Recenzje
Fever Dream (Emerald Lake #1)
Uwielbiam książki Elise, po prostu nie było takiej, która by mi się nie podobała, a przeczytałam wszystkie!! Nie mogłam się doczekać „Fever dream”, bo sama fabuła zapowiadała się bardzo dobrze, ale też bohaterowie bardzo mnie intrygowali, bo siostrę Theo, mieliśmy okazję już poznać, Emmetta zresztą też. Elise już nie raz fajnie łączyła ze sobą różne serię, że i tym razem wyszło świetnie i może ta książka nie zostanie moją ulubioną to podczas czytania bawiłam się naprawdę super! Styl pisania autorki niezmiennie jest jednym z moich ulubionych, nie za długie i nie za krótkie rozdziały, idealnie wyważona cała fabuła, chemia między bohaterami to po prostu się wylewa z kolejnych stron książki, a całość jest też zarazem tak wciągająca, że po prostu nie mogłam się oderwać i czytałam rozdział za rozdziałem, bo byłam tak wciągnięta. Cały zamysł na akcje książki wyszedł naprawdę świetny, reality show, gdzie on ma „znaleźć” miłość, a on w zamiast w kandydatkach, zakochuje się w dziewczynie z produkcji, która w dodatku jest siostrą jego największego przeciwnika, do którego on nie pała sympatią. Elise pisze za każdym razem takich bohaterów, że ich po prostu nie da się nie lubić. Emmett sprawia trochę wrażenie takiego „bad boya”, ale po bliższym poznaniu, okazuje się, że to mężczyzna, który niesie na sobie ciężar wspomnień z przeszłości, zmuszony jest współpracować ze swoimi ojcem, ale też robi wszystko, aby uratować rodzinne ranczo, dlatego też zgadza się na nagrywanie programu. Julia za to dostaje szanse i po studiach, łapie pracę w swoim zawodzie, to tam spotyka po kilku latach Emmetta i chociaż z początku go unika, to póżniej, coś przeskoczyło, oni się do siebie zbliżyli, a napięcie między nimi po prostu dałoby się kroić nożem, a ja właśnie takie historię uwielbiam najbardziej!
Malbat znaczy grzech
Powiem Wam, że z każdym kolejnym tomem kocham tę serię coraz bardziej. W tej części od początku dużo się dzieje. Strach i niepewność znów zapukały do drzwi Malbatu, lecz tym razem nie są sami. Wrócił ktoś, kto jest w stanie zaryzykować dla nich wszystko. Mowa tu o nowym szefie Malbatu, czyli Alberto. Podoba mi się to, że tu nie skupiamy się tylko na historii głównych bohaterów, czyli Christiana i Alice, ale i całej paczki. Każdy z nich przeżywa własne trudne chwile, własne historie, lecz zawsze trzymają się razem, nieważne, jak trudno by było. Oczywiście cieszę się, że wróciłam do tego specyficznego vibu mafii. Kto czytał poprzednie tomy, ten wie, o co mi chodzi. Mimo wszystkich zabawnych tekstów wszystkie akcje i zagrożenia, które są bliżej, niż może się wydawać, sprawiają, że podczas czytania miałam ciarki. Wkręciłam się w tę książkę od pierwszych stron, a napięcie trzyma do ostatnich. Jeśli chodzi o wątek found family, to co tu mówić? To w końcu Malbat. Osoby, które są zupełnie inne, lecz gdy wymaga tego sytuacja, nie patrząc na konsekwencje, są w stanie zrobić dla siebie wszystko. A jeśli chodzi o Alice i Christiana, to przez to, co ostatnio się dzieje, i ciągłe bycie w czujności mają dla siebie coraz mniej czasu. Lecz gdy taki się znajdzie, nie marnują go. Gdy pojawia się ta jedna osoba, która mocno stara się zamieszać w ich związku, starają się do tego nie dopuścić, lecz nie zawsze jest łatwo. Mimo wielu problemów i przeciwności losu obydwoje doskonale wiedzą, że nie są w stanie z siebie zrezygnować. To właśnie przy sobie mogą odetchnąć i poczuć bezpieczeństwo w świecie, gdzie takie chwile są cenne i umacniają ich rodzinę. Nie da się ich nie kochać. Uwielbiam ich reakcje i to, że w tym związku czuć też przyjaźń. Ta dwójka jest dla siebie największym wsparciem w trudnych chwilach. Nawet gdy są na siebie źli, troska przychodzi im naturalnie. Kłótnie czy nieporozumienia są, bo nikt nie jest idealny, ale czy jest sens skupiać się na tym, gdy nigdy nie wiemy, ile czasu nam zostało z tą osobą? Czy pewnego dnia nie stracimy jej na zawsze? Co, jeśli życie, które do tej pory znałeś, straci sens? Na te pytania znajdziecie odpowiedź, czytając tę książkę. Ten tom pokazuje nam, że przyjaźń i miłość są największą siłą w chwilach, gdy jest źle, bo mając u boku swoich ludzi, wszystko wydaje się prostsze. A spędzając czas z osobą, bez której nie widzisz życia, korzystaj z niego w 100%, bo nigdy nie wiesz, co czeka was następnego dnia.
SET LIFE
💗 Nie dajcie się zwieść tej uroczej, różowej okładce... Bo choć wygląda jak lekki romans, w środku czeka historia pełna tajemnic, bólu, rodzinnych sekretów i walki o siebie. Emily jest przekonana, że wreszcie wszystko zaczyna układać się po jej myśli. Dostaje się na wymarzone studia i wyjeżdża do siostry, którą od zawsze podziwiała za siłę i samodzielność. Wydaje się, że to początek nowego, lepszego rozdziału. Niestety już od pierwszych dni okazuje się, że nic nie jest takie, jak myślała. Kłamstwa wychodzą na jaw, przeszłość wraca ze zdwojoną siłą, a Emily zostaje zmuszona do podejmowania decyzji, których nigdy nie chciała podejmować - tylko po to, by chronić najbliższych. To, co najbardziej urzekło mnie w tej historii, to bohaterowie. Emily jest dziewczyną, która musi bardzo szybko dorosnąć i zmierzyć się z rzeczywistością, która nie ma dla niej taryfy ulgowej. Z kolei Nigel... no cóż. To właśnie tacy bohaterowie najczęściej kradną moje serce. Zamknięty w sobie, sarkastyczny, oschły i sprawiający wrażenie, że ocenił Emily jeszcze zanim zdążył ją poznać Ich pierwsze spotkania to nieustanne docinki i wzajemne irytowanie się. Ale właśnie za takie relacje kocham romanse! Bo z czasem okazuje się, że każde z nich nosi na barkach własne rany, a mury, które zbudowali wokół siebie, nie wzięły się znikąd. Jeśli lubicie slow burn, to tutaj dostaniecie go w najlepszym wydaniu. Nic nie dzieje się za szybko, uczucia rodzą się stopniowo, a każda wspólna scena sprawia, że jeszcze mocniej kibicowałam tej dwójce. Ta relacja rozwija się naturalnie i właśnie dlatego wypada tak wiarygodnie. Ogromnym plusem są również dodatkowe wątki. Stalker, rodzinne sekrety, przeszłość, która nie daje o sobie zapomnieć, półświatek, trudne relacje rodzinne, lojalność i przyjaźń - wszystko to sprawia, że przez książkę dosłownie się płynie. Nie ma miejsca na nudę, bo autorka co chwilę dokłada kolejny element układanki. Spotkałam się z opiniami, że język jest bardzo prosty. I wiecie co? Dla mnie to był atut. Czytało mi się niezwykle lekko, dialogi brzmiały naturalnie, a historia wciągnęła mnie na tyle, że kolejne rozdziały znikały w ekspresowym tempie. Czasem właśnie taka swoboda sprawia, że jeszcze łatwiej zanurzyć się w opowieści i poczuć bliskość bohaterów. „Set Life” to historia, która pokazuje, że pozory naprawdę potrafią mylić. To nie tylko romans, ale również opowieść o zaufaniu, odnajdywaniu własnej siły, przyjaźni i walce z demonami przeszłości. Było romantycznie, momentami niebezpiecznie, czasem zabawnie, a chwilami naprawdę emocjonalnie. Jeżeli lubicie: 🩷 enemies to lovers, 🩷 powolnie rozwijający się romans, 🩷 tajemnice i rodzinne sekrety, 🩷 sarkastycznych bohaterów, 🩷 wątki stalkera i niebezpieczeństwa, 🩷 oraz paczkę przyjaciół, która staje się prawdziwą rodziną... ...to „Set Life” zdecydowanie powinno znaleźć się na Waszej liście. 💕 To bardzo udany debiut, po którym z przyjemnością sięgnę po kolejne książki autorki. 📚✨ „
SET LIFE
Muszę przyznać, że „Set Life” było jedną z największych niespodzianek mojego czytelniczego miesiąca. Gdybym miała stworzyć swoje TOP 3 przeczytanych książek czerwca, ta historia bez wątpienia znalazłaby się w tym zestawieniu. Początkowo przyciągnęła mnie przepiękna, niepozorna okładka, ale to wnętrze sprawiło, że na długo zapamiętam tę książkę. Poznajemy w niej Emily Jones, która rozpoczyna wymarzone studia w Cambridge. Wyjazd ma być początkiem nowego rozdziału w jej życiu, jednak bardzo szybko okazuje się, że zamiast spokojnego studenckiego życia czekają na nią rodzinne sekrety, kłamstwa, niebezpieczne wydarzenia i ludzie, którym nie zawsze można ufać. W tym wszystkim pojawia się Nigel Hyde - tajemniczy, arogancki chłopak, z którym Emily od pierwszego spotkania toczy słowne potyczki. Ich relacja opiera się na motywach enemies to lovers, a ich uczucie rozwija się powoli i bardzo naturalnie. To, co najbardziej spodobało mi się w tej historii, to fakt, że nie jest ona wyłącznie romansem. Autorka umiejętnie przeplata wątek romantyczny rodzinnymi sekretami, tajemnicami, niebezpieczeństwem i momentami, które naprawdę potrafią zaskoczyć. Szczególnie zaciekawił mnie wątek stalkerski oraz stopniowe odkrywanie kolejnych elementów fabuły, dzięki czemu napięcie stale rosło i trudno było oderwać się od lektury. Emily i Nigel zostali ciekawie wykreowani. Emily jest silną, momentami impulsywną bohaterką, która mimo młodego wieku wiele przeszła. Nigel natomiast początkowo sprawia wrażenie chłodnego i niedostępnego, ale z każdą stroną coraz lepiej poznajemy jego prawdziwe oblicze. Ich słowne przepychanki należały do moich ulubionych momentów w książce, a chemia między nimi była wyczuwalna od samego początku. Bardzo spodobał mi się również styl pisania autorki. Jest lekki, dynamiczny i sprawia, że kolejne rozdziały dosłownie znikają w oczach. Mimo że miałam krótką przerwę od czytania, później pochłonęłam resztę książki w jeden wieczór. Autorka świetnie oddaje emocje bohaterów i skutecznie buduje napięcie, przez co naprawdę trudno oderwać się od tej historii. Nie oznacza to jednak, że książka jest pozbawiona wad. Niektóre dialogi wydały mi się zbyt wulgarne i momentami nienaturalne, a kilka scen można było poprowadzić nieco lepiej. Miałam też wrażenie, że niektóre wątki dopiero się rozkręcają, przez co ten tom jest przede wszystkim wprowadzeniem do większej historii. Mimo tych drobnych zastrzeżeń bawiłam się podczas lektury naprawdę świetnie. „Set Life” dostarczyło mi mnóstwa emocji, zaintrygowało tajemnicami i sprawiło, że z ogromną ciekawością będę wypatrywać kontynuacji. Jeśli lubicie romanse akademickie, motywy slow burn, enemies to lovers, tajemniczych bohaterów oraz historie, w których obok uczucia pojawia się mrok i rodzinne sekrety, zdecydowanie warto dać tej książce szansę.
Włoskie komplikacje
Q: Macie jakieś alergie? „Czasem największym kłamstwem jest udawanie, że nic się nie czuje.” Nie każda komedia romantyczna musi odkrywać gatunek na nowo, żeby sprawić ogromną przyjemność. „Włoskie komplikacje” udowadniają, że czasem wystarczy słoneczna Toskania i dwoje bohaterów, którzy nie potrafią wytrzymać swojego towarzystwa. Jeden ryzykowny plan, od którego trudno się oderwać. Autorka z dużą swobodą bawi się znanymi motywami, dorzucając do nich sporą dawkę humoru oraz romantycznego napięcia. Największą siłą tej powieści są bohaterowie. Lisa i Adam nie należą do par, które zakochują się od pierwszego spojrzenia. Wręcz przeciwnie. Każde spotkanie przypomina mały pojedynek na złośliwości, cięte riposty i ukrywane emocje. Ich relacja rozwija się naturalnie, a drobne gesty i spojrzenia często mówią więcej niż najbardziej romantyczne wyznania. Nawet jeśli czytelnik domyśla się, dokąd zmierza ta historia, z przyjemnością daje się porwać tej emocjonalnej przepychance. Nie sposób nie wspomnieć o samych Włoszech, które stają się pełnoprawnym bohaterem tej opowieści. Zapach kawy o poranku, rodzinne kolacje, rozgrzane słońcem uliczki i wszechobecna atmosfera la dolce vita sprawiają, że aż ma się ochotę spakować walizkę. Owszem, fabuła momentami puszcza oko do czytelnika i nie zawsze trzyma się realizmu, ale robi to z takim urokiem, że trudno mieć jej to za złe. „Włoskie komplikacje” to ciepła, pełna humoru i odrobiny pikanterii opowieść o tym, że czasem największe uczucia rodzą się tam, gdzie początkowo była tylko irytacja. Idealna na wakacyjny wieczór, balkon z kubkiem kawy albo plażę, na której łatwo zapomnieć o upływającym czasie. A przy okazji przypomina jedną prostą prawdę - z włoskimi rodzinami i z miłością lepiej nie próbować wygrać.