Recenzje
Frenemy. Przyjaciel czy wróg?
„Frenemy" to książka, która pokazuje, jak jedna decyzja może namieszać w życiu i jak łatwo ocenić kogoś po plotkach albo opinii innych. To historia o presji, marzeniach, trudnych wyborach i relacji, która z czasem staje się dużo bardziej skomplikowana, niż mogło się wydawać na początku. Książka opowiada o Erice Monroe, która marzy o studiowaniu na Stanfordzie i zdobyciu stypendium, bo bez tego nie miałaby szans spełnić swoich planów. Pewnego dnia nowa dyrektorka szkoły daje jej propozycję, Erika ma zdobyć dowody przeciwko Chase'owi Thatcherowi, chłopakowi uważanemu za problematycznego i niebezpiecznego. Dziewczyna zgadza się, choć nie jest to dla niej łatwe. Z czasem zaczyna obserwować Chase'a i odkrywa, że wcale nie jest taki, jak wszyscy o nim mówią. Między nimi pojawia się coraz większa więź, a Erika zaczyna mieć wyrzuty sumienia i wątpliwości, czy robi dobrze. Moim zdaniem książka była naprawdę przyjemna do czytania. Podobało mi się, że bohaterowie nie byli idealni i mieli swoje problemy. Relacja Eriki i Chase'a rozwijała się spokojnie, dzięki czemu wydawała się bardziej prawdziwa. Chase byt postacią, którą dało się zrozumieć i polubić mimo jego zachowania. Historia momentami była przewidywalna, ale i tak miała fajny klimat i potrafiła wciągnąć. To dobra młodzieżówka z emocjami, tajemnicami i motywem bad boya, którą czyta się lekko i szybko.
Włoskie komplikacje
Byliście kiedyś we Włoszech? Mnie się jeszcze nie udało, choć nie ukrywam, że to moje marzenie. Jednak za sprawą książki " Włoskie komplikacje" Zuzanny Kulig, odbyłam tam ostatnio literacką podróż. Przyznacie, że wizualna strona książki zachwyca. I te ozdobione brzoskwiniami brzegi. Bo też brzoskwinie odgrywają w tej historii ważną rolę. Jaką? A to już musicie sprawdzić sami. Wydawnictwo Edito red oznaczyło te książkę, jako spicy, choć według mnie, aż taka ostra nie była. Niemniej, znajdziecie w niej kilka gorących scen, więc od razu Was uprzedzam, żebyście nie byli zaskoczeni. To lekka, romantyczna opowieść z wątkiem udawanego związku, takiego od nienawiści do miłości. I zdradzę, że to pierwsza książka autorki, którą miałam okazję przeczytać. I podobał mi się jej styl pisania, sposób prowadzenia narracji oraz kształtowania bohaterów. Choć nie wszystkich polubiłam, o nie. To urokliwa włoska podróż, podróż pachnąca i smakująca brzoskwiniami. Historia, która pokazuje, jak ważna w naszym życiu jest rodzina i jak wiele jesteśmy w stanie dla niej zrobić. Opowieść o podejmowaniu ryzyka, walce ze swoim słabościami oraz szczęściu. Znajdziecie w niej iskrzące humorem dialogi, uszczypliwości i przekomarzania, szczególnie pomiędzy Lisą a Adamem. Da się wyczuć, to napięcie między nimi, które ze strony na stronę tylko rośnie. Aż w końcu zrobi się naprawdę gorąco. To doskonała opowieść na wakacyjny wyjazd. Czytana na leżaku przy basenie. Lekko pikantna, zabawna, wakacyjna opowieść.
Grenlandia. Ulotny duch Północy. Oblicza świata
Od kiedy Grenlandia stała się obiektem pożądania Stanów Zjednoczonych i prezydenta Trumpa, postanowiłam poszerzyć wiedzę na temat tej tajemniczej wyspy. Z tą myślą sięgnęłam po książkę Pauliny Tondos pt. Grenlandia. Ulotny duch Północy, która pojawiła się niedawno w serii Oblicza świata. Książka pozwala zdobyć szeroką wiedzę o wyspie, zarówno o jej historii, jak i kulturze i tradycji. Od wikingów do Duńczyków: Rys historyczny Historia osadnictwa na wyspie pokazuje, że był to proces złożony. Autorka przypomina, że pierwszymi Europejczykami na Grenlandii byli Islandczycy (wikingowie) pod wodzą Eryka Rudego. Spędzili na Grenlandii ponad 500 lat, budując osady, które w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach opustoszały w XV wieku. Legendarne relacje o pierwszych kontaktach między przybyszami z Islandii a miejscową ludnością malują obraz pełen nieufności. Współczesna dominacja duńska jest stosunkowo świeża - Duńczycy pojawili się tam „zaledwie” 200 lat temu, co rzuca nowe światło na dyskusję o suwerenności wyspy. W tym kontekście autorka podejmuje odważną polemikę z roszczeniami Donalda Trumpa. Amerykańskie zakusy na zakup lub podbój Grenlandii nie są nowym pomysłem. Jednocześnie autorka punktuje anachroniczność i kolonialny ton takich propozycji, zestawiając je z dążeniami Grenlandczyków do samostanowienia. Duchy w służbie natury: wierzenia Inuitów Paulina Tondos wnikliwie analizuje duchowość Inuitów, w której próżno szukać bogów w europejskim rozumieniu. Ich religijność opierała się na personifikacji bezlitosnych sił natury. Legendy i mity grenlandzkie, pełne okrucieństwa i potworów, pełniły funkcje społeczne - przestrzegały przed zdradą czy kazirodztwem. Kluczową postacią był szaman, pośrednik między światem żywych a groźnymi duchami. Jego rola została wyparta z tradycji Inuitów pod naporem chrześcijaństwa. Dziedzictwem tych wierzeń są dziś tupilaki - niegdyś magiczne istoty tworzone z części zwierząt, by niszczyć wrogów, dziś sprowadzone do roli turystycznej pamiątki wykonanej z kości renifera, sprzedawanej na każdym stoisku. Kuchnia, arktyczny survival i dusze w zaświatach Autorka poświęca wiele miejsca diecie Inuitów, opartej na zwierzętach morskich, rybach i ptakach. Opisy przygotowania tradycyjnych potraw (jak choćby fermentowane mięso) są niezwykle barwne. Jednocześnie mogą skutecznie zniechęcić postronnego czytelnika do degustacji. Fascynujący jest wątek używek: wraz z europejskimi kupcami dotarły tu kawa i alkohol, lecz tylko jedno z nich stało się narodowym napojem Grenlandczyków. W książce znajdziemy też szczegóły dotyczące używanych na wyspie łodzi: kajaków i większych umiakór, psów zaprzęgowych jako niezbędnego ogniwa transportu oraz medycyny, która wykorzystywała arktyczne rośliny lecznicze i części zwierząt. Życie w Arktyce wymusiło na Inuitach odmienny kodeks etyczny. Poligamia i wymiana małżonek nie wynikały z rozwiązłości, lecz z pragmatyzmu - zapewniały przetrwanie rodu w ekstremalnych warunkach. Równie poruszające są rozdziały o śmierci. Autorka opisuje skomplikowane tabu, zakazy i nakazy mające ułatwić duszy przejście w zaświaty. Każdy gest żyjących miał znaczenie, by nie rozgniewać ducha zmarłego. Współczesność: rozdarcie między Kopenhagą a Waszyngtonem Finał książki to analiza polityczna. Grenlandia zyskała strategiczne znaczenie podczas II wojny światowej. Powojenna intensywna asymilacja prowadzona przez Danię przyniosła nowoczesną infrastrukturę, ale jednocześnie zdruzgotała tożsamość rdzennych mieszkańców. Formalnie nie ma przeszkód, by wyspa stała się niepodległa. Jednakże Tondos trzeźwo ocenia sytuację: brak wykształconych kadr oraz zależność finansowa od duńskich dotacji czynią pełną suwerenność wizją dalekiej przyszłości. Całość zamyka pogłębiona analiza stosunków grenlandzko-amerykańskich. Autorka podkreśla, że wyspa ta, ze swoimi bogactwami i położeniem, pozostaje jednym z najważniejszych pól na szachownicy współczesnej geopolityki. Myślę, że lektura tej książki będzie dobrym wyborem dla osób, które wiedzą o Grenlandii tylko tyle, że ona jest. Autorka zaczyna z dużą dyscypliną, serwując nam wstęp godny rzetelnego podręcznika czy encyklopedii, co buduje solidny fundament merytoryczny pod dalszą opowieść. Ten, przyznajmy - nudny formalizm ustępuje miejsca żywiołowemu reportażowi historycznemu, w którym czuć prawdziwą pasję badawczą. Choć narracja bywa nieliniowa, a autorka przeskakuje między wątkami, ten specyficzny dynamizm nadaje całości autentycznego, wciągającego charakteru. Dzięki temu czytelnik otrzymuje świeże i nieszablonowe spojrzenie na opisywane kwestie.
Uwięzieni w grach relacyjnych. Jak wygrać bliskość
Czekałem na tę książkę, ponieważ przeczytałem już dwie poprzednie pozycje Pani Agnieszki i muszę przyznać, że jak dotąd jest to zdecydowanie najlepsza z nich. Została napisana bardzo przystępnym stylem — zaczynamy od typowego dialogu, który kończy się wygraną lub przegraną (w końcu wszyscy gramy w gry relacyjne),a następnie, krok po kroku, poprzez analizę dochodzimy do dojrzałej formy komunikacji. Dialogi kończące rozdziały momentami wydają się nieco sztuczne — ludzie raczej nie rozmawiają ze sobą w taki sposób (choć być może żyję w bańce) — ale doskonale oddają istotę problemu i spełniają swoją rolę. Kiedy dostałem książkę, pomyślałem, że jest krótka i przeczytam ją w dwa wieczory. Jednak ilość psychologicznego „mięcha” okazała się na tyle duża, że zajęło mi to więcej czasu. Co więcej, jestem pewien, że gdy przeczytam ją drugi i trzeci raz — a zapewne tak będzie — odkryję kolejne koncepty, które teraz mi umknęły. Podchodziłem do tej książki z pewnym sceptycyzmem. Bardzo podobały mi się wcześniejsze pozycje z serii „Uwięzieni”, jednak podczas ich lektury często towarzyszyła mi myśl: „może i to prawda, ale bez przesady, że słowa aż tak odciskają piętno”. Tutaj natomiast zawarte tezy naprawdę mocno do mnie trafiły. Zacząłem analizować zarówno siebie, jak i swoje otoczenie, i zauważyłem, że w wiele z opisanych gier sam grałem. Podsumowując — naprawdę świetny kawał roboty. Mam nadzieję, że pojawi się kontynuacja opisująca kolejne gry, i z pewnością będę czekał na następne książki Pani Agnieszki. Czyta się je niezwykle przyjemnie, choć wnioski i refleksje po lekturze nie zawsze są równie komfortowe. I właśnie tego oczekuję od poradników psychologicznych. 8/10 Książkę przeczytał i zrecenzował mój mąż.
Włoskie komplikacje
"Czasami trzeba wyjechać bardzo daleko, żeby odnaleźć samego siebie… i kogoś, kto patrzy na nas dokładnie tak, jak zawsze chcieliśmy.” Włoskie komplikacje to książka, która pachnie włoską kawą, słodkimi wypiekami i gorącym słońcem Toskanii. To historia lekka, romantyczna i pełna uroku, ale jednocześnie taka, przy której naprawdę można się uśmiechnąć. Lisa od pierwszych stron zdobyła moją sympatię. Jest trochę chaotyczna, czasem wpada w kłopoty, ale właśnie dzięki temu wydaje się bardzo prawdziwa. Z kolei Adam to jej totalne przeciwieństwo spokojny, poukładany i momentami irytująco pewny siebie. Ich wspólne sceny były pełne drobnych sprzeczek, napięcia i tej chemii, którą czuć praktycznie od początku. Motyw udawanego związku zawsze ma w sobie coś zabawnego i tutaj również świetnie się sprawdził. Było romantycznie, momentami słodko, ale nie przesłodzenie. Autorka bardzo dobrze pokazała, jak cienka granica dzieli irytację od uczucia. Ogromnym plusem tej książki jest klimat. Toskania wręcz żyje między stronami małe uliczki, rodzinne kolacje, włoskie emocje i ciepłe wieczory sprawiają, że podczas czytania naprawdę można poczuć wakacyjny klimat. Włoskie komplikacje to opowieść o miłości, która pojawia się wtedy, kiedy najmniej się jej spodziewamy. Ciepła, zabawna i bardzo przyjemna historia, po której ma się ochotę kupić bilet do Toskanii i zakochać się choćby na chwilę. Czytajcie,polecam. Ewelina.