Recenzje
Fever Dream (Emerald Lake #1)
Kiedy on jest kowbojem, a ona ma jedną zasadę - z kowbojami się nie umawia… Drogi Czytelniku, raczej nie zdziwi Cię, gdy napiszę, że uwielbiam romanse z małomiasteczkowym klimatem — zwłaszcza teraz, gdy sama mieszkam na wsi. To właśnie w takich historiach odnajduję najwięcej ciepła, spokoju i bohaterów, do których chce się wracać. Elsie Silver jest natomiast jedną z tych autorek, po których książki sięgam w ciemno. Jeszcze mnie nie zawiodła i za każdym razem udowadnia, że potrafi stworzyć historię, od której trudno się oderwać. Jej powieści to nie tylko niepowtarzalny klimat małego miasteczka. To także mnóstwo humoru, błyskotliwych dialogów, bohaterowie z bagażem doświadczeń i miłość, która nie przychodzi łatwo. Zanim jednak stanie się dla nich lekarstwem, muszą zmierzyć się z własnymi lękami, przeszłością i przeciwnościami losu. I właśnie za to cenię twórczość Elsie Silver najbardziej — jej historie bawią, wzruszają i przypominają, że najpiękniejsze uczucia rodzą się wtedy, gdy bohaterowie odważą się zawalczyć nie tylko o siebie nawzajem, ale również o samych siebie. „Fever Dream” wpadło w moje ręce tuż po premierze, jednak musiało chwilę poczekać na swoją kolej. Osoby, które kiedykolwiek się przeprowadzały, doskonale zrozumieją, że znalezienie czasu na spokojną lekturę w takim okresie graniczy z cudem. Dziś jednak wiem, że to było najlepsze, co mogło się wydarzyć. Czytanie tej historii w ogrodzie, na świeżym powietrzu, gdy sama mieszkam już na wsi, a akcja książki również rozgrywa się w takim otoczeniu, stworzyło klimat, którego trudno doświadczyć gdziekolwiek indziej. Dzięki temu jeszcze łatwiej było mi zanurzyć się w tej historii i poczuć, jakbym sama znalazła się obok bohaterów. Czytanie w ogrodzie już na stałe trafia na listę moich ulubionych sposobów spędzania wolnego czasu. „Fever Dream” to mój kolejny kowbojski romans, jednak pierwszy, w którym tak ważną rolę odgrywa program telewizyjny. Nigdy wcześniej nie trafiłam na książkę, która pokazywałaby kulisy takiego formatu, a już tym bardziej z perspektywy bohatera biorącego w nim udział. I właśnie to okazało się dla mnie miłą odmianą. Najciekawsze jest jednak to, że nasz główny bohater jest ostatnią osobą, po której spodziewalibyśmy się takiej decyzji. To mężczyzna, który nigdy dobrowolnie nie zgodziłby się na udział w programie telewizyjnym. Elsie Silver po raz kolejny stworzyła jednak bohatera, dla którego rodzina jest najważniejsza. Jest gotów odłożyć na bok własną dumę, wyjść ze swojej strefy komfortu i zrobić coś, czego w normalnych okolicznościach nigdy by nie zrobił — wszystko po to, by pomóc najbliższym. Bohaterowie wykreowani przez Silver są silni, ale jednocześnie nie boją się poświęceń, gdy w grę wchodzi dobro osób, które kochają. Zanim rozwinę wątek programu, o którym również chcę powiedzieć kilka słów, czas poznać bohatera, dla którego bardzo szybko przepadniesz… Emmett Brandt to mężczyzna, którego wszyscy uważają za łamacza serc. Nie interesują go związki ani wielkie deklaracje, a miłość wydaje się ostatnią rzeczą, której szuka. No ale dobrze wiemy, Drogi Czytelniku, że dla tej jednej właściwej osoby nawet największy przeciwnik miłości potrafi zmienić zdanie. Na początku poznajemy go jako twardego, zdystansowanego i niewzruszonego mężczyznę. Bardzo szybko okazuje się jednak, że to tylko maska, którą zakłada przed światem. Na szczęście nie nosi jej przy rodzinie. To właśnie w tych momentach poznajemy prawdziwego Emmetta — ciepłego, troskliwego i niezwykle wrażliwego. Mężczyznę, który mierzy się z własnymi problemami, ale nie mówi o nich najbliższym, bo jest przekonany, że i tak dostarczył im już wystarczająco wielu powodów do zmartwień. To także człowiek, który jest gotów poświęcić naprawdę wiele, by uratować rodzinną farmę. Nawet jeśli oznacza to podjęcie decyzji, której jeszcze chwilę wcześniej nie byłby w stanie sobie wyobrazić. I właśnie dlatego Emmett decyduje się na udział w „Ranczu Romans”. Wszystko wydaje się dokładnie zaplanowane i ma prowadzić do jednego celu. Problem w tym, że los ma wobec niego zupełnie inne plany. Na jego drodze staje Julia… siostra jego największego wroga. Julia, moja imienniczka, z którą - ku mojemu zaskoczeniu - łączy mnie naprawdę wiele. Dzięki temu czytanie rozdziałów z jej perspektywy sprawiało mi jeszcze większą przyjemność. Jest konsultantką do spraw lokalizacji i kobietą, która przypadkiem zaczyna dzielić z Emmettem pewien sekret. To właśnie od tego momentu ich relacja zaczyna się powoli zmieniać. Mimo wszystko długo nie wiedziałam, czy Emmett naprawdę jest takim dupkiem, na jakiego się kreuje, czy może to tylko kolejna maska, za którą ukrywa swoje prawdziwe emocje. Julia, podobnie jak on, po bolesnych doświadczeniach nie szuka miłości. Chce po prostu spokojnie żyć i zostawić przeszłość za sobą. Tylko że los, jak to zwykle bywa w romansach Elsie Silver, ma własny scenariusz. To, przed czym bohaterowie uciekają najbardziej, bardzo często odnajduje ich szybciej, niż mogliby się tego spodziewać. Tak więc trafiamy do Emerald Lake, gdzie miłość za chwilę zapuka do drzwi mieszkańców… Drogi Czytelniku, znając twórczość Elsie Silver, spodziewałam się oczywiście sporej dawki emocji i odrobiny ognia. Jednak „Fever Dream” okazało się dla mnie przede wszystkim jedną z tych uroczych historii, przy których serce po prostu mięknie. To książka, podczas której czytelnik uśmiecha się sam do siebie, piszczy z zachwytu i zastanawia się, czy czytać dalej, czy może zatrzymać się na chwilę, żeby przeżyć jeszcze raz scenę, która właśnie się wydarzyła. Bo były takie momenty, kiedy bohaterowie robią coś tak prostego, a jednocześnie tak wyjątkowego, że trudno nie poczuć ciepła w sercu. Relacja bohaterów wcale nie od razu wkracza na romantyczne tory. Ich początki nie wyglądają jednak jak typowa historia, w której bohaterowie od pierwszych stron skaczą sobie do gardeł. Jasne, pojawiają się docinki i wzajemne zaczepki, ale wynikają one przede wszystkim z ich charakterów oraz dystansu, jaki do siebie mają. Z czasem, dzięki sytuacjom, przy których można dosłownie popłakać się ze śmiechu — szczególnie gdy jeden z bohaterów będzie musiał zmierzyć się z kaktusem — zaczynają się do siebie zbliżać. Można powiedzieć, że zanim pojawia się miłość, rodzi się między nimi prawdziwa przyjaźń. Emmett i Julia zaczynają dzielić się nie tylko swoją przeszłością, ale także zwykłymi, codziennymi chwilami, które powoli pokazują, jak wiele zaczyna ich łączyć. Rodzinne śniadania, wspólnie spędzony czas i drobne gesty stają się czymś niezwykle ważnym. Bo czasami najpiękniejsze uczucia rodzą się nie z wielkich deklaracji, ale z małych chwil, w których po prostu dobrze jest być obok drugiej osoby. Nie będę kłamać, Drogi Czytelniku — z ogromną niecierpliwością czekałam na kolejne spotkania bohaterów. Czekałam na te momenty, kiedy moje serce będzie skakać z radości, bo ich małe gesty i zwykłe chwile mówiły więcej niż tysiąc słów. Najbardziej urzekło mnie jednak to, jakim człowiekiem Emmett stawał się przy Julii. Ta kobieta sprawiła, że powoli zaczął zdejmować wszystkie swoje maski. Przestał udawać twardego mężczyznę, który niczego nie potrzebuje, i pokazał tę prawdziwą, wrażliwą stronę, którą tak długo ukrywał przed światem. Poznając jego przeszłość i dowiadując się, z czym musiał się mierzyć, jedyne, na co miałam ochotę, to wejść do książki i go przytulić. Tak po prostu. Elsie Silver, jak to zwykle bywa w jej książkach, nie zapomniała wpleść w historię wątku, który pomiędzy tymi wszystkimi emocjami potrafi złamać czytelnikowi serce. Tym razem poruszyła temat straty i żałoby — tej, która mimo upływu lat nadal potrafi boleć. Tej, która przypomina, że pewnej osoby już z nami nie ma. Że nie możemy dzielić z nią tych najpiękniejszych chwil, ale również tych trudnych, kiedy najbardziej potrzebujemy jej obecności. Że już nigdy nie usłyszymy jej głosu. Nie zadzwonimy, kiedy będziemy potrzebować wsparcia. Nie opowiemy jej o rzeczach, które jeszcze niedawno wydawały się takie zwyczajne. Autorka pokazała również ogromną siłę rodzinnej miłości. To, jak ważna jest obecność bliskich — zarówno w momentach kryzysu, jak i wtedy, gdy mamy powody do świętowania. Jak potrafią dać nam siłę, której sami w sobie nie jesteśmy w stanie znaleźć. Jako osoba mocno związana z rodziną doskonale rozumiałam Emmetta. To właśnie ten aspekt sprawił, że jeszcze bardziej się z nim utożsamiłam i moja więź z bohaterem stała się jeszcze silniejsza. W końcu to właśnie rodzina jest tym miejscem, do którego wracamy, kiedy cały świat zaczyna się rozpadać. „Ranczo Romans” to program, którego dodanie do książki było strzałem w dziesiątkę. Nie tylko dlatego, że właśnie dzięki niemu Julia i Emmett mieli okazję się poznać, ale również dlatego, że mogliśmy zobaczyć ich w zupełnie innej sytuacji. Obserwować ich podczas nagrań, rozmów i momentów, w których emocje trudno było ukryć. To właśnie ten wątek pozwolił nam zobaczyć ich prawdziwe reakcje — to, jak radzą sobie z presją, jak podejmują decyzje i jak próbują pogodzić uczucia z sytuacją, w której znaleźli się nie tylko oni, ale również cały świat wokół nich. Muszę przyznać, że Elsie Silver bardzo dobrze pokazała realia takich programów. Uświadomiła, że wiele tego typu produkcji, które oglądamy na ekranie, opiera się na wyreżyserowanych scenach i nie zawsze pokazuje prawdziwe emocje uczestników. Tutaj autorka pokazała, jak trudne może być robienie czegoś, co stoi w sprzeczności z tym, co podpowiada serce. Jak ciężko znaleźć równowagę między tym, czego oczekują inni, a tym, czego naprawdę się chce. Naprawdę świetnie bawiłam się, śledząc ten wątek, bo był czymś świeżym i idealnie dopełniał całą historię Julii oraz Emmetta. „Fever Dream” to książka, o której w tej chwili chciałabym zapomnieć, tylko po to, żeby móc przeczytać ją ponownie i jeszcze raz przeżyć wszystkie emocje, które towarzyszyły mi podczas tej historii. To jedna z tych powieści, przy których nie chcesz żegnać się z bohaterami, bo zdążyli już zająć szczególne miejsce w Twoim sercu. Elsie Silver po raz kolejny stworzyła historię pełną ciepła, humoru, wzruszeń i bohaterów, którym naprawdę chce się kibicować. Nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kolejny tom, bo mam przeczucie, że Silver jeszcze nie raz nas zaskoczy i przygotuje dla nas coś wyjątkowego. A Ty, Drogi Czytelniku… dasz się porwać mieszkańcom Emerald Lake?
I will wait for you
Są takie książki, które już samym opisem rozbudzają ogromne oczekiwania. „I Will Wait for You” Moniki Kondas zapowiadała historię pełną mafijnych porachunków, zemsty, tajemnic z przeszłości i wielkich emocji. Liczyłam na mroczny klimat, zwroty akcji i bohaterów, którzy nie raz mnie zaskoczą. Czy dostałam to, na co czekałam? Niestety tylko częściowo. Angelina Motier od lat żyje pod skrzydłami swoich dwóch starszych braci. Po wydarzeniach z przeszłości stała się dla nich całym światem, dlatego kontrolują każdy aspekt jej życia. Z jednej strony rozumiałam ich troskę, ale z drugiej momentami miałam ochotę powiedzieć: dajcie jej w końcu żyć! Ich ciągła kontrola, sposób zwracania się do Angeliny i traktowanie jej jak dziecka zwyczajnie mnie irytowały. Wiem, że taki był zamysł autorki, jednak mnie bardziej to męczyło, niż wzruszało. Xavier od początku miał być mężczyzną kierowanym żądzą zemsty. Niestety ten motyw nie wybrzmiał tak mocno, jak się spodziewałam. Owszem, był obecny, ale zabrakło mi większych emocji, wewnętrznych rozterek i poczucia, że naprawdę stoi przed trudnym wyborem. Podobnie było z przeszłością Angeliny. Jej trauma zapowiadała się niezwykle ciekawie i liczyłam, że odegra większą rolę w całej historii. Największym zaskoczeniem okazał się jednak sam kierunek fabuły. Nastawiałam się na mocny romans mafijny z akcją i niebezpieczeństwem, a dostałam przede wszystkim spokojną historię miłosną. Nie oznacza to jednak, że książka była zła. Wręcz przeciwnie - czytało mi się ją całkiem przyjemnie, a najbardziej spodobało mi się budowanie napięcia między Angeliną i Xavierem. To właśnie chemia między nimi sprawiała, że chciałam przewracać kolejne strony. Nie do końca przekonało mnie natomiast tempo rozwoju ich relacji. Uczucia pojawiły się bardzo szybko, przez co nie zdążyłam zżyć się z bohaterami ani w pełni przeżywać ich emocji. Oboje momentami zachowywali się dość niedojrzale, co również utrudniało mi całkowite zaangażowanie się w ich historię. Dużym plusem są rozdziały prowadzone z różnych perspektyw. Oprócz Angeliny i Xaviera możemy zajrzeć także do głów Maddoxa i Leandra. Dzięki temu lepiej rozumiałam ich decyzje i motywy, nawet jeśli nie zawsze je akceptowałam. „I Will Wait for You” to książka, która miała potencjał na znacznie mocniejszą historię. Zabrakło mi bardziej wyrazistego wątku mafijnego, większej ilości akcji i lepiej rozwiniętych tajemnic z przeszłości. Mimo to nie żałuję czasu spędzonego z tą historią. To lekki, spokojny romans z odrobiną napięcia, który z pewnością znajdzie swoich odbiorców - zwłaszcza wśród osób, które ponad dynamiczną akcję stawiają rozwijającą się relację bohaterów. Moja ocena: 7/10. To dobra historia, ale pozostawiła we mnie spory niedosyt, bo widziałam w niej potencjał na coś znacznie większego.
Maskarada
"Maskarada" to bezpośrednia kontynuacja książki "Awangarda". Przyznam szczerze, że pierwszy tom nie do końca mnie porwał, jednak zaciekawił na tyle, by dowiedzieć się jak potoczyły się losy bohaterów. Znam też od bardzo dawno twórczość autorki i wiem na co ją stać, więc tym bardziej byłam ciekawa co jeszcze zaserwuje czytelnikom. Druga część to na pewno więcej akcji, adrenaliny, ciągłego napięcia i niepewności. Wiele się tutaj dzieje i nie ma mowy o żadnej nudzie podczas lektury. Bohaterowie będą musieli zmierzyć się z wieloma przeciwnościami losu by móc z końcu choć na chwilę odetchnąć. Trudne decyzje i wybory przed nimi, a w szczególności przed główną bohaterką. "Maskarada" to bardzo dobra książka z interesującą fabułą podczas czytania, której towarzyszy nam wiele skrajnych emocji. Powieść, w której nic do końca nie jest oczywiste, a każdy kolejny rozdział to więcej pytań, na które odpowiedzi wcale nie tak łatwo otrzymać. Historia, w której nie zabraknie chwil grozy i niebezpieczeństwa, ale będzie też namiętnie i seksownie. Lektura o podejmowaniu ryzyka, walce o własne szczęście i ciężkich wyborach. Książka, która zaskakuje, szokuje i wzrusza. Przyjemnie spędziłam z nią popołudnie. Polecam!
Regret Me Not
💜 Czy zdarzyło Wam się sięgnąć po książkę z myślą, że będzie po prostu lekkim romansem, a skończyć z bohaterami, których aż trudno zostawić za sobą? 💜 Ludka Skrzydlewska po raz kolejny udowodniła, że świetnie odnajduje się w historiach, które z jednej strony bawią, a z drugiej potrafią poruszyć znacznie głębsze struny. „Regret Me Not” to ciepły, pełen humoru romans, który czyta się z ogromną przyjemnością. 💜 Historia Cove i Cala zaczyna się dość nietypowo. Przypadkowy ślub zawarty w Las Vegas powinien być jedynie zabawnym wspomnieniem, jednak los postanawia napisać dla tej dwójki zupełnie inny scenariusz. To właśnie od tego momentu autorka prowadzi czytelnika przez opowieść o zaufaniu, własnych lękach i uczuciu, które pojawia się wtedy, gdy bohaterowie najmniej się go spodziewają. 💜 Tym, co najbardziej wyróżnia tę powieść, są bohaterowie. Cove od pierwszych stron zaraża energią i poczuciem humoru, ale bardzo szybko okazuje się, że pod tą spontanicznością skrywa znacznie więcej. Z kolei Cal to osoba, której naprawdę trudno nie polubić. Jest cierpliwy, opiekuńczy i daleki od schematu dominującego milionera, który za wszelką cenę musi postawić na swoim. Razem z Cove tworzą duet, przy którym naprawdę dobrze się bawiłam. Ich relacja rozwija się bez zbędnego pośpiechu i opiera się przede wszystkim na rozmowach, wzajemnym poznawaniu siebie oraz drobnych gestach. To właśnie dzięki temu wypada tak wiarygodnie. 💜 Na duże uznanie zasługuje również pióro autorki. Jest lekkie, swobodne i bardzo naturalne. Dialogi brzmią autentycznie, humor pojawia się dokładnie tam, gdzie powinien, a bardziej emocjonalne momenty nie sprawiają wrażenia przesadzonych. To jedna z tych książek, które czyta się z uśmiechem na twarzy i od których naprawdę trudno się oderwać. 💜 To, co szczególnie mnie ujęło, to fakt, że autorka nie próbuje na siłę komplikować wszystkiego wokół bohaterów. Nie mnoży niepotrzebnych dramatów ani nie wrzuca zwrotów akcji wyłącznie po to, żeby zaskoczyć czytelnika. Pozwala tej historii płynąć własnym rytmem, dzięki czemu emocje wydają się szczere, a relacja Cove i Cala zyskuje jeszcze więcej autentyczności. Myślę, że właśnie ta równowaga między lekkością, humorem i bardziej refleksyjnymi momentami sprawia, że tę książkę czyta się z taką przyjemnością. 💜 Na plus zdecydowanie zasługuje również sam pomysł na fabułę. Motyw przypadkowego małżeństwa mógłby wydawać się dobrze znany, jednak Ludka Skrzydlewska potrafiła nadać mu świeżości i sprawić, że całość nie opiera się wyłącznie na romantycznych scenach. To historia o budowaniu zaufania, akceptowaniu własnych słabości i odnajdywaniu poczucia bezpieczeństwa przy drugiej osobie. 💜 Gdybym miała wskazać element, który sprawił, że zatrzymałam się przy ocenie 9/10, byłoby to tempo środkowej części książki. W pewnym momencie historia delikatnie zwalnia i brakowało mi odrobiny większej dynamiki. Na szczęście końcówka ponownie nabiera tempa i bardzo satysfakcjonująco domyka całą opowieść. 💜 „Regret Me Not” to książka, przy której naprawdę można odpocząć. Pełna ciepła, humoru i bohaterów, których z przyjemnością poznaje się bliżej. Polecam ją wszystkim, którzy cenią romanse rozwijające się we własnym tempie, oparte na rozmowach, zaufaniu i relacjach budowanych krok po kroku.
Typy osobowości. Jak rozwijać kompetencje osobiste i lepiej porozumiewać się z ludźmi
Czy można nauczyć się lepiej rozumieć ludzi? Tomasz Sędzimir udowadnia, że tak. W swojej książce w przystępny sposób pokazuje, jak rozpoznawać różne typy osobowości i wykorzystywać tę wiedzę do budowania lepszych relacji - zarówno zawodowych, jak i prywatnych. Autor opiera się m.in. na klasycznym podziale temperamentów oraz modelu Wielkiej Piątki, uzupełniając teorię praktycznymi wskazówkami, ćwiczeniami i testami. Największą zaletą tej publikacji jest jej praktyczny charakter. To nie jest kolejna książka pełna skomplikowanych definicji psychologicznych, lecz poradnik, który zachęca do spojrzenia na siebie i innych z większą uważnością. Autor pokazuje, że skuteczna komunikacja nie polega na przekonywaniu wszystkich do swoich racji, ale na dopasowaniu sposobu rozmowy do drugiego człowieka. Bardzo spodobało mi się to, że książka skłania do autorefleksji. Dzięki licznym przykładom łatwo odnaleźć w opisach zarówno siebie, jak i osoby z najbliższego otoczenia. To sprawia, że zdobyta wiedza od razu znajduje zastosowanie w codziennym życiu - w pracy, rodzinie czy relacjach z przyjaciółmi. To pozycja, która przypomina, że każdy z nas jest inny i właśnie w tej różnorodności tkwi siła. Zamiast oceniać innych, warto spróbować zrozumieć ich sposób myślenia i działania. Taka zmiana perspektywy potrafi znacząco poprawić jakość komunikacji i ograniczyć niepotrzebne konflikty. „Typy osobowości” to wartościowa lektura dla każdego, kto chce rozwijać swoje kompetencje miękkie, lepiej rozumieć ludzi i świadomie budować relacje. Napisana prostym, przystępnym językiem, pełna praktycznych wskazówek i inspirujących ćwiczeń, z pewnością okaże się przydatna zarówno osobom zarządzającym zespołami, jak i tym, którzy po prostu chcą lepiej dogadywać się z innymi. Polecam