Recenzje
Muza rockmana
Dziś przychodzę do was z recenzją książki „Muza rockmana” Penelope Ward. To bestseller „New York Times” i szczerze? W ogóle mnie to nie dziwi. Bawiłam się przy niej naprawdę świetnie i bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Książka opowiada o Emily, która przypadkiem trafia na rozmowę o pracę na stanowisko asystentki podczas trasy koncertowej jednej z najsławniejszych amerykańskich kapel rockowych. Po rozmowie przez przypadek spotyka wokalistę zespołu, jednak dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, kim on jest. Rozmawiają przez chwilę, a Tristan czuje… coś w rodzaju odświeżenia i spokoju. To, że Emily nie zachowuje się jak typowa fanka i traktuje go jak zwykłego człowieka, sprawia, że uznaje ją za idealną kandydatkę do tej pracy. Gdy Emily zaczyna pracę przy trasie koncertowej, Tristan wykorzystuje każdą okazję, żeby spędzić z nią trochę czasu. Uczucia między nimi stopniowo rosną… ale wraz z nimi pojawiają się też problemy, które zmuszają ich do rozłąki. Co się stanie dalej? Czy bohaterowie będą w stanie wszystko sobie wyjaśnić? Od pierwszych rozdziałów widać, że bohaterowie niesamowicie dobrze się rozumieją i że między nimi istnieje jakaś siła, która ich do siebie przyciąga. Mimo różnicy wieku prowadzą wiele poważnych, głębokich, wręcz terapeutycznych rozmów. Emily czuje z jego strony zrozumienie, wsparcie i to, że nie jest oceniana przez pryzmat trudnych wydarzeń. Tristan nigdy nie daje jej odczuć, że jest za cokolwiek winna. Z kolei ona wnosi do jego życia coś, czego mu brakowało: kawałek normalności w jego pokręconym, pełnym sławy świecie. Bardzo spodobało mi się to, jak autorka stworzyła bohaterów, nie tylko tych głównych. Widać, że każdy z nich ma swój własny, wyraźny charakter i nie zlewają się w jedną, bezosobową całość. Zarówno Tristan, jak i Emily zostali pokazani z bardziej wrażliwej strony, dzięki czemu naprawdę łatwo można zrozumieć ich zachowania oraz motywacje. Zaczynając książkę, od razu się wciągnęłam. Wszystko było napisane naprawdę przyjemnie i lekko, jednak w pewnym momencie poczułam, że to, co wcześniej czytałam, w porównaniu z tym, co się wydarzyło, jest „niczym”. Dostajemy taki zwrot akcji, że przysięgam nigdy bym na to nie wpadła. Kolejne strony czytałam już w ogromnym napięciu, bo byłam tak ciekawa, co wydarzy się dalej. Muszę koniecznie zaznaczyć, że wątek trasy koncertowej jest tutaj pierwszoplanowy. Częstym problemem u autorów jest to, że ciekawe i ważne elementy fabuły schodzą na dalszy plan, a tutaj nic takiego się nie wydarzyło. Dzięki temu czytanie było jeszcze bardziej spójne i przyjemne. Nie ma co ukrywać, że cały czas kibicowałam głównym bohaterom. Między nimi jest 16-letnia różnica wieku, co może zaskoczyć, a czasem nawet zostać odebrane jako niesmaczne. Tutaj jednak oboje są przedstawieni jako niezwykle dojrzali, dzięki czemu ta różnica wieku w ogóle nie jest wyczuwalna i nie stanowi dla nich problemu. Na ich drodze pojawia się wiele przeszkód, czasem popełniają błędy, podejmują złe decyzje albo reagują zbyt impulsywnie, ale mimo tego nie uciekają od konsekwencji. Starają się wszystko między sobą wyjaśniać, nawet jeśli jest trudno i emocje biorą górę. Nie zamiatają problemów pod dywan, tylko naprawdę próbują zrozumieć siebie nawzajem i dojść do porozumienia. Naprawdę, świetnie się czytało o rozwoju tej relacji. Dodatkowo poznajemy Atticusa i Ronana, członków zespołu Delirious Jones oraz przyjaciół Tristana. Uwielbiam ich relacje! Kojarzą mi się raczej z rodzeństwem, trochę sobie dokuczają, żartują z siebie nawzajem, ale kiedy przychodzi na to moment, zawsze się wspierają. Wiedzą, że mogą na siebie liczyć i że w trudnych sytuacjach zawsze mają do kogo zwrócić się po pomoc. Mam nadzieję, że dostaniemy również książki o pozostałych członkach zespołu, bo czuję, że oni też będą niesamowici. Jeśli chodzi o styl pisania autorki, jest on lekki, przyjemny i łatwy w odbiorze. Wszystko jest dobrze opisane, więc nie miałam problemu z wyobrażeniem sobie akcji czy bohaterów. Dialogi również są świetne i naturalne. Jednak pojawia się pewien problem z tempem… akcja czasami płynie zbyt szybko. I choć nie przeszkadza to w rozwoju fabuły, bo w ich fikcyjnym świecie wszystko dzieje się stopniowo i powoli, to podczas czytania sceny zmieniają się jednak zbyt gwałtownie. Wolałabym, żeby tempo było trochę wolniejsze, żebym mogła bardziej „wejść” w głowy bohaterów, poznać ich myśli i emocje oraz dostać więcej ich wewnętrznych przeżyć. Podsumowując, jest to naprawdę przyjemna i trzymająca w napięciu lektura o stracie, trudnych wyborach i ciężkiej przeszłości, ale też o przeznaczeniu (co było niesamowicie piękne). Bardzo dobrze mi się ją czytało i szczerze polecam! Sama prawdopodobnie sięgnę po inne książki tej autorki. Dodatkowo totalnie nie spodziewałam się znaczenia tytułu i powiem wam, że niesamowicie się wzruszyłam, gdy zrozumiałam, o co w nim chodzi… Wydawał się oczywisty, a jednak taki nie był.
Muza rockmana
Sława, choroba, tajemnice, śmierć, tęsknota oraz miłość, dla której różnica wieku nie ma znaczenia. Właśnie to znajdziecie w książce „Muza rockmana” oraz mnóstwo emocji, zabawne momenty i wzruszające chwile. Emily Applewood — młoda kobieta poszukująca swojej ścieżki zawodowej. Przypadkowo udaje jej się dostać pracę asystentki podczas trasy koncertowej jednego ze znanych zespołów. Jednak jej obecność na pustyni wcale nie była przypadkowa. Dziewczyna mimo młodego wieku doświadczyła ogromnej straty, jak i traumy, co wpłynęło na jej psychikę i postrzeganie siebie. Emily wiele razy była dla siebie zbyt surowa i nie pozwalał sobie w pełni cieszyć się życiem, na szczęście na swojej drodze spotkała mężczyznę, który pomógł jej uporać się ze stratą przyjaciela. Tristan Daltrey — wokalista zespołu Delirious Jones, przystojny, wytatuowany z charakterystycznym zachrypniętym głosem. Jako muzyk ma rzeszę fanek, które nie tylko kochają jego muzykę, ale również jego samego. On również kocha to, co robi, ale ciągłe koncerty i interakcje z fanami bywają męczące. Mężczyzna tęskni za normalnym życiem, w którym mógłby na chwilę odpocząć od tego wszystkiego i poczuć się jak zwykły człowiek, a nie popularna gwiazda rocka. Od początku polubiłam Tristana za to, że był sobą, nie udawał, nie robił niczego tylko dla pieniędzy. Widać było, jak cierpi przez swoje problemy zdrowotne, może nie tak fizycznie, jak psychicznie. Podobały mi się wycieczki Emily do apteki i zabawne pomysły Tristana związane z tymi wyprawami. Ich wspólne chwile były przepełnione rozmowami i poznawaniem siebie. Chociaż dzieliła ich spora różnica wieku, to od początku czuć było między nimi chemię. Bardzo ciekawa, a zarazem wzruszająca były ta część książki, w której Tristan próbowała lepiej poznać Jacoba. Jego spotkanie z rodzicami chłopaka, a także odwiedzanie miejsc, które lubił, to sprawiło, że jeszcze bardziej polubiłam głównego bohatera. „Muza rockmana” idealnie trafiła w mój gust, dawno nie czytałam książek z wątkiem muzycznym, a bardzo je lubię. Czytając, przypomniałam sobie o mojej ulubionej serii „Bezmyślna” od S.C. Stephens, którą czytałam już dwa razy i chętnie przeczytałabym ją trzeci. Spośród książek Penelope Ward ta plasuje się u mnie na drugim miejscu wśród moich ulubionych. Pierwsze miejsce należy do „Zadanie: nie zakochać się!”. „Muza rockmana” to naprawdę świetna książka, do której na pewno jeszcze kiedyś wrócę, a Wam polecam się z nią zapoznać.
Taylor Swift. Od marzeń do gwiazd. Supergwiazdy
Mała dziewczynka z wielkimi marzeniami chce śpiewać i stanąć na scenie. Zaczyna od drobnych występów, konkursów i pierwszych prób, a potem trafia do Nashville, gdzie powoli buduje swoją drogę w świecie muzyki. To historia o tym, jak krok po kroku realizować swoje cele. „Taylor Swift. Od marzeń do gwiazd. Supergwiazdy” Melanie Hamm to fabularyzowana biografia skierowana do młodszych czytelników. Fakty z życia artystki zostały tu przedstawione w formie opowieści, dzięki czemu książkę czyta się jak historię, a nie klasyczną biografię. To bardzo pozytywna i motywująca książka - skupia się na dążeniu do celu, pracy i wytrwałości. Taylor Swift pokazana jest w bardzo dobrym świetle, jako osoba zdeterminowana i konsekwentna w realizowaniu marzeń. Nie ma tu trudniejszych czy bardziej kontrowersyjnych wątków - to raczej inspirująca opowieść niż pełny portret artystki. Styl jest lekki, przystępny i bardzo „opowiadający”. Nie ma tu skomplikowanych analiz ani trudnego języka - to książka, która ma wciągnąć i zachęcić, a nie przytłoczyć faktami. Plusem jest forma i przekaz - motywujący, prosty i dostosowany do młodszego odbiorcy. To dobra książka dla fanów, którzy chcą poznać historię swojej idolki w łatwy sposób. Minusem jest to, że zabrakło ilustracji - przy takiej formie aż się prosi o więcej elementów wizualnych, które uatrakcyjniłyby odbiór. To propozycja dla młodszych czytelników i fanów Taylor Swift. Sprawdzi się jako lekka, inspirująca historia o spełnianiu marzeń.
ADHD jest super. Jak przeżyć życie na turbodoładowaniu
Książka „ADHD jest super” autorstwa Penna i Kim Holderness to pełna humoru próba pokazania ADHD w pozytywnym świetle. Autorzy starają się odczarować to zaburzenie, przekierowując uwagę z trudności na zasoby i mocne strony. Ich przesłanie - by przyjąć siebie takim, jakim się jest, i dostrzec w swojej neuroatypowości siłę - może być wspierające, zawsze warto szukać plusów i iść drogą ku poznawaniu swoich możliwości i zasobów. Jednocześnie dla mnie, jako osoby szukającej pogłębionej wiedzy i refleksji, książka okazała się trudna w odbiorze. Styl i sposób narracji wydały mi się zbyt lekki, momentami powierzchowny. Sięgałam po tę lekturę z nadzieją na głębsze zrozumienie istoty ADHD, jednak forma, w jakiej została napisana, nie sprzyjała temu. Pamiętaj jednak, to że mi nie przypadła do gust forma w jakiej została napisana ta książka, wcale nie znaczy, że nie spodoba się Tobie! Zgadzam się z autorami, że warto widzieć w ADHD także potencjał, jednak nie do końca utożsamiam się z tytułowym stwierdzeniem, że „ADHD jest super”. ADHD ma swoje plusy, ale również wiąże się z cierpieniem, frustracją i poczuciem odmienności, których nie warto unieważniać. Dla niektórych czytelników to pozytywne przesłanie może być budujące, dla innych - zbyt uproszczone i trudne. Za każdym razem ważne jest to, w jakim miejscu akceptacji swojego ADHD jesteś. To książka, która może być dobrym punktem wyjścia dla osób młodych, rozpoczynających swoją drogę z diagnozą ADHD, jednak dla bardziej doświadczonych czytelników lub specjalistów może pozostawić pewien niedosyt. Ale to moja opinia, a jaka jest Twoja własna? Jeśli ciekawi Cię temat ADHD i zastanawiasz się jak można podejść do niego z humorem i myśleć o nim, że jest super - sięgnij po tą pozycję i sprawdź czy do Ciebie przemawia! Być może odkryjesz, że Adhd dla Ciebie dokładnie takie super jest. Powodzenia!
Uwięziona. Bez kontroli
Oj takiego zakończenia oczekiwaliśmy! Sylwia Kruk po raz kolejny zaskoczyła mnie tym, że potrafi. Za każdym razem, gdy sięgam po kolejny tom tej trylogii jestem niemal pewna, że to będzie klapa. A potem nie umiem się oderwać, bo to tak wciąga i jest takie dobre! I tym razem, też dałam się zaskoczyć. Już wiem, że trylogię Uwięziona będzie polecała każdej fance dark romansów z wątkiem psychologicznym. Tym razem trzeci tom to zakończenie znanej nam już historii. Nie będzie tam brakowało emocji, plot twistów, momentów, gdzie myślimy, że wiemy wszystko, a potem okazuje się, że nie wiemy nic. Zaskakuje nas zachowanie jednej i drugiej strony, a psychologiczna gra między nimi jest świetna. Luiza próbuje ze wszystkich sił, ale to jednak Dragon okazuje się być lepszym manipulatorem. To chora i popieprzona zabawa w kotka i myszkę, gdzie w końcu przez moment nie wiemy, kto kogo goni. Te lekko ponad czterysta stron to emocjonalny rollercoaster, który zapewni nam niezapomniane przeżycia. W ogóle duży plus za to, że sceny erotyczne nie są wcale jakoś bardzo cringowe, nie ma ich wiele i bohaterowie nie skupiają się na nich aż tak bardzo. A to w darkach jest nieczęste. Jestem zachwycona tym zakończeniem. Przez całą książkę, no dobra od połowy, zakładałam, że wiem jak to się skończy. Potem mamy zakończenie i myślę ,,no miałam rację!”. A potem wjechał ostatni rozdział, a ja zostałam z otwartą buzią i szokiem na twarzy. O mamuniu…. dla tego zakończenia WARTO!!! Uwięziona ( i mówię tu o całej trylogii) to fenomenalny przykład romansu z wątkiem syndromu sztokholmskiego - wciągająca od początku, zaskakująca i pokazująca jak bardzo można zmanipulować i prowadzić drugiego człowieka, który całkowicie jest zależny od nas. Pokazuje jak bardzo plastyczny jest nasz mózg, i w jak wiele możemy uwierzyć jeśli czujemy się zagrożeni, a przede wszystkim to, że nasz umysł jest w stanie przyzwyczaić się i uznać za normę wszystko, co się dzieje, byle przetrwać. Słowem - czytać na zdrowie :D