Recenzje
Addiction. O krok bliżej światła. Tom 2
Będę szczera i powiem, że pierwsza część zdziwiła mnie że będzie tak dobra, ponieważ sięgając po nią nie miałam do żadnych oczekiwać. Lecz po przeczytaniu drugiej części stwierdzam, że ta akurat totalnie przerosła moje oczekiwania. Kocham obrazki w tej książce, są one piękne i starannie wykonane jak cała książka. Ale wracając do treści. To co jest tam w środku to nie jest tylko kolejna opowieść. Ta opowieść zostanie ze mną na dłużej. Uważam tą książkę za wspaniała. Pełną wzlotów i upadków a także plot twistów. Jest też pełna nadziei i wiary. Relacja głównych bohaterów jest pełna mocy i nieporozumień lecz jednocześnie jest też ona piękna. Polecam tą książkę ponieważ nie mogłam się od niej oderwać i przeczytałam ją praktycznie jednym tchem. Pamiętajcie tylko że książka jest 18+ i relacja Vedii i Reigana jest trudna i nie należy jej odrazu romantyzować.
Grenlandia. Ulotny duch Północy. Oblicza świata
Są takie książki, które czyta się jak podróż — nie tyle po mapie, ile po cudzym sposobie widzenia świata. Ta opowieść o Grenlandii właśnie taka jest. Zaczyna się od lodu, stereotypów i obrazków znanych z podręczników: igloo, futra, polowania. Szybko jednak okazuje się, że to tylko cienka warstwa, pod którą kryje się historia znacznie bardziej skomplikowana i — co ważniejsze — bardzo ludzka. Najciekawsze w tej książce jest to, że autorka nie próbuje egzotyzować wyspy. Nie sprzedaje czytelnikowi romantycznej wizji „końca świata”. Zamiast tego pokazuje codzienność ludzi, którzy żyją pomiędzy tradycją a nowoczesnością, pomiędzy dumą z własnej kultury a zależnością polityczną. I robi to bez moralizowania. Raczej zaprasza do myślenia. Szczególnie mocno wybrzmiewają fragmenty o dawnych wierzeniach i legendach. To nie jest sucha etnografia — czuć, że autorka próbuje zrozumieć sposób postrzegania rzeczywistości przez Inuitów, ich relację z naturą, duchami, przodkami. Dzięki temu historia wyspy przestaje być chronologią wydarzeń, a staje się opowieścią o tożsamości. Duże wrażenie robi też część współczesna. Polityka, autonomia, potencjalne interesy wielkich mocarstw — to wszystko brzmi jak temat z gazet, ale tu dostaje kontekst i głębię. Najbardziej zapada w pamięć myśl, że przyszłość wyspy nie zależy wyłącznie od jej mieszkańców, choć to oni poniosą największe konsekwencje decyzji podejmowanych gdzie indziej. Ważnym motywem jest klimat. Autorka pokazuje globalne ocieplenie nie jako abstrakcyjny problem naukowców, ale jako coś, co zmienia rytm życia, gospodarkę, a nawet poczucie bezpieczeństwa ludzi. To jeden z tych momentów, kiedy czytelnik uświadamia sobie, że hasło „topniejące lodowce” oznacza konkretne dramaty i wybory. Styl książki jest spokojny, momentami refleksyjny, chwilami wręcz melancholijny. Nie ma tu sensacji ani literackich fajerwerków, ale jest coś cenniejszego — autentyczne zaciekawienie światem i szacunek wobec bohaterów opowieści. Dzięki temu książka zostawia w głowie więcej pytań niż odpowiedzi, a to zwykle znak dobrej literatury faktu. To nie jest książka tylko o dalekiej wyspie. To książka o tym, jak łatwo upraszczamy cudzą rzeczywistość — i jak dużo tracimy, gdy nie próbujemy jej zrozumieć. Po przeczytaniu trudno już patrzeć na Grenlandię jak na „zimną pustkę na mapie”. Staje się miejscem pełnym historii, napięć i nadziei.
Pocałunki zamiast słów. Vancouver Agitators: miłość na lodzie #1
„Pocałunki zamiast słów” to moja pierwsza styczność z twórczością Meghan Quinn i już teraz wiem, że na pewno nie ostatnia. Autorka zauroczyła mnie swoim stylem i humorem, który totalnie trafia w mój vibe. To bardzo przyjemna, lekka i urocza historia, a jednocześnie pełna ciepła, troski i momentów, które potrafią wzruszyć. Motyw found family jest tutaj absolutnie przecudowny. Relacja między członkami drużyny została przedstawiona w piękny sposób, a finał był popisem ich przyjaźni i lojalności. Choć książka określana jest jako romans hokejowy, sportu jest tu niewiele. Hokej stanowi raczej tło niż, dlatego osoby liczące na dużą dawkę meczów i sportowych emocji mogą poczuć się rozczarowane. Dla mnie jednak najważniejsze były relacje, a te zostały poprowadzone naprawdę dobrze. Winnie zmaga się z kompleksami i konsekwencjami poprzedniego związku, ale mimo wszystko decyduje się zawalczyć o siebie i swoje szczęście. Gdy zaczyna ufać i otwierać się na innych, potrafi być spontaniczna i zabawna, co dodaje historii lekkości. Jej przemiana i stopniowe odzyskiwanie pewności siebie były dla mnie naprawdę satysfakcjonujące. Pacey od początku wzbudził moją sympatię. Owszem, popełnia błędy, ale potrafi wziąć za nie odpowiedzialność i je naprawić, co bardzo sobie cenię. Jest troskliwy, wspierający i w subtelny sposób pomaga Winnie odbudować poczucie własnej wartości po trudnych doświadczeniach. Relacja tej dwójki zaczyna się dynamicznie, a z czasem przeradza się w głęboką i namiętną więź. Chemia między nimi jest wyczuwalna od pierwszych stron, a napięcie budowane stopniowo dodaje tej historii intensywności. To historia, która przypomina, że najpiękniejsze rzeczy rodzą się wtedy, gdy przestajemy próbować wszystko kontrolować. Uczy, że warto dać sobie drugą szansę i pokazuje, jak wielką siłę ma wsparcie bliskich. Nie mogę się doczekać kolejnych części poświęconych pozostałym bohaterom i mam nadzieję, że wydawnictwo nie będzie kazało mi długo czekać.
W objęciach wroga. Spadkobiercy Spade Hotel #2
Slow burn czy fast burn? A może nie ma to dla was znaczenia? Dla mnie nie jest ważne to, w jakim tempie rozwija się romantyczna relacja między bohaterami. Większą uwagę przywiązuję do chemii i napięcia, jakie wokół nich emanują. „Nigdy wcześniej nie rozumiałam, co ludzie mieli na myśli, mówiąc, że czas jakby się dla nich zatrzymał. Osobiście dotąd doświadczałam jedynie skrajnie przeciwnego zjawiska; poczucia, że życie zdaje się mknąć zbyt szybko, a ja łapię się każdej sekundy, zdesperowana, by trwała dłużej. Ale tutaj, w tym korytarzu, wreszcie zrozumiałam. Bo wszystko inne zwyczajnie przestało istnieć. Byliśmy tylko my. Nasze pragnienie. Pasja. Żądza.” Jest to drugi tom serii „Spade Hotel”, ale można go również czytać jako oddzielną historię. Piórem Marni Mann zachwycałam się już kilka lat temu przy książce „Gdy zapada cisza”. Dlatego bardzo cieszę się, że jej twórczość ponownie zawitała na polski rynek wydawniczy, a ja mogłam upewnić się w przekonaniu, że mimo upływu czasu nadal jestem pod wrażeniem warsztatu pisarskiego, jaki ta autorka posiada. Książka z którą dziś do was przychodzę, opowiada o Rowan i Cooperze. Oboje są narratorami tej powieści, dzięki czemu czytelnik ma lepszy obraz na poszczególne wydarzenia. Ich znajomość od razu przybiera intymny charakter, a rozwój sytuacji jest dosyć intensywny. Mimo zastosowanego tu fast burn, nie brakuje elektryzującego napięcia między nimi oraz namacalnej chemii. Ponadto motyw enemies to lovers nadaje temu miłosnemu wątkowi sporą dozę pikanterii. Źródłem wrogości tu występującej jest pokoleniowy konflikt między rodzinami prowadzącymi konkurencyjne hotelarskie działalności. Nienawiść zapoczątkowana wiele lat temu, niesie za sobą szereg konsekwencji, trzymając w zanadrzu tajemnice, które mogą wywrócić do góry nogami życie wielu osób. Czy związek zapoczątkowany jedną niespodziewaną iskrą namiętności ma szansę przetrwać w świecie pełnym sekretów, niedopowiedzeń i zawiści? Uwielbiam sposób w jaki Marni Mann kreuje swoje postacie i prowadzi fabułę. Przechodzi z jednego rozdziału do drugiego tak płynnie, że ja najchętniej nie odkładałabym książki, do póki nie znalazłabym się na ostatniej stronie. Potrafi zaintrygować, zaciekawić, przenieść czytelnika w czasie i przestrzeni, oderwać od rzeczywistości. Mimo że ta książka należy do tych lżejszych, porusza również te trudniejsze tematy, co ja osobiście bardzo lubię i cenię w tego typu literaturze. Główni bohaterowie zmagają się z wewnętrznymi konfliktami, ceną jaką muszą zapłacić za podjęte decyzje. Czuć tu ten dreszczyk niepewności, magnetyzujące napięcie, wybuch różnorodnych emocji. Jedyne do czego mam zastrzeżenia, to sceny erotyczne. Nie przypadły mi zbytnio do gustu. Nie mam pojęcia, czym zostało to spowodowane, ponieważ w innej książce autorki zupełnie mi one nie przeszkadzały, wręcz przeciwnie… Możliwe, że wpływ miał na to po prostu inny charakter historii, bądź jest to kwestia tłumaczenia. Trudno mi to jednoznacznie stwierdzić. Niemniej jednak powieść sama w sobie jest na tak wysokim poziomie, a na dodatek wciąga bez reszty, więc ostatecznie na te momentami nieco dziwne i lekko krindżowe sceny spicy przymknęłam oko. Bardzo miłym i ciekawym akcentem jest wątek hotelarstwa, który pełni rolę znakomitego tła tej historii. Został on naprawdę solidnie tu przedstawiony. Nie czytałam nigdy książki w takim klimacie, więc było to dla mnie bardzo odświeżające. Na półce czekają już na mnie kolejne tytuły od Marni Mann, które zamierzam w miarę możliwości jak najprędzej przeczytać. Jeżeli nie poznaliście jeszcze się z twórczością autorki, to zachęcam z całego serca to zrobić. Naprawdę warto.
W objęciach wroga. Spadkobiercy Spade Hotel #2
"W objęciach wroga" to drugi tom cyklu Spadkobiercy Spade Hotel. Pierwsza część mi się podobała, więc wyczekiwałam losów kolejnej pary bohaterów. Tym bardziej, że pióro autorki przypadło mi do gustu, a stworzone przez nią historie czyta się bardzo przyjemnie. Najnowsza powieść spodobała mi się po przeczytaniu opisu. Nie mogłam się doczekać lektury, więc gdy książka do mnie dotarła prawie od razu zabrałam się za jej czytanie. Od początku poczułam się zaintrygowana. Tak jak bohaterowie od pierwszego spojrzenia nie potrafili oderwać od siebie wzroku, a później rąk. Między dwójką postaci mocno iskrzy. Poznali się całkiem przypadkiem, jednak los trochę sobie z nich zadrwił, gdyż okazali się.... wrogami. Przyciąganie jednak jest silne, a fascynacja drugą osobą uzależniająca. Co wybiorą: lojalność wobec rodziny, czy osobę, która wzbudza w nich uczucia jakie dotąd nikt nie poruszył? "W objęciach wroga" to seksowna, pochłaniająca, emocjonująca powieść, od której trudno się oderwać. Książka pełna napięcia, trudnych wyborów, pasji, namiętności, ale i wzruszeń czy zaskoczeń. Historia, która pokazuje jak cienka jest granica między nienawiścią, a miłością. Jak ważna jest szczera rozmowa i zaufanie, gdyż każde kłamstwo prędzej czy później wyjdzie na jaw. Jak ciężko podjąć odpowiednią decyzję, kiedy każda z opcji niesie za sobą pewne konsekwencje. Lektura o rodzinie, przyjaźni, miłości. O stawianiu na siebie i własne szczęście, podejmowaniu ryzyka i trudnych wyborach. "W objęciach wroga" to świetna książka z charakternymi bohaterami i interesującą fabułą, która niezwykle umiliła mi dzień. Bardzo polecam!