ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Ariana Grande. Głos, który podbił świat. Supergwiazdy

Czytanie biografii nigdy nie było moją pasją, ale kto wie, może gdybym już jako nastolatka sięgała po książki napisane w formie powieści o swoich idolach, dziś byłabym wielką zwolenniczką tego gatunku? Ariana Grande to wielka wokalistka, ale przede wszystkim zwykły człowiek. Często zapominamy, że wszystkie te wybitne postacie są takie jak my. Przeżywają całą paletę emocji, mierzą się z lękiem, stresem i oceną innych…często bardzo krytyczną. Poza blaskiem reflektorów mają też swoje życie prywatne, związki, przyjaciół i rodzinę. Ta książka przybliża historię piosenkarki- od samych początków aż po występy na największych scenach. Bardzo ważną część stanowi opis tragedii oraz tego, co działo się z Arianą po tych wydarzeniach. Sukces Ariany to nie „fart”, lecz efekt ogromnej pracy, pasji i miłości do muzyki. I właśnie to pokazuje ta książka. Czytamy również o wzruszających momentach, które ukształtowały Arianę, a także o jej determinacji w odnajdywaniu siebie. Książka została napisana w bardzo przystępny sposób. Choć język jest prosty i dostosowany do młodszych czytelników (9+), autor z dużym wyczuciem i szacunkiem opisuje trudniejsze momenty, takie jak tragedia podczas koncertu. Moim zdaniem ta książka może bardzo pozytywnie wpłynąć na młodych odbiorców, pokazując im, że sukces wymaga pracy i systematyczności, a marzenia naprawdę warto spełniać.

czytam_doucemmment Pliszka Luiza

Ciało mówi, umysł słucha. Nowa droga do wolności od przewlekłego bólu i niepokoju

"Ciało mówi, umysł słucha" Nicole J. Sachs to książka skupiona na połączeniu psychiki i ciała oraz wpływie tłumionych emocji na nasze zdrowie. Autorka pokazuje, jak przewlekły stres, napięcie i nieprzepracowane doświadczenia mogą nam towarzyszyć przez chroniczny ból czy różnego rodzaju dolegliwości fizyczne - od migren i bólu pleców po stany lękowe czy problemy jelitowe. Rozregulowany układ nerwowy często reaguje objawami fizycznymi, próbując chronić nas przed trudnymi emocjami. Książka łączy teorię z praktyką i właśnie to najbardziej zwraca uwagę. Sachs nie ogranicza się do wyjaśniania mechanizmów działania mózgu czy układu nerwowego, ale proponuje konkretne sposoby pracy z emocjami. Dużo miejsca poświęca swojej autorskiej metodzie JournalSpeak, która w szczególności mi się spodobała, jako że pisanie dzienników jest mi bliskie. Jest to forma ekspresyjnego pisania, która ma pomóc dotrzeć do tłumionych uczuć i bezpiecznie je uwolnić. To nie jest jednak zwykłe prowadzenie pamiętnika czy zapisywanie wdzięczności. JournalSpeak polega na całkowicie szczerym, nieocenzurowanym pisaniu o emocjach, nawet tych najbardziej niewygodnych. Chodzi o wyrzucenie z siebie tego, co przez lata było tłumione i spychane na bok. Autorka zachęca, by podczas pisania nie skupiać się na formie czy poprawności, ale pozwolić emocjom swobodnie wypłynąć na powierzchnię. W książce znajdziemy również informacje o modelu ANSR. Opiera się on na czterech krokach: pozwoleniu sobie na odczuwanie emocji, nazwaniu ich, wytrwaniu w tym dyskomforcie i ostatecznym uwolnieniu napięcia. Całość została przedstawiona w prosty i przystępny sposób, a autorka wzbogaca teorię historiami osób, które dzięki pracy z emocjami zaczęły lepiej radzić sobie z przewlekłymi objawami. Dużym plusem tego tytułu jest to, że nie obiecuje natychmiastowych efektów ani cudownego uzdrowienia. To raczej zachęta do większej uważności wobec siebie i swoich emocji. Książki tego typu nie zmieniają życia z dnia na dzień, ale można znaleźć w nich pojedyncze elementy, które realnie da się wprowadzić do codzienności.

darincreates Kremska Daria

Regret Me Not

Znacie książki Ludki Skrzydlewskiej? Ja znam i lubię historie wymyślone przez autorkę. "Regret Me Not" to kontynuacja książki "Forget Me Not" i choć nie opowiada o tej samej parze bohaterów, to warto je czytać po kolei. I jak pierwszy tom mi się podobał, to ten kupił mnie bezapelacyjnie. Znalazłam tu motywy, jakie lubię w romansach, czyli grumpy sunshine, accidental marriage i fake relationship. Jednym słowem znajdziemy tu udawany związek, przypadkowe małżeństwo i mruk kontra pełna optymizmu osoba. Nie będę Wam jej spojlerować, bo to nie o to chodzi. Zdradzę tylko, że Cal jest spokojny a Cove szalona a mimo to, idealnie się uzupełniają. On zrobi dla niej wszystko, nawet jeśli wydaje się zdystansowany a ona boi się, że ich związek jest bez sensu. No i rodzina Cala... naprawdę tworzą świetną grupę, która się wspiera, ale nie wtrąca w swoje sprawy, nie poucza, tylko naprawdę wspiera. Znajdziecie w niej błyskotliwe dialogi, iskrzące humorem i nie da się ukryć, poż@daniem. Bo między tą dwójką iskrzy, aż miło. Znajdziecie w niej również kilka gorących scen, ale nie ma ich zbyt wiele, ot tyle, by było trochę pikantnie i gorąco. Jest to całkiem przyjemny romans, ale też historia o lękach, potrzebie bliskości, oraz o tym, że czasem zdarza nam się postępować impulsywnie. Opowieść, która i rozbawi i rozgrzeje.

W biblioteczce Renaty Kozłowska Renata

Regret Me Not

Czy można udawać związek z własnym mężem…? Cove i Calloway Shaw udowadniają, że tak. Mroźna Alaska i słoneczna Kalifornia: zestawienie idealne dla tej pary bohaterów. Gbur oceniający wszystko na chłodno i słoneczko mieniące się wieloma barwami. On ukrywa swoją bolesną przeszłość… i to, jak bardzo wpłynęło na niego poznanie Cove. Ona zdążyła już przywyknąć do tego, że relacje wymagają od niej udawania kogoś, kim nie jest - dlatego unika zobowiązań. A tu taki pech, trafia ją zobowiązanie największe z możliwych: małżeństwo. Przez jakiś czas trudno mi było polubić Callowaya; wydawał się taki… oschły. Taki naprawdę gburowaty, może wręcz trochę wredny. Z czasem roztopił i Cove, i mnie swoimi gestami, w których można było zauważyć coś znacznie głębszego niż chęć udawania. Owszem, raz czy dwa zdarzyło mu się postąpić głupio, ale jestem w stanie zrozumieć jego punkt widzenia. A jeśli chodzi o Cove, podobało mi się jej podejście. Żyje swoim życiem i ma w sobie coś z marzycielki - taką naiwną wiarę w to, że wszystko samo się jakoś rozwiąże. Stanowi totalne przeciwieństwo Cala. Jest chaotyczną tęczą w jego uporządkowanym, czarno-białym świecie. Ale przecież przeciwieństwa się przyciągają, prawda? Tych dwoje zgrywa się ze sobą idealnie, choć zajmuje im nieco czasu, by dojść do tego momentu w relacji. W tej książce pojawiają się wątki, które skądś już się zna i można do jakiegoś stopnia przewidzieć, jak się potoczą (zwłaszcza ten z personą o imieniu Harper). Jednak sporo jest też sytuacji nietuzinkowych, do których autorka podeszła w niespodziewany, bardzo odświeżający sposób. Pierwszy z brzegu to choćby ta długa rozłąka po wzięciu przypadkowego ślubu przez bohaterów. Cove i Calloway, choć od dwóch lat są małżeństwem, tak naprawdę dopiero “teraz” zaczynają swoją relację od zera - od nieznajomych do kochanków. Poza tym bardzo podoba mi się, że został tu ukazany realny problem i jego realne rozwiązanie. Wybaczcie, że nie zdradzę tu, o co dokładnie chodzi, bo to duży spoiler, ale! Nie ma w tej historii cudotwórców ani cudów, naciągania faktów i słodzenia, a to sprawia, że staje się nawet bliższa sercu. A jeśli już trochę w nie kłuje, to w najlepszy możliwy sposób. Książka o przyjaciółce Cove, czyli “Forget Me Not”, od blisko roku zajmuje miejsce wśród najlepszych romansów biurowych, jakie w życiu przeczytałam. Ponieważ są ze sobą powiązane, to siłą rzeczy stała się dla mnie pewnym punktem odniesienia dla “Regret Me Not”. I biorąc to pod uwagę… Uważam, że historia Cove i Cala była bardzo dobra, zarówno pod kątem fabuły, jak i wykonania, ale nie wywołała na mnie aż takiego wrażenia, jak ta o Astrze i Thanie. To “Forget Me Not” była tą, która absolutnie rozwaliła mi mózg, ale z “Regret Me Not” przeżyłam świetną, chwilami naprawdę emocjonującą przygodę, którą na pewno będę miło wspominać. Szczerze polecam 💜 Ocena: 4,5/5 🥃 

Klub Literatek Popęda Magdalena

Regret Me Not

Jest na bookstagramie ktoś, kto nie słyszał o tej autorce? Kolejna zwariowana i przezabawna pozycja od tej pani. Luźno powiązana z książką "Forget me not", ale znajomość jej nie jest potrzebna, żeby cieszyć się w pełni lekturą, a cieszyć jest się z czego. Świetna komedia romantyczna, oparta na popularnych i lubianych motywach, może szablonowa i przewidywalna, ale takie książki są sprawdzone i warto je czytać. Cove jest zadowolona ze swojego życia, pracuje robiąc to co lubi, ma mieszkanie, najlepszą przyjaciółkę, a od czasu do czasu lubi zaszaleć. Żyje chwilą, nie szuka problemów, które pozostawia by same się rozwiązały. Jeden z nich nie chce rozwiązać się sam. Calloway Shaw od dwóch lat jest jej mężem, mężem jedynie na papierze, bo ślub po pijaku w Vegas, jest czymś o czym Cove chce zapomnieć. Po dwóch latach Calloway zwraca się do niej z propozycją wyjazdu i udawaniem szczęśliwego małżeństwa, na ślubie brata, po czym obiecuje dać jej rozwód. Plan zarówno prosty jak i rozwiązujący wiele problemów, ale nie biorący pod uwagę, że wspólny tydzień może wiele zmienić. Ludka znowu rozwaliła system. Kolejna świetna, lekka i przyjemna historia, przy której zapomniałam o czasie, o własnych problemach, pozostała tylko ta historia, która mnie wciągnęła już od pierwszej strony i nie chciała wypuścić. Płynęłam z tą fabułą, prostą, zabawną, z czasem nieco pikantniejszą i coraz bardziej zajmującą, bo nawet w komediach romantycznych, pojawiają się problemy, dramy czy trudne tematy. Historia raczej typowa i przewidywalna. Ślub w Vegas, spotkanie po latach by niby rozwiązać problem, lecz pojawia się jakieś "ale". Do tego prosty układ, który z czasem komplikują uczucia. Cove i Calloway to całkowite przeciwieństwa. Ona krawcowa i kolorowy ptak, on poważny biznesmen. Cove nie była przygotowana na taką przygodę, dziewczyna niespodziewanie zostaje wciągnięta do rodzinny, takiej taką zawsze chciała mieć, dlatego wewnątrz siebie toczy walkę. Podobnie Calloway, który raz mocno się zbliża do żony, żeby później ją odpychać i zniechęcać. Widzimy tutaj niezłą huśtawkę nastrojów i z czasem coraz bardziej zastanawiamy się o co tak właściwe chodzi, skoro iskrzy, czuć chemię, ale mimo to bohaterowie nie mogą się przełamać, prawda jest nieco bolesna i trudna, więc pozostaje trzymać kciuki. Spodziewałam się świetnej komedii romantycznej i taką dostałam, nie spodziewałam się jednak (bo nie czytałam opisu) mroźnych klimatów Alaski kontrastującej z rodzinnym ciepłem. Jak już wspominałam fabuła była schematyczna i przewidywalna, ale nie jest to wadą, bo niektóre historie bronią się same, ale też czasami takich właśnie historii potrzebujemy. Takich na pograniczu prawdy a fikcji, historii które pozwalają się nam na chwilę oderwać od szarej rzeczywistości, bawią ale i dają nadzieję, niosą ze sobą wiele optymizmu i pozytywnych wibracji, które później towarzyszą nam w tym realnym życiu. Podobało mi się jednak, że autorka tutaj nie poszła w ten znienawidzony przeze mnie motyw, bo jednak bałam się, że będzie podobnie jak w "Forget me not", tutaj było inaczej, tak nawet trochę oryginalnie, więc za to duży plus. Bardzo mi się podobało, nawet chyba nieco ciut bardziej niż historia Astry i Thane'a. Było zabawnie, ciekawie, momentami dramatycznie, innym razem intensywnie a nawet bardzo gorąco. Oczywiście według mnie końcówka mogła być nieco bardziej ekscytująca czy spektakularna, ale nie będę za bardzo narzekać. Doczekałam się tego na co czekałam już mniej więcej od połowy książki, więc w bardzo dużym stopniu jestem usatysfakcjonowana. Książka była rewelacyjna, przeczytałam na raz, bawiłam się wyśmienicie i oczywiście polecam.

olilovesbooks2 Iwanek Aleksandra