do wiatraka? 😂 Jeszcze jestem w stanie kupić testament, w którym ojciec stawia warunek typu „musicie wyjść za mąż w ciągu roku, żeby odziedziczyć firmę”. Okej, absurdalne, ale książkowe, lecimy. Ale wybieranie dorosłym córkom konkretnych, w dodatku praktycznie obcych facetów, których po swojej śmierci już przecież w żaden sposób nie może kontrolować? No nie. Ten układ kompletnie mnie nie przekonał. I okej… rozumiem, że miało to związek z jego historią miłosną, jednak nadal jestem na nie. A później niestety też nie znalazłam tego, na co liczyłam. Tobias kompletnie nie zdobył mojej sympatii, szczególnie przez sytuacje z innymi kobietami. Mam wrażenie, że każda laska w okolicy miała na niego jakiś radar i oczywiście zawsze coś działo się akurat wtedy, kiedy Sara mogła ich przyłapać. A ona? Noż babo, gdzie ty masz rozum… chodź pomogę Ci go poszukać. Do tego problemy pojawiały się jeden za drugim, ale równie szybko znikały. Drama, przeprosiny i lecimy z kolejną, zabrakło porządnego napięcia i budowania relacji. Kolejna rzecz to powtarzanie tych samych scen z dwóch perspektyw. Nie lubię tego zabiegu, gdy tak naprawdę nie wnosi on nic do fabuły. I tutaj przyznaję bez bicia, że być może po prostu pióro Moniki Kondas nie jest dla mnie. Czytałam już wcześniej inną książkę autorki i również nie był to mój klimat, więc chyba możemy uznać, że po prostu mijamy się gustami. 🤷🏼 I tym sposobem „Połączeni miłością” okazało się moim drugim w tym roku DNF-em. Skoro historia zaczęła mnie bardziej irytować niż wciągać, nie widziałam sensu zmuszać się do dalszego czytania. Nie wystawiam więc oceny gwiazdkowej na Lubimy Czytać, bo nie poznałam całej historii i nie byłoby dla mnie fair oceniać książki, której nie skończyłam. Po prostu tym razem jestem na nie. I chyba moja czytelnicza relacja z Moniką Kondas właśnie zakończyła się na etapie „to może jednak zostańmy znajomymi”, bo widocznie jej pióro nie jest dla mnie, ale może jeszcze kiedyś to zweryfikuje przy innej historii.
Połączeni miłością. #1. Związani umową
Umowa na związek. Umowa na… miłość?Już sam ten motyw sprawił, że byłam ciekawa tej historii. 👀💗 Sara La Rosa po śmierci ojca dowiaduje się, że jeśli chce zachować rodzinną firmę, musi spełnić warunek zapisany w testamencie- wyjść za mężczyznę wybranego przez jej ojca. Tym mężczyzną okazuje się Tobias Starling. Oczywiście żadne z nich nie planowało takiego małżeństwa. Tobias również nie jest zachwycony sytuacją, ale ma zbyt wiele do stracenia, żeby po prostu się wycofać. Ostatecznie decyduje się na układ z Sarą, tylko po to by nie stracić swojej posady w firmie jej ojca. I właśnie od tego momentu zaczyna się cała zabawa, bo co może pójść nie tak, kiedy dwoje obcych sobie ludzi zostaje zmuszonych do ślubu? No… właściwie wszystko. Początkowo między Sarą i Tobiasem trudno mówić o prawdziwym uczuciu. Łączy ich przede wszystkim umowa i konkretne korzyści, ale z czasem zaczyna pojawiać się między nimi coś więcej. Ich relacja stopniowo się zmienia, a granica pomiędzy udawanym związkiem a prawdziwymi emocjami zaczyna się zacierać. ❤ Do tego Tobias skrywa tajemnicę, która może całkowicie zmienić sposób, w jaki Sara na niego patrzy. I właśnie ten element bardzo podkręcał moją ciekawość, bo cały czas zastanawiałam się, co tak naprawdę ukrywa i jak wpłynie to na ich relację. Najbardziej podobał mi się motyw małżeństwa z przymusu, które z czasem zaczyna przeradzać się w coś prawdziwego. Uwielbiam obserwować moment, kiedy bohaterowie zaczynają sobie ufać, mimo że początkowo niczego od siebie nie chcieli. 🥹 To lekki, romantyczny i momentami bardzo emocjonalny romans, idealny dla osób, które lubią arranged marriage, marriage of convenience, sekrety i uczucie rozwijające się pomiędzy bohaterami, którzy wcale nie planowali się zakochać. 💌