ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Berlin. Travelbook. Wydanie 3

Dzień dobry Kochani 😊 Sezon urlopowy trwa w najlepsze, więc mam do Was takie pytanko. Czy wolicie wycieczki zorganizowane przez biuro czy raczej sami wszystko organizujecie? Ja często wszystko organizuję sama, a pomaga mi w tym odpowiedni przewodnik. Dziś właśnie kilka słów o travelbooku pt. "Berlin" autorstwa Katarzyny Głuc, który ukazał się niedawno nakładem Wydawnictwa Bezdroża. Zawiera on wszystkie potrzebne informacje dotyczące stolicy naszego zachodniego sąsiada. Znajdziecie tu dzieje miasta, kalendarium imprez oraz opisy najważniejszych zabytków, znajdujących się w poszczególnych dzielnicach miasta. Dowiemy się z niego także, jakie pamiątki zakupić w Berlinie i gdzie udać się na pchli targ. Całość dopełniają przydatne mapki i fantastyczne zdjęcia, które zachęcają do spakowania walizki i udania się w podróż. Choć tytuł travelbooka brzmi "Berlin", to w przewodniku znajdziemy także informacje o okalającej miasto Brandenburgii. Podsumowując "Berlin" to ciekawy, pełen przydatnych informacji przewodnik, wydany w podręcznym formacie, który zmieści się w każdej damskiej torebce. Polecam serdecznie 💙😘

Zapiski przy Kawie SOBCZYK JOANNA

Historyczne bzdury o średniowieczu. Jak naprawdę żyło się w czasach dam i rycerzy?

Książka Pani Anny Zielińskiej bezsprzecznie jest napisana wartkim językiem, pełna anegdot, ironii i dystansu do otaczającego nas świata. Tematyka omawiana jest bardzo szeroka i w teorii ma koncentrować się na dziejach Polski. Co w przypadku rozdziału poświęconego medycynie jest delikatnie mówiąc dyskusyjne, czytelnik otrzymał w nim ciekawy przegląd uwag związanych z medycyną średniowieczną ale zachodnią, próżno szukać ciekawostek odnośnie do dziejów naszego kraju. Zapewne Autorka obalając mity nie chciałaby sięgać po ciekawostki polecające np. spożywanie żab czy węży a już takie rady odnaleźć można zapoznając się z dziełami brata Mikołaja, dominikanina (swoją drogą wszystkim gorąco polecam lekturę Brata Mikołaja z Polski pisma lekarskie w tłumaczeniu z łaciny Ryszarda Ganszyńca tym bardziej, że publikacja ta jest dostępna za pośrednictwem federacji bibliotek cyfrowych). Autorka gęsto korzysta z bardzo ciekawych przykładów z Europy Zachodniej, miejscami niezaznajomiony ze średniowieczem czytelnik może odnieść wrażenie, że pewne procesy w naszym kraju były identyczne, a niestety nie zawsze tak było – ale to są już niuanse o których muszą się uczyć studenci historii. Książka ma przede wszystkim zaciekawić, przyciągnąć uwagę co też czyni. Autorka dzieli się licznymi anegdotami i ciekawostkami, co w pewnych miejscach może być odrobinę przytłaczające. Czytelnik zwróci uwagę na bezdyskusyjną miłość Autorki do omawianej epoki i bardzo emocjonalne podejście wobec prób oczerniania wieków ciemnych. Należy także podkreślić fakt, że Pani Anna Zielińska angażuje się w ruch rekonstruktorski co zaowocowało licznymi ważnymi informacjami, które często umykają badaczom gabinetowym. Dla kogo jest ta książka? Książka ta, jak nadmienia Autorka, skierowana jest nie do specjalistów: czytelnicy spoza historycznego podwórka, język oraz przyjęta forma z pewnością bardziej przypadną do gustu młodszemu pokoleniu. Kto skorzysta z tej lektury? Wiedza jeszcze nikomu nie zaszkodziła, stąd prosta odpowiedź: każdy. Mediewistom odradzałbym kontakt z lekturą gdyż pewne zwalczane przez autorkę mity już dawno zostały obalone i zwalczone. Poziom trudności ★★☆☆☆ – raczej łatwa Książka napisana jest prostym językiem, nie jest przeładowana faktami, nazwiskami postaci historycznych czy autorytetami współczesnej nauki, jak to często bywa w literaturze zarówno naukowej jak i popularnej. Narracja jest wartka, Autorka lubuje się w porównaniach do czasów współczesnych co stanowczo ożywia lekturę i ułatwia zrozumienie omawianych zagadnień. Liczba ciekawostek powoduje, że książkę dobrze i szybko się czyta. Ile czasu zajmie przeczytanie tej książki? Weekend Książkę można przeczytać na raz, ale sugerowałbym jej rozbicie na raty tak aby móc lepiej zapamiętać omawiane kwestie, którymi w ramach różnych ciekawostek zawsze można się podzielić w czasie rozmów ze znajomymi. Z jaką jedną myślą zostaniesz po lekturze? Autorka wielokrotnie podkreśla, że średniowiecze jest ciekawsze i bardziej wielowątkowe niż może się wydawać. Poza tym stara się podkreślić, że ludzie tej epoki aż tak bardzo się od współczesnych nie różnili, jakkolwiek z tą tezą polemizowałbym. Najciekawszy cytat Zapadł mi w pamięć fragment, którym Autorka może się narazić sporej rzeszy czytelników, chodzi mi o krytyczne podejście do narodowego sportu jakim w Polsce niestety ciągle jest piłka nożna. Najmocniejsze strony książki Zaangażowanie emocjonalne Pani Anny Zielińskiej, której wizja i sposób patrzenia na średniowiecze naprawdę leży na sercu. Oczytanie w nowszej literaturze przedmiotu. Ciekawie dobrane cytaty ze źródeł. Lekkie pióro Autorki jest od razu widoczne. Przywiązanie do zabytków materialnych i odkryć archeologicznych, co jest zrozumiałe uwzględniając wykształcenie Autorki, to kolejna cecha, na którą każdy zwróci uwagę. Skoro praca ta ma trafić do kręgu nie specjalistów to słusznie przyjęto założenie tłumaczenia podstaw np. teorii humoralnej obowiązującej w medycynie średniowiecznej. Co mogłoby być lepsze? Unikałbym aż tak potocznego języka. Warto byłoby skupić się albo na historii powszechnej lub dziejach Polski, połączenie tych dwóch wątków jest zadaniem dość złożonym. Stąd rozdział poświęcony bitwie grunwaldzkiej niezbyt pasuje do rozważań odnośnie dziejów medycyny w kontekście prac Frugarda. Poziom szczegółowości nie jest zbyt wysoki, choć miejscami można by uniknąć wymieniania władców, którzy dla odbiorcy mogą być dość abstrakcyjni. Praca ta ma dość nierówne rozdziały, ich tytuły nie zawsze odpowiadają zawartości. Rozdział poświęcony higienie nagle przeradza się w uwagi – ciekawe – dotyczące czasu wolnego, turniejów, gry w szachy czy w piłkę. Autorka skoro zapowiada rozprawienie się z mitami narosłymi wokół wielkiej Lechii czy turbosłowian należałoby zapoznać czytelnika z tymi dość delikatnie mówiąc kontrowersyjnymi poglądami. Narracja momentami bardziej pasowałaby do blogów czy postów w Internecie, stąd należałoby zastanowić się nad konwencją rozprawy, łączenie obszerniejszych rozdziałów z ostatnim pt. Niebyty gdzie ukryto szereg treści jest dość zaskakujące. Pytanie czy nie lepiej byłoby przyjąć formułę z ostatniego rozdziału – krótkich, szybkich treści tak aby rzeczywiście rozprawić się z pewnymi mitami w sposób szybki, prosty i skuteczny – jednym słowem taki, który odpowiada młodszym czytelnikom przyzwyczajonym bardziej do przeglądania stron internetowych niż do lektury rozpraw naukowych. Co najbardziej Cię zaskoczyło? Drobny fragment o kremach do depilacji. Warto byłoby jednakże dodać, że wyskubywanie brwi tak powszechne u dam spotykało się z krytyką ówczesnego duchowieństwa. Przecież tutaj dawała o sobie znać pycha i próżność – kobiety targały się na dzieło dane od Boga, co odnaleźć można w kazaniach. Trzy słowa o książce Ciekawa Emocjonalne podejście Autorki Ogromne zaangażowanie Autorki Czy warto kupić tę książkę? Lepiej wypożyczyć Dlaczego? Książkę dobrze się czyta, jest ciekawie napisana ale osobiście z racji już dość pokaźnej kolekcji książek wolę ich wypożyczanie od kupowania. Jeśli zainteresowała cię ta książka, sięgnij również po… Polecałbym publikacje: Człowiek średniowiecza, red. Jacques Le Goff; Życie codzienne zakonników w średniowieczu, Leo Moulin. Ocena końcowa (1-10) Praca Pani Anny Zielińskiej jest książką do czytania, lekki i potoczysty styl zachęca do sięgania po kolejne rozdziały. Język – tutaj może razić zbyt popularna forma, bardziej typowa dla krótkich postów internetowych niż rozpraw. Pewne aspekty można by poszerzyć, np. przybliżając postać Troty/Trotuli sugerowałbym także zapoznanie czytelnika z Hersende. Pojawiają się informacje, które warto byłoby rozszerzyć np. wzmiankę o ziołach mających działania antykoncepcyjne warto umieścić w szerszym kontekście ziół wczesnoporonnych. Osobiście nie przepadam za tezami związanymi z tzw. wielką Lechią stąd ucieszyłoby mnie wypunktowanie mitów i nieścisłości, wiem, że mogłoby to przypominać trochę „kopanie leżącego” ale proste ich wyliczenie pomogłoby rozprawić się z tymi mitami. Jednym słowem książka jest napisana stylem, który przyciągnie młodszych czytelników przyzwyczajonych do narracji blogów i postów. Trudno ją jednoznacznie ocenić gdyż rozdziały w moim odczuciu są dość nierówno napisane. Dałbym tej pracy ocenę dobrą, gdyż w moim odczuciu młodszy krąg odbiorców doceni zaangażowanie Autorki jak i sposób prowadzenia narracji. 8
Mądre Książki dr hab. Wiktor Szymborski, prof. UJ

I will wait for you

Są takie książki, które już samym opisem rozbudzają ogromne oczekiwania. „I Will Wait for You” Moniki Kondas zapowiadała historię pełną mafijnych porachunków, zemsty, tajemnic z przeszłości i wielkich emocji. Liczyłam na mroczny klimat, zwroty akcji i bohaterów, którzy nie raz mnie zaskoczą. Czy dostałam to, na co czekałam? Niestety tylko częściowo. Angelina Motier od lat żyje pod skrzydłami swoich dwóch starszych braci. Po wydarzeniach z przeszłości stała się dla nich całym światem, dlatego kontrolują każdy aspekt jej życia. Z jednej strony rozumiałam ich troskę, ale z drugiej momentami miałam ochotę powiedzieć: dajcie jej w końcu żyć! Ich ciągła kontrola, sposób zwracania się do Angeliny i traktowanie jej jak dziecka zwyczajnie mnie irytowały. Wiem, że taki był zamysł autorki, jednak mnie bardziej to męczyło, niż wzruszało. Xavier od początku miał być mężczyzną kierowanym żądzą zemsty. Niestety ten motyw nie wybrzmiał tak mocno, jak się spodziewałam. Owszem, był obecny, ale zabrakło mi większych emocji, wewnętrznych rozterek i poczucia, że naprawdę stoi przed trudnym wyborem. Podobnie było z przeszłością Angeliny. Jej trauma zapowiadała się niezwykle ciekawie i liczyłam, że odegra większą rolę w całej historii. Największym zaskoczeniem okazał się jednak sam kierunek fabuły. Nastawiałam się na mocny romans mafijny z akcją i niebezpieczeństwem, a dostałam przede wszystkim spokojną historię miłosną. Nie oznacza to jednak, że książka była zła. Wręcz przeciwnie - czytało mi się ją całkiem przyjemnie, a najbardziej spodobało mi się budowanie napięcia między Angeliną i Xavierem. To właśnie chemia między nimi sprawiała, że chciałam przewracać kolejne strony. Nie do końca przekonało mnie natomiast tempo rozwoju ich relacji. Uczucia pojawiły się bardzo szybko, przez co nie zdążyłam zżyć się z bohaterami ani w pełni przeżywać ich emocji. Oboje momentami zachowywali się dość niedojrzale, co również utrudniało mi całkowite zaangażowanie się w ich historię. Dużym plusem są rozdziały prowadzone z różnych perspektyw. Oprócz Angeliny i Xaviera możemy zajrzeć także do głów Maddoxa i Leandra. Dzięki temu lepiej rozumiałam ich decyzje i motywy, nawet jeśli nie zawsze je akceptowałam. „I Will Wait for You” to książka, która miała potencjał na znacznie mocniejszą historię. Zabrakło mi bardziej wyrazistego wątku mafijnego, większej ilości akcji i lepiej rozwiniętych tajemnic z przeszłości. Mimo to nie żałuję czasu spędzonego z tą historią. To lekki, spokojny romans z odrobiną napięcia, który z pewnością znajdzie swoich odbiorców - zwłaszcza wśród osób, które ponad dynamiczną akcję stawiają rozwijającą się relację bohaterów. Moja ocena: 7/10. To dobra historia, ale pozostawiła we mnie spory niedosyt, bo widziałam w niej potencjał na coś znacznie większego.

yoloczytam Sapritonow Justyna

Malbat znaczy grzech

Jako ogromna fanka tej serii od dawna, na trzeci tom czekałam jak dziecko na prezent pod choinką. Pierwszą i drugą część pochłonęłam w tempie, które do tej pory wydaje mi się lekko podejrzane. Nie wiem, gdzie zniknął ten czas, ale jestem prawie pewna, że Malbat maczał w tym palce. A kiedy okazało się, że mogę zostać recenzentką tej książki? Cóż… moje książkowe serce zrobiło salto, drugie salto i prawdopodobnie jeszcze jedno, którego fizyka nie przewiduje. I teraz mogę powiedzieć jedno: Zuza, zrobiłaś kawał świetnej roboty. „Malbat znaczy zemsta” to dokładnie ten rodzaj historii, przy której człowiek pokłada się na podłodze ze smiechu, po czym przypomina sobie, że właśnie czyta o mafii i teoretycznie powinno być poważnie. Teoretycznie. Bo Malbat ma własną definicję powagi. Przed rozpoczęciem lektury przygotowałam sobie trzy kupki fioletowych zakładek. Trzy. Bo przecież znałam już Zuzę i wiedziałam, że będę zaznaczać fragmenty, przy których będę płakać ze śmiechu. Byłam na to gotowa, niestety albo i stety zakładki skończyły się przed dziesiątym rozdziałem. I naprawdę nie wiem, czy potrzebny jest lepszy dowód na to, jak bardzo ta książka potrafi rozbawić. Ale najlepsze jest to, że humor nie zabija napięcia. Wręcz przeciwnie. Zuza idealnie balansuje między jednym a drugim. Bo normalna mafia zamknięta w domu na odludziu, z poczuciem zagrożenia i świadomością, że ktoś może na nich polować, prawdopodobnie dawno zaczęłaby się wzajemnie podejrzewać, oskarżać i czekać, kto pierwszy eksploduje. Ale nie Malbat. Nasza wesoła kompania nawet w kryzysie potrafi zrobić taki chaos, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czy oni bardziej potrzebują ochrony przed wrogami, czy przed samymi sobą. I tutaj wielkie brawa dla Alberto. Naprawdę. Nie wiem, czy istnieje jakieś odznaczenie za cierpliwość do ludzi, którzy regularnie wystawiają zdrowie psychiczne na próbę, ale jeśli istnieje, Alberto powinien je dostać. Ja odpadłabym już po akcji ze spaloną furą. Prawdopodobnie zaczęłabym pakować walizki, zmieniać nazwisko i udawać, że nigdy ich nie poznałam. A teraz przejdźmy do bohaterów. Patricia. Ilość razy, kiedy miałam ochotę wejść do książki i palnąć ja w ten jej plastikowy łeb za jej akcje z Christianem, jest imponująca. Ten jej plastikowy poziom pewności siebie momentami naprawdę wystawiał moje nerwy na próbę. Ale najgorsze jest to, że działała. Bo skoro postać potrafi wywołać we mnie takie emocje, to znaczy, że autorka zrobiła swoją robotę. Za to Neil... On to zupełnie inna historia. Tutaj moje serce zrobiło miękkie "ojej". Obserwowanie jego zauroczenia było po prostu rozczulające. I właśnie takie momenty sprawiają, że ta seria działa. Bo chwilę wcześniej śmiałam się z tego co znów odwalili, a chwilę później siedzę i cierpię jakby to ze mną zerwał chłopak.. No i Benny. Najnowszy nabytek Malbatowej rodzinki Naprawdę trzymam kciuki za jego relację z Mamutem. Po całym chaosie, dramach i emocjach, jaki funduje nam Malbat, człowiek potrzebuje chociaż odrobiny szczęścia. Nawet jeśli to szczęście przychodzi w najbardziej absurdalnym możliwym wydaniu, i wygląda jak góra mięśni w męskim ciele. A Kameleon? Tu Zuza chyba po prostu postanowiła zrobić sobie zabawę moim kosztem. Kilka razy byłam absolutnie pewna, że już wiem, kto nim jest. Miałam teorię. Byłam dumna. Prawie przyznałam sobie medal za detektywistyczne zdolności. I wtedy Zuza robiła swoje: "Potrzymaj mi piwo". Moja teoria umierała. Moja pewność siebie też. A ja zaczynałam się zastanawiać, dlaczego w ogóle uwierzyłam, że jestem mądrzejsza od autorki. I na koniec moja oficjalna skarga. Zuza. Cliffhanger? Naprawdę? Jestem przekonana, że gdzieś istnieje paragraf na autorów, którzy zostawiają ludzi z takim finałem i potem oczekują, że będziemy normalnie funkcjonować. Nie będziemy. „Malbat znaczy zemsta” to kolejny dowód na to, że Zuzanna Gromadzińska świetnie wie, jak stworzyć historię, która bawi, stresuje i zostaje w głowie. Czy jestem obrażona za zakończenie? Tak. Czy będę czekać na kolejny tom? Niestety tak, bo najwyraźniej czytelnicy też mają swoje toksyczne relacje. Tylko zamiast czerwonych flag mamy piękne okładki.

Ava's book corner Kowalska Beata

Połączeni miłością. #1. Związani umową

Umowa na związek. Umowa na... miłość? Macie ochotę na emocjonalny rollercoaster? Najnowsza książka autorki, która trafiła w moje ręce, to właśnie niezła przejażdżka. Ta lektura to emocje, to uczucia, które rodzą się tam, gdzie nikt się ich nie spodziewa. Życie Sary legło w gruzach po śmieci ojca. Jednak ostatnia wola zmarłego wywraca jej świat do góry nogami. Zgodnie z testamentem, jeśli Sara chce zachować firmę, musi stanąć na ślubnym kobiercu z mężczyzną, którego wybrał jej ojciec. Właśnie w taki oto sposób na jej drodze pojawia się Tobias - chłodny, opanowany i bezwzględnie przystojny. Mężczyzna również nie jest zachwycony tym przymusowym układem, ale ma zbyt wiele do stracenia, by protestować. Poza tym... Sarze niczego nie brakuje jest młoda, piękna i intrygująca. Autorka wie co robi. Droga od niechęci do głębokiego uczucia została nakreślona interesująco. Wzloty i upadki bohaterów sprawiają, że kartki same się przewracają. Kiedy Sara i Tobias przestają na siebie warczeć, ich relacja pogłębia się i wybucha. Ale czy wszystko może iść tak jakby czytelnik sobie życzył? Oczywiście, że nie! Pojawiają się niechciane pocałunki i była narzeczona, która sama nie wie czego chce. A może wie? #połaczenimiłością to uzależniająca opowieść o tym, że serce nie słucha rozsądku, a najtrudniejsze bitwy toczymy sami ze sobą. Jak kochamy to na całego, a jak nienawidzimy to całkowicie. Sami sprawdźcie czy umowa może przynieść coś pozytywnego.

ewela_czyta Polińska Ewa
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności Banki Spółdzielcze Ikona płatności BLIK Ikona płatności Crédit Agricole e-przelew Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności Inteligo Ikona płatności iPKO Ikona płatności mBank Ikona płatności Millennium Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Plus Bank Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL