ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Młodzi detektywi w akcji. Zagadki (prawie) kryminalne

Ostatnio po raz kolejny wróciłam do genialnego „Mindhuntera” i książek Johna Douglasa - jednego z pionierów profilowania kryminalnego. Lubię czytać o tym, jak z pozornie nieistotnych szczegółów, zachowania człowieka i odpowiednio zadanych pytań powoli wyłania się rozwiązanie sprawy. Mniej więcej w tym samym czasie trafiła do mnie kolorowa książka dla dzieci pod tytułem „Młodzi detektywi w akcji. Zagadki (prawie) kryminalne”. Połączenie dość osobliwe, prawda? Spokojnie, w dziecięcej książce nie ma seryjnych przestępców, mrocznych piwnic ani niczego, co mogłoby odebrać czytelnikom spokojny sen. Są za to obserwacje, świadkowie, hipotezy, ślady, podejrzani i pytania, na które nie zawsze da się odpowiedzieć od razu. John Douglas pokazuje, że śledztwo nie zaczyna się od efektownego pościgu, ale od uważnego patrzenia, słuchania i sprawdzania faktów. Małgorzata Sokołowska przekazuje dzieciom właściwie tę samą zasadę, tylko zamiast najgroźniejszych przestępców mamy zaginiony laptop, przesunięty rower, naruszony przed czasem tort i ducha grasującego w szkolnej bibliotece. Zdecydowanie spokojniej, ale dla młodego odbiorcy wcale nie mniej interesująco. Jeżeli Wasze dziecko lubi zagadki, tajemnice, szukanie różnic, ukryte szczegóły i zabawę w policjantów, odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak. Książka sprawdzi się zarówno do samodzielnego czytania, jak i podczas wspólnej lektury z rodzicem. Może zainteresować dzieci marzące o pracy w policji, ale nie trzeba planować kariery w kryminalistyce, żeby dobrze się przy niej bawić. Po lekturze książek Johna Douglasa można dojść do wniosku, że najważniejszym narzędziem śledczego nie zawsze jest nowoczesne laboratorium. Często okazują się nim dobrze zadane pytania oraz umiejętność zauważenia szczegółu, który inni uznali za nieistotny. Nie spodziewałam się, że przy okazji oglądania „Mindhuntera” znajdę tyle punktów wspólnych z książką dla dzieci, ale najwyraźniej dobre śledztwo - niezależnie od kalibru sprawy - zawsze zaczyna się podobnie.

Dzieckiem bądź Malinowska Anna

Wielkie przygody jedzonka. Z buzi do żołądka (i dalej)

Co właściwie dzieje się z kanapką, kiedy znika w naszej buzi? „Wielkie przygody jedzonka. Z buzi do żołądka (i dalej)” Róży Hajkuś zabierają dzieci w niezwykłą, zabawną i całkiem konkretną podróż przez układ pokarmowy. A o tym, jak interesująca dla małego odbiorcy jest to książka, świadczy, jak trudno było mi ją zabrać mojemu dziecku, żeby chociażby zrobić zdjęcie do tej recenzji. Kociokanapka rusza w podróż przez układ pokarmowy Poznajcie przesłodką Kociokanapkę, naszą przewodniczkę po tajnikach układu pokarmowego. Kanapeczka przemierza trasę od talerza do... no, nieco mniej uroczego końca wszystkiego, co zjadamy, i przy okazji malowniczo opowiada o tym, co dzieje się z jedzeniem trafiającym do ust. I nie jest to przy tym książka, która ślizga się po temacie. Kociokanapka razem z Tosią zabiera dzieci w podróż przez kolejne części przewodu pokarmowego - od jamy ustnej, przez gardło, przełyk i żołądek, aż po jelita. Dziecko dowiaduje się nie tylko, którędy właściwie wędruje obiad, ale też po co organizm robi z nim po drodze te wszystkie przedziwne rzeczy. Co znajdziemy w książce? Podróż jedzenia przez układ pokarmowy, wyjaśnienia dotyczące trawienia, prawdziwe nazwy narządów i procesów zachodzących w organizmie, mnóstwo humoru, kolorowe ilustracje, a na końcu także kolorowanki. Autorka w przystępny sposób operuje trudnym słownictwem, wplatając je w narrację spotykanych bohaterów, co sprawia, że nawet takie słowa jak „amylaza” dosłownie wpadają dziecku do głowy. Autorka książki, Róża Hajkuś, jest lekarką i specjalistką pediatrii. Dzięki temu za zabawną historią stoi konkretna wiedza o ludzkim organizmie. To zresztą książka popularnonaukowa dla dzieci, a nie tylko opowiadanie z anatomią gdzieś w tle. Dziecko poznaje prawdziwe procesy zachodzące w organizmie, ale robi to przy okazji śledzenia przygód bohaterów. Anatomia, która nie wygląda jak lekcja anatomii Ogromną robotę robią również ilustracje Pawła Gierlińskiego. Narządy i procesy, które na schemacie anatomicznym mogłyby czterolatkowi czy pięciolatkowi powiedzieć mniej więcej tyle, co instrukcja obsługi pralki, tutaj stają się częścią opowieści. Jest kolorowo, zabawnie i momentami absurdalnie - dokładnie tyle, ile trzeba, żeby dziecko chciało oglądać kolejną stronę. A potem pojawia się... kupa Oczywiście, jak większość rodziców może się domyślać, najwięcej uwagi wzbudziła część o jelicie grubym i o... kupie. Chyba jeszcze nigdy w życiu nie rozmawiałam tyle o Bristolskiej Skali Stolca. Codziennie. Od dwóch tygodni. I nie sądzę, żebym akurat za tym konkretnym aspektem wkrótce zatęskniła, ale skoro dziecko po przeczytaniu książki zaczyna obserwować własny organizm, zadawać pytania i z własnej inicjatywy wracać do zdobytej wiedzy, to edukacyjnie trudno o lepszą rekomendację. Serdecznie polecam. Komu szczególnie? Dzieciom ciekawym własnego ciała, małym miłośnikom książek popularnonaukowych oraz wszystkim, którzy znajdują się właśnie na etapie pytań: „A gdzie trafia jedzenie?”, „Co robi żołądek?”, „Po co są jelita?” i - nie oszukujmy się - „Jak powstaje kupa?”.

Dzieckiem bądź Malinowska Anna

Malbat znaczy grzech

Trzeci tom naprawdę bardzo mi się podobał. Od początku wciągnęłam się w historię i z każdą stroną coraz bardziej chciałam wiedzieć, co wydarzy się dalej. Było dużo emocji, napięcia i momentów, które naprawdę mnie zaskoczyły. Uwielbiam klimat tej serii — trochę mroczny, trochę niebezpieczny, ale jednocześnie pełen uczuć i relacji, które sprawiają, że bardzo łatwo przywiązać się do bohaterów. Czytało mi się ją naprawdę szybko i zdecydowanie nie żałuję, że sięgnęłam po tę serię. Jeśli lubicie romanse z nutką mroku, tajemnicami i dużą ilością emocji, to zdecydowanie warto dać jej szansę.

peaches..smile Siecińska Roksana

Sprawność emocjonalna. Jak wzmocnić 7 filarów zdrowia psychicznego

"Innymi słowy, aby dotrzeć tam, dokąd pragniesz, musisz najpierw przebrnąć przez trudności, zaakceptować pomyłki, przejęzyczenia czy tremę. Wszystko wymaga wysiłku i wytrwałości. Tylko w ten sposób możesz się rozwinąć i osiągnąć sukces." Nikogo nie dziwią tłumy na siłowni, ale pójście do psychologa nie każdemu wydaje się zwyczajną sprawą. Dla niektórych dbanie o sprawność emocjonalną wydaje się być czymś nienaturalnym. Wbrew pozorom po moim wstępie, ta książka nie skupia się na namawianiu ludzi do chodzenia do psychologa, ale może być bardzo pomocna i ja sama również do tego zachęcam. "Życie bywa skomplikowane, a wyzwania nieustannie się w nim pojawiają. Każdego dnia, tygodnia i roku. Zmagania są naszą rzeczywistością." Jesteś lekarzem, nauczycielem, sprzedawcą, prezesem, sekretarką albo liderką zespołu? Niezależnie od tego kim jesteś ważne abyś miał/a dobrze rozwiniętą sprawność emocjonalną. Świetnie sprawdzi się ona w pracy pomagając nam wspinać się po szczeblach kariery czy zarządzać zespołem ludzi, ale pomoże nam też w zwykłym życiu. Sprawność emocjonalna wzmacnia od środka, chroni przed wypaleniem i lękiem, a także zwiększa satysfakcję z życia. Dobra wiadomość jest taka, że można ją wytrenować jak bicka na siłowni. "(...) czasami nie będziemy wiedzieć, dokąd zmierzamy, dopóki nie ruszymy w drogę." Ostatnio tu coraz więcej poradników i chociaż podchodzę do nich trochę jak pies do jeża, bo na rynku wydawniczym jest mnóstwo bubli, to jednak mam to szczęście i trafiam na prawdziwe perełki. I tak było tez tym razem. Autorka świetnie podeszła do tematu. Rzetelnie go przedstawiła unikając medycznego nadęcia i nie pozbawiając tekstu lekkości. Wplotła do niego historie swoich pacjentów i na bazie tych historii rozwijała temat. Dzięki temu wszystko zostało świetnie zobrazowane. Przyznaję się bez bicia, że "przeszłam" przez tę książkę bez wykonywania ćwiczeń zaleconych przez autorkę z kilku powodów, m. in. takich, że do części nie czułam się gotowa, nie potrafiłam się przełamać, inne kwestie miałam przepracowane, a ponadto pracuję też nad sobą z psychologiem, więc ta książka nie miała być dla mnie taką terapią, a jedynie chciałam zapoznać się z tematem. Co do samej tej opisowej części to jestem nią zachwycona. Dowiedziałam się z niej wiele nowych ciekawych rzeczy, które brzmiały bardzo sensownie i wielokrotnie mnie inspirowały. Być może skorzystam w przyszłości także z ćwiczeń, jednak na ten moment nie jestem na to gotowa. Moja ocena: 9/10
Recenzjekrolewskie.blogspot.com Patrycja Sudoł

Titek poznaje przedszkole

Przedszkole - dla wielu dzieci pierwszy moment, w którym rozstają się na dłuższy okres z rodzicem. Można powiedzieć, że jest to trudne: zarówno dla malucha, jak i dla jego rodziców. Ba, czasem nawet babcia uroni łezkę i będzie podpytywać czy dziecko nie może zostać z nią. Kwestia jest jednak taka, że jest to świetny etap zarówno pod kątem rozwoju poznawczego (i dziecko chłonie wówczas niczym gąbka), jak i nauka życia w społeczeństwie (nawiązywania relacji, nauka przestrzegania norm i zasad). Mogłabym wymieniać dużo więcej - ale w tym wyjątkowym etapie często potrzebne jest wsparcie, żeby oswoić lęk. "Titek poznaje przedszkole" idealnie się do tego nadaje! Jak każda historia o Titku, ta także jest pięknie ilustrowana, ma na końcu wskazówki dotyczące adaptacji w przedszkolu (dla osoby dorosłej), a sama opowieść o chłopcu, który jest już na tyle duży, że rozpoczyna przedszkole, według mnie jest naprawdę na wysokim poziomie - i jako psycholog będę tę książkę polecała właśnie w celu przygotowania dziecka do tego, co w ogóle oznacza pójście do przedszkola i co tam dziecko może w ogóle czekać. Nie jestem w stanie przyczepić się do żadnego aspektu tej książki. Wydaje mi się, że tak właśnie powinny być wydawane książki dla dzieci - i taka powinna być ich rolka: by wprowadzać dziecko w świat w przyjazny sposób. Polecam! 

Książkowir Gałęziowska Dominika