ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Dwa oblicza Hye-jin

ocena: 4.25 / ★ ★ ★ ★ ★ wydawnictwo: beya kategoria wiekowa: 15+ ‧₊˚ 𝐌𝐢𝐥𝐜𝐳𝐞𝐧𝐢𝐞 𝐦𝐢𝐞𝐝𝐳𝐲 𝐧𝐚𝐦𝐢 𝐧𝐢𝐞 𝐛𝐲𝐥𝐨 𝐩𝐮𝐬𝐭𝐤𝐚, 𝐛𝐲𝐥𝐨 𝐰𝐬𝐩𝐨𝐥𝐧𝐚 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐬𝐭𝐫𝐳𝐞𝐧𝐢𝐚 𝐚𝐧𝐚𝐥𝐢𝐳 𝐢 𝐮𝐜𝐳𝐮𝐜.┊ ۫ Ciężko mi opisać oczekiwania, które miałam biorąc w dłonie ten tytuł. Pozornie nie spodziewałam się wiele, byłam świadoma, że to debiut i nie słyszałam wcześniej zbyt dużo na jego temat, ale z drugiej strony, po zapoznaniu się z profilem autorki, opisem i motywami, czułam potencjał na coś niepowtarzalnego, co stanie mi się niesamowicie bliskie. I z ogromną radością mogę powiedzieć, że się nie zawiodłam, bo Marta pokazała kawał dobrego warsztatu, kreatywności i niepohamowanej wyobraźni, która sprawiła że poznawanie „Dwóch oblicz Hye-jin” było niezapomniana przygoda. <3 Język, którym posługuje się autorka jest wprost fenomenalny. Naprawdę, czytajac nie byłam w stanie uwierzyć, że to debiut. Zdania były budowane w idealnie dobrany do sytuacji sposób, narracja utrzymywała spójny i niepodważalnie świetnie wykreowany klimat, a zasób słów był niesamowicie bogaty, co idealnie wciągało mnie w powieść tak, że zapominałam o otaczającym mnie świecie. Poznawianie historii przedstawianej w taki sposób to czysta przyjemność! Cały zamysł fabularny jak i prowadzenie wydarzeń również niezwykle przypadły mi do gustu. Bez przerwy czułam się zaangażowana w fabułę, wraz z bohaterami starałam się dociekać rozwiązania kolejnych sekretów, snułam własne podejrzenia i teorie i odłożenie książki na bok zdawało się wręcz niemożliwe. Marta poprowadziła narrację w sposób, który oddaje mroczny, tajemniczy i na swój sposób niepokojący klimat, wybitnie dopełniając wydarzenia i momentami nawet przyprawiając mnie o gęsią skórkę. Stworzenie tak dusznej, ciemnej otoczki wokół tej historii było strzałem w dziesiątkę i sprawia, że widzę jak bardzo autorka przemyślała wszystkie swoje działania. Nie sposób nie zatrzymać się na moment przy bohaterach, których dobre wykreowanie to dla mnie połowa sukcesu całej książki. Na tej płaszczyźnie Marta również pokazała maksimum umiejętności i sprawiła że ponownie mam ochotę bić jej gromkie brawa, bo zrobiła kawał świetnej roboty. Każda z opisywanych w książce postaci była na swój sposób wyjątkowa, nie było szans by je ze sobą pomylić. Nawet jeśli w grę wchodziła kompletnie drugoplanowa postać - miała ona swoje „5 minut” i dostawaliśmy o niej nieco informacji, często kluczowych dla całej fabuły. Przyklaskuje też bardzo zamysłowi na tak szarych moralnie bohaterów, bo uważam że do tej fabuły nie było lepszego wyboru. No i ponownie - podziwiam, że wykreowanie tak szarych bohaterów nie sprawiło autorce najmniejszego problemu. Jestem przekonana, że wykreowanie głównej bohaterki było sporym wyzwaniem - w końcu tytułowe „dwa oblicza” to niesamowicie ważny aspekt fabularny oparty w pełni na Hye-jin i jedno potknięcie mogłoby powalić całą powieść. Powiedzieć, że Marta dała radę, to jakby nic nie powiedzieć. Zrobiła to najlepiej jak tylko się dało i tym samym wykreowała fenomenalny, niepowtarzalny wątek. Nie odczułam wrażenia, by cokolwiek tam było zbędne. Każde zdanie, każdy bohater, każdy wątek był według mnie potrzebny i idealnie dopasowany do reszty, by w finale złączyć się w jedną, spójną całość. Utrzymanie klimatu Korei, połączonego z niepokojącą tajemnicą i coraz większą ilością zagmatwanych intryg to było zdecydowanie coś, czego potrzebowałam, a chyba nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę. I zakończenie. Jeden z najlepszych plot twistów jakie przeczytałam w życiu. Absolutnie się go nie spodziewałam i pierwszy raz od dawna nie przewidziałam go nawet w najmniejszym stopniu. Po przeczytaniu epilogu, zamknęłam książkę i przez dobre kilkanaście minut patrzyłam się w ścianę, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Uważam takie wnioski za definicję dobrej książki. Przez całą historię nie mogłam się oderwać, a kiedy już miałam skończyć, „Dwa oblicza Hye-jin” postanowiły skończyć ze mną. Jest jednak jeden, jedyny minus, który sprawił że nie byłam w stanie dać temu tytułowi maksymalnej noty. Czuję okrutny niedosyt. Jedynie 250 to dla mnie definitywnie za mało jak na historię o tak wysoce zagmatwanych i poważnych tematach. Pokuszę się o stwierdzenie, że książce moznaby dodać na spokojnie jeszcze 100, a nawet 200 stron bez dodawania do fabuły absolutnie niczego, po prostu rozciągając to, co już się w niej pojawiło. Mozna by wówczas dogłębniej eksplorować wątki, doszukiwać się w nich czegoś więcej, bo tego było według mnie nieco zbyt mało. Wszystko zostało pięknie poprowadzone do finału, idealnie zakończone, ale dobrze by było móc po drodze nieco dłużej zatrzymać się przy niektórych aspektach. Nie nazwałabym tej powieści chaotyczną, jednak czytając miałam trochę wrażenie, jakby autorka miała nieco za mało czasu na dopracowanie wszystkiego na ostatni guzik i jednocześnie fenomenalny pomysł na fabułę. Udało się zawrzeć wszystkie wydarzenia, bohaterów, świetny język, ale zabrakło minimalnego rozwinięcia, by na dłużej móc się przy czymś zatrzymać. Szczególnie zauważyłam to przy finałowym plot twiście, który (jak wcześniej pisałam) był perfekcyjny, wbijał w fotel i jednocześnie trwał jedynie 2 strony, co jest dla mnie stanowczo zbyt krótkie. Podsumowując jednak, jeden minus nie był mi w stanie odebrać przyjemności z tak niesamowitej książki. Marta pokazała mi, że jest wspaniałą autorką i jeżeli jeszcze kiedyś dostanę szansę poznania jej powieści, zrobię to bez najmniejszych wątpliwości. Wierzę, że z każda następna pozycja spod swojego pióra będzie się rozwijała, bo ma potencjał na bycie niepowtarzalnie świetną autorką! „Dwa oblicza Hye-jin” polecam z całego serca i uważam, że to wyjątkowa odskocznia wśród innych ksiazek YA która z pewnością zasługuje na uwagę.

@book_in_hands_ Walczak Antonina

Córka psychopaty

„Córka psychopaty” Diany Jemielity to książka, do której na początku podchodziłam z lekkim dystansem, ponieważ po raz pierwszy miałam styczność z twórczością autorki. Zainteresowana jednak zapowiedzią nie mogłam przejść obok niej obojętnie. I było to jak najbardziej udane spotkanie, chociaż na początku miałam problem główną bohaterką, Laylą. Zdecydowanie nie zapałałam do niej sympatią od pierwszych stron. Jej niezdecydowanie, sposób bycia i ciągłe analizowanie wszystkiego momentami naprawdę działały mi na nerwy. Miałam wrażenie, że sama nie do końca wie, czego właściwie chce, a jej decyzje nie zawsze potrafiły mnie przekonać. Na szczęście z czasem zaczęłam patrzeć na nią trochę inaczej. Layla próbuje wyrwać się z łatki „córki mafii” i znaleźć kogoś, kto zainteresuje się nią, a nie jej nazwiskiem i rodzinnymi koneksjami. Jej zgoda na zakład i całkowitą zmianę wizerunku jest dość nietypowa, pojawiła się momentalnie, ale właśnie wtedy na jej drodze pojawia się Benjamin, a historia się napędza. Mężczyzna jest spokojny, opanowany, zupełnie niepasujący do tych, którzy do tej pory przyciągali jej uwagę. I oczywiście zbyt idealny, żeby nie zacząć się zastanawiać, co tak naprawdę ukrywa. Benjamin zdecydowanie był dla mnie najciekawszym elementem tej historii. Im więcej dowiadujemy się o nim i jego przeszłości, tym trudniej jednoznacznie ocenić jego zachowanie. Autorka dobrze wykorzystała motyw tajemnicy i stopniowo odsłaniała kolejne karty, dzięki czemu miałam ochotę czytać dalej, żeby przekonać się, dokąd to wszystko zmierza. Szczególnie podobało mi się obserwowanie jego wewnętrznej walki, momentu, w którym pewność siebie zaczyna zderzać się z emocjami, których nie da się już tak łatwo odsunąć na bok. Sam mafijny klimat również przypadł mi do gustu. Nie jest to jedynie romans, do którego mafia została dodana jako ozdobnik. W tle rzeczywiście czuć zagrożenie, rodzinne układy, przemoc i konsekwencje życia w takim świecie. Pojawiają się sceny, które potrafią podnieść ciśnienie, ale są też momenty lżejsze, szczególnie w dialogach. I właśnie dialogi były dla mnie jednym z przyjemniejszych elementów książki, naturalne, niewymuszone i miejscami naprawdę zabawne. Mam jednak wrażenie, że historia momentami zdecydowanie za bardzo się rozciągała. Niektóre fragmenty spokojnie można byłoby skrócić, bo niewiele wnosiły do głównego wątku. Przez to książka nie zawsze utrzymywała tempo, które miała w bardziej emocjonujących momentach. Ostatecznie „Córka psychopaty” okazała się dla mnie historią, do której musiałam się najpierw przekonać, a raczej do głównej bohaterki. Nie pokochałam Layli od pierwszych stron, a wręcz przeciwnie, początkowo mocno mnie irytowała. Jednak im dalej wchodziłam w tę historię, tym bardziej byłam ciekawa jej relacji z Benjaminem i tego, co jeszcze autorka przygotowała dla swoich bohaterów. A zakończenie? Naprawdę fajnie poprowadzone. Ta książka to połączenie romansu, mafijnych porachunków, sekretów i bohaterów, którzy nie zawsze są tacy, jakimi wydają się na początku. Nie jest to książka pozbawiona wad, ale jeśli lubicie romanse mafijne, w których poza chemią między bohaterami pojawia się również tajemnica i trochę niebezpieczeństwa, to „Córka psychopaty” może być ciekawą propozycją na kilka wieczorów. 📖🖤

Bookparadise.pl Natalia Zaczkiewicz

Licealne intrygi

Julka uczęszcza do ostatniej klasy liceum. Potrzebuje stypendium, aby dostać się na studia do Londynu, dlatego decyduje się napisać artykuł o ubóstwie menstruacyjnym. I wszystko idzie z godnie z planem. Do "Kącika Zwierzeń" trafia anonimowy list z prośbą o pomoc w zdobyciu dziewczyny. Jednak Julka nie ma pojęcia, że chodzi o nią, więc chcę się dowiedzieć kim jest wielbiciel. A potem rozpoczyna się lawina zdarzeń, których bohaterka kompletnie się nie spodziewała i nie była na nie gotowa. Więc co zrobi Julka, gdy cały świat się od niej odwróci? Zaczynając tę książkę byłam przygotowana na dość zwykłą i lekką młodzieżówkę, ale kompletnie nie spodziewałam się takiej ilości zwrotów akcji. Pierwsza połowa była jeszcze spokojna. Poznawałam bohaterów, których swoją drogą bardzo polubiłam. No dobra nie wszystkich, bo Hana denerwowała mnie od pierwszego słowa, ale przyjaciele Julki i jej mama to świetne postaci. Każdy z nich ma swój, niepowtarzalny charakter, co idealnie oddaje realia dzisiejszego liceum. Ale druga połowa tej książki była dosłownie jak wodospad. Tu się tyle działo. Tyle niespodziewanych i nieoczywistych rzeczy. Potrzebowałam takiej książki, która mnie zaskoczy, a ta zdecydowanie to zrobiła. Samo zakończenie tej historii również pozostawia po sobie jakieś dziwne myśli. Bo ta książka zdecydowanie nie została zakończona szablonowo. Ogromny plus daję autorce za poruszenie tak ważnego tematu. I zostało to wplecione w historię tak, żeby czytelnik nie miał wrażenia, że coś jest mu nakazywane. Tu nic nie jest narzucone. Przez to, że jest to temat artykułu głównej bohaterki, możemy dowiedzieć się jak wiele problemów i niemiłych sytuacji spotyka w dzisiejszych czasach dziewczyny z powodu miesiączki, a przecież to jest normalna, ludzka rzecz. Styl pisania Klaudii jest bardzo przyjemny. Nie męczyłam się podczas czytania i przyjemnie spędziłam z tą książką czas. Więc jeżeli szukacie młodzieżowej książki, lekkiej, ale jednocześnie pełnej plot twistów, przekrętów i niedopowiedzeń to ta pozycja będzie idealna dla was. ⭐4/5 

ksiazko_zaur Sińczak Maja

Nie daj się, Pinku! Książka o hejcie i o tym, jak dbać o siebie, gdy ktoś nas rani, dla dzieci i dla rodziców trochę też

„Nie daj się, Pinku! Książka o hejcie i o tym, jak dbać o siebie, gdy ktoś nas rani”, to jedna z tych publikacji, które powinny znaleźć się w każdym domu, przedszkolu i szkole. W prosty, ciepły i zrozumiały dla dzieci sposób porusza temat hejtu, wyśmiewania i przemocy rówieśniczej. Pokazuje też, jak dbać o siebie, swoje emocje i poczucie własnej wartości. Pink, to sympatyczny niebieski stwór o którym już Wam wiele razy pisałam. Pink z jednym okrągłym i jednym trójkątnym uchem doświadcza przykrych sytuacji, przez które zaczyna zastanawiać się, czy to z nim jest coś nie tak. Książka przypomina jednak o bardzo ważnej rzeczy to, że ktoś nas krzywdzi, nigdy nie jest naszą winą. To również świetna propozycja dla rodziców i nauczycieli. Może być początkiem ważnych rozmów o emocjach, granicach, empatii, szacunku i szukaniu pomocy, kiedy ktoś zachowuje się wobec nas niewłaściwie. Mądra, potrzebna i pełna wsparcia publikacja, która pokazuje dzieciom, że każdy ma swoją wartość i zasługuje na szacunek. Lektura, po którą zdecydowanie warto sięgnąć wspólnie z dzieckiem.
Psycholog Karolina Rzodkiewicz Rzodkiewicz Karolina

Valland. Przeklęta krew

Recenzja: Jest to książka, która od pierwszych stron bardzo mnie wciągnęła. Historia Alekseya, którego przyszłość zostaje z góry zaplanowana przez ojca, szybko okazuje się o wiele bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. Z każdym kolejnym rozdziałem pojawiają się nowe sekrety, intrygi i pytania, na które chciałam jak najszybciej poznać odpowiedź. . Najbardziej urzekł mnie klimat tej historii. Pałacowe otoczenie, królewskie tajemnice i ciągłe napięcie tworzą naprawdę wyjątkową atmosferę. Podobało mi się również to, że bohaterowie mają własne charaktery, motywacje i tajemnice, przez co nie zawsze łatwo było przewidzieć ich kolejne decyzje. . Autorka świetnie buduje napięcie i kilka razy udało jej się mnie zaskoczyć. Fabuła jest pełna zwrotów akcji, a im więcej czytałam, tym bardziej chciałam odkryć, co tak naprawdę dzieje się w Valland. Zakończenie zdecydowanie pozostawiło mnie z niedosytem i masą pytań. To historia, która dostarczyła mi wielu emocji i na długo została w mojej głowie. 

brokatowe.strony Tomiak Karolina