ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Dług Josephine. W kajdanach lojalności

𝐑𝐄𝐂𝐄𝐍𝐙𝐉𝐀 ,,Dług Josephine w kajdanach lojalności’’ ∞/5 ,, - 𝐂𝐨 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐝𝐳𝐢𝐞𝐣𝐞, 𝐉𝐨? - 𝐖 𝐣𝐞𝐠𝐨 𝐠ł𝐨𝐬𝐢𝐞 𝐛𝐫𝐳𝐦𝐢 𝐭𝐫𝐨𝐬𝐤𝐚. - 𝐃𝐥𝐚𝐜𝐳𝐞𝐠𝐨 𝐛𝐲𝐜𝐢𝐞 𝐤𝐨𝐛𝐢𝐞𝐭𝐚̨ 𝐣𝐞𝐬𝐭 𝐭𝐚𝐤 𝐜𝐡𝐨𝐥𝐞𝐫𝐧𝐢𝐞 𝐭𝐫𝐮𝐝𝐧𝐞?’’ Niektóre książki pojawiają się w naszym życiu dokładnie wtedy, kiedy powinny. Wchodzą cicho, niepozornie, a potem zostają już wszędzie - między myślami, w sercu, w codzienności. „Dług Josephine” autorstwa Moniki był dla mnie właśnie taką historią. Nie przeczytałam tej książki. Ja ją przeżyłam. Strona po stronie, emocja po emocji, jakby ktoś bardzo delikatnie otwierał przede mną ludzkie serca i pozwalał zajrzeć do środka. Nie pamiętam, kiedy ostatnio jakaś książka aż tak mną wstrząsnęła emocjonalnie. Nie chodzi nawet o samą fabułę - chodzi o sposób, w jaki ta historia została opowiedziana. Monika ma w sobie coś niezwykłego. Jej styl pisania jest tak subtelny, delikatny i pełen emocji, że momentami miałam wrażenie, jakbym nie czytała książki, tylko słuchała czyjejś duszy. Ta kobieta pisze jak poezja. Z ogromną gracją, wyczuciem i wrażliwością. Każde zdanie coś znaczy. Każde spojrzenie bohaterów ma ciężar. Każde niedopowiedzenie zostawia ślad. I właśnie to uwielbiam w jej twórczości najbardziej - ona nigdy nie krzyczy emocjami. Ona je szepcze. A przez to trafiają jeszcze mocniej. Podczas czytania tej historii wielokrotnie łapałam się na tym, że po prostu zatrzymywałam wzrok na konkretnym fragmencie i chłonęłam go jeszcze raz. Bo Monika potrafi pisać o rzeczach trudnych w sposób niezwykle piękny. O samotności. O poświęceniu. O kobietach, które każdego dnia noszą na barkach cały świat i mimo wszystko dalej próbują się uśmiechać. Udawania, że wszystko jest w porządku, nawet kiedy w środku powoli się rozsypujemy. Motyw współczesnego świata i kobiet był tutaj czymś, co uderzyło mnie najmocniej. To nie była tylko historia romantyczna - to była historia o życiu. O tym, jak bardzo człowiek potrafi zatracić siebie dla innych. O odpowiedzialności, która przychodzi za wcześnie. O zmęczeniu ukrywanym pod pozornym spokojem. Pokazywała kobiecą siłę, ale też zmęczenie, o którym tak rzadko się mówi. To właśnie sprawiło, że czułam tę książkę tak mocno. Nie tylko ją czytałam- ja ją rozumiałam. I właśnie dlatego tak bardzo pokochałam Josephine. To jedna z tych bohaterek, których nie da się nie kochać. Naprawdę. Ona jest tak dobra, tak ciepła i jednocześnie tak zagubiona, że serce pękało mi dla niej wielokrotnie. Dziewczyna, która poświęciła własne życie, własne potrzeby i marzenia po to, żeby jej braciom było lepiej. Która każdego dnia stawiała siebie na ostatnim miejscu, bo miłość do rodziny była dla niej ważniejsza niż wszystko inne. I mimo tego ciężaru nadal miała w sobie światło. Nadal potrafiła żartować, kochać modę, mieć swoje małe pasje i momenty, w których próbowała być po prostu dziewczyną, a nie kimś, kto ciągle musi być silny. Ale najpiękniejsze w Josephine było to, że pod tym wszystkim kryła się ogromna ilość emocji i tajemnic. Nie była idealna. Była prawdziwa. Miała momenty słabości, strachu i samotności, które autorka opisała tak realistycznie, że momentami miałam wrażenie, jakbym znała ją osobiście. Bardzo dawno nie czułam tak silnej więzi z główną bohaterką. Chciałam ją przytulić. Chciałam, żeby w końcu ktoś zadbał o nią tak, jak ona dbała o wszystkich wokół. I wtedy pojawia się James. Mężczyzna, który totalnie odebrał mi serce. Naprawdę nie wiem, jak Monika stworzyła bohatera aż tak cudownego. Tak idealnego. James jest wszystkim tym, czego brakuje wielu książkowym mężczyznom. Jest spokojem. Bezpieczeństwem. Czułością. Dżentelmen to zdecydowanie za mało, żeby go opisać. To, jak traktuje kobiety, jak mówi, jak słucha, jak daje przestrzeń i jednocześnie pokazuje swoją obecność… ja przepadłam dla niego całkowicie. I co najważniejsze - on nie jest idealny w taki nierealny sposób. On po prostu ma dobre serce. W świecie pełnym bohaterów, którzy są aroganccy, chłodni albo budują swoją atrakcyjność na byciu „red flagą”, James pokazuje, że największą siłą mężczyzny może być dobroć i szacunek. Każda scena z nim sprawiała, że miękło mi serce. Każdy dialog między nim a Josephine był pełen napięcia, ale nie tego agresywnego - tylko tego delikatnego, cichego, budującego coś powoli. A motyw udawanego związku? Absolutne mistrzostwo. Monika poprowadziła ten wątek idealnie. Nic tutaj nie działo się za szybko. Nic nie było wymuszone. Oni naprawdę poznawali siebie krok po kroku. Zaczęło się od układu, od czegoś, co miało być tylko grą i wygodnym rozwiązaniem, ale z każdą stroną było czuć, jak oboje coraz bardziej tracą nad tym kontrolę. I właśnie to było najpiękniejsze. To nie była historia oparta tylko na fizycznym przyciąganiu. To była relacja budowana na obecności. Na spojrzeniach. Na rozmowach późnym wieczorem. Na małych gestach, które dla innych mogłyby wydawać się nieważne, ale tutaj znaczyły wszystko. Kocham to, jak oni z każdym dniem zaczynali czuć się przy sobie coraz bardziej komfortowo. Jak powoli opuszczali gardę. Jak uczyli się sobie ufać. Między nimi cały czas było czuć to cudowne niedopowiedzenie - ,,to przecież tylko układ”… ale serce mówiło coś zupełnie innego. I właśnie za takie relacje kocham książki Moniki Rutki. Bo ona rozumie, że największe emocje często kryją się w ciszy. W tym, czego bohaterowie jeszcze nie powiedzieli. W przypadkowym dotyku dłoni. W spojrzeniu za długim o kilka sekund. Ona potrafi budować napięcie emocjonalne w sposób wręcz uzależniający. Ogromnym przeżyciem był dla mnie również Damien. Nadal pozostaje moim ulubieńcem z poprzednich części i każda scena z nim bolała mnie na zupełnie inny sposób. To bohater, który przeszedł tak wiele, że samo jego pojawienie się wywoływało we mnie emocje. Ten moment, kiedy przychodził do pustego domu, gdzie naprawdę myślał że znajdzie Grace. Rozdzierał serce. Naprawdę. W tych fragmentach czułam ogromny smutek, tęsknotę i bezsilność. Monika niesamowicie pisze o ludziach, którzy próbują funkcjonować mimo bólu, którego nigdy do końca się nie pozbędą. Bardzo cieszyła mnie też obecność Chase’a Dla osób, które czytały „Spark”, to był naprawdę piękny powrót. Uwielbiam sposób, w jaki autorka przeplata losy swoich bohaterów. Dzięki temu jej książki tworzą jeden wielki emocjonalny świat, do którego chce się wracać. To nie są tylko pojedyncze historie - to ludzie, którzy żyją dalej, nawet po zakończeniu swojej książki. I ta końcówka… Ja naprawdę nie jestem po niej emocjonalnie stabilna. Nie spodziewałam się aż takiego rollercoastera. Monika najpierw pozwala czytelnikowi poczuć bezpieczeństwo, zakochać się w bohaterach, odnaleźć przy nich komfort, a potem nagle wszystko rozpada się na kawałki. Siedziałam po skończeniu tej książki i dosłownie patrzyłam w ścianę, próbując dojść do siebie. Ta historia mnie rozwaliła emocjonalnie. I najgorsze jest to, że teraz muszę żyć ze świadomością, że nie wiem, co będzie dalej. Nie przeżyję tego oczekiwania. „Dług Josephine” to dla mnie coś więcej niż romans. To historia o poświęceniu. O kobietach, które dają z siebie wszystko innym, zapominając o sobie. O mężczyznach, którzy pokazują, że czułość i dobroć są największą siłą. O samotności, tęsknocie i emocjach, których nie da się zatrzymać. I chyba właśnie dlatego kocham twórczość Moniki Rutki tak mocno. Bo ona nie pisze zwykłych książek. Ona tworzy historie, które zostają w człowieku na długo. Historie, które się czuje całym sobą. 

bookbywerka Filas Weronika

Harry Styles. Opowieść o talencie, wolności i muzyce. Supergwiazdy

Bardzo fajna i ciekawa lektura, szczególnie dla młodszych czytelników i fanów Harry'ego. Książeczka jest cienka, rozdziały krótkie, a styl pisania przyjemny. Książka w skrócie przedstawia drogę piosenkarza do sławy - między innymi występ w programie X Factor, rozpoczęcie działalności One Direction, przebieg koncertów i tworzenie nowych hitów, rozpad zespołu oraz emocje z tym związane, a także rozpoczęcie solowej kariery Stylesa. Ogromnym plusem jest szybkość czytania - książkę przeczytałam dosłownie w godzinkę. Naprawdę wciągnęłam się w lekturę i byłam ciekawa, o czym jeszcze wspomni autor. Muszę przyznać, że nie raz udało się mnie czymś zaskoczyć - nie znałam niektórych informacji, więc cieszę się, że mogłam w tych aspektach uzupełnić wiedzę. Historia jest zdecydowanie inspirująca - pokazuje, że warto marzyć i pracować, by spełniać swoje cele. Warto też wychodzić ze swojej strefy komfortu i próbować nowych rzeczy, by dowiedzieć się, czego tak naprawdę chcemy. Cała historia jest pełna muzyki, więc obowiązkowo w tle do czytania leciały hity Harry'ego oraz One Direction. Uwielbiam połączenie piosenek z czytaniem, więc za samo to przeżycie jest dodatkowy plus. Z jednej strony wiedziałam, że jest to książka skierowana do młodszych czytelników i jest naprawdę krótka, ale i tak miałam nadzieję, że będzie w niej opisane jeszcze więcej szczegółów. Myślę, że młodszych odbiorców usatysfakcjonuje taka liczba stron i informacji, a więcej mogłoby ich zniechęcić do czytania. Jednak ja czuję niedosyt i chciałabym dowiedzieć się jeszcze więcej. Moja ciekawość została rozbudzona i koniecznie muszę poznać więcej szczegółów dotyczących historii piosenkarza. Mimo wszystko taka długość ma też swoje plusy - książeczka jest poręczna, szybko się ją czyta, można ją zabrać wszędzie i zawiera najważniejsze wydarzenia. Wydanie jest naprawdę ładne. Okładka bardzo mi się podoba, szczególnie błyszczące napisy. Jedyny minus to brak skrzydełek, przez co trzeba bardziej uważać, by okładka się nie zaczęła psuć. Niektórym może również przeszkadzać biel kartek, jednak ja już jestem przyzwyczajona, więc nie robi mi to różnicy. Podsumowując uważam to za naprawdę fajną lekturę, zarówno dla młodszych, jak i starszych czytelników, jednak niektórym może brakować większej ilości szczegółów i bardziej rozbudowanej historii. Jestem ciekawa innych książeczek z serii ,,Supergwiazdy" i na pewno po nie sięgnę, gdy będę miała taką możliwość. Bardzo polecam 💚 

@czytanietostylzycia Szafrańska Julia

Włoskie komplikacje

Majowa pogoda nas nie rozpieszcza więc postanowiłam ją manifestować książkowo! Dziś zapraszam Was do Włoszech, gdzie wschody i zachody słońca można w pełni celebrować w brzoskwiniowym sadzie 🍑. To miał być trzytygodniowy wypad do Włoch, by uwolnić się od deszczowego Londynu oraz głównie, by pomóc przyjaciółce w organizacji wesela. Lisa ma być też druhną honorową oraz przygotować tort i słodkości. Jej radość jednak szybko się kończy, gdy w dniu wyjazdu odkrywa, że głównym światkiem ma być brat przyszłej panny młodej - Adam. Delikatnie mówiąc, nie przepadają za sobą. Ona ma do niego żal za sytuację z przeszłości a on uważa ją za zbyt głośną i chaotyczną osobę, która zaburza jego spokój. Chcieliby się unikać ale zostają wmanewrowani w udawane narzeczeństwo, które musi ze sobą dzielić sypialnie i świecić przykładem dla Państwa Młodych. Jak te 3 tygodnie zmienią ich życie? I kiedy nagle skończyło się udawanie a zaczęły prawdziwe uczucia? Ależ to było przyjemne i zabawne. Same motywy, które uwielbiam takie jak fake dating, enemies to lovers, age gap oraz grumpy& sunshine, które zostały świetnie poprowadzone. A wszystko to osadzone w słonecznej Toskanii pełnej wina, włoskich tradycji i brzoskwiń...😉 Cudowny klimat, ciekawi bohaterowie i miłosna historia pełna tytułowych komplikacji. Bardzo przyjemna i komfortowa lektura, przy której dobrze spędziłam czas i mogłam choć na chwilę poczuć wakacyjny vibe. A samo wydanie? Czyż nie jest urocze? Ogromnie Wam polecam 🍑

dorota_jago_books Jagodzińska Dorota

Włoskie komplikacje

To kolejna książka autorki, która udowadnia, że Zuzia potrafi stworzyć historię idealną. Jej styl jest genialny, bohaterowie niesamowicie autentyczni, a cała fabuła po prostu płynie tak, że nie da się oderwać od lektury. Cała historia opiera się na przyjęciu weselnym i układzie, w którym Adam i Lisa muszą udawać zakochanych narzeczonych. Chłopakowi bardzo nie podoba się ten pomysł, ale dziewczyna ma jeszcze lepszy i bardziej bolesny powód, by się nie zgodzić. W końcu to brat jej przyjaciółki, który po ich wspólnym pocałunku nazwał ją błędem, na dodatek nawet tego nie pamięta. On również nosi w sobie pewnego rodzaju ból, po tym jsk była partnerka zdradziła go z jego własnym przyjacielem. Dla mnie ta książka to był absolutnie idealny motyw enemies to lovers, poprowadzony w świetnym tempie. Zapomnijcie o miłości od pierwszych stron! Bohaterowie najpierw szczerze się na siebie złoszczą, obrażają i momentami skaczą sobie do gardeł. Ich charaktery to totalne przeciwieństwa. Lisa to roztrzepany, uroczy promyczek, którego uwielbiają dosłownie wszyscy, a do tego niezwykle zdolna cukierniczka. Z kolei Adam to starszy, wiecznie poważny architekt, który rzadko zdejmuje swoją elegancką koszulę i jest wiecznie zapracowany. Całe to szaleństwo nie miałoby jednak miejsca, gdyby nie Emma, czyli siostra Adama. Dziewczyna uknuła plan idealny i dopracowany w najmniejszym szczególe, a jej głównym celem jest wyswatanie tej dwójki. Jeśli szukacie historii pełnej emocji, świetnego humoru i genialnego napięcia, musicie przeczytać „Włoskie Komplikacje”

bookswithpysiaa Ryś Justyna

Zaborczy tatuażysta

Czas na recenzję „Zaborczy tatuażysta” Kamili Wiśniewskiej. „Miał jedynie zamaskować jej blizny Postanowił ją naprawić Kawałek po kawałku Cassandra przeszła przez piekło. Młoda, niewinna dziewczyna, która marzyła tylko o tym, by kochać i być kochaną, została okrutnie skrzywdzona. I choć od strasznych wydarzeń minęło kilka lat, a jej oprawca został przykładnie ukarany, ona wciąż żyje w cieniu swoich lęków. Po przeprowadzce do Denver jej egzystencja ogranicza się do pracy, domu i codziennych zakupów. Cassie na nic więcej sobie nie pozwala. Aż w końcu, zainspirowana przez przyjaciółkę, postanawia wyjść życiu naprzeciw i wreszcie coś zmienić. Brandon zna Denver jak własną kieszeń. Wychowywał się w tym mieście pod opieką matki, wraz z czterema braćmi. Dziś z Charlesem, Philipem, Stanleyem i Tomem współtworzy najlepszy salon tatuażu w mieście: Five Brothers Tattoo. Choć każdy z braci jest utalentowany, to właśnie Brandona uznaje się za mistrza. Prawdą jest, że potrafi on w prawdziwie artystyczny sposób zakryć rysunkiem na skórze blizny, z którymi przychodzą do niego klienci. I to do niego zwraca się Casdandra” To jedna z tych książek, które czyta się za szybko. Było trochę spicy, trochę emocji i całkiem przyjemny klimat przez całą historię. Idealna książka na wieczór, kiedy chce się po prostu odpłynąć w lekkiej historii Moją ocena to 7,5/10

Magda1266 Florek Magdalena