ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Codzienność w depresji. Rzecz o tym, jak z depresji powrócić do życia

Depresja to temat, o którym mówi się coraz więcej, a jednak wciąż mam wrażenie, że bardzo trudno naprawdę zrozumieć, czym jest codzienne życie z nią. To nie zawsze spektakularny smutek czy ciągłe łzy. Czasem to brak siły, obojętność, problemy z najprostszymi czynnościami, poczucie pustki albo przekonanie, że każdy kolejny dzień będzie wyglądał dokładnie tak samo. Dlatego po książkę Codzienność w depresji. Rzecz o tym, jak z depresji powrócić do życia sięgałam z dużą ciekawością. Zainteresowało mnie przede wszystkim to, że nie obiecuje cudownej recepty ani szybkiego wyjścia z kryzysu. Zamiast tego próbuje pokazać, jak krok po kroku odzyskiwać kontakt z życiem. Książka ma formę rozmów z ekspertami zajmującymi się depresją z różnych perspektyw. I właśnie ta różnorodność okazała się dla mnie jednym z jej największych atutów. Autorka nie ogranicza się bowiem do psychiatrii czy psychoterapii. Pyta o ciało, ruch, oddech, seksualność, relacje, samotność, uzależnienia, mindfulness, poczucie sensu, a nawet humor. Kolejne rozmowy pokazują, że depresja może wyglądać bardzo różnie. Pojawia się temat depresji okołoporodowej, męskiej depresji i trudności związanych z przyznaniem: „potrzebuję pomocy”. Jest mowa o uzależnieniach i mechanizmach przetrwania, ale również o tym, jak kryzys psychiczny wpływa na ciało i bliskość. Szczególnie interesujące wydały mi się fragmenty dotyczące ruchu, oddechu i odnajdywania motywacji, bo pokazują, że zdrowienie nie zawsze zaczyna się od wielkich zmian. Czasami zaczyna się od naprawdę małego kroku. Ważne miejsce zajmuje również pytanie o sens. Czy depresja może być sygnałem, że żyjemy wbrew własnym wartościom? Czy cierpienie może skłonić nas do zatrzymania się i przyjrzenia własnemu życiu? Książka nie daje tutaj prostych odpowiedzi, ale zachęca do zadawania trudnych pytań. Największą zaletą książki jest jej wielowymiarowość. Depresja nie zostaje sprowadzona wyłącznie do diagnozy, leków czy terapii. Autorka pokazuje człowieka jako całość, z jego emocjami, ciałem, relacjami, potrzebami i historią. Doceniam również przystępny charakter rozmów. Dzięki formule wywiadów książkę czyta się znacznie łatwiej niż typową publikację psychologiczną. Każdy rozmówca wnosi własne doświadczenie i sposób patrzenia na problem, dzięki czemu kolejne rozdziały nie są monotonne. Podoba mi się także to, że publikacja nie próbuje przekonywać, iż wystarczy „myśleć pozytywnie”, zacząć ćwiczyć albo bardziej się postarać. Przeciwnie – wielokrotnie przypomina, że depresja jest poważnym doświadczeniem i że potrzebowanie pomocy nie jest oznaką słabości. Mam jednak wrażenie, że różnorodność tematów może być również pewnym minusem. Niektóre zagadnienia są zaledwie zasygnalizowane i chciałoby się przeczytać o nich znacznie więcej. To książka, która otwiera wiele drzwi, ale nie przez wszystkie prowadzi czytelnika bardzo głęboko. Dla osoby oczekującej konkretnego poradnika krok po kroku może to być pewne rozczarowanie. Codzienność w depresji odebrałam przede wszystkim jako książkę o odzyskiwaniu życia, a nie wyłącznie o walce z chorobą. I właśnie to podejście najbardziej do mnie przemówiło. Nie znajdziemy tutaj obietnicy, że po zastosowaniu kilku prostych metod depresja zniknie. Zamiast tego pojawia się znacznie bardziej realistyczne przesłanie: nawet kiedy jest trudno, można próbować odzyskiwać kolejne fragmenty codzienności. To publikacja, która skłania do zatrzymania się i spojrzenia na depresję z większą empatią: zarówno wtedy, gdy dotyka nas samych, jak i wtedy, gdy pojawia się w życiu kogoś bliskiego. Pokazuje, że czasami pierwszym krokiem nie jest „naprawienie siebie”, ale zaakceptowanie miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Nie jest to łatwa lektura, ale zdecydowanie potrzebna. Zostawia mnie z myślą, że powrót do życia nie musi oznaczać wielkiego przełomu. Czasami może oznaczać po prostu kolejny mały krok. I kolejny. Aż pewnego dnia okaże się, że znów jesteśmy bliżej życia niż mroku. ZALETY wielowymiarowe spojrzenie na depresję; rozmowy z ekspertami z różnych dziedzin; przystępna forma wywiadów; poruszenie wielu ważnych i często pomijanych tematów; empatyczne podejście do osób doświadczających depresji; brak obietnic szybkiego i cudownego rozwiązania; pokazanie różnych dróg prowadzących do zdrowienia; skłania do refleksji nad własnym życiem, relacjami i wartościami.
Karolina Lubas - BLOG NIE TYLKO O EDUKACJI Karolina Lubas

Lista

Jak dobrze można znać osobę, z którą planuje się spędzić całe życie? „Lista” Yomi Adegoke zaczyna się niemal jak współczesna historia o idealnej miłości. Ola i Michael są młodzi, zakochani i przygotowują się do ślubu. Wszystko wydaje się układać dokładnie tak, jak powinno. Do momentu, w którym na anonimowej liście pojawia się nazwisko Michaela. Jedno nazwisko. Jedno oskarżenie. I nagle całe życie Oli zostaje postawione pod znakiem zapytania. Najbardziej niepokojące jest to, że Michael twierdzi, że jest niewinny. Ola chce mu wierzyć, przecież zna go lepiej niż ktokolwiek. Ale czy na pewno? Czy można być całkowicie pewnym człowieka, z którym dzieli się życie, jeśli nagle pojawia się informacja burząca wszystko, co do tej pory o nim wiedzieliśmy? I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa siła tej historii. Autorka świetnie wykorzystuje niepewność i brak jednoznacznych odpowiedzi. Czy Michael padł ofiarą pomówienia? Kto umieścił go na liście? Dlaczego wybrał właśnie jego? A może za anonimowym wpisem kryje się historia, o której Ola nigdy nie miała się dowiedzieć? Im więcej pytań się pojawia, tym trudniej komukolwiek zaufać. 📱 Szczególnie mocno wybrzmiewa tutaj temat siły internetu i anonimowych oskarżeń. Wystarczy jeden wpis, żeby uruchomić lawinę podejrzeń, plotek i emocji. Granica pomiędzy tym, co wydarza się w sieci, a tym, co dzieje się w prawdziwym życiu, zaczyna się niebezpiecznie zacierać. A w samym środku tego wszystkiego znajduje się Ola, która musi podjąć najtrudniejszą decyzję: uwierzyć ukochanemu czy uwierzyć temu, co zaczyna podpowiadać jej własna intuicja? „Lista” to historia o miłości wystawionej na próbę, zaufaniu, które może rozpaść się w jednej chwili, oraz sekretach, które potrafią zmienić sposób, w jaki patrzymy na najbliższych. I chyba właśnie to pytanie zostaje z czytelnikiem najdłużej: Czy prawda zawsze jest tym, w co chcemy uwierzyć? 🖤
Zaczytana Archiwistka

Dwa magiczne słowa. Vancouver Agitators: miłość na lodzie #2

Zwracacie uwagę na oznaczenia, którymi niektóre wydawnictwa oznaczają stopień "ostrości" swoich książek? Tak robi Wydawnictwo Edito Red. Ja zwracam, bo wolę te trochę delikatniejsze. Ale bywa, że wprowadzają one w błąd. Tak było z książką "Dwa magiczne słowa" Meghan Quinn, czyli drugim tomem cyklu Vancouver Agitators. Miłość na lodzie. Jest oznaczona jako sensual, a moim zdaniem, bardziej prawidłowo byłoby spicy, bo jest naprawdę gorąca. I ma dużo, naprawdę hot scen. Ale i tak się w nią wciągnęłam, bo lubię motyw hokeja w książkach. A właśnie w środowisku hokejowym, rozgrywa się ta seria. Znajdziemy w niej też wątek nieplanowanej ciąży oraz to, jakie konsekwencje ma przygoda na jedną noc. To gorący romans, choć można znaleźć w niej też elementy komediowe. Ale całkiem nieźle można spędzić z nią czas. Choć zaznaczam, że seksu tu nie brakuje. I momentami jest bardzo gorąco. Ja sięgnęłam po tę serię ze względu na hokeja, bo lubię książki, które rozgrywają się w tym środowisku. I naprawdę czuć w niej, hokejowy klimat. Ale autorka pokazuje w niej również, jak ogromny wpływ na nasze postępowanie i zachowanie, ma wychowanie oraz dzieciństwo. To co nas ukształtowało. Podobało mi się w niej również to, jak bardzo Eli, główny bohater, był lojalny wobec swoich przyjaciół... momentami aż za bardzo. Myślę, że jak przeczytacie to zrozumiecie o co mi chodziło. To niezły grubasek, bo ma aż 500 stron i ja bym ją odchudziła z tych hot scen. Tak o jakieś 100 stron. Wtedy byłaby idealna. Ale to tylko moje zdanie. Poza tym nie mam do niej zastrzeżeń.

W biblioteczce Renaty Kozłowska Renata

Las na receptę. Opowieść o terapeutycznej roli przyrody w naszym życiu

Współczesne badania, zarówno psychologiczne, jak i te medyczne, udowadniają, iż regularny kontakt z naturą to nie tylko przyjemność, ale także bardzo ważny element profilaktyki zdrowotnej. Począwszy od redukcji stresu czy poprawy nastroju, dzięki silnej stymulacji wydzielania dopaminy i serotoniny, poprzez obniżenie ciśnienia, aż do stabilizacji tętna, jak i wzmocnienia odporności organizmu. „Las na receptę. Opowieść o terapeutycznej roli przyrody w naszym życiu” to absolutnie wyjątkowa, inspirująca książka Marka Michalskiego, która nie tylko błyskotliwie prezentuje, na czym dokładnie polegają tzw. „Leśne kąpiele”, ale także na wielu przykładach pokazuje dobroczynny wpływ kontaktu człowieka z naturą. Czy powrót do korzeni w tych przebodźcowanych czasach okaże się dla nas wybawieniem? Autor zabiera czytelnika w wyjątkową, często osobistą, ale i dopełnioną humorem podróż, która nie tylko otwiera nam oczy, ale przede wszystkim uczy uważności, jak być dla siebie dobrym, a wszystko to jest ściśle powiązane z naturą. Dowiemy się między innymi o związkach, wydzielanych przez drzewa i glebę oraz ich wpływie na wzmocnienie naszej odporności, jak czerpać z leśnych spacerów najwięcej korzyści, angażując przy tym wszystkie zmysły, na czym polegają mikroobserwacje oraz poznamy wiele inspirujących prawdziwych historii, które będą dla nas prawdziwą motywacją. Nie mogło zabraknąć szczegółowych opisów ćwiczeń, które powinien wykonywać każdy z nas. „Las na receptę. Opowieść o terapeutycznej roli przyrody w naszym życiu” nie jest kolejnym nudnym i schematyczny poradnikiem, a ciepłą, kojącą i jakże błyskotliwą opowieścią, która funduje nam podróż do korzeni i przypomina, że to, co najważniejsze i najzdrowsze dla naszego organizmu, jest przecież na wyciągnięcie ręki. Zwykły spacer po parku czy lesie, w pełnej uważności, wycisza, relaksuje i buduje odporność niczym najdoskonalsze lekarstwo. Gwarantuję, że ta inspirująca publikacja odmieni Wasze życie! Polecam gorąco!

zfascynacjaoksiazkach.blogspot.com/ Anna Rydzewska

Maskarada

„Maskarada” K. N. Haner to książka, którą przeczytałam naprawdę szybko. Mimo że ma niecałe 400 stron, historia wciągnęła mnie od samego początku i sprawiła, że ciężko było mi się od niej oderwać. Autorka już od pierwszych stron wrzuca czytelnika w wir wydarzeń. Bardzo podobało mi się to, że nie wszystkie odpowiedzi dostajemy od razu. Wiele rzeczy jest odkrywanych stopniowo, dzięki czemu podczas czytania cały czas pojawiały się w mojej głowie pytania: „Kim on właściwie jest?”, „Co ona zrobi?” albo „Jak to wszystko się skończy?”. Lubię, kiedy książka zmusza mnie do zastanawiania się nad wydarzeniami i nie zdradza wszystkiego na samym początku. Historia jest naprawdę dobrze ułożona, a po drodze pojawia się sporo rzeczy, które mnie zaskoczyły. Dzięki temu zainteresowanie fabułą nie spadało i cały czas chciałam wiedzieć, co wydarzy się dalej. Jedynym większym minusem było dla mnie tempo rozwijania relacji między bohaterami. Nie chodzi mi o to, że uczucia pojawiły się zbyt szybko, ale o to, że ich relacja w dość krótkim czasie stała się dużo bliższa i bardziej zażyła. Około 50 stron to dla mnie zdecydowanie za mało, biorąc pod uwagę, że bohaterka dopiero poznała prawnika. Wolałabym, żeby ta relacja rozwijała się trochę wolniej i bardziej stopniowo, dzięki czemu ich więź byłaby dla mnie jeszcze bardziej przekonująca. Na plus zdecydowanie jest również sposób wydania książki. Większy font sprawił, że czytało mi się ją jeszcze wygodniej, a kolejne strony naprawdę szybko znikały. Pierwszy tom zrobił na mnie duże wrażenie, ale po przeczytaniu „Maskarady” uważam, że ten tom jest jeszcze lepiej dopracowany. Cała historia była dla mnie ciekawa, momentami zaskakująca i przede wszystkim bardzo wciągająca. Ostatecznie „Maskarada” okazała się dla mnie bardzo dobrą kontynuacją. Mimo jednego większego minusa związanego z relacją bohaterów, książka zdecydowanie spełniła moje oczekiwania i z przyjemnością śledziłam dalsze losy bohaterów.

Magic.book322 Bernacka Vanessa