Recenzje
Król Umbry. Przeklęte królestwo Vinculi #1
„Królestwo Umbry” Jamie Applegate Hunter to historia Rory, która trafia do tajemniczego królestwa będącego czymś w rodzaju więzienia dla skazanych. Na miejscu próbuje nie tylko przetrwać w brutalnej rzeczywistości, ale też odkryć prawdę o śmierci swojej siostry. Już od początku czuć ten mroczny, ciężki klimat - świat jest trochę niepokojący i pełen zasad, które odkrywa się stopniowo. Samo Królestwo Umbry jako miejsce kary jest bardzo ciekawie pomyślane, zwłaszcza przez to, że skazani po odbyciu wyroku tracą pamięć. To dodaje wszystkiemu takiego dziwnego napięcia, bo konsekwencje są dużo większe niż tylko „odsiedzenie swojego”. Bohaterowie też są na plus - szczególnie Rory, która jest zdeterminowana i napędzana chęcią znalezienia mordercy swojej siostry. Ten wątek śledztwa naprawdę wciąga i sprawia, że chce się iść dalej w historię, żeby w końcu poznać prawdę. No i relacja między Rory a królem Umbry… dla mnie to był największy hit tej książki 😅 enemies to lovers zrobione naprawdę dobrze - dużo napięcia, niedopowiedzeń i tej specyficznej chemii, która sprawia, że każda ich scena jest ciekawsza niż wszystko inne. To właśnie dla tego napięcia czytałam ją z największym zaangażowaniem. Ale właśnie przez to mam też mały minus - kiedy bohaterowie w końcu się do siebie zbliżyli, trochę opadły emocje. Jakby zniknęło to, co najbardziej mnie trzymało przy książce, przez co końcówkę (jakieś 50 stron) czytałam już z mniejszym zainteresowaniem. Mimo wszystko bardzo dobrze wspominam tę historię - głównie przez klimat i relację bohaterów 🖤
Muza rockmana
Lubicie książki o muzykach? Trochę takich czytałam i przyznaję, że różnie to bywa z tym zdobywaniem mojego serca. W jednych ta muzyka jest gdzieś tam w tle tylko, w innych wręcz realia życia na szczycie, kulisy tego sukcesu, gdzieś przyćmiewają inne wątki. W przypadku tej książki byłam dziwnie spokojna, że to będzie petarda! Okładka boska, książki tej autorki kocham od lat i miałam rację, że tą książkę pokocham. Jest boska!! Emily dostaje pracę przy rockowym zespole, w trakcie ich trasy koncertowej. Nie spodziewała się, że tą pracę dostanie, ale informacja, że nie zna w sumie zespołu, nie umie wymienić żadnej ich piosenki właśnie zadziałała na jej korzyść. W końcu psychofanka za blisko zespołu nie byłaby gwarancją odpowiedzialnego podejścia do obowiązków w pracy. Emily poznaje gwiazdę zespołu, sporo od niej starszego wokalistę Tristana. Od początku nawiązuje się między nimi więź, ale oboje wiedzą, że między nimi nic nie może się wydarzyć. On ma swoje problemy, ona ma wyjątkowo trudną przeszłość. Tak naprawdę dzieli ich wszystko... Ta książka jest tak bogata w różne wątki, że naprawdę zadowoli Was czytelników na wielu płaszczyznach. To nie jest tylko fajna historia o losach zespołu rockowego, nie tylko niegrzeczny też romans z dużą różnica wieku. Tutaj tych wątków pobocznych, trudnej przeszłości, tematów bardzo bolesnych i delikatnych jest więcej i powiem szczerze, że ja jestem ogromnie zadowolona z lektury. Ciężko się od niej oderwać! Autorka jest znana z takich niegrzecznych romansów, ale bardzo uroczych, oraz z tego, że potrafi do tego romansu dobrać tak idealne, bardzo głębokie tło, że gardło nieraz będzie czytelnik miał ściśnięte. Wspaniała! Oczywiście zakochana jestem po uszy! Uroczy, gorący romans, z ciekawym tłem. Polecam gorąco. Będę za nimi tęsknić, a po cichu mam nadzieję, że jeszcze się z tymi bohaterami spotkamy.
Muza rockmana
Emily pojawia się przed budynkiem studia nagrań i zostaje omyłkowo wzięta za kandydatkę do pracy. Postanawia wykorzystać okazję i spróbować swoich sił jako asystentka podczas trasy koncertowej jednej z najsłynniejszych rockowych kapel w Ameryce. Przypadkowo napotkany nieznajomy sprawia, że dostaje tę pracę. Podczas czteromiesięcznej trasy zbliża się do Tristana Dalterya - starszego od niej mężczyzny, głównego muzyka i prawdziwej legendy. Późne rozmowy, zwierzenia z marzeń i problemów, a także rosnące między nimi przyciąganie sprawiają, że uczucia zaczynają wymykać się spod kontroli. Próbują z nimi walczyć, jednak ostatecznie ulegają chemii, która ich łączy. Emily skrywa jednak pewien sekret, który może zniszczyć ich wspólną przyszłość. Od początku widać, jak dobrze się rozumieją i jak swobodnie czują się w swoim towarzystwie. Tristan odnajduje przy niej spokój i namiastkę normalności w świecie pełnym sławy, a Emily - zrozumienie i wsparcie po trudnych doświadczeniach z przeszłości. Ich rozmowy są dojrzałe i pełne ciekawych tematów. Do połowy książki byłam naprawdę zaintrygowana i zastanawiałam się, jak potoczą się losy bohaterów. Nie spodziewałam się jednak takiego zwrotu akcji. To jedno wydarzenie całkowicie zmieniło bieg historii i od tego momentu coś przestało mi w niej pasować. To opowieść o stracie, dokonywaniu trudnych wyborów i przeznaczeniu. O mierzeniu się z przeszłością, potrzebie wsparcia oraz odnajdywaniu ukojenia w muzyce. Przez historię się płynie, a bohaterowie zabierają nas zarówno do świata koncertów, jak i do bardziej refleksyjnych, emocjonalnych momentów.
Ostatni zachód słońca
„Ostatni Zachód Słońca” to książka, która opowiada historię Livii. Życie dziewczyny to koszmar i gdziekolwiek się pojawia, czuje na sobie negatywne spojrzenia. Każdy pamięta, że jest winna śmierci swoich własnych rodziców. To głównie przez jej skłonność do nałogów ona i jej brat zostali sierotami. Po ich stronie stała babcia i Lily, która jest ich przyjaciółką. Od niemal roku Livii udaje się zachowywać wstrzemięźliwość, ale przeszłość dalej daje o sobie znać i nie pozwala o sobie zapomnieć. Możliwe, że wybór studiów w innym mieście będzie dla dziewczyny szansą na nowy początek. Na pewno zmiana otoczenia jest jej potrzebna, ale o ile może zostawić wiele rzeczy za sobą, to przed sobą nie da się uciec. Livia musi pozbierać się na nowo i stawić czoła różnym wyzwaniom. Jedno z nich pojawia się w jej życiu wraz z tajemniczą kopertą. Jeśli Livia chce ocalić siebie i Jaydena, chłopaka, którego spotkała w nowym otoczeniu, będzie musiała zmierzyć się z tym, czego bardzo się obawia. Co do moich odczuć na temat tej książki, to były one pozytywne. Styl pisania był dla mnie bardzo lekki oraz przyjemny. Fabuła również mi się spodobała, w mojej opinii była ona świetna. Liczba stron była według mnie w porządku, biorąc pod uwagę to, że powstanie jeszcze kontynuacja. Te trzy rzeczy sprawiły, że w miarę sprawnie oraz szybko przebrnąłem przez tę książkę. W powieści było trochę ciężkich tematów, ale na szczęście nie przytłoczyły mnie zbytnio. Bohaterowie byli w porządku oraz ciekawi. Relacja Livii i Jaydena wydawała się autentyczna oraz była według mnie dobrze wykreowana. Końcówka mnie zaciekawiła i przez to jeszcze bardziej mam ochotę poznać kolejny tom tej serii. Chcę też dodać, że ta książka jest debiutem autorki i uważam, że to naprawdę bardzo udany debiut. To była moja pierwsza styczność z twórczością Martyny i na ten moment planuję sięgnąć po jej kolejne powieści, gdy zostaną wydane. Podsumowując: „Ostatni Zachód Słońca” to w mojej opinii bardzo udany debiut. Przyjemnie mi się go czytało oraz lubię głównych bohaterów i relacje pomiędzy nimi. Jeśli lubicie motywy tej powieści, książki, które potrafią zaciekawić od pierwszych stron, oraz macie ukończone 18 lat, to jestem w stanie polecić Wam tę powieść.
Ciało wie lepiej. Przewodnik po nowoczesnej nauce o odporności
Sama sięgnęłam po tę książkę z ciekawości, zwłaszcza widząc rozdział o odporności i diecie. Po rozpoczęciu studiów z psychodietetyki uświadomiłam sobie, jak dużą byłam ignorantką i jak wiele wiedzy wciąż przede mną. To książka pełna ogromu wiedzy — nasze spotkania trwały długo, ale dzięki przystępnemu językowi czyta się ją naprawdę dobrze. Autor opiera się na badaniach i licznych przykładach, dzięki czemu nawet trudna terminologia staje się bardziej zrozumiała. Czuć, że książka została napisana przez praktyka — immunologa, który wie, jak tłumaczyć złożone zagadnienia. Autor pokazuje organizm jako dynamiczny, czasem omylny system — nie coś idealnego. W nowoczesny sposób podchodzi też do samej odporności, obalając wiele uproszczonych przekonań. Nasz organizm ma za zadanie nas chronić, jednak zdarzają się sytuacje, w których zaczyna traktować własne tkanki jako zagrożenie. Wtedy pojawia się walka — choroby autoimmunologiczne. W książce znajdziemy wyjaśnienie, dlaczego tak się dzieje i co może prowadzić do takich chorób jak anemia, cukrzyca, Hashimoto, choroba Addisona czy Gravesa-Basedowa. Dużo miejsca poświęcono także wpływowi stresu, starzenia się i stylu życia na odporność. Szczególnie ciekawa była dla mnie rola mikrobiomu w kontekście otyłości. To, co wspiera zdrowie, to przede wszystkim różnorodność mikroorganizmów jelitowych — a pomagają w tym m.in. fermentowane produkty (kefir, kapusta kiszona) oraz różnorodna dieta roślinna. To wymagająca lektura, mimo przystępnego języka. Daje jednak coś więcej — pozwala spojrzeć na organizm z nowej perspektywy i uczy większej uważności, wyrozumiałości oraz troski o siebie.