Recenzje
Decydujący paragraf. Kontrakt #3
„Decydujący paragraf” to trzeci tom serii, w którym Melanie Moreland ponownie wraca do losów Richarda i Katy VanRyan. Tym razem autorka stawia na historię dojrzałej miłości wystawionej na próbę przez tajemnice przeszłości, trudne decyzje i konsekwencje dawnych błędów. To romans bardziej emocjonalny niż poprzednie części, bo skupia się na małżeństwie, zaufaniu i walce o relację, która przez lata przeszła wiele burzliwych momentów. Richard pokazuje tutaj zupełnie inne oblicze, bardziej dojrzałe, świadome i gotowe do poświęceń. Relacja między nim a Katy nadal pozostaje sercem całej historii, a ich wzajemne oddanie potrafi wzruszyć czytelnika. Fabuła nie dorównuje emocjom znanym z pierwszego, czy drugiego tomu. Historia jest przewidywalna i opiera się głównie na sentymencie do bohaterów. Główny konflikt, choć jest ważny dla postaci, nie oddaje całego napięcia przez całe 400 stron. Momentami można odnieść wrażenie, że książka została napisana przede wszystkim po to, by jeszcze raz odwiedzić ulubionych bohaterów, a nie opowiedzieć historię, która rzeczywiście wnosi coś nowego do serii. Styl Melanie pozostaje jednak jej mocną stroną. Powieść czyta się szybko, dialogi są naturalne, a emocjonalne sceny wypadają wiarygodnie. Zdecydowanie doceniam ciepły klimat, humor oraz rodzinny charakter tej powieści. Lubię pióro autorki i zdecydowanie sięgnę po kolejne historie jej twórczości. Muszę też pochwalić nowe wydanie. Odświeżona szata graficzna całej serii prezentuje się znacznie nowocześniej niż starsze okładki. Jest eleganckie, spójne z trendami i zdecydowanie przyciąga wzrok. „Decydujący paragraf” to przyjemne, sentymentalne spotkanie z bohaterami serii Kontrakt, ale jednocześnie uważam, że to najsłabsza część cyklu pod względem fabularnym. Książka ma kilka wzruszających momentów i przypomina, dlaczego pokochałam Richarda i Katy, ale brakuje jej świeżości. To dobra propozycja dla fanów serii, ale raczej nie pozycja, która pozostanie w pamięci na długo. Plus za pokazanie dzieci bohaterów, bo większość książek kończy się na ich urodzeniu i nigdy nie mamy szansy ich poznać.
W jego rękach. Iluzja
Niektóre drzwi lepiej zostawić zamknięte. Problem w tym, że Ayleen nie miała takiego wyboru. Kiedy pojawiła się szansa na zdobycie pieniędzy na leczenie mamy, weszła do świata, z którego nie tak łatwo się wydostać. A ja przepadłam w tej historii od pierwszych stron. Od pierwszych stron bardzo współczułam Ayleen. To młoda dziewczyna, która nie marzy o wielkiej miłości czy przygodach. Ona po prostu chce uratować swoją mamę. Kiedy pojawia się szansa na dobrze płatną pracę, trudno się dziwić, że ją przyjmuje. I właśnie wtedy zaczyna się coś, co wywołuje coraz większy niepokój. Największe emocje wzbudził we mnie Collin. To bohater, którego trudno polubić, ale jeszcze trudniej przestać obserwować. Jest niebezpieczny, bezwzględny i budzi strach, a mimo to między nim a Ayleen pojawia się napięcie, które sprawia, że chce się czytać dalej. Ciągle zastanawiałam się, jakie są jego prawdziwe intencje. Autorka umiejętnie pokazuje świat pełen sekretów, manipulacji i pozorów. Przez większość książki nie miałam pewności, komu można ufać. Kilka razy zmieniłam zdanie na temat bohaterów i wydarzeń, co tylko zwiększało moje zaangażowanie. Najbardziej poruszył mnie jednak wątek poświęcenia dla bliskiej osoby. Ayleen wielokrotnie staje przed trudnymi wyborami i pokazuje, jak wiele człowiek jest w stanie zrobić dla kogoś, kogo kocha. To książka pełna emocji, napięcia i niebezpiecznej fascynacji. Jeśli lubicie historie, w których granica między dobrem a złem nie jest oczywista, a bohaterowie mają swoje mroczne tajemnice, to zdecydowanie warto po nią sięgnąć. Po zamknięciu ostatniej strony zostało mi jedno pytanie: ile bylibyśmy w stanie poświęcić, gdyby los postawił nas pod ścianą tak jak Ayleen? Czytajcie,polecam.
Muza rockmana
Sięgając po „Muzę rockmana”, byłam przekonana, że czeka mnie po prostu lekka historia miłosna z muzycznym tłem, taka idealna na jeden, może dwa wieczory. Taka, która umili czas, trochę rozczuli, trochę rozbawi i pozwoli na chwilę oderwać się od rzeczywistości. Tymczasem dostałam coś o wiele mocniejszego. Prawdziwy rollercoaster emocji, który nie tylko mnie wciągnął, ale też kilka razy autentycznie ścisnął za serce. To jedna z tych książek, które zaczynasz z nastawieniem na przyjemny romans, a kończysz z ciężarem emocji, wzruszeniem i tym nieprzyjemnie pięknym uczuciem, że ta historia została z tobą na dłużej. I przyznam się, uroniłam przy niej kilka łez. To, co zrobiło na mnie największe wrażenie, to fakt, że ta powieść wcale nie jest prostą historią o zakochiwaniu się. Owszem, romans jest tu bardzo ważny, ale pod warstwą przyciągania, rozmów i rodzącego się uczucia kryje się coś znacznie głębszego. To opowieść o tym, jak bardzo nasze życie potrafią naznaczyć decyzje podjęte przez innych ludzi. O tym, że czasem ponosimy konsekwencje cudzych wyborów, cudzych błędów, cudzej słabości i właśnie w tym tkwi największa niesprawiedliwość. Bo można być niewinnym, a mimo to musieć dźwigać ogromny ciężar. Ta książka bardzo mocno pokazuje, że przeszłość nie zawsze należy tylko do tych, którzy ją stworzyli czasem najmocniej uderza w tych, którzy nie mieli na nią żadnego wpływu. Powieść podkreśla, jak bohaterowie muszą zmierzyć się z konsekwencjami decyzji innych osób i z tajemnicami, które rzutują na ich życie. Ogromnie podoba mi się również to, że Penelope potrafi zaskoczyć. Naprawdę nie spodziewałam się tego, co wydarzyło się w tej książce a to, moim zdaniem, jest już spory wyczyn. W czasach, gdy tak wiele romansów opiera się na podobnych schematach, naprawdę trudno mnie czymkolwiek zdziwić. A tutaj? Udało się. To nie jest zwrot akcji wrzucony po to, żeby zaszokować czytelnika. To taki moment, po którym człowiek zatrzymuje się na chwilę i myśli: tego absolutnie się nie spodziewałam. Bohaterowie to kolejny ogromny atut tej książki. Emily Applewood od początku wzbudza sympatię. Jest młoda, ale jednocześnie silna, wrażliwa, naturalna i autentyczna; nie zna świata wielkich gwiazd od podszewki, nie zachwyca się nim bezmyślnie i właśnie dlatego tak dobrze wypada na tle rockowego otoczenia. Jest delikatna, ale nie słaba. Pogubiona, ale nie bezwolna. Jest też dość mocno poturbowana przez życie. Ma jednak w sobie coś bardzo prawdziwego i chyba właśnie dlatego tak łatwo ją polubić. Tristan Daltrey z kolei nie jest tylko stereotypowym rockmanem z plakatu. Owszem, ma wszystko, czego można się spodziewać po gwieździe rocka jest starszy, charyzmatyczny, ma surowy wygląd, tatuaże i charakterystyczny głos, wiele kobiet no i jest obiektem westchnień. Ale jednocześnie jawi się jako ktoś spokojny, dojrzały i bardzo uważny. Nie jest wydmuszką zbudowaną z seksapilu i sławy. To bohater, w którym widać emocjonalną głębię, zmęczenie życiem na pokaz i potrzebę autentycznej więzi z ludźmi, którzy niczego od niego nie chcą. I właśnie dlatego tych dwoje od razu się lubi, a ja, jako czytelniczka od razu lim kibicowałam. Między nimi nie ma tylko fizycznego przyciągania czy typowego dla romansów iskrzenia. Ich relacja rozwija się przez rozmowy, przez obecność, przez wzajemne dostrzeganie w sobie czegoś więcej. Bardzo doceniam też to, że „Muza rockmana” nie opiera się wyłącznie na romantycznych kliszach. To historia o bólu, o tajemnicach, o próbie pogodzenia się z przeszłością, ale też o wybaczeniu i o tym, że bez niego trudno pójść dalej. Autorka pokazuje, jak ważne jest przepracowanie bólu i nauczenie się życia mimo ciężaru przeszłości. I rzeczywiście, ta książka ma w sobie emocjonalną szczerość, której się nie spodziewałam. Podsumowując: spodziewałam się lekkiego romansu, a dostałam historię, która naprawdę mną poruszyła. To książka o miłości, ale nie tylko. To również opowieść o niesprawiedliwości losu, o konsekwencjach cudzych decyzji, o dźwiganiu ciężarów, których wcale nie powinno się nieść. To historia, która zaskakuje, boli i wzrusza, a przy tym daje bohaterów, których naprawdę da się polubić od pierwszych stron. Jeśli ktoś szuka romansu z emocjonalną głębią, tajemnicą i bohaterami, którzy nie są papierowi, to „Muza rockmana” zdecydowanie jest tytułem wartym uwagi.
Zaburzenia lękowe. Jak naturalnie przywrócić spokój i harmonię
Ta książka bardzo mi się spodobała i zdecydowanie nie żałuję czasu poświęconego na jej przeczytanie. Najbardziej podobało mi się to, że autorka nie opierała się wyłącznie na teorii, ale również na własnych doświadczeniach jako psycholożka. Dzięki temu mogłam zobaczyć, jak różne zaburzenia wyglądają w praktyce, a nie tylko przeczytać ich definicje. Jednocześnie wszystko było wyjaśnione od strony naukowej, co sprawiło, że łatwiej było zrozumieć poruszane zagadnienia. Podczas lektury dowiedziałam się bardzo wielu nowych rzeczy. Książka pomogła mi lepiej zrozumieć zaburzenia lękowe, nauczyć się odróżniać je od depresji oraz poznać takie problemy jak fobia społeczna czy zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne. Bardzo ciekawe było również to, że autorka nie skupiała się wyłącznie na leczeniu farmakologicznym. Dużo miejsca poświęciła diecie, składnikom odżywczym oraz innym sposobom, które mogą pomóc zmniejszyć objawy lęku i lepiej radzić sobie z nimi na co dzień. Dzięki temu książka nie tylko tłumaczy problem, ale także pokazuje praktyczne rozwiązania. Wszystkie zagadnienia zostały opisane w prosty i zrozumiały sposób, dlatego książkę czytało mi się bardzo dobrze. Jedynym minusem było dla mnie wydanie książki. W niektórych miejscach odstępy między wyrazami były bardzo małe, przez co momentami tekst czytało się trudniej. Nie wpływało to jednak na samą treść i nie przeszkodziło mi w czerpaniu przyjemności z lektury. Nie jest to książka, która wzbudza bardzo silne emocje jak powieść, ale nie taki był jej cel. Zamiast tego daje sporą dawkę wiedzy i pozwala lepiej zrozumieć zarówno siebie, jak i innych. Po przeczytaniu tej książki wiem znacznie więcej o zaburzeniach lękowych i sposobach radzenia sobie z nimi. Z przyjemnością sięgnę po kolejne książki tej autorki, jeśli w przyszłości wyda następne publikacje o podobnej tematyce. Zdecydowanie polecam tę książkę osobom, które chcą lepiej zrozumieć temat lęku i dowiedzieć się, jak można sobie z nim radzić.
Kreatywne dziecko. 70 zabaw uczących myślenia poza schematem
Kreatywność należy do tych cech człowieka, które w ostatnich dekadach zyskały wyjątkowe znaczenie zarówno w edukacji, jak i w życiu społecznym oraz zawodowym. W powszechnym rozumieniu bywa utożsamiana z talentem artystycznym, zdolnością do rysowania, komponowania muzyki czy tworzenia niekonwencjonalnych dzieł. Takie ujęcie jest jednak zbyt wąskie. W rzeczywistości kreatywność oznacza przede wszystkim zdolność do generowania nowych pomysłów, dostrzegania niestandardowych rozwiązań oraz elastycznego reagowania na zmieniające się okoliczności. Jest umiejętnością łączenia wiedzy, doświadczeń i obserwacji w sposób prowadzący do powstania czegoś nowego i wartościowego. Współczesny świat stawia przed człowiekiem coraz bardziej złożone wyzwania. Dynamiczny rozwój technologii, nieustanne przemiany społeczne oraz konieczność uczenia się przez całe życie sprawiają, że samo odtwarzanie zdobytej wiedzy przestaje wystarczać. Potrzebne staje się samodzielne myślenie, umiejętność rozwiązywania problemów i adaptowania się do nowych warunków. Kreatywność stanowi fundament wszystkich tych kompetencji. Dzięki niej człowiek potrafi szukać alternatywnych dróg działania, wykraczać poza utarte schematy i znajdować rozwiązania tam, gdzie inni dostrzegają jedynie przeszkody. Szczególne znaczenie kreatywność ma w dzieciństwie. To właśnie w pierwszych latach życia naturalna ciekawość świata osiąga największe natężenie. Dziecko eksperymentuje, zadaje pytania, bada otoczenie i tworzy własne interpretacje rzeczywistości. W tym okresie kreatywność nie jest jeszcze ograniczona przez społeczne konwencje, lęk przed oceną czy przekonanie o istnieniu jednego poprawnego rozwiązania. Dlatego tak ważne staje się stworzenie warunków, które pozwolą tę naturalną zdolność rozwijać, zamiast ją tłumić. Edukacja skoncentrowana wyłącznie na reprodukowaniu wiedzy może prowadzić do stopniowego zaniku spontaniczności i twórczej odwagi, podczas gdy odpowiednio prowadzony proces wychowawczy wzmacnia samodzielność myślenia i poczucie sprawstwa. Właśnie tej problematyce poświęcona jest książka Moniki Rutowskiej-Leśniewskiej „Kreatywne dziecko. 70 zabaw uczących myślenia poza schematem”. Autorka podejmuje temat niezwykle aktualny i istotny, przedstawiając kreatywność jako potencjał obecny w każdym dziecku. Podstawowym założeniem książki jest przekonanie, że twórcze możliwości najmłodszych mogą i powinny być rozwijane poprzez świadome działania rodziców, nauczycieli oraz opiekunów. Co więcej, jedną z największych zalet publikacji jest jej praktyczny charakter. Rutowska-Leśniewska nie ogranicza się do teoretycznych rozważań na temat istoty twórczości, lecz koncentruje się na konkretnych metodach wspierania rozwoju dziecka, a dokładnie na konkretnych aktywnościach, które pobudzaniu tej kreatywności służą. Znajdziemy tu takie zadania, jak m.in. wymienienie czego nie potrzeba do wykonania konkretnej aktywności (np. nauki języków obcych, robienia zdjęć, podróżowania), znalezienie jak największej ilości zastosowań przedmiotów (np. łyżki, koca, kubka), wymyśleniu jak największej ilości przedmiotów na daną literę, wymyśleniu własnego szyfru, stworzeniu własnego logo czy niezwykłego rysunku z wykorzystaniem dłoni i przedmiotów codziennego użytku. Stworzymy ponadto wyjątkowy plan wycieczki do magicznej Krainy Fantazji, odwiedzimy muzeum, przygotujemy również słoik kreatywnych wyzwań. Dodatkowo otrzymujemy liczne wskazówki dotyczące organizowania aktywności pobudzających wyobraźnię, rozwijających samodzielność oraz zachęcających do eksperymentowania. Autorka pokazuje, że kreatywność nie wymaga kosztownych pomocy dydaktycznych ani skomplikowanych programów edukacyjnych. Często wystarczą odpowiednio zadane pytania, stworzenie przestrzeni do swobodnej zabawy czy akceptacja dziecięcej potrzeby poszukiwania własnych rozwiązań. Przestrzeń książki została tak zaprojektowana, że znajdziemy tu aktywności z podziałem na kategorie, które pomogą sprawniej poruszać się po książce, ale i dostosować aktywności do danej grupy. Są zatem zabawy z językiem i kreatywnym myśleniem (storytelling), zadania wykorzystujące sztuki plastyczne, związane z odgrywaniem ról, aktywności wymagające wyjścia w plener i złożone zadania angażujące dziecko/klasę na dłużej. Tym samym „Kreatywne dziecko” Moniki Rutowskiej-Leśniewskiej to wartościowa i potrzebna książka, przypominająca, że kreatywność jest jedną z kluczowych kompetencji współczesnego człowieka. Autorka przekonująco pokazuje, że twórcze myślenie można rozwijać od najwcześniejszych lat życia. Publikacja stanowi cenne źródło wiedzy dla wszystkich osób zainteresowanych wspieraniem harmonijnego rozwoju dziecka i dostarcza gotowych pomysłów na aktywności/zajęcia, które dodatkowo można łączyć i modyfikować, traktując książkę zarówno jako instruktaż, jak i jako inspirację. Jej największą wartością jest jednak praktyczne ukazanie, że kreatywność rodzi się nie z wyjątkowych zdolności, lecz z ciekawości świata, odwagi zadawania pytań i możliwości samodzielnego poszukiwania odpowiedzi.