Recenzje
Demoniczne dwudziestolecie. Czarownice, znachorzy i zaświaty na usługach zbrodni
„Demoniczne dwudziestolecie” to książka o zbr0dniach, w których dużą rolę odgrywali znachorzy i ludzie, którzy im ufali. Historie sięgają mniej więcej stu lat wstecz. Autorka, opierając się na archiwalnych materiałach prasowych, opisała jedenaście takich przypadków. Dziś te historie opisane w książce mogą wydawać się dziwne, momentami wręcz nie do uwierzenia. Ale kiedy weźmiemy pod uwagę czasy, w jakich to się działo, czyli brak dostępu do edukacji, słabą medycynę, dużo niewiedzy - łatwiej zrozumieć, dlaczego ludzie wierzyli w zabobony i „leczenie” u znachorów. Oddawali się różnym praktykom, a czasem oskarżali innych o rzeczy, które nie miały nic wspólnego z prawdą. Historie pochodzą z różnych części Polski, głównie ze wsi. Pokazują, jak łatwo było zostać uznanym za czarownicę, ale też jak łatwo było manipulować ludźmi i wykorzystywać ich strach. To bardzo ciekawa książka. Napisana prosto, konkretnie, bez zbędnego przeciągania. Do tego mamy zdjęcia i fragmenty dawnych artykułów, co jeszcze bardziej przybliża te historie. Książkę czytało mi się bardzo dobrze. To lektura dla osób, które lubią czytać o przeszłości i o tym, jak kiedyś wyglądało życie. Książka trochę skojarzyła mi się ze znanymi „Chłopkami”, jednak tu nie ma tekstu o typowym życiu i pracy na wsi, ale o tym w co wierzyli ludzie, jak radzono, albo raczej nie radzono sobie z niezrozumiałymi sytuacjami i różnymi ciężkimi chorobami. Bardzo polecam! Ciekawa i momentami dająca do myślenia lektura.
In my 20s. 26 lekcji, które dałabym młodszej sobie
"In my 20s. 26 lekcji, które dałabym młodszej sobie" nie jest typowym poradnikiem, który nakazuje nam, jak powinniśmy prowadzić własne życie. To raczej zbiór doświadczeń życiowych autorki, którymi postanowiła podzielić się z czytelnikami, aby osoby znajdujące się w podobnej sytuacji mogły poczuć wsparcie, a być może nawet znalazły w jej słowach rozwiązanie własnych problemów. Będąc osobą po trzydziestce, doświadczyłam już wielu sytuacji przedstawionych w książce, dlatego nie do końca spełniła ona moje oczekiwania. Potraktowałam ją raczej jako lekką lekturę z ciekawymi spostrzeżeniami na temat rozmaitych sytuacji życiowych. Wydaje mi się, że więcej z tej publikacji wyniosą osoby będące u progu dorosłości, które, będąc zdane głównie na siebie, muszą stawić czoła przeciwnościom losu. Styl autorki jest łatwy w odbiorze, dzięki czemu książkę czyta się przyjemnie, bez poczucia przeciążenia treścią. Czytelnik może nawet mieć wrażenie, jakby podczas czytania prowadził rozmowę z bliską mu osobą, która przekazuje mu garść rad, aby uniknął popełnienia tych samych błędów. Uważam, że publikacja szczególnie spodoba się osobom u progu dorosłości, odczuwającym brak dobrej przyjaciółki, która potrafi wskazać łatwiejszą drogę radzenia sobie z trudnościami życia.
Nie randkuj z młodszym facetem. Nie pasujemy do siebie #4
Nie randkuj z młodszym facetem, to już czwarta część z serii Nie pasujemy do siebie. Każda skupia się na innym z czworga przyjaciół i w sumie można czytać je w różnej kolejności, ale wiadomo, że pojawiają się pewne szczegóły z poprzednich części, tak że najbardziej satysfakcjonujące będzie poznawanie ich od początku. Cała seria jest bardzo przyjemna i przynosi sporo uśmiechu, choć przyznaję, że akurat historia Braydena i Alex najmniej mi się podobała, chociaż w pewnym sensie jest mi najbliższa ;) Chyba trochę irytowało mnie zachowanie Alex, jej argumenty, ta bariera tworzona przez różnicę wieku. Odbieranie samej sobie szansy na szczęście, z powodów które były po prostu głupie. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że cóż, często lubimy komplikować sobie życie. Plusem tej części jest dla mnie motyw organizacji charytatywnej i bezinteresownej pomocy. Super, że autorki rozwinęły temat Domu Ryana, tego piątego z przyjaciół, który przegrał z chorobą, a jednak jego pamięć miała przetrwać w czymś tak dobrym. Zresztą siła przyjaźni może być ogromna i tego również uświadczamy przez wszystkie 4 książki. Nie brak tu oczywiście również tych bardziej pikantnych scen, ale jakoś u tego duetu szczególnie mi one nie przeszkadzają ;) I chociaż jak wspomniałam, ta część podobała mi się trochę mniej, całą serię i tak jak najbardziej polecam, tak na raz, kiedy obudzi się w Was romansiara i będzie akurat potrzebowała czegoś luźniejszego :)
Surogatka
„Surogatka” od Penelope Ward to poruszająca i pełna emocji historia, która udowadnia nam, że miłość potrafi odnaleźć człowieka nawet w najmniej spodziewanych momencie. Autorka z niezwykłą wrażliwością kreśli opowieść o stracie, nadziei i odwadze, by ponownie otworzyć serce. Jednym z największych atutów powieści jest jej niebanalny punkt wyjścia. Historia Sigmunda i Abby nie jest typowym romansem - to opowieść osadzona w trudnych realiach, gdzie uczucia muszą zmierzyć się z moralnymi dylematami, bólem po stracie i skomplikowanymi relacjami rodzinnymi. Dzięki temu książka wciąga nie tylko romantyczną fabułą, ale również głębią emocjonalną. Bohaterowie są wyraziści i autentyczni. Sigmund to postać złożona - zamknięty w sobie, zgorzkniały po śmierci ukochanej żony, a jednocześnie skrywający ogromne pokłady wrażliwości. Abby natomiast wnosi do jego życia świeżość, ciepło i nadzieję. Ich relacja rozwija się stopniowo i naturalnie, co sprawia, że czytelnik z łatwością angażuje się w ich historię i kibicuje im na każdym etapie. Penelope Ward świetnie buduje napięcie emocjonalne - od początkowej niechęci, przez rodzące się zaufanie, aż po uczucie, które nie powinno się pojawić, a jednak staje się nieuniknione. To właśnie ta subtelna ewolucja relacji sprawia, że książka jest wciągająca. „Surogatka” to także refleksyjna opowieść o tym, czy warto ryzykować dla miłości i czy serce można „naprawić” po wielkiej stracie. Autorka nie daje prostych odpowiedzi, ale skłania do przemyśleń i pozostawia czytelnika z emocjami, które długo nie gasną. To idealna propozycja dla miłośników wzruszających romansów, z głębokim przesłaniem - książka, która chwyta za serce i pozostaje długo w pamięci ❤️
Światło. Przestrzeń. Czas. Eseje o sztuce fotografii
ŚWIATŁO · PRZESTRZEŃ · CZAS Światło. Przestrzeń. Czas. Eseje o sztuce fotografii Oto 20 wnikliwych esejów, które zmienią Twój sposób myślenia o fotografii. Co sprawi, że wreszcie odczujesz satysfakcję z efektu swojej pracy? Czy droższy i bardziej zaawansowany sprzęt jest Ci naprawdę potrzebny, by stworzyć coś inspirującego i zgodnego z Twoją wizją? Zmień swoje podejście do procesu robienia zdjęć, wyrażania emocji w kadrze i tej nieuchwytnej cechy zwanej kreatywnością. W książce znajdziesz 20 inspirujących esejów i ponad 100 pięknych zdjęć, które skłonią Cię do zmiany spojrzenia na sztukę i zachęcą do tego, by nie skupiać się jedynie na funkcjach aparatu fotograficznego, ale by korzystać ze swojej kreatywności. Zaczniesz inaczej myśleć o podejmowanych podczas pracy decyzjach, nauczysz się nowych sposobów postrzegania świata i być może wypracujesz własną, unikalną ścieżkę rozwoju. Ta książka nie sprawi, że staniesz się lepszym fotografem ― za to pomoże Ci zrozumieć siebie, odzyskać radość z fotografowania i zainspiruje Cię do nowych pomysłów. Najważniejszy element aparatu znajduje się 12 cali za nim. Jak sam autor pisze: „Książka jest o fotografach jako istotach kreatywnych.” DuChemin szeroko omawia temat kreatywności — czym jest, jak działa i jak ją rozwijać. Porusza również kwestię nauki i procesu dochodzenia do własnego stylu. „Nauka to reagowanie na porażki z pełną świadomością tego, co nie działa, to błądzenie w nieznane i odkrywanie tego, co można znaleźć i z czym można eksperymentować.” Autor zwraca uwagę na coś, czego wcześniej sama nie dostrzegałam. Wielu fotografów publikuje swoje zdjęcia, podając jedynie parametry techniczne użyte do ich wykonania. Brakuje jednak odpowiedzi na kluczowe pytanie: dlaczego właśnie takie ustawienia zostały wybrane? Co wpłynęło na te decyzje? Fotografia — jak podkreśla David — polega na podejmowaniu decyzji i ryzyka. Dużo miejsca poświęca także magii przypadkowości i szczęścia. Często to właśnie one decydują o finalnym efekcie naszej pracy — i nie jest w tym nic złego. Szczęście nie umniejsza umiejętności, a autor bardzo trafnie to argumentuje. DuChemin opisuje również własny proces twórczy oraz obala mit, że aby być „prawdziwym” fotografem, trzeba posiadać określony sprzęt czy perfekcyjnie znać techniczne pojęcia. Jako przykład przywołuje fotografkę National Geographic, która nie znała zasad trójpodziału. Z tym stanowiskiem zgadzam się w pełni. Obserwuję wielu fotografów, którzy tworzą sercem i intuicją, nie dysponując idealnym sprzętem ani rozległą wiedzą techniczną. „Twoje najlepsze lub najważniejsze zdjęcie nie jest tym, za które ktoś inny będzie cię chwalił, lecz tym, które reprezentuje krok naprzód w twoim rozwoju.” Wielu fotografów działa dziś zadaniowo, traktując fotografię jak sztywną pracę. Tymczasem David postrzega ją jako narzędzie magii — sposób ukazywania tego, co nam umyka, czego nie dostrzegamy gołym okiem. Fotografia powinna być przede wszystkim przyjemnością. To łapanie ulotnych momentów i ukazywanie piękna świata oraz życia. „Magia wspomnień rośnie wraz z naszym wiekiem, a wiele najlepszych zdjęć z naszego życia to te, które pozwalają nam na nowo przeżyć magię, o której moglibyśmy zapomnieć.” Autor nie unika również ciemniejszych stron fotografii. Nawet zawodowi twórcy miewają momenty zniesmaczenia i zwątpienia. Każda branża ma swoje jasne i słabe strony, a w fotografii — z mojego doświadczenia — bolesnym aspektem bywa podcinanie skrzydeł przez innych. Lepszy sprzęt nie gwarantuje lepszych zdjęć, a większe doświadczenie nie zawsze przekłada się na lepsze efekty. To temat bardzo wyraźnie obecny w książce. Nie sukcesy definiują nas w pełni, lecz to, jak nasza praca wpływa na nasz rozwój. DuChemin porusza także problem porównywania się do innych i zatracania własnej tożsamości w nieustannym poszukiwaniu inspiracji. Całość dopełniają przepiękne fotografie autora — niektóre z nich naprawdę zachwycają. Jedynym minusem książki, w mojej opinii, jest brak opisów zdjęć. Chętnie zobaczyłabym informacje takie jak rok i miejsce wykonania fotografii. Podsumowując: oceniam książkę bardzo pozytywnie. Dla mnie, jako amatorki fotografii, była to cenna lektura, z której wyniosłam wiele i która pomogła mi zweryfikować liczne błędne przekonania.