Recenzje
Addiction. O krok bliżej światła. Tom 2
Muszę przyznać, że książka czekała dość krótko na swoją kolej, ponieważ postanowiłam skusić się na tę lekturę. Jestem zdania, że w przypadku chęci zapoznawania się z kolejnymi tomami serii dobrze jest mieć na uwadze to, iż z pewnością losy głównych bohaterów są nierozerwalnie związane z tym, co miało już miejsce w poprzednim wydaniu. Z tego też względu dobrze jest mieć świadomość, iż ,,Addiction. Tom 2" jest kolejnym tomem serii. Atutem tej publikacji jest możliwość sprawnego zapoznania się z jej treścią. Ciekawa fabuła i takie też dialogi, stosunkowo duża czcionka sprawiają, że na brak wrażeń w tym przypadku na pewno nie można narzekać. Muszę przyznać, że było to całkiem udane spotkanie i na pewno jest się czym zainteresować w wolnym czasie. Z pewnością jest to jedna z tych lektur, z którą warto zapoznać się po przeczytaniu pierwszej części. Dzięki temu zagłębienie się w to wydanie okaże się jeszcze bardziej udanym sposobem na spędzenie wolnego czasu.
555 zagadek o Krakowie
Kraków. Moje miasto. ❤ Byliście tam kiedyś? Z czym Wam się kojarzy? Z Wawelem, smokiem, Sukiennicami, a może z hejnałem z Kościoła Mariackiego? Dziś zabieram Was do Krakowa… ale w trochę innej odsłonie. Bo zamiast klasycznego zwiedzania czeka na Was coś znacznie ciekawszego — aż 555 zagadek o kulturze, miejscach i zwyczajach! Dlaczego mariackie wierzę są nierówne? Czym są wawelskie głowy? Która ulica jest najstarsza w Krakowie? Czym był smatruz? Ile baszt znajdowało się w murach obronnych? Jaką budowle w Krakowie pieszczotliwie nazywano rondlem? W którym lokalu lubiła pić kawę Wisława Szymborska? To nie jest zwykły przewodnik. To podróż przez historię miasta — od dawnych czasów aż po współczesność. Kraków odkrywa się tu na nowo: w filmach, muzyce i literaturze. Każde pytanie to kolejna ciekawostka i mały sekret, który tylko czeka, by go poznać. I powiem Wam jedno — nawet rodowity Krakus znajdzie tu coś, co go zaskoczy i o czym nie miał pojęcia! 😉
Do wesela się zagoi
Już dawno nie miałam okazji czytać nic od Ludki, a szkoda, bo uwielbiam jej styl. „Do wesela się zagoi" to historia, która na pierwszy rzut oka może wydawać się lekką książką, ale szybko okazuje się czymś znacznie bardziej gorzkim i prawdziwym. To opowieść o relacjach, emocjach i o tym, jak różnie ludzie radzą sobie z presją życia. Jednym z motywów tej książki jest odpowiedzialność, przyjmowana nie z wyboru, ale z poczucia obowiązku. Najlepiej widać to na przykładzie naszej głównej bohaterki, Sutton. To osoba, która właściwie z dnia na dzień przejęła rolę matki dla swojej siostrzenicy, odkładając własne życie na bok. Pracuje, gdzie tylko może, żeby wszystko spiąć, ciągle jest w biegu i praktycznie nie ma czasu dla siebie. I w tym wszystkim najbardziej boli to, że w oczach własnych rodziców wciąż jest „tą gorszą siostrą”, niewystarczającą, robiącą za mało i źle. Niezależnie od tego, ile poświęca, nie dostaje uznania. To bardzo mocno pokazuje, jak łatwo można zatracić siebie, próbując sprostać cudzym oczekiwaniom, które i tak ciągle się przesuwają. Z drugiej strony pojawia się Hugh, który jest zupełnie inny. Wycofany, cichy, raczej trzymający się z boku. Nie jest typem człowieka, który zagaduje innych czy odnajduje się w towarzystwie. Small talk to dla niego raczej męczarnia niż coś naturalnego, a nowe znajomości go krępują. Na początku w ogóle nie szuka związku ani bliskości, wydaje się zamknięty, żyjący w swoim świecie. Dopiero poznanie Sutton i małej Susie zaczyna powoli coś w nim zmieniać. Nie dzieje się to nagle ani sspektakularni, tylko raczej po cichu, krok po kroku. Zaczyna inaczej patrzeć na relacje, na rodzinę, na to, co w życiu naprawdę ma znaczenie. Jego przemiana jest subtelna, ale przez to bardzo wiarygodna. Książka dobrze pokazuje kontrast między takimi osobami. Są bohaterowie, którzy biorą na siebie wszystko i próbują unieść ciężar całego świata, i tacy, którzy działają inaczej, bardziej elastycznie, czasem odpuszczają, czasem się wycofują. I nie ma tu prostego podziału na „lepsze” i „gorsze” podejście. To, co u jednych wygląda jak słabość, u innych okazuje się sposobem na przetrwanie. Jeśli chodzi o bohaterów, są oni napisani bardzo naturalnie. Nie są idealni, popełniają błędy, działają pod wpływem emocji. Sutton bywa zmęczona, sfrustrowana, czasem na granicy wytrzymałości, ale jednocześnie trudno nie rozumieć jej wyborów. Hugh z kolei nie staje się nagle kimś zupełnie innym, nadal jest cichy i zdystansowany, tylko zaczyna się powoli otwierać. Dzięki temu ich historia nie wydaje się przesadzona ani sztuczna. Tytuł „Do wesela się zagoi” jest zresztą przewrotny. Sugeruje coś lekkiego, jakby wszystko dało się zamieść pod dywan i przeczekać. A tymczasem książka pokazuje, że niektóre rzeczy zostają w człowieku na długo. Można nauczyć się z nimi żyć, ale to nie znaczy, że znikają. To dobra lektura dla kogoś, kto lubi historie o relacjach i emocjach bez upiększania. Nie daje prostych odpowiedzi, raczej zostawia z pytaniem, ile jesteśmy w stanie zrobić dla innych i gdzie w tym wszystkim kończy się odpowiedzialność, a zaczyna rezygnacja z samego siebie
Suma wszystkich strat. Jak ukształtowało cię dzieciństwo
Z tej książki dowiecie się, że Wasz charakter nie jest czymś, co po prostu odziedziczyliście, tylko jest efektem tego, jak nauczyliście się radzić sobie w dzieciństwie z pewnymi sytuacjami. Zainteresowani? Słusznie! Autorka opisuje różne style charakteru, pokazuje, skąd się biorą i jak wpływają na nasze relacje, emocje i codzienne decyzje. Zanim w ogóle przejdę do samej książki, warto zatrzymać się na chwilę przy autorce. Anna Paluszak to nie jest przypadkowa osoba, która postanowiła podzielić się swoimi przemyśleniami. Przez lata była związana z uczelniami, prowadziła zajęcia z psychologii, a także pracuje jako psychoterapeutka i realnie wspiera ludzi. A teraz przechodząc do samej lektury: podoba mi się, że autorka nie zmusza do grzebania się w przeszłości na siłę. Skupia się na tym, co tu i teraz, na tym, jak reagujemy, co czujemy i co powtarzamy. I z tego powoli wyciąga wnioski. To podejście jest bardzo odciążające, szczególnie dla osób, które nie mają potrzeby albo gotowości, żeby wracać do wszystkich trudnych wspomnień. Dużym plusem jest też warstwa praktyczna. Są ćwiczenia, są pytania, są konkretne wskazówki. Nie czułam, że tylko czytam, raczej że wchodzę w dialog sama ze sobą. Do tego dochodzi ciekawy wątek pracy z ciałem. To, gdzie kumulujemy napięcia, jak reaguje organizm, kiedy coś w nas zostaje niewyrażone. Ten element naprawdę robi robotę, bo pokazuje, że emocje wpływają na umysł, ale i ciało. Reasumując, z czystym sercem mogę polecić tę książkę wszystkim, którzy chcą się dowiedzieć o sobie czegoś więcej, lepiej zrozumieć swoje schematy, relacje i emocje, ale bez akademickiego zadęcia. Szczególnie dla tych, którzy pracują nad granicami, poczuciem własnej wartości albo czują, że ciągle wpadają w te same wzorce.
Vicious Allure
Dobra, muszę to z siebie wyrzucić: Agnieszka Samich stworzyła coś, co przeorało mi banie. 🤯 Zaczęło się od niewinnego „sprawdzę tylko pierwszy rozdział”, a skończyło na tym, że o świcie gapiłam się w sufit, próbując przetrawić to, co odwaliło się w Vegas. Poznajcie Cindy. Dziewczyna ma życie, którego nikomu nie życzę - walka o przetrwanie, chora mama na głowie i praca w barze, gdzie co chwilę ktoś szuka guza. Ale Cindy to nie jest typ ofiary. Kiedy w lokalu pojawiają się goście, od których czuć kłopoty na kilometr, ona robi coś absolutnie szalonego. Jedna decyzja, jeden pociągnięty spust i nagle trafia do świata, o którym normalni ludzie chcą jak najszybciej zapomnieć. A tam czeka on - Dragon. I słuchajcie, to nie jest typ „złego chłopca” z sąsiedztwa. To facet, który emanuje czystą władzą i zagrożeniem. Ich spotkanie to nie są motyle w brzuchu, to raczej zderzenie dwóch rozpędzonych pociągów. Co mnie najbardziej uderzyło w „Vicious Allure”? To, jak bardzo ta książka jest niekomfortowa. Tu nie ma słodzenia. Jest obsesja, jest strach i ta dziwna, mroczna chemia, od której aż gęstnieje powietrze. Autorka genialnie pokazuje, jak łatwo zatracić się w relacji, która niszczy od środka. Momentami aż mnie skręcało z nerwów na to, co wyprawia Cindy, ale nie potrafiłam przestać kibicować temu szaleństwu. Mimo że to grubas (ponad 500 stron!), to pióro autorki sprawia, że przez historię się płynie. Jasne, parę scen można by skrócić, żeby akcja szybciej gnała do przodu, ale ten duszny klimat Vegas wszystko wynagradza. Jeśli szukacie historii, która nie boi się mroku i zostawi Was z milionem pytań w głowie, to bierzcie „Vicious Allure”. Ale ostrzegam - po tym zakończeniu będziecie potrzebować melisy i drugiego tomu na już! Moja ocena: 4,5/5 ⭐️ Dajcie znać, jaki był najbardziej mroczny romans, jaki w życiu czytaliście? Mój ranking właśnie zyskał nowego lidera...