Recenzje
Jak robić rzeczy, których nie chcesz robić. Samodyscyplina, która daje wolność
Książka, która mnie zachwyciła zarówno swoją prostotą, jak i celnością. Uderza prosto w cel i rozprawia się, z przyczynami tego co wiele osób nazywa lenistwem lub prokrastynacją. W psychologii mówimy, że nie ma ludzi leniwych, bo zawsze brak działania z czegoś wynika. I z tymi przyczynami problemów właśnie pracujemy na terapii. Ta książka będzie doskonałym wsparciem, dla osób, które mają trudność z odkładaniem na później. Nie zastąpi psychoterapii, ale może znacząco wesprzeć poprawę jakości życia. Gorąco polecam
Muza rockmana
Regret Me Not
Kiedy dowiedziałam się, że wychodzi Regret me not, biegiem leciałam nadrobić pierwszy tom. Bawiłam się świetnie, podobał mi się, ale to właśnie Regret me not bardziej skradło moje serce. Pierwszy tom był dobry, ale ten okazał się jeszcze lepszy. Przepadłam już od pierwszej strony i tak się wyciągnęłam, że nie wiem kiedy dojechałam do końca. Prawda jest taka, że przed tę książkę się płynie. A także to, że książki Ludki są idealne do czytania w podróży pociągiem. Bo to już kolejna pozycja jej autorstwa, którą czytałam w trasie. Umiliła mi te 6 godzin jazdy do tego stopnia, że nawet nie wiedziałam kiedy dojechałam do domu. Fabuła fabułowała, miała wszystko to, co naprawdę uwielbiam i to, co mieć powinien dobry romans. Bohaterowie tak różni, że to aż nieprawdopodobne - obecni Spontaniczny ślub w Vegas - był On zakochał się pierwszy, więc czego chcieć więcej? Może odrobiny humoru i chwytliwych tekstów...to także się znalazło. Osobiście jestem zachwycona tą historią. Zachwycona przez wielkie Z. Bawiłam się z nią naprawdę świetnie i nie żałuję ani chwili poświęconej na czytanie. Dlatego też nie pozostaje mi nic innego jak polecić Wam tę książkę. Zapiszcie sobie ten tytuł i w wolnej chwili po niego sięgnijcie.
Regret Me Not
„Nie pamiętam, kiedy ostatnio serce biło mi tak szybko poza momentami, gdy on jest blisko”. Jeden wieczór w Vegas, jedno spojrzenie, kiczowata kaplica i obrączka na palcu następnego ranka. Później zniknął na dwa lata… Wrócił niczym huragan z groźnym spojrzeniem i prośbą, by udawała. Szaleńcza miłość? To będzie trudne. Oni tak różni od siebie… Mroźna Alaska, kilka wspólnych chwil i spojrzenia zdradzające wszystko. Bo kiedy udajesz miłość bardzo szybko można zakochać się w jej wizji i drugim człowieku… „Najbardziej wartościowe w życiu bywa to, czego nie możemy mieć”. Pióro Ludki Skrzydlewskiej polubiłam już bardzo dawno temu. Na samym początku zachwycały mnie dreszcze, ta niepewność i oczywiście miłość. Później odkryłam zabawną stronę autorki i przepadłam jeszcze bardziej, bo humor w jej książkach jest dokładnie taki, jak lubię. Sięgam po nie bez wahania wiedząc, że brzuch będzie bolał mnie od śmiechu, a wzruszenie pojawi się niespodziewanie. A jak było z „Regret Me Not”? Cudownie się bawiłam! Czytało mi się tak dobrze, tak przyjemnie, że pojawienie się epilogu bardzo mnie zaskoczyło. A główni bohaterowie? Zakochiwali się w sobie powoli kradnąc też moje serce. Cove Kolorowy ptak. Dziewczyna, która w moich oczach była taką pozytywną wariatką z iskrą i cudownym charakterkiem. Śmiała, ciekawa świata, kochająca kolory i swoich bliskich. Tylko nie było ich wielu… Jej samotność i pragnienie bliskości łamały mi serce. Nie spodziewałam się tego ciosu, szarości pośród tylu kolorów i przez to też poczułam z nią więź. Każdy jej uśmiech radował, a łza bolała. Niespodziewanie łzy w pewnym momencie pojawiły się i w moich oczach. Calloway Przystojny, gburowaty i bajecznie bogaty. Na początku był dla mnie zagadką, intrygował i mieszał w głowie. Niby sztywny i zdystansowany, ale też czuły. Za każdym razem, kiedy mówił do niej „ananasku” moje serce biło szybciej. Chciał to wszystko zakończyć, a jednak tak się starał… Wiele pięknych małych i wielkich gestów. Potrafił mnie rozczulić, ale też rozgniewać, bardzo. Obserwowanie rozwoju ich relacji było czystą przyjemnością. Na mojej twarzy często pojawiał się uśmiech, czasem nawet wybuchałam śmiechem, były rumieńce, motylki, ale też ucisk w sercu. Takie historie są dla mnie cudownie komfortowe i chyba nigdy mi się nie znudzą. Kocham czytać o takiej miłości i odpoczywać przy tym, tak po prostu. Bardzo podobało mi się, że tak ogromną rolę w tej książce odgrywał Furdinand, czyli pies głównej bohaterki. Czy kilka razy przez niego popłakałam się ze śmiechu? Możliwe… Kolejne piękne oblicze miłości i czułości. I choć autorka zabrała mnie w podróż na Alaskę w sercu czułam ciepło. Calloway i jego rodzina… To było to ciepło. Szalona rodzinka, miłość i przytyki rodzeństwa. Czasem nie zdajemy sobie sprawy jak cenne są tak normalne rzeczy. Tę książkę będę kojarzyć z uśmiechem, nutką szaleństwa, kolorami, miłością i jej obliczami. Na widok ananasa już zawsze będę się uśmiechać. Lubię kiedy gburek odnajduje swoje słoneczko i zaczyna się uśmiechać. Lubię książki, które wywołują uśmiech i wzruszenie. Lubię takie romanse. Lubię pióro autorki. Bardzo lubię książkę „Regret Me Not” i jej bohaterów. Polecam!
Włoskie komplikacje
„Włożył garnitur, choć wcale nie musiał. Ten koleś nie posiada dresów, bo przecież noszenie ich zepsułoby jego wizerunek gbura z kijem w dupie.” Brzoskwinie, cięty dowcip i miłosne turbulencje w słonecznej Toskanii. Czy można zakochać się w książce, która na każdej stronie wywołuje uśmiech, a czasem gromkie parsknięcie śmiechu? Zuzanna Kulik udowadnia, że tak bo zabiera nas w podróż do słonecznej Toskanii. „Włoskie komplikacje” to lekka komedia romantyczna, która z wdziękiem oddaje całą gamę emocji i przez którą dosłownie się płynie. Ta historia jest jak włoskie dolce vita, pełna słońca, humoru i nieprzewidywalnych zwrotów akcji. Roztrzepana cukierniczka i sztywny architekt. Oj będzie się działo. Lisa to cukierniczka z temperamentem oraz chodzący chaos. A teraz właśnie ma uciec z deszczowego Londynu do pięknej i słonecznej Toskanii na ślub przyjaciółki. Więc szykuje się na super wakacje, ale będzie musiała jakoś przeżyć a najlepiej unikać pewnego przystojnego architekta, który na domiar złego jest bratem przyszłej panny młodej. Tylko los, a może równie szalona przyjaciółka ma wobec nich inny plan. Bo ta dwójka musi udawać narzeczeństwo, a szczerze to nie darzą się sympatią. Ich relacja to jak połączenie benzyny z ogniem, trzeba być przygotowanym na wszystko. „Jak wytłumaczyć umysłowi, że ona jest utrapieniem, chodzącym powodem do irytacji i całkowitym przeciwieństwem kobiet w moim typie? Wściekam się na myśl, że jest zdolna do wszczęcia kłótni z byle powodu. Ale tracę grunt pod nogami, kiedy z tym swoim lekkim uśmiechem powoli schodzi na dół.” Gdy czytałam, to po prostu czułam ten zapach brzoskwiń, które są tu wszechobecne. Wszystko nimi pachnie, nawet Lisa, ale jest ktoś kto nie przepada za tym owocem, a mowa o Adamie. Ten zapach unosi się nad każdą ich kłótnią i wydarzeniami jakie ich spotykają. Droga od nienawiści do miłości jest tu wybrukowana chaosem, humorem, ciętymi ripostami i delikatną intrygą. Przeciwieństwa się przyciągają, a tutaj jest to świetnie ukazane. Zuzanna Kulig świetnie bawiła się moimi emocjami, raz wybuchałam śmiechem, by za chwilę być świadkiem scen pełnych napięcia, złości, niedopowiedzeń i skomplikowanych uczuć. Dialogi są tu naprawdę zabawne, cięte i żywe. Tak jak wszystkie postacie, które są w tej książce. „Włoskie komplikacje” to idealna propozycja by poprawić wam humor i zapewnić miłe popołudnie. To komedia romantyczna z nutą ironii, szczyptą czułości i szalonymi postaciami oraz różnicą wieku. Jeśli lubicie takie historie to koniecznie sięgnijcie po nią i pozwólcie sobie na brzoskwiniową przyjemność w słonecznej Toskanii. Bo ja zakochałam się w tej historii i tych bohaterach oraz miałam wielką frajdę przy jej czytaniu. Polecam.