Recenzje
Grenlandia. Ulotny duch Północy. Oblicza świata
Od kiedy Grenlandia stała się obiektem pożądania Stanów Zjednoczonych i prezydenta Trumpa, postanowiłam poszerzyć wiedzę na temat tej tajemniczej wyspy. Z tą myślą sięgnęłam po książkę Pauliny Tondos pt. Grenlandia. Ulotny duch Północy, która pojawiła się niedawno w serii Oblicza świata. Książka pozwala zdobyć szeroką wiedzę o wyspie, zarówno o jej historii, jak i kulturze i tradycji. Od wikingów do Duńczyków: Rys historyczny Historia osadnictwa na wyspie pokazuje, że był to proces złożony. Autorka przypomina, że pierwszymi Europejczykami na Grenlandii byli Islandczycy (wikingowie) pod wodzą Eryka Rudego. Spędzili na Grenlandii ponad 500 lat, budując osady, które w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach opustoszały w XV wieku. Legendarne relacje o pierwszych kontaktach między przybyszami z Islandii a miejscową ludnością malują obraz pełen nieufności. Współczesna dominacja duńska jest stosunkowo świeża - Duńczycy pojawili się tam „zaledwie” 200 lat temu, co rzuca nowe światło na dyskusję o suwerenności wyspy. W tym kontekście autorka podejmuje odważną polemikę z roszczeniami Donalda Trumpa. Amerykańskie zakusy na zakup lub podbój Grenlandii nie są nowym pomysłem. Jednocześnie autorka punktuje anachroniczność i kolonialny ton takich propozycji, zestawiając je z dążeniami Grenlandczyków do samostanowienia. Duchy w służbie natury: wierzenia Inuitów Paulina Tondos wnikliwie analizuje duchowość Inuitów, w której próżno szukać bogów w europejskim rozumieniu. Ich religijność opierała się na personifikacji bezlitosnych sił natury. Legendy i mity grenlandzkie, pełne okrucieństwa i potworów, pełniły funkcje społeczne - przestrzegały przed zdradą czy kazirodztwem. Kluczową postacią był szaman, pośrednik między światem żywych a groźnymi duchami. Jego rola została wyparta z tradycji Inuitów pod naporem chrześcijaństwa. Dziedzictwem tych wierzeń są dziś tupilaki - niegdyś magiczne istoty tworzone z części zwierząt, by niszczyć wrogów, dziś sprowadzone do roli turystycznej pamiątki wykonanej z kości renifera, sprzedawanej na każdym stoisku. Kuchnia, arktyczny survival i dusze w zaświatach Autorka poświęca wiele miejsca diecie Inuitów, opartej na zwierzętach morskich, rybach i ptakach. Opisy przygotowania tradycyjnych potraw (jak choćby fermentowane mięso) są niezwykle barwne. Jednocześnie mogą skutecznie zniechęcić postronnego czytelnika do degustacji. Fascynujący jest wątek używek: wraz z europejskimi kupcami dotarły tu kawa i alkohol, lecz tylko jedno z nich stało się narodowym napojem Grenlandczyków. W książce znajdziemy też szczegóły dotyczące używanych na wyspie łodzi: kajaków i większych umiakór, psów zaprzęgowych jako niezbędnego ogniwa transportu oraz medycyny, która wykorzystywała arktyczne rośliny lecznicze i części zwierząt. Życie w Arktyce wymusiło na Inuitach odmienny kodeks etyczny. Poligamia i wymiana małżonek nie wynikały z rozwiązłości, lecz z pragmatyzmu - zapewniały przetrwanie rodu w ekstremalnych warunkach. Równie poruszające są rozdziały o śmierci. Autorka opisuje skomplikowane tabu, zakazy i nakazy mające ułatwić duszy przejście w zaświaty. Każdy gest żyjących miał znaczenie, by nie rozgniewać ducha zmarłego. Współczesność: rozdarcie między Kopenhagą a Waszyngtonem Finał książki to analiza polityczna. Grenlandia zyskała strategiczne znaczenie podczas II wojny światowej. Powojenna intensywna asymilacja prowadzona przez Danię przyniosła nowoczesną infrastrukturę, ale jednocześnie zdruzgotała tożsamość rdzennych mieszkańców. Formalnie nie ma przeszkód, by wyspa stała się niepodległa. Jednakże Tondos trzeźwo ocenia sytuację: brak wykształconych kadr oraz zależność finansowa od duńskich dotacji czynią pełną suwerenność wizją dalekiej przyszłości. Całość zamyka pogłębiona analiza stosunków grenlandzko-amerykańskich. Autorka podkreśla, że wyspa ta, ze swoimi bogactwami i położeniem, pozostaje jednym z najważniejszych pól na szachownicy współczesnej geopolityki. Myślę, że lektura tej książki będzie dobrym wyborem dla osób, które wiedzą o Grenlandii tylko tyle, że ona jest. Autorka zaczyna z dużą dyscypliną, serwując nam wstęp godny rzetelnego podręcznika czy encyklopedii, co buduje solidny fundament merytoryczny pod dalszą opowieść. Ten, przyznajmy - nudny formalizm ustępuje miejsca żywiołowemu reportażowi historycznemu, w którym czuć prawdziwą pasję badawczą. Choć narracja bywa nieliniowa, a autorka przeskakuje między wątkami, ten specyficzny dynamizm nadaje całości autentycznego, wciągającego charakteru. Dzięki temu czytelnik otrzymuje świeże i nieszablonowe spojrzenie na opisywane kwestie.
Jak robić rzeczy, których nie chcesz robić. Samodyscyplina, która daje wolność
W życiu łatwo zauważyć wyraźny podział między ludźmi, którzy potrafią świetnie organizować swój czas, realizować kolejne cele i konsekwentnie dążyć do sukcesu, a tymi, którzy mają trudność z ukończeniem nawet jednego zadania. Jedni działają systematycznie i wydają się zawsze mieć wszystko pod kontrolą, inni natomiast ciągle odkładają obowiązki na później, brakuje im motywacji i szybko tracą zapał. Książka „Jak robić rzeczy, których nie chcesz robić. Samodyscyplina, która daje wolność” autorstwa Petera Hollinsa została napisana właśnie z myślą o osobach, które chcą lepiej zrozumieć własne problemy z organizacją i nauczyć się skuteczniej działać mimo braku chęci. Autor, zajmujący się m.in. rozwojem osobistym, skupia się przede wszystkim na zagadnieniu samodyscypliny i pokazuje, że nie jest ona cechą zarezerwowaną wyłącznie dla ludzi wyjątkowo ambitnych czy zdolnych. Według Hollinsa konsekwencja w działaniu to umiejętność, którą można rozwijać stopniowo poprzez odpowiednie nawyki i zmianę codziennego podejścia do obowiązków. Celem autora jest nie tylko zmotywowanie czytelnika opowieściami o sukcesie. Stawia on raczej na praktyczne wskazówki oraz wyjaśnianie mechanizmów psychologicznych odpowiedzialnych za odkładanie zadań i utratę motywacji. Dużą wartością tej publikacji jest jej merytoryczne podejście. Hollins tłumaczy, dlaczego ludzie unikają trudnych lub niewygodnych działań oraz w jaki sposób działa ludzki umysł w sytuacjach wymagających wysiłku. Autor zwraca uwagę na problem prokrastynacji, który obecnie dotyczy bardzo wielu osób. Pokazuje, że odkładanie obowiązków nie zawsze wynika z lenistwa, ale często jest związane ze stresem, obawą przed porażką albo przyzwyczajeniem do ciągłego poszukiwania łatwej przyjemności. Dzięki temu książka nie ocenia czytelnika, lecz pomaga mu zrozumieć własne zachowania. Na szczególne uznanie zasługuje sposób przekazywania wiedzy. Autor posługuje się prostym językiem, dzięki czemu nawet bardziej psychologiczne zagadnienia są łatwe do zrozumienia. Jednocześnie książka nie sprawia wrażenia powierzchownej. Wiele porad opiera się na badaniach dotyczących nawyków, koncentracji i mechanizmów motywacji. Hollins pokazuje, że skuteczność nie zależy wyłącznie od chwilowego entuzjazmu, ponieważ motywacja bardzo szybko znika. Znacznie ważniejsze jest budowanie regularności i przyzwyczajanie się do wykonywania zadań nawet wtedy, gdy nie ma się na nie ochoty. Autor wiele miejsca poświęca również wpływowi współczesnego świata na problemy z koncentracją. Media społecznościowe, telefony i ciągły dostęp do rozrywki sprawiają, że coraz trudniej utrzymać uwagę na jednym zadaniu. Hollins podkreśla, że człowiek przyzwyczaja się do natychmiastowej gratyfikacji, przez co obowiązki wymagające wysiłku zaczynają wydawać się szczególnie trudne i nieprzyjemne. W tym kontekście samodyscyplina staje się nie tyle cechą charakteru, ile konieczną umiejętnością pozwalającą zachować kontrolę nad własnym życiem. Niezwykle cenny jest fakt, że książka zawiera wiele praktycznych przykładów oraz konkretnych metod działania. Autor proponuje różne sposoby planowania dnia, walki z rozpraszaczami i budowania dobrych nawyków. Dzięki temu czytelnik może od razu próbować wdrażać przedstawione rozwiązania w codziennym życiu. Warto również zwrócić uwagę na przesłanie zawarte w tytule. Autor pokazuje, że samodyscyplina nie musi oznaczać życia pełnego wyrzeczeń i ciągłej kontroli. Wręcz przeciwnie — według niego prawdziwa dyscyplina daje człowiekowi większą wolność, ponieważ pozwala skuteczniej zarządzać własnym czasem, ograniczać chaos i realizować cele, które wcześniej wydawały się niemożliwe do osiągnięcia. To wszystko sprawia, że „Jak robić rzeczy, których nie chcesz robić. Samodyscyplina, która daje wolność” to wartościowa książka dla osób, które chcą poprawić swoją organizację, zwiększyć produktywność i lepiej radzić sobie z odkładaniem obowiązków. To poradnik, który nie obiecuje natychmiastowej zmiany życia, ale pokazuje, że konsekwentna praca nad sobą może przynieść trwałe efekty.
Ptaki, które śpiewają nocą
Mam mieszane uczucia wobec tej książki. Generalnie, około ¾ tej książki było ciężkie do przeczytania, lecz ostatnie 100 stron (prawie) wszystko wynagrodziło. Ta historia rozpoczyna się od wbiegającej do baru panny młodej. Był to niecodzienny widok dla wszystkich tam obecnych, bo nie często widzi się taką sytuację. W pomieszczeniu nie znajdowało się wiele osób, a tak właściwie zaledwie kilka osób, a wśród nich Austin - niespełniony muzyk, rządny przygód. Panna młoda, czyli Savannah upiła się do nieprzytomności i już nic z tego wieczoru nie zapamiętała. Obudziła się w łóżku, w pokoju gościnnym, lecz nie wiedziała czyj on jest. Właśnie wtedy zobaczyła go - Austina - i przeraziła się, że do czegoś między nimi doszło, ale chłopak od razu zapewnił ją, że nic się między nimi nie wydarzyło i po prostu dziewczyna była tak pijana, aż się przed nim błaźniła do takiego stopnia, że Austin pomógł jej się w końcu położyć do łóżka. Po opowiedzeniu tego Savannah była tak zażenowana tą sytuacją, że postanowiła się zebrać i ruszyć w swoją dalszą podróż. Zjadła śniadanie, poszła wyjść już z baru i pojechać w świat, lecz przeszkodził jej w tym Austin. Powiedział jej, że zaproponowała mu, by pojechał z nią kamperem (była to oczywiście nieprawda), lecz dziewczyna nie musiała o tym wiedzieć. Pojechali więc razem i od początku było mówione, że Austin będzie z nią do czasu dojechania do domu jego rodziców oddalonych o kilkanaście stanów. Więc jeśli recenzja cię zainteresowała do przeczytania tej pozycji, to na co jeszcze czekasz?!
Regret Me Not
❤️ {Q} Czy chcielibyście zamieszkać na Alasce? #recenzja Pióro autorki już jakiś czas mam na oku, jedną książkę nawet miałam rozpoczętą, ale przy nawale współpracy czeka ona na dokończenie. Tej historii jednak nie mogłam sobie odmówić, bo ślub w Vegas, to coś co kocham w książkach! Podchodząc do tej powieści miałam minimalne oczekiwania, nie do końca byłam pewna czego mogę się spodziewać, a jednak moje zaskoczenie jest ogromne! Poprowadzenie akcji jest fenomenalne, bohaterowie idealnie nieidealni, pomysł na fabułę świetny, ale to jego wykonanie podbiło moje serce. Nie brakuje tu nuty tajemnic, które skrywają Cove i Calloway. To właśnie one sprawiły, że nie mogłam się doczekać, aż je poznam. Dzięki temu naprawdę bardzo dobrze mi się czytało. Dodatkowo to jak lekko i przyjemnie pisze autorka, sprawiło, że książkę tę przeczytałam w zaledwie dwa dni, co ostatnio jest dla mnie ogromnym osiągnięciem. Poznajemy tutaj historię Cove i Callowaya, którzy biorą ślub w Vegas i przez dwa lata nie mają ze sobą kontaktu. Dla kobiety jest to problem, którego nie rozwiązuje od razu, bo nie jest według niej pilny. Gdy mężczyzna przyjeżdża do sali weselnej, w której jej przyjaciółka ma swoją uroczystość, Cove myśli, że jest tam po to, by sfinalizować rozwód. Początkowo nie jest chętna do rozmowy, ale finalnie zgadza się na nią w kolejnym dniu. Jeszcze nie wie, że będzie leciała na Alaskę, towarzyszyć mężowi w dniu ślubu brata. Tutaj właśnie zaczynamy całą akcję. Moim skromnym zdaniem jest to świetnie opisany wypad w zimne strony. Nie brakuje rodzinnych chwil, zmiany temperatur, czego zdecydowanie nie spodziewała się nasza bohaterka oraz sporej dozy udawania. Nie zabrakło również starej miłości, która zraniła głównego bohatera. Bardzo podobały mi się opisy randek Cove i Calloweya, odczuwałam jakbym sama tam była. Choć nie ukrywam trochę im zazdrościłam. 🤣 Niemniej jednak jest to wspaniale napisana książka, którą warto przeczytać i wyrobić sobie o niej własne zdanie, choć tym, którzy mają podobny gust do mnie, zdecydowanie się spodoba. Moja ocena 5/5☆
Włoskie komplikacje
"Czasami trzeba wyjechać bardzo daleko, żeby odnaleźć samego siebie… i kogoś, kto patrzy na nas dokładnie tak, jak zawsze chcieliśmy.” Włoskie komplikacje to książka, która pachnie włoską kawą, słodkimi wypiekami i gorącym słońcem Toskanii. To historia lekka, romantyczna i pełna uroku, ale jednocześnie taka, przy której naprawdę można się uśmiechnąć. Lisa od pierwszych stron zdobyła moją sympatię. Jest trochę chaotyczna, czasem wpada w kłopoty, ale właśnie dzięki temu wydaje się bardzo prawdziwa. Z kolei Adam to jej totalne przeciwieństwo spokojny, poukładany i momentami irytująco pewny siebie. Ich wspólne sceny były pełne drobnych sprzeczek, napięcia i tej chemii, którą czuć praktycznie od początku. Motyw udawanego związku zawsze ma w sobie coś zabawnego i tutaj również świetnie się sprawdził. Było romantycznie, momentami słodko, ale nie przesłodzenie. Autorka bardzo dobrze pokazała, jak cienka granica dzieli irytację od uczucia. Ogromnym plusem tej książki jest klimat. Toskania wręcz żyje między stronami małe uliczki, rodzinne kolacje, włoskie emocje i ciepłe wieczory sprawiają, że podczas czytania naprawdę można poczuć wakacyjny klimat. Włoskie komplikacje to opowieść o miłości, która pojawia się wtedy, kiedy najmniej się jej spodziewamy. Ciepła, zabawna i bardzo przyjemna historia, po której ma się ochotę kupić bilet do Toskanii i zakochać się choćby na chwilę. Czytajcie,polecam. Ewelina.