Recenzje
Akademia piłkarska #3. Turniej Mistrzów
W trzecim tomie „Akademii Piłkarskiej. Turniej Mistrzów” bohaterowie ponownie przekonują się, że droga do sukcesu rzadko bywa prosta. Przed chłopcami kolejne treningi, wymagające mecze i wyzwania, które wystawią na próbę nie tylko ich piłkarskie umiejętności, ale także charakter. Gdy stawka rośnie, a przyszłość drużyny staje pod znakiem zapytania, każda decyzja i każdy mecz nabierają ogromnego znaczenia. Choć piłka nożna jest tu w centrum wydarzeń, ta historia opowiada o czymś znacznie więcej. O odpowiedzialności, presji, sile przyjaźni i współpracy oraz o tym, że największe zwycięstwa rodzą się z wytrwałości, wzajemnego wsparcia i wiary w siebie. Z przyjemnością kibicowałam bohaterom od pierwszej do ostatniej strony, bo ich emocje są autentyczne, a sukcesy naprawdę cieszą -właśnie dlatego, że trzeba na nie ciężko zapracować. To kolejna część serii, która nie tylko dostarcza sportowych emocji, ale też pokazuje młodym czytelnikom, jak wiele można osiągnąć, gdy gra się do jednej bramki. Dynamiczna akcja i krótkie rozdziały sprawiają, że książkę czyta się jednym tchem, a po zakończeniu od razu ma się ochotę sięgnąć po następny tom. Jeśli macie w domu małego fana piłki nożnej to zaproponujcie mu tę serię na wakacje
Akademia piłkarska #5. Puchar Narodów
[Zawiera drobne spoilery] Po raz kolejny sięgnęłam po następny tom przygód Leo i… czy jestem zawiedziona? Nie! Po autorze z resztą nie spodziewałam się niczego innego. Dostajemy historię pełną zwrotów akcji, nowych sojuszy oraz cennych lekcji dla naszego głównego bohatera. Leo dostaje zaproszenie na sprawdzian do drużyny, która będzie reprezentowała USA na Pucharze Narodów. Przekonujemy się, że tym razem będzie musiał stawić czoła zupełnie nowym wyzwaniom i wziąć odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale i całą drużynę. Rozwój Leo jest tutaj bardzo dynamiczny. Podoba mi się sposób w jaki chłopiec dojrzewa psychicznie do pewnych decyzji, które mają wpływ nie tylko na jego karierę ale i losy nowych kolegów. W pewnym sensie jest to przełom, bo jest to pierwszy raz, kiedy Leo nie musi (albo właśnie musi bardziej) nic nikomu udowadniać. Ale czy spocznie na laurach? No i jak potoczy się walka o tytuł? Jeżeli tak, jak ją śledzicie tę serię, sięgnijcie śmiało po kolejny tom! Na pewno się nie zawiedziecie ⚽⚽
Echo zapomnienia
K.E. December „Echo zapomnienia” 4/5⭐ Czy też czasami boicie się sięgać po kontynuację, żeby nie zepsuła Wam wrażenia po pierwszym tomie? Przyznam szczerze, że trochę bałam się kontynuacji i tego, czy spodoba mi się równie mocno jak pierwsza część. Koniec końców jestem jednak bardzo zadowolona i świetnie się bawiłam podczas czytania. Życie Emily w tej części skomplikowało się jeszcze bardziej i chyba nie ma już żadnych szans na powrót do normalności. Po tym, jak jako jedyny człowiek zabiła anioła, zwróciła na siebie uwagę anielskich zastępów, które postanowiły po nią przybyć. Autorka przez całą książkę buduje niesamowite napięcie, które cały czas utrzymuje nas w zaciekawieniu. Mogę śmiało powiedzieć, że tym razem podniosła nawet poziom pierwszej części i tę historię czytało mi się jeszcze lepiej. Mamy tutaj mnóstwo akcji, sekretów, a do tego świat pełen aniołów, nieba i piekła, który naprawdę potrafi wciągnąć. Jedyne czego się nie spodziewałam w książce to takiej zmiany w Nathanielu. Dosłownie byłam w szoku, widząc jego przemianę i to, jak bardzo zmieniło się jego zachowanie. Cała fabuła jest naprawdę dobrze przemyślana. Dostajemy sporo odpowiedzi na pytania, które pojawiły się po przeczytaniu pierwszej części, ale oczywiście w tym tomie pojawiają się kolejne tajemnice i nowe zagadki. Początek książki skupia się głównie na wyjaśnieniach oraz dużej ilości rozmów, jednak później akcja zdecydowanie przyspiesza i robi się naprawdę ciekawie. Drugi tom czytało mi się bardzo przyjemnie i uważam, że jest to naprawdę udana kontynuacja, która jeszcze bardziej wciągnęła mnie w świat bohaterów. Teraz pozostaje mi tylko czekać na kolejną część, ponieważ bardzo chcę wiedzieć, co wydarzy się dalej.
Miłość w galopie. Ranczo Srebrzyste Sosny #3
Ta seria z każdym kolejnym tomem tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że bezapelacyjnie jest jedną z najlepszych serii o kowbojach. Cole Ashby, świeżo mianowany szeryf, musi unikać wszelkich skandali, ponieważ wystarczy jeden błąd, aby zaprzepaścić swoją reputację. Jednak szalony weekend w Las Vegas sprawia, że Cole i jego najlepsza przyjaciółka Ginger niespodziewanie biorą ślub. Oboje postanawiają utrzymać to w tajemnicy - zarówno przed mieszkańcami Laurel Creek, jak i przed ojcem Ginger, wpływowym kongresmenem, który za wszelką cenę dba o nienaganny wizerunek swojej rodziny. Samotny ojciec i jego zwariowana przyjaciółka muszą udawać, że nic ich nie łączy, i wytrwać w tym przez trzy miesiące - do czasu rozwodu. Tylko co, jeśli ich uczucia zaczną się zmieniać i oboje dostrzegą szansę na wspólną przyszłość? Kocham, kocham, kocham mężczyzn z tej serii! Naprawdę detronizują wszystkich innych książkowych bohaterów. Ginger zostaje opiekunką Mabel i wprowadza się do domu Cola, aby pomóc mu w opiece nad córką podczas wakacji. Relacja kobiety z ośmioletnią dziewczynką była przepiękna. Łączyła je wspólna pasja do ogrodnictwa, dlatego z zaangażowaniem dbały o ogród, spędzając razem mnóstwo czasu. Świetnie się dogadywały, a dodatkowo często łączyły siły przeciwko Colowi, robiąc mu różne psikusy. W tej historii znajdziecie mnóstwo świetnych motywów: samotny ojciec x niania, friends to lovers, potajemny ślub w Las Vegas, kowboj i szeryf w jednym oraz motyw „moja żona”. Czego chcieć więcej? Chemia między bohaterami była wręcz niesamowita. Momentami sama nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, czytając o ich wzajemnym przyciąganiu. Spicy sceny? Chef's kiss! Autorka doskonale oddaje emocje i w bardzo naturalny sposób opisuje uczucia swoich bohaterów. Musiałam dawkować sobie tę książkę, bo nie chciałam, żeby ta historia się skończyła. Bohaterowie całkowicie mnie zauroczyli, mała Mabel była najsłodszą dziewczynką, a wiejski klimat nadał tej opowieści niezwykle ciepły, sielankowy i wręcz domowy charakter.
W jego rękach. Iluzja
💛 Czy zdarzyło Wam się ocenić kogoś po pierwszym wrażeniu, a później przekonać się, jak bardzo byliście w błędzie? 💛 Przyznam, że sięgając po „W jego rękach. Iluzja”, spodziewałam się dość klasycznego romansu mafijnego. Wiecie… niebezpieczny mężczyzna, dziewczyna z bagażem problemów i uczucie, które wywraca wszystko do góry nogami. Kathreen Bennett postawiła jednak na nieco inne tempo. Zamiast od razu wrzucać bohaterów w wir namiętności, pozwala stopniowo odkrywać ich przeszłość, motywacje i emocje. Dzięki temu łatwiej zrozumieć, dlaczego podejmują właśnie takie, a nie inne decyzje. 💛 Najbardziej w tej historii urzekła mnie Ayleen. To bohaterka, która nie jest idealna, nie zawsze podejmuje właściwe decyzje i nie próbuje udawać silniejszej, niż jest w rzeczywistości. Życie zmusza ją do podejmowania trudnych wyborów, a kolejne wydarzenia pokazują, jak cienka potrafi być granica między tym, co słuszne, a tym, co po prostu konieczne. To właśnie dzięki niej cała historia zyskuje emocjonalny wymiar i nie sprowadza się wyłącznie do mafijnych porachunków. 💛 Collin od początku pozostaje tajemnicą. Im więcej można się o nim dowiedzieć, tym trudniej jednoznacznie go ocenić. Relacja między bohaterami rozwija się spokojnie, bez pośpiechu, dzięki czemu napięcie budowane jest przede wszystkim przez rozmowy, spojrzenia i wzajemną nieufność, a nie kolejne gorące sceny. To zdecydowanie propozycja dla osób, które bardziej od błyskawicznego romansu cenią stopniowo rozwijającą się relację. 💛 Podobało mi się również, że mafijny świat nie został potraktowany jedynie jako tło dla rodzącego się uczucia. Ma realny wpływ na decyzje bohaterów, buduje atmosferę zagrożenia i sprawia, że praktycznie do samego końca trudno przewidzieć, komu można zaufać. Dzięki temu znajdziemy w tej historii miejsce na tajemnice i stopniowe odkrywanie kolejnych sekretów. Krótkie rozdziały oraz lekki styl autorki sprawiają natomiast, że książkę czyta się naprawdę płynnie. 💛 Nie obyło się jednak bez drobnego niedosytu. Momentami miałam wrażenie, że historia dopiero zaczyna rozwijać skrzydła, kiedy zbliża się do finału. Chętnie przeczytałabym więcej o samym Collinie i świecie, w którym funkcjonuje, bo wydaje się, że kryje się tam jeszcze sporo niewykorzystanego potencjału. Zakończenie wyraźnie zapowiada ciąg dalszy, ale jednocześnie pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi. 💛 Podobało mi się również to, że autorka nie próbuje na siłę szokować czytelnika. Atmosfera zbudowana jest na niepewności i stopniowym odkrywaniu kolejnych elementów tej historii. Przez większość książki miałam poczucie, że jeszcze nie wszystko zostało powiedziane, a każdy kolejny rozdział może całkowicie zmienić bieg wydarzeń. Zresztą sam tytuł wydaje się nieprzypadkowy. Pozory potrafią mylić na każdym kroku, a im dłużej poznaje się bohaterów, tym bardziej można dojść do wniosku, że nic nie jest tak oczywiste, jak wydawało się na początku. 💛 Lubię historie, które przypominają, że nie wszystko jest czarne albo białe. Czasem potrzebne jest, aby spojrzeć na niektóre rzeczy z zupełnie innej perspektywy. I właśnie ten motyw zaciekawił mnie tutaj najbardziej, bo sprawił, że „Iluzja” nie jest wyłącznie kolejnym romansem mafijnym, ale historią zachęcającą do tego, by nie ufać pierwszemu wrażeniu. 💛 Jeżeli lubicie romanse mafijne, w których napięcie budowane jest przede wszystkim przez emocje, tajemnice i stopniowo rozwijającą się relację, myślę, że „W jego rękach. Iluzja” może Was pozytywnie zaskoczyć. Jestem ciekawa, czy Wy dalibyście się wciągnąć w świat wykreowany przez Kathreen Bennett. 🩵