Recenzje
Aiden. #3. Bracia Torrino
„Aiden” Moniki Kondas to historia, która od początku pokazuje, jak bardzo jedno spotkanie może zmienić życie człowieka. Z pozoru Kira Sarroni i Aiden Torrino znajdują się w zupełnie różnych światach. Ona jest młodą, temperamentną studentką, pełną energii, uśmiechu i władnych i planów. On natomiast jest kapitanem mafijnej rodziny, mężczyzną, który z pewnością nie prowadzi spokojnego i poukładanego życia, a jego codzienność naznaczona jest odpowiedzialnością, niebezpieczeństwem i demonami, z którymi musi się mierzyć. A jednak to właśnie ta dwójka odnajduje w sobie coś, czego chyba żadne z nich się nie spodziewało. Kira początkowo podchodzi do ich relacji lekko. Nie planuje wielkiej miłości, nie buduje od razu wspólnej przyszłości i przede wszystkim chce koncentrować się na sobie oraz własnym rozwoju. Aiden natomiast bardzo szybko zaczyna patrzeć na tę relację zupełnie inaczej. I właśnie ta różnica w podejściu do związku wydała mi się niezwykle ciekawa, bo pokazuje, że czasami dwoje ludzi może być w tym samym miejscu, a jednocześnie zupełnie inaczej rozumieć to, co ich łączy. Kira jest bohaterką, która od razu zwraca na siebie uwagę swoją energią. Jest temperamentna, spontaniczna, pełna życia i momentami przypomina chodzący chaos. Ale właśnie ten chaos okazuje się czymś, czego Aiden potrzebuje. Człowiek, który na co dzień funkcjonuje w świecie, gdzie trudno o spokój i zwyczajną radość, nagle otrzymuje od jednej osoby coś bardzo prostego, a jednocześnie niezwykle ważnego uśmiech. I chyba właśnie to najbardziej mnie poruszyło w ich relacji. Kira nie musi robić wielkich rzeczy, żeby wpłynąć na Aidena. Jej obecność wystarcza, by w jego życiu pojawiło się coś, czego wcześniej mogło w nim brakować. Radość, lekkość, odrobina normalności. Potrafi wywołać uśmiech na jego twarzy i sprawić, że choć na chwilę jego demony przestają być najważniejsze. Dla mnie jest to bardzo interesujący motyw, bo pokazuje, że czasami nie zakochujemy się w kimś dlatego, że ta osoba jest idealna, lecz dlatego, że przy niej sami zaczynamy być trochę inni. Aiden z kolei jest bohaterem, którego trudno sprowadzić wyłącznie do roli bezwzględnego mafijnego kapitana. Owszem, należy do świata, w którym nie ma miejsca na naiwność, a niebezpieczeństwo jest częścią codzienności, ale relacja z Kirą pozwala zobaczyć jego zupełnie inną stronę. Mężczyznę, który potrafi się martwić, który chce chronić osobę, na której zaczyna mu naprawdę zależeć, i który jest gotowy zrobić wszystko, żeby ją ocalić. I tutaj historia zaczyna nabierać zupełnie innego tempa. Bo kiedy Kira znajduje się w poważnym niebezpieczeństwie, ich relacja przestaje być jedynie sprawą między dwojgiem ludzi. Pojawia się zagrożenie, którego nie można zignorować, a Aiden musi zmierzyć się z sytuacją, w której sama siła i pozycja mogą nie wystarczyć. Szczególnie że problem nie dotyczy wyłącznie seryjnego mordercy. Ich związek zostaje odkryty. A to w świecie, w którym funkcjonuje Aiden, może oznaczać naprawdę poważne konsekwencje. Bardzo podoba mi się wątek rodziny Sarroni, ponieważ dodatkowo komplikuje sytuację. Kira nie jest przecież sama, a jej rodzina nie zamierza bezczynnie patrzeć na jej związek z Aidenem Torrino. Różnice między nimi są zbyt duże, a jego nazwisko i pozycja sprawiają, że trudno oczekiwać, iż wszyscy zaakceptują tę relację z otwartymi ramionami. Pojawia się więc kolejna przeszkoda tym razem nie związana bezpośrednio z uczuciami, ale z ludźmi, którzy chcą zdecydować, z kim Kira może być. I właśnie wtedy zaczęłam się zastanawiać, ile jesteśmy w stanie poświęcić dla osoby, którą kochamy. Czy można walczyć o miłość, kiedy przeciwko nam stają nie tylko okoliczności, ale również najbliżsi? Czy uczucie wystarczy, jeśli świat dookoła robi wszystko, żeby dwoje ludzi rozdzielić? A może czasami trzeba postawić wszystko na jedną kartę i zaryzykować, nawet jeśli konsekwencje mogą być ogromne? Aiden nie ma zbyt wiele czasu na rozważania, ponieważ Kira jest zagrożona przez bezwzględnego seryjnego mordercę. I właśnie ten element sprawił, że historia nie ogranicza się wyłącznie do romansu. Pojawia się napięcie, niepewność i pytanie, czy Aiden zdąży zrobić to, co konieczne, zanim stanie się coś, czego nie będzie można już cofnąć. Lubię takie połączenia romansu z niebezpieczeństwem, ponieważ wtedy uczucia bohaterów zostają wystawione na prawdziwą próbę. Łatwo jest mówić o miłości, kiedy wszystko układa się dobrze. Znacznie trudniej udowodnić jej znaczenie wtedy, gdy pojawia się strach, zagrożenie i możliwość utraty drugiej osoby. W „Aidenie” szczególnie interesowała mnie właśnie ta przemiana relacji. Coś, co dla Kiry miało być tylko przelotną przygodą, zaczyna nabierać znaczenia. Z kolei Aiden, który być może początkowo nie spodziewał się, jak mocno ta młoda, pełna energii dziewczyna wpłynie na jego życie, zaczyna rozumieć, że nie chce jej stracić. I to jest jeden z tych momentów, które lubię w romansach najbardziej kiedy bohaterowie muszą skonfrontować się z tym, co naprawdę czują, zamiast dalej udawać, że wszystko da się kontrolować. Kira daje Aidenowi coś, czego nie można kupić za pieniądze ani zdobyć siłą. Daje mu emocje, których być może wcześniej nie dopuszczał do siebie. A on z kolei pokazuje jej, że za pozorną surowością i niebezpiecznym życiem może kryć się człowiek gotowy postawić wszystko na jedną kartę dla osoby, która stała się dla niego ważna. Nie jest to jednak relacja pozbawiona trudnych tematów. Różnica wieku, mafijne środowisko, sprzeciw rodziny, niebezpieczeństwo i przede wszystkim seryjny morderca sprawiają, że ich droga zdecydowanie nie należy do prostych. I właśnie dlatego ich uczucie staje się czymś więcej niż zwykłym zauroczeniem. Każda kolejna przeszkoda zmusza ich do odpowiedzi na pytanie, czy naprawdę są gotowi walczyć o siebie. Podczas czytania nie mogłam nie zastanawiać się również nad tym, jak łatwo można pomylić początkową fascynację z czymś znacznie głębszym. Kira wchodzi w tę relację z przekonaniem, że potrafi zachować dystans. Aiden natomiast wydaje się znacznie szybciej dostrzegać, że Kira nie jest dla niego kolejną osobą, która pojawi się w jego życiu na chwilę. I właśnie ta różnica między nimi dodaje historii emocji. „Aiden” to dla mnie przede wszystkim opowieść o tym, że czasami osoba, której wcale nie szukaliśmy, pojawia się w naszym życiu dokładnie wtedy, kiedy najbardziej jej potrzebujemy. O uczuciu, które zaczyna się niewinnie, a później staje się czymś, czego nie można już tak łatwo odłożyć na bok. O mężczyźnie, który jest przyzwyczajony do walki, ale tym razem walczy nie o władzę czy pozycję, lecz o kobietę, która stała się dla niego naprawdę ważna. Podobało mi się również to, że Kira nie jest przedstawiona jako spokojna i przewidywalna bohaterka. Jej temperament, spontaniczność i energia stanowią ciekawy kontrast dla Aidena. Mam wrażenie, że właśnie dzięki temu ich relacja ma w sobie tak dużo napięcia. Ona wnosi do jego świata trochę światła, a on pokazuje jej rzeczywistość, której prawdopodobnie nigdy wcześniej nie znała z takiej perspektywy. A kiedy do tego wszystkiego dochodzi realne zagrożenie, zaczyna się walka z czasem. I chyba właśnie to pytanie zostaje ze mną po tej historii najmocniej: jak daleko jesteśmy gotowi się posunąć, żeby uratować osobę, którą kochamy? Czy Aiden rzeczywiście będzie w stanie ochronić Kirę? Czy ich uczucie przetrwa nie tylko zagrożenie ze strony seryjnego mordercy, ale również sprzeciw jej rodziny? Czy Kira będzie gotowa porzucić swoje wcześniejsze przekonanie, że to tylko przelotna przygoda? I co dzieje się z człowiekiem, który nagle odkrywa, że osoba, bez której wcześniej potrafił żyć, stała się kimś, kogo za wszelką cenę chce ocalić? „Aiden” zostawił mnie właśnie z takimi pytaniami. To historia o uczuciu, które pojawia się w najmniej odpowiednim momencie, o różnicach, które mogą dzielić, ale również o tym, że czasami jedna osoba potrafi całkowicie zmienić nasze spojrzenie na własne życie. A teraz jestem ciekawa Waszego zdania: czy związek, który od początku wydaje się pełen przeszkód i niebezpieczeństw, jest wart walki, jeśli uczucie okazuje się prawdziwe? Czy w takiej sytuacji postawilibyście wszystko na jedną kartę, czy jednak rozsądek wygrałby z sercem?
Echo zapomnienia
Cykl Drzewo zapomnienia to gratka dla wszystkich miłośników paranormal romance. Trylogia licząca sobie aktualnie dwa tomy prezentuje przejmującą historię w mrocznym i niebezpiecznym świecie. Warunkiem czytania jest zachowanie chronologi, ponieważ autorka podąża tropem przyczynowo-skutkowym i nakreśla nam szeroki obraz zmian zachodzących w bohaterach oraz zwrotów fabularnych zależnych od podejmowanych przez nich decyzji. Wiele motywów łączy się w dynamiczny wizerunek krainy będącej domem dla aniołów, demonów oraz ludzi a my, chociaż przecież podobnych książek było już wiele, z zachwytem przerzucamy kolejne strony nie mogąc nacieszyć wyobraźni pomysłowością autorki. December pisze bardzo plastycznie, bohaterowie mają cechy ludzkich postaci a sam świat przedstawiony rządzi się swoimi prawami i nieustannie zachwyca nowymi detalami. Emily Innocente nie spodziewała się, że jej świat tak szybko wywróci się do góry nogami. Ludzka dziewczyna sprawiła, że życie aniołów zatrzęsło się w posadach. Nad miasteczkiem Rootsville zaroiło się od anielskich zastępów. Samael zdecydował się stanąć u boku swojej towarzyszki, nie do końca rozumiejąc siłę wzajemnego przyciągania. Jednak czy nie chodzi o to, by przełamywać granicę i dokonywać niemożliwego? Bez wątpienia na największą pochwałę zasługuje mocniejsze rozwinięcie wszystkich kwestii. Tom pierwszy był ciekawym wprowadzeniem, ale dopiero tutaj akcja nabiera rozpędu. Znacznie więcej się dzieje, przygody gnają na złamanie karku, atmosfera robi się napięta a bohaterowie wypadają bardziej charyzmatycznie. Autorka oferuje nam także więcej detali związanych z anielskimi prawami, opisuje ich niełatwą historię daleko w stronę przeszłości i pozwala wyciągać pewne wnioski z podjętych wcześniej działań. Wciąż jednak pozostają pewne kwestie do wyjaśnienia będące obietnicą finału, który prawdopodobnie zwali nas z nóg a silne emocje, moralne dylematy postaci czy sam proces odnajdywania własnego miejsca w świecie zapewniają nam rozrywkę na najwyższym poziomie. "Echo zapomnienia" to pisania z pasją przygoda przywołująca wszystko co najlepsze w gatunku paranormal romance. Kiedyś zaczytywałam się w takich powieściach, później tęskniłam za podobnym książkami, dziś dzięki K.E. December mogę z zapartym tchem przerzucać strony tej literackiej wyprawy i zacierać ręce na nadchodzącą kolejną część. Każdy z Was odnajdzie się w tej fabule przez wzgląd na liczne wątki, ponieważ jest tutaj przygoda, dynamiczna akcja, niebezpieczeństwo, tajemnice i - oczywiście - miłość, piękna, emocjonalna i zupełnie nienachalna. Zdecydowanie polecam!
The STEM (Smart-Tempting-Entirely-Mine)
Po „The ASMR” wiedziałam już, że ten duet autorek potrafi stworzyć świetną historię, ale „The STEM” ponownie bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Chociaż… patrząc na to, kto jest tutaj głównym bohaterem, chyba nie mogło być inaczej. 😏 Jordan to prawdziwa chodząca katastrofa. Wraca do rodzinnego miasta z planem odbudowy swojej kariery naukowej, a zamiast tego niemal od pierwszych chwil pakuje się w kolejne tarapaty. I wtedy na scenę wkracza Cassidy Payne - jej crush z nastoletnich lat, samotny ojciec i… strażak. 🔥Czy potrzeba dodawać coś jeszcze? Dla niego dziewczyna mieszkająca po drugiej stronie płotu to mała katastrofa, która nieustannie potrzebuje ratunku. I to określenie najlepiej opisuje ich relację. Ona wpada w kłopoty, on ją z nich wyciąga, a pomiędzy kolejnymi tarapatami zaczyna dziać się coś, czego oboje chyba nie planowali a co było między nimi już od bardzo dawna. Od samego początku świetnie się bawiłam podczas lektury. Śmiałam się, kibicowałam tej dwójce, a pod koniec książki pojawiło się nawet wzruszenie. 🥹❤️ I właśnie ta mieszanka humoru, romantycznej chemii i emocji sprawiła, że tak dobrze czytało mi się tę historię. Ale „The STEM” to nie tylko lekki romans. To również opowieść o priorytetach, wyborach i walce serca z rozumem. O tym, że czasami największym wyzwaniem nie jest osiągnięcie celu, ale odpowiedź na pytanie, czego tak naprawdę chcemy. Czy wielkiej kariery czy rodziny. Fantastycznie spędziłam z tą książką czas i naprawdę mam nadzieję, że autorki jeszcze nie raz połączą siły. Ja już czekam na kolejną historię. ❤️
The STEM (Smart-Tempting-Entirely-Mine)
🧑🚒 Ta jedna mała katastrofa sprawiła, że ich drogi ponownie się przecięły. 🧪 Akcja rozpoczyna się od wyjazdu służb strażackich do wypadku spowodowanego przez…. Kota. Okazuje się, że Jordan po nieudanej karierze na Harvardzie wraca do rodzinnego miasta, gdzie dalej chciała pracować nad badaniami, w które tak bardzo wierzyła. Na miejsce zdarzenia przyjeżdżają strażacy - w tym Cassidy dawny sąsiad naukowczyni i samotny ojciec. 🧑🚒 Początkowo nic nie zwiastuje, by ich drogi miały przeciąć się prywatnie. Przełomowym momentem jest jeden wieczór, gdy mężczyzna z okna swojego domu zauważył, że ktoś włamuje się do pokoju Jordan! Od tego momentu sprawy nabierają tempa! 🧪 „The Stem” to komedia romantyczna, przy której świetnie się bawiłam! Nie zabrakło naprawdę rozbrajających momentów. Bo kto normalny w środku nocy włamuje się na cmentarz, a raczej próbuje, bo nasza Jordan oczywiście wpada w mały kłopot 😂. Nie zabrakło też wzruszających momentów jak chociażby Zara - córka Cassa, która okazywała Jordan ogromną sympatię. Były też momnty trzymające w napięciu, przez co koniecznie chciałam przeczytać „Jeszcze jeden rozdział” 🧑🚒 Książkę przez styl pisania czytało się bardzo szybko. Nawet nie zorientowałam się, kiedy skończyłam czytać! 🧪 Autorki poruszają w nich ważne tematy takie jak: samotne wychowywanie dziecka, pogoń za marzeniami, kariera vs rodzina, dyskryminacja kobiet w dziedzinie nauki. 🧑🚒 Liczyłam jedynie na „coś więcej” w trakcie wizyty głównej bohaterki oraz jej przyjaciółki u wróżki. Myślałam, że rozmowa z wróżką potwierdzi Jordan, że to co robi jest słuszne lub, że coś robi nie tak. Nie mniej, wątek o jej tacie również był interesujący. 🧪 Jeśli lubicie komedie romantyczne, pełne uczuć oraz emocji, a wątek samotnego rodzica czy małego miasteczka są bliskie waszemu sercu, to zdecydowanie polecam ten tytuł. 🧑🚒 Jak dla mnie jest to świetna pozycja na jesienny wieczór, żeby umilić sobie coraz to gorszą pogodę. Przyznaję tej książce 4,75/5 ⭐
Inteligentny inaczej. Czy AI naprawdę myśli, czy tylko doskonale udaje?
„Inteligentny inaczej” pomaga ułożyć sobie w głowie to, co obecnie dzieje się w internecie. I chyba właśnie to jest jej największą wartością. To książka o sztucznej inteligencji, inteligencji w ogóle i o tym, co właściwie mamy na myśli, kiedy używamy tych wszystkich wielkich słów. Przy okazji jest sporo historii, filozofii, matematyki i odczarowywania marketingowej narracji, która narosła wokół AI, a szczególnie AGI. Czyta się ją dobrze. Bardzo lekko. I to jest spory plus, szczególnie że większość książek poruszających podobne tematy wpada w jedną z dwóch pułapek: albo robi się z nich wykład akademicki, albo techniczny podręcznik. Tutaj autor zdecydowanie próbuje mówić po ludzku. Początkowo ten styl może wydawać się trochę przegadany. Po dłuższej lekturze zacząłem jednak widzieć w nim sens. Szczególnie jeśli spojrzymy na książkę z perspektywy osoby, która dopiero wchodzi w ten temat. Autor nie zakłada, że czytelnik od razu zna wszystkie pojęcia i używa sporo lekkich analogii. Podoba mi się też przekrojowe podejście do samego pojęcia inteligencji. Autor nie ogranicza się do jednej, wygodnej definicji, tylko rozkłada inteligencję na różne elementy i pokazuje, jak bardzo skomplikowane jest to pojęcie. I tutaj zaczyna się ciekawsza część. Momentami książka robi się bardzo filozoficzna. Czasem miałem wrażenie, że nie do końca wiem, do czego autor właściwie zmierza. Odważne jest też dość intensywne opisywanie matematyki. Doceniam próbę pokazania problemu od tej strony, momentami trochę się one ciągną i gubiłem ich główny cel. Na szczęście autor potrafi umilić czytelnikowi nawet te trudniejsze fragmenty. Matematycznych żartów jest tu całkiem sporo. Choć podejrzewam, że nie wszystkie będą równie zabawne dla osób bez odpowiedniego doświadczenia. Co ciekawe, mimo studiów z informatyki i matematyki, momentami musiałem się naprawdę mocno skupić, żeby nadążyć. To sprawiło, że zacząłem się zastanawiać, na ile książka jest faktycznie przystępna dla osoby bez takiego przygotowania. Bo z jednej strony jest bardzo dobra dla osób nietechnicznych. Są świetne porównania i analogie, które pozwalają oswoić pozornie trudne pojęcia. Z drugiej strony, nie wszystkie fragmenty są równie przystępne. Niektóre wymagają już trochę więcej cierpliwości i uwagi. Duży plus za rzetelność. Autor pokazuje sporo historii i próbuje oddzielić to, co rzeczywiście wynika z technologii, od tego, co jest elementem marketingowej narracji. Szczególnie celnie komentuje obecny hype wokół AGI. Jednocześnie mam wrażenie, że książka jest jednak wyraźnie nastawiona w określoną stronę. Czuć pewne faworyzowanie konkretnego sposobu patrzenia na problem. Nie jest to dla mnie dyskwalifikujące, ale warto mieć tego świadomość i dla równowagi sięgnąć również po pozycje prezentujące przeciwną perspektywę. Dodatkowo, to nie jest książka praktyczna. Nie siadałbym do niej w poszukiwaniu gotowych wzorców wdrożeniowych, checklist czy modeli myślowych do wykorzystania następnego dnia w pracy. To raczej bardzo obszerny felieton o inteligencji. Taki, który bierze ją na warsztat, rozkłada na czynniki pierwsze i ogląda z wielu różnych stron. I chyba właśnie dlatego dużo z tej książki wyniosłem. Nie zmieniła drastycznie mojego spojrzenia na AI. Bardziej je ugruntowała i rozszerzyła. Przy okazji wpadło mi do głowy kilka ciekawych pomysłów, a to dla mnie zawsze dobry znak po książce. Mam jednak wrażenie, że „Inteligentny inaczej” jest trochę trudniejszy niż poprzednia książka autora. Poziom był dla mnie wyższy, niż początkowo zakładałem. Mimo wszystko zdecydowanie polecam. Szczególnie jeśli ktoś chce nie tyle nauczyć się „jak używać AI”, ile lepiej zrozumieć, czym właściwie jest inteligencja, skąd wzięły się obecne zachwyty nad AI i dlaczego część internetowej narracji warto traktować z pewnym dystansem. A także nie bać się, że za kilka lat spełni się wizja z filmu Terminator. Przede wszystkim książka pomaga ułożyć sobie w głowie to, co obecnie dzieje się w internecie. A to już bardzo duża zaleta.