ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Fake Closeness

„Fake Closeness” to książka z dziedziny, która lubię czyli ja Cię kocham a Ty tego nie widzisz. Tylko coś tutaj nie do końca zagrało było super, ale do pełnej euforii zabrakło nieco więcej… emocji? 

Jakoś tak fajnie mi się ją czytało, ale nie miałam poczucia że jestem tą historią, nie poczułam tak na 100% bohaterów, mimo to totalnie miło spędziłam czas. „Fake closeness” to historia dwójki doświadczonych przez życie nastolatków. Ashera, który od dziecka walczył i widział rzeczy, których nie powinien widzieć nawet dorosły i rzeczy, których nie życzy się największemu wrogowi oraz Sophię, która w skrajnej diecie widzi swoje światło i ratunek mimo że czuje, że to nie do końca dobra droga.

Tych dwójkę łączą od lat silne emocje. Skrajne. Szalone. Nie do końca możliwe do zamknięcia w ciasne ramy.

On walczy, ona się poddaje. Razem mogą wiele? A może nawet i więcej niż im się wydaje.

„Fake closeness” to książka nad którą zdecydowanie warto się pochylić, daj znać co Ty o niej myślisz. :) 

Książka na dzisiaj Buczek Angelika

Regret Me Not

Dawno nie miałam tak mieszanych uczuć - bo to nie jest tak, że "Regret Me Not" jest książką słabą. To naprawdę całkiem fajna historia, tyle... że ja znam potencjał Ludki Skrzydlewskiej, jest ona jedną z moich ulubionych polskich autorek, ale dużo bardziej doceniałam pozycje z początków jej wydawania, albo jak jeszcze publikowała tylko na platformie Wattpad. "Regret Me Not" jest jakby mieszanką popularnych motywów, a twórczość Ludki Skrzydlewskiej od jakiegoś czasu skupia się już tylko na romansie i erotyce, pozbawiając historie tego, co najbardziej mnie w nich urzekało - intryg, spisków, tajemnic, prób rozwiązania zagadek... Połączenie romansu i wątku kryminalnego, a na dodatek z dużą ilością opisów (bo książki tej pisarki były kiedyś niezłymi cegiełkami), to było spełnienie moich marzeń. "Regret Me Not" jest dobra - nie da się powiedzieć, że nie. Ale już nie zachwyca, nie sprawia, że mam książkowego kaca po zaprzestaniu czytania. Cove - główną bohaterkę tej historii - znamy już z książki o jej najlepszej przyjaciółce. Tym razem to ona i jej uroczy pies grają pierwsze skrzypce - ale w sumie motyw krawcowej, która ukrywa, że dwa lata temu wzięła przypadkowy ślub w Las Vegas i nic z tym przez tyle miesięcy nie zrobiła, wydaje się z jednej strony szokujący, a z drugiej raczej niecodzienny. Oczywiście po dwóch latach sytuacja zaczyna się komplikować - bo nagle Cal się pojawia w jej życiu i twierdzi, że powinna udawać jego żonę przed jego rodziną, bo w międzyczasie przez te lata zdążył im już pokazywać jej fotki. Wcale nie jest to dziwne, nie? Bo nawet, jak chciał, żeby odczepili się od niego i nie angażowali się w jego życie miłosne, może mógł do tego podejść trochę inaczej - w końcu jest to facet zajmujący się finansami, którego majątek jest na tyle duży, że może sobie pozwolić na wynajem prywatnego samolotu: więc może mógłby sobie pozwolić także na terapię, która nauczyłaby go stawiać odpowiednie granice w kontaktach z rodziną... Gdy po dwóch latach pojawia się twój mąż i sprawia, że twoje życie może stanąć do góry nogami - racjonalną opcją na sto procent nie jest zgodzenie się na fałszywy układ, aby załatwić sobie podpis papierów rozwodowych, które nagle jakimś cudem w sumie fajnie byłoby złożyć... "Regret Me Not" ma mnóstwo fajnych momentów: ciekawych bohaterów, znakomite opisy (nie tylko te dotyczące zbliżeń intymnych, ale nawet opisów przyrody) czy chociażby cudownie przedstawione relacje przyjacielskie. No i pies - był genialnie wykreowany i faktycznie pojawiał się przez całą fabułę, więc nie był tylko dodatkiem na kilka stron! Mimo wszystko w "Regret Me Not" zabrakło mi pewnej głębi, którą wiem, że autorka jest w stanie wydobyć - bo szczególnie jej pierwsze tytuły zostawały ze mną na długo. Tytuł, który teraz dla Was recenzuję, jest raczej przeciętny - ale z przyjemnością można się w nim zaczytywać, tyle, że już nie wzbudza tyle emocji, co by mógł, gdyby Ludka Skrzydlewska bardziej zechciała wrócić do opowieści, które tworzyła wcześniej. Rozumiem, że poruszanie popularnych motywów ma sens... Ale myślę, że oryginalność Ludki Skrzydlewskiej była jej największym atutem. I trzymam kciuki, żeby te czasy jeszcze wróciły! Tymczasem polecam "Regret Me Not" - ale podkreślam, że nie jest to moja ulubiona spośród przygód, które stworzyła autorka. 

Książkowir Gałęziowska Dominika

Regret Me Not

Drogi Czytelniku, czas powrócić do San Francisco — jednak tym razem u boku zupełnie innej bohaterki, która sprawi, że będziemy piszczeć z radości, wzruszać się do łez, a momentami irytować przez decyzje podejmowane przez bohaterów. Znając twórczość Ludki, wiedziałam, że i tym razem czymś mnie zaskoczy, ale przypadkowy ślub w Vegas z przystojnym nieznajomym? Tego naprawdę się nie spodziewałam! Jeszcze nigdy nie czytałam książki z takim zwrotem akcji, dlatego od samego początku byłam niezwykle ciekawa, jak potoczą się losy Cove i Callowaya. Cove pracuje jako krawcowa i na co dzień prowadzi raczej spokojne życie, jednak kiedy tylko odchodzi od maszyny do szycia, pozwala sobie na odrobinę szaleństwa — co, szczerze mówiąc, totalnie rozumiem i bardzo wpisuje się to w mój klimat. Z kolei Calloway to jej całkowite przeciwieństwo — sztywny księgowy, zawsze perfekcyjnie ubrany w garnitur szyty na miarę, poukładany i kontrolujący praktycznie każdy aspekt swojego życia. Powiedz mi więc, Drogi Czytelniku… czy to nie brzmi jak idealna mieszanka wybuchowa? Bo uwierz mi — będzie się działo. Jeśli, Drogi Czytelniku, znasz już „Forget Me Not”, to doskonale kojarzysz Cove i wiesz, że z nią nigdy nie było nudno. Wiesz też, że dla Astry byłaby gotowa wskoczyć w ogień bez chwili zawahania. To właśnie jedna z tych przyjaźni, które uwielbiam oglądać w książkach — pozbawiona zazdrości, pełna wsparcia i obecności zarówno w tych najpiękniejszych, jak i najtrudniejszych momentach życia. Tym razem mamy okazję poznać Cove znacznie lepiej. Nadal jest szalona, spontaniczna i potrafi podejmować decyzje, które przyprawiają o zawrót głowy, ale jednocześnie dostrzegamy jej bardziej wrażliwą stronę. Okazuje się bowiem, że pod tym całym optymizmem i uśmiechem kryje się dziewczyna, która momentami czuje się zagubiona. W końcu nie codziennie przed Twoimi drzwiami staje mężczyzna, z którym spontanicznie wzięłaś ślub w Vegas, a potem uciekłaś, licząc na to, że problem rozwiąże się sam. Cóż, Drogi Czytelniku, życie ma czasem bardzo specyficzne poczucie humoru i szybko pokazuje Cove, że niektórych decyzji nie da się zamieść pod dywan. Zwłaszcza gdy ich konsekwencje są wysokie, przystojne i uparcie nie chcą zniknąć z Twojego życia. „Regret Me Not” jest jedną z tych historii, które otulają czytelnika niczym miękki koc i sprawiają, że przez większość czasu na twarzy gości uśmiech. To książka pełna ciepła, humoru i romantycznych momentów, przy których człowiek ma ochotę tylko wzdychać do bohaterów. Nie oznacza to jednak, że Ludka całkowicie oszczędza nasze serca. Między tymi wszystkimi uroczymi chwilami autorka przemyca również trudniejsze emocje i problemy, z którymi bohaterowie muszą się zmierzyć. Nie są to może dramaty, po których przez kilka dni nie można dojść do siebie, ale zdecydowanie znajdą się momenty, które chwytają za serce i przypominają, że życie nie zawsze układa się tak, jak sobie zaplanowaliśmy. To właśnie ten balans między słodyczą, humorem i bardziej emocjonalnymi wątkami sprawił, że tak dobrze bawiłam się podczas lektury. Muszę też wspomnieć o Callowayu, bo jest dokładnie tym typem bohatera, którego z każdą stroną lubi się coraz bardziej. Początkowo wydaje się sztywny, chłodny i przesadnie poukładany, jednak im lepiej go poznajemy, tym więcej dostrzegamy w nim ciepła, troski i cierpliwości. A cierpliwości do Cove naprawdę mu nie brakuje. „Regret Me Not” to także książka, w której na pewien czas zostawiamy San Francisco za sobą i przenosimy się na Alaskę. I uwierz mi, Drogi Czytelniku — właśnie tam dzieje się naprawdę sporo. Muszę Cię jednak ostrzec. Jeśli tak jak ja uwielbiasz rodzinne ciepło, wyjątkowy klimat i bohaterów, których nie da się nie pokochać, to prawdopodobnie przez te rozdziały będziesz przechodzić z uśmiechem przyklejonym do twarzy. Choć za oknem bohaterów panuje mróz, a Alaska pokazuje swoje chłodniejsze oblicze, to atmosfera panująca w domu rodziny Callowaya jest zupełnym przeciwieństwem tej pogody. Od pierwszych chwil czuć tam ciepło, bliskość i tę wyjątkową rodzinną więź, za którą aż tęskni się po przewróceniu ostatniej strony. To właśnie dzięki nim moje serce wielokrotnie miękło podczas lektury. Sposób, w jaki przyjęli Cove do swojego świata, sprawił, że sama miałam ochotę usiąść z nimi przy stole, posłuchać ich rozmów i choć przez chwilę stać się częścią tej rodziny. Alaska staje się również miejscem, w którym bohaterowie powoli zaczynają zdejmować swoje maski. W końcu, gdy spędza się ze sobą niemal każdą chwilę, coraz trudniej udawać, że nic się nie zmieniło i że ta druga osoba jest nam całkowicie obojętna. To właśnie tutaj między Cove i Callowayem zaczynają pojawiać się rozmowy, spojrzenia i momenty, których nie da się już tak łatwo zignorować. Oboje próbują jeszcze walczyć z tym, co czują, ale z każdą kolejną stroną widać, że ich mury powoli zaczynają pękać. Nie jest to jednak łatwy czas dla żadnego z nich. Każde niesie własne lęki, wątpliwości i sekrety, przez co momentami aż chciałam wejść między kartki książki i po prostu nimi potrząsnąć. Bo my, czytelnicy, bardzo szybko zaczynamy widzieć to, czego oni uparcie nie chcą dostrzec. I przez pół książki mamy ochotę krzyczeć: „Powiedzcie sobie prawdę! Jedna szczera rozmowa mogłaby wyjaśnić tak wiele!”. Szybko okazuje się jednak, że nie wszystko jest tak proste, jak mogłoby się wydawać. Ludka decyduje się poruszyć temat, który — mam wrażenie — wciąż zbyt często pozostaje tabu, szczególnie gdy mowa o związkach i wspólnej przyszłości. Wybacz mi, Drogi Czytelniku, że tym razem nie powiem Ci wprost, o co chodzi, ale jest to jeden z tych wątków, które najlepiej odkryć samodzielnie. To właśnie on sprawia, że między bohaterami pojawia się niepewność, lęk i wiele pytań bez prostych odpowiedzi. Nagle okazuje się, że uczucie to nie wszystko. Że czasami nawet jeśli dwoje ludzi bardzo chce być razem, gdzieś z tyłu głowy pojawia się strach o przyszłość i o to, czy ich oczekiwania wobec życia nie okażą się zbyt różne. Najbardziej bolało mnie jednak to, jak mocno ten problem wpływał na codzienność jednej z postaci. Choć na pierwszy rzut oka nie zawsze było to widoczne, z każdą kolejną stroną coraz bardziej dało się odczuć ciężar, jaki bohater nosił na swoich barkach. To właśnie przez niego trudno było w pełni cieszyć się szczęściem i żyć bez ciągłego zastanawiania się nad tym, co przyniesie przyszłość. I właśnie dlatego ten wątek tak mocno zapadł mi w pamięć. Nie tylko poruszał, ale też skłaniał do refleksji. Nie powiem, że nie poczułam ulgi, gdy w końcu jeden z bohaterów zrozumiał, że to go w żaden sposób nie definiuje, a ta druga osoba nie jest z nim z tego powodu, tylko dlatego, że go kocha. Za to, że mimo wszystko wciąż jest obok — nawet wtedy, gdy nie jest łatwo. Za cierpliwość, wyrozumiałość i to ciche trwanie, które często znaczy więcej niż wielkie deklaracje. „Regret Me Not” to książka, w której dominują radosne momenty sprawiające, że czytelnik nie chce odkładać jej ani na chwilę — wręcz przeciwnie, chce jak najdłużej trwać przy bohaterach. Połączenie tych dwóch skrajnie różnych charakterów na początku graniczyło z cudem, ale kiedy bohaterowie w końcu zrozumieli, czym tak naprawdę jest miłość i że to, co ich spotkało, jest uczuciem wyjątkowym, zaczęli się wzajemnie dopełniać w sposób, o jakim nawet nie myśleli. Jest mi przykro, że to już koniec przygody w San Francisco, ale wiem, że Ludka jeszcze nie raz zaskoczy mnie czymś nowym. Jeśli, Drogi Czytelniku, kochasz książki z motywem aranżowanego małżeństwa, grumpy x sunshine albo historie, w których to on zakochuje się pierwszy, jestem pewna, że przy historii Cove i Callowaya będziesz bawić się wyśmienicie. Do następnego!

booktok_zaczytana Gleba Julka

Titek i kłótnia z Tosią

„Titek i kłótnia z Tosią” Tym razem rodzeństwo przygotowuje laurki dla babci. Niewinna sprzeczka o żółtą kredkę szybko zamienia się w prawdziwą kłótnię pełną emocji. Dzięki spokojnej reakcji mamy dzieci uczą się rozmawiać o swoich uczuciach, szukać rozwiązań i dochodzić do porozumienia. To wartościowa opowieść pokazująca, że konflikty są naturalną częścią relacji i mogą być okazją do nauki współpracy. Dodatkowym atutem są piękne ilustracje, aktywizujące pytania oraz praktyczne wskazówki dla rodziców. To wartościowa lektura, która może stać się świetnym punktem wyjścia do rozmów o uczuciach i codziennych wyzwaniach, z jakimi mierzą się najmłodsi.

Zaczytane_dzieci Kucharczyk Katarzyna

W jego rękach. Iluzja

"Czasami żeby coś zbudować, najpierw trzeba to zniszczyć, a ja zamierzam zniszczyć tę dziewczynę po to, żeby odrodziła się na nowo." Często stajemy przed wyborem, który będzie dobrym albo tym złym. Ayleen staje przed takim wyborem. Co wybierze? Dziewczyna ma prawie dwadzieścia dwa lata i bardzo dużo spraw na głowie. Choroba matki, na którą potrzebne są pieniądze. Śmierć brata, która odcisnęła piętno na rodzinie. Oraz bratowa, która nie gra czysto. Ayleen traci pracę w pizzerii i nie wie co ma zrobić. Potrzebuje pieniędzy, których nie ma. Bratowa podsuwa jej propozycję dobrze płatnej pracy. Oczywiście zapomniała jej wspomnieć o kilku szczegółach, które były bardzo istotne. Ma zostać sekretarką bardzo bogatego biznesmena. Collin nie jest zwykłym biznesmenem, jest brutalnym bossem mafii. Każdy błąd to utrata życia. Ayleen jest wepchnięta w paszczę lwa, bez odwrotu. Czy miała być tylko sekretarką? W jego rękach jest zabawką. Czy ucieczka z jest możliwa? Może człowiek, z którym ma współpracować okaże chociaż odrobinę serca? O tym sami musicie się przekonać. #wjegorękachiluzja to naprawdę bardzo ciekawa historia, która wciąga czytelnika i nie pozwala się oderwać. Poznajemy bardzo młodziutką dziewczynę, która pragnie aby życie w końcu pokazało to lepsze oblicze. Pracuje za dziesięciu i cóż, zostaje zwolniona. Jej bratowa Nadine udaje, że pragnie jej szczęścia i chce jej pomóc. Tylko czy ta pomoc jest bezinteresowna? Powiem wam, że mi nie przypadła do gustu, okazuje się fałszywa i patrzy aby coś ugrać dla siebie na nieszczęściu Ayleen, która trafia w paszczę lwa. Tylko czy ten lew chce jej nieszczęścia? Collin ma swoje demony i trochę go rozumiem, dlaczego stał się takim człowiekiem jakim jest. Zimny, zdystansowany, bez skrupułów, zabija bez mrugnięcia okiem. Okazuje serce dla dziewczyny, w której coś zobaczył, coś przeskoczyło. Broni jej i nie pozwala się do niej zbliżyć nikomu, nawet bratu. :) Książkę czyta się szybko i bardzo lekko. Wciąga i nie daje wytchnienia, chcesz wiedzieć co się wydarzy na kolejnej stronie. Co przyniesie los i co będzie z tą dwójką. Z każda kartką odkrywane są co raz to nowe tajemnice, które zbliżają tę dwójkę do siebie. Jednak zakończenie daje najbardziej do myślenia, bo tam dopiero wybucha bomba. Czekam na kontynuacje, a wam polecam jak najbardziej.
ewela_czyta Polińska Ewa
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności Banki Spółdzielcze Ikona płatności BLIK Ikona płatności Crédit Agricole e-przelew Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności Inteligo Ikona płatności iPKO Ikona płatności mBank Ikona płatności Millennium Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Plus Bank Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL