Recenzje
AI dla twórców wartości. Jak wyjść z roli zwykłego użytkownika generatywnej sztucznej inteligencji
„AI dla twórców wartości" to książka zdecydowanie skierowana do osób, które mają już pewne doświadczenie ze sztuczną inteligencją i na co dzień korzystają z jej możliwości. Nie jest to wprowadzenie dla początkujących Czytelni powinien znać podstawy i być gotowy na głębszą refleksję nad tym, jak AI wpływa na świat biznesu i pracy. Jednym z najmocniejszych punktów książki jest wątek odpowiedzialności za wykorzystanie sztucznej inteligencji. Autorzy przekonują, że podejście do AI powinno stać się częścią kultury organizacyjnej firmy — i trudno się z tym nie zgodzić. To ważny głos w debacie, która w wielu przedsiębiorstwach jeszcze się nie zaczęła, choć dawno powinna. Szczególnie godny uwagi jest rozdział poświęcony zastosowaniu AI w farmacji. To przykład konkretny, dobrze opisany i pokazujący realny potencjał technologii w branży, gdzie stawką jest ludzkie zdrowie. Książka uczciwie podejmuje również temat ograniczeń sztucznej inteligencji. Autorzy przypominają, że modele językowe nadal generują treści nieprawdziwe i że weryfikacja wyników pracy AI to nie opcja, lecz konieczność. To ważne przypomnienie, które zbyt często gubi się w entuzjastycznym szumie wokół tematu. Interesująca jest też część poświęcona rynkowi pracy i pytaniu, czy AI rzeczywiście "zabierze nam miejsca pracy". Podsumowując — "AI dla twórców wartości" to solidna pozycja, która zbiera w jednym miejscu wiele istotnych informacji i perspektyw na temat sztucznej inteligencji. Jej siłą są konkretne, obrazowe przykłady i praktyczne podejście do tematu. Polecam ją jednak przede wszystkim osobom, które mają już za sobą pierwsze kroki z AI i szukają pogłębionej refleksji, a nie podstawowego wprowadzenia.
Do wesela się zagoi
⭐4,25/5 Motyw samotnego rodzicielstwa? Biorę w ciemno. 🫶 Mam do niego ogromną słabość - samotni tatusiowie top, ale samotne mamy (czy ciocie!) też potrafią dać czadu. Dlatego kiedy dowiedziałam się, że główną bohaterką „Do wesela się zagoi” jest Sutton - 24-latka samotnie wychowująca siedmioletnią siostrzenicę - wiedziałam, że to historia dla mnie. Sutton wzięła na siebie odpowiedzialność za nieswoje dziecko i robi wszystko, by być dla Susie prawdziwą mamą. Stworzyła jej dom, bezpieczeństwo i miłość, choć sama musiała bardzo szybko dorosnąć. Jej postawa naprawdę robi wrażenie - zwłaszcza gdy widzimy, jak mało wsparcia dostaje od własnych rodziców. To młoda dziewczyna, która poświęciła swoje życie dla dobra dziecka. Nie każdy miałby w sobie tyle siły. Pierwsze spotkanie z Hugh? Klasyka - od wzajemnej niechęci. 😏 I choć książki Ludki bywają dla mnie trochę przewidywalne, to od czasu „Puck me up” na żadnej nie bawiłam się tak dobrze jak tutaj. Mamy tu wszystko, co kocham: ✨ samotne rodzicielstwo ✨ grumpy x sunshine ✨ wymuszoną bliskość ✨ dużo humoru A Susie? Totalnie skradła moje serce. Jej teksty są złotem i zdecydowanie zapamiętam je na długo. Hugh i jego tabelki w Excelu niesamowicie mnie bawili (ja - ameba informatyczna - nie przetrwałabym takiej kontroli 😅). Choć muszę przyznać, że uczucia z jego strony pojawiły się dla mnie trochę za szybko. Przy dziecku w pakiecie decyzja o „tworzeniu rodziny” to poważna sprawa, a on wskoczył w to zaskakująco sprawnie. Zabrakło mi też jego historii - wiemy o nim niewiele poza miłością do porządku, faktur i pewnym schorzeniem, które ukrywa. Chętnie poznałabym jego przeszłość, rodzinę, cokolwiek, co nadałoby mu więcej głębi. Mimo tych drobiazgów jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Po historii Mari i Sainta, która średnio do mnie trafiła, tutaj bawiłam się naprawdę świetnie. I jeśli dobrze wyczuwam, że będzie historia Brie i Prestona… to ja już czekam. 👀
Ostatni zachód słońca
Livia to dziewczyna, z pochodzenia Włoszka, która w swoim życiu przeszła naprawdę wiele. Zmagała się z nałogiem, niejednokrotnie doświadczyła przemocy, straciła rodziców. Trzeba przyznać, że wraz ze swoim bratem Peterem nie mieli łatwego życia. Na szczęście zawsze u boku mogli liczyć na swoją babcię, kobietę z sercem na dłoni i Lily, najlepszą przyjaciółkę Livii. Kiedy nastaje czas, w którym nasza główna bohaterka wyjeżdża na studia, wydaje się, że może pójść tylko lepiej. Nowe miejsce, nowi ludzie, zupełnie jakby przed dziewczyną otwierały się ścieżki do nowego życia. Jednak los nie ścieli swoich dróg różami, a wręcz podkłada naszej bohaterce kłody pod nogi. Okazuje się, że na jej dotychczasowych studiach nie przykładała się do nauki, a po przeniesieniu się na lepszą uczelnie, jej dotychczasowy proces nauki nie przejdzie. Szybko więc Livia zdaje sobie sprawę, że nauka wcale nie będzie tak łatwa. Sam wątek studiów był dobry, polubiłam go, a co najważniejsze nie został on zapomniany i nie skupiliśmy się tylko na relacjach między bohaterami. Co do tego! W Celestiax poznaje mnóstwo osób, do których grupy dołącza. Od tego momentu pojawia się nam wątek found family, który naprawdę był przyjemny. Lubiłam wyjścia ich ekipy, bo wiązały się z humorem, który zdecydowanie podnosi moją ocenę. W wątku uczelnianym, pojawia się motyw sportowy, ponieważ mamy tutaj koszykówkę. A przedstawione mecze, rozmowy o nich i sami koszykarze (może nie wszyscy) były genialne. Podczas imprezy dla Świeżaków, na naszym celowniku pojawia się Jayden. Przy pierwszym spotkaniu chłopak wydaje się być zadziorny, ale zabawny. Kiedy przez przypadek Livia natyka się na niego w łazience, wywiązuje się między nimi charakterna wymiana zdań, klasyczna w przypadku zapoznania głównych bohaterów. Ze spotkania na spotkanie okazuje się jednak, że chłopak kryje w sobie o wiele więcej, niż można byłoby przyznać. Chociaż zaczęli się poznawać, ich relacja nie nabierała tempa. Spotykali się ze znajomymi, czasami sami (to musiały być dziwne zbiegi okoliczności), a ich zbliżenia, jeśli się pojawiały, były nagłe. Co do samego bohatera... Miałam wrażenie, że Jayden w niektórych sytuacjach reagował zbyt gwałtownie. Poza tym karty, które zostały odkryte na przestrzeni ostatnich pięćdziesięciu stron wprowadziły mały chaos. Myślę, że ten wątek mógłby zostać rozpisany na kilka stron więcej. Sama relacja głównych bohaterów mogłaby być "bardziej". Po prostu bardziej, bo ja podczas czytania nie odczułam ten chemii, której oczekiwałam (zabawna gra słów). Mamy również wątek nałogu Olivii. Znamy zalążki jego historii, które potrafiły złapać za serce. Widzimy również jak bardzo dotknęło to jej bliskich. Jak ich to zniszczyło. To, jak bardzo Peter wraz z Lily pilnowali dziewczyn, było jak miód na moje serce. Jednak nałóg nie był jej jedyną zmorą. Olivia boryka się z zaburzeniami odżywiania, które są dla niej okropnie autodestrukcyjne. Za każdym razem, kiedy była o nich mowa, nawet najmniejszy szczegół, moje serce zaciskało się. Nikt nie powinien myśleć o sobie w ten sposób. Jak wiemy Ostatni Zachód Słońca to debiut. I niestety odczułam ten fakt. Wiele wątków było rozpoczętych, ale już nie poruszonych w tym tomie, czasami miałam wrażenie, że wręcz porzuconych. Dlatego też z niecierpliwością czekam na drugi tom, aby przekonać się, jak zostaną one rozwiązane, i czy w ogóle będą. W stylu pisania nie odczułam większych minusów, oprócz standardowych "zapychaczy" na początku książki, bo ze strony na strony, gdzie akcja nabierała tempa było ich coraz mniej. Nie mam pojęcia czy historia była publikowana na Wattpadzie, jednak miałam mnóstwo momentów, w których odczułam, jakby właśnie była jedną z tych książek. Być może to przez okres w jakim była pisana, z tego co się orientuję są to właśnie te lata świetności tej strony. Przeczytałam ją naprawdę bardzo szybko i jest to ogromny plus. Porusza problemy, których powaga jest zachowana przez całą książkę. Towarzyszyło mi mnóstwo emocji podczas czytania, a nawet pojawiły się łzy. Martyna zdecydowanie ma dryg do ujęcia w słowa tych najbardziej bolesnych momentów. Jestem bardzo ciekawa co wydarzy się dalej, bo muszę przyznać, zostaliśmy zostawieni z nielada zagadką.. ocena: 3,5/5
Our Perfect Forever. Historie nieopowiedziane. Wydanie ilustrowane
5/5⭐ ~ 14+ 🧡 Już po przeczytaniu „Our perfect forever” wiedziałam, że w tę recenzję włożę więcej serca niż przy innych. Ta książka była wszystkim, czego potrzebowałam w momencie czytania tej przepięknej historii. 🧡 Niesamowitym uczuciem było wrócić do tych bohaterów po 2 latach. Dzięki tej książce przypomniałam sobie, jak bardzo kocham flawsy i jak bardzo się za nimi stęskniłam. Czytając tę historię, czułam się, jakbym wróciła do domu. 🧡 Książka również porusza temat miłości podczas rozmowy Chase z swoją córką Destiny. „𝐀𝐥𝐞 𝐣𝐞ś𝐥𝐢 𝐩𝐲𝐭𝐚𝐬𝐳 𝐨 𝐦𝐨𝐣𝐞 𝐳𝐝𝐚𝐧𝐢𝐞, 𝐭𝐨 𝐧𝐚𝐣𝐰𝐚ż𝐧𝐢𝐞𝐣𝐬𝐳𝐞 𝐢 𝐭𝐚𝐤 𝐬ą 𝐭𝐞 „𝐤𝐨𝐜𝐡𝐚𝐦 𝐜𝐢ę”, 𝐤𝐭ó𝐫𝐲𝐜𝐡 𝐬𝐢ę 𝐰𝐜𝐚𝐥𝐞 𝐧𝐢𝐞 𝐦ó𝐰𝐢”. Ta scena nauczyła mnie inaczej patrzeć na miłość. 🧡 Nie zapominajmy, że jest to wydanie ilustrowane, a nie zwykłe. Rysunki znajdujące się na końcu każdego rozdziału oddawały idealnie zawarte w nim treści. Są tak śliczne, że ja nie mogę! 🧡 OPF czyta się bardzo szybko, dlatego że są krótkie rozdziały. Na końcu każdego rozdziału, oprócz rysunku, znajduje się również wpis od autorki, opisujący, co miała w głowie oraz jej odczucia na temat danej sceny, co bardzo mi się podobało. Pozwalało to spojrzeć na rozdział z innej perspektywy. 🧡 W skrócie, jeśli czytaliście flawsy, to CZYTAJCIE OUR PERFECT FOREVER! Szczególnie wydanie ilustrowane, bo dodaje ono nowych doznań.
Our Perfect Forever. Historie nieopowiedziane. Wydanie ilustrowane
Our perfect forever uświadomiło mi jak bardzo tęskniłam za dzieciakami z Moreton. Moja historia z flawsami zaczęła się w 2023 roku, była to jedna z pierwszych historii jakie poznałam, jeszcze przed założeniem bookmedii. Wtedy uważałam tę trylogię za całkiem ciekawą i choć z biegiem czasu moje nastawienie do niej trochę się zmieniło i przestałam myśleć o niej jak o czymś cudownym, a zaczęłam być wobec niej neutralna, tak ten dodatek przyniósł mi ogrom nostalgii. Dostajemy w nim dodatkowe perspektywy wydarzeń od innych bohaterów a także kilka scen które nie zostały konkretnie pokazane w poprzednich częściach. To wydanie zostało wzbogacone o rysunki wykonane przez @monikamarszalek, mi osobiście skradły one serce. W OPF znajdziecie również listy od autorki, z jej przemyśleniami i informacjami o tym w jaki sposób Marta prowadziła fabułę czy o tym które sceny powstały na początku, a które przy końcówce pisania historii. Styl pisania między pierwszą częścią a dodatkiem uległ zmianom - na lepsze, a samą książkę naprawdę szybko się czyta. Dla mnie jest to idealne zakończenie losów dzieciaków z Moreton i ich następnych pokoleń. Jeżeli macie już za sobą trylogię Flawless to zdecydowanie polecam wam sięgnąć po OPF, jednak przygotujcie sobie wcześniej chusteczki - wielokrotnie mogą się przydać.