Recenzje
Bez rozwagi. Chestnut Springs #4
Jaki bohater książkowy jest według Was największą zieloną flagą? Lubicie takich, czy wolicie te bardziej skomplikowane charakterki? 🟢 🌾 Czwarty tom Chestnut Springs to powrót do świata, który już znam i lubię, ale tym razem z perspektywy Winter - siostry Summer i bohaterki, która od początku serii budziła we mnie raczej irytację niż sympatię. Relacja między siostrami jest tu wyraźnie naznaczona przeszłością, błędami rodziców i emocjonalnym chaosem, który ciągnie się za nimi latami. I to właśnie ten rodzinny ciężar był dla mnie jednym z ciekawszych elementów tej historii. 🔥 Theo… cóż, Theo to absolutny ideał faceta. Zielona flaga z krwi i kości. Opiekuńczy, cierpliwy, konsekwentny i emocjonalnie dostępny. Ewidentnie bohater napisany przez kobietę i dla kobiet. Taki, którego chce się czytać, podziwiać i trochę zazdrościć Winter. Jego determinacja, by zdobyć zaufanie, a nie tylko ciało, działała na mnie lepiej niż niejeden dramatyczny zwrot akcji. ❄️ Z Winter mam jednak problem. Nie kupiłam w pełni tej przemiany. Z wrednej zołzy, którą poznaliśmy w pierwszym tomie, nagle staje się biedną, skrzywdzoną przez los dziewczyną, którą wszystko spotyka niesprawiedliwie. Owszem, jej przeszłość była trudna, ale miałam momentami poczucie, że autorka bardzo chce, żebym jej współczuła, nawet wtedy, gdy część konsekwencji była jednak efektem jej własnych decyzji. I tak, osobiście uważam, że na niektóre rzeczy po prostu sobie zapracowała, a i tak została potraktowana bardzo łagodnie. 🌿 Mimo to całość oceniam na plus. To historia o zdrowej relacji, o dawaniu sobie czasu, o komunikacji i granicach. Bez toksycznych gierek, bez niepotrzebnych dramatów na siłę. Bardzo lubię, gdy romans pokazuje, że miłość może być spokojna, wspierająca i bezpieczna, a nie oparta wyłącznie na burzliwych emocjach. 🤍 „Bez rozwagi” nie przebił w moim odczuciu „Bez skazy” ale Theo zdecydowanie kradnie tu całe show. To książka, przy której dobrze się odpoczywa, która daje poczucie komfortu i zostawia po sobie ciepłe wrażenie. Idealna, jeśli macie ochotę na green flag romance w kowbojskim klimacie Chestnut Springs.
Malbat znaczy zemsta
Drugi tom Malbat jest jeszcze bardziej zaskakujący niż pierwszy. Autorka poprowadziła czytelnika przez świat pełen tajemnic, przemocy i mrocznego klimatu. Jest też dużo żartów, które pokochałam. Zdecydowanie ta część pozwoliła mi bliżej poznać bohaterów, bo tego nieco mi brakowało w poprzednim tomie. Wątek mafijny jest bardzo dobrze i ciekawie poprowadzony, a styl pisania autorki lekki i przyjemny. Pochłonęłam te książkę w kilka dni, nie mogąc się oderwać od historii, a jest to naprawdę gruba książka. Nie mogę się doczekać trzeciego tomu, bo zakończenie pozostawiło wiele pytań. Jeśli szukacie naprawdę dobrego thrillera z elementami romansu mafijnego, gdzie fabuła jest dynamiczna i nie ma miejsca na nudę to koniecznie sięgnijcie po Malbat. Jestem pewna, że się nie zawiedziecie i pokochacie głównych bohaterów zupełnie tak jak ja. 🥰
Puck Off
Rosie podczas powrotu do Calgary, w samolocie poznaje Matta, który od razu wpada jej w oko. Kobieta obiecała sobie, że będzie trzymać się z daleka od sportowców, ale nie może się oprzeć mężczyźnie, który wygląda jak jeden z nich. Przed jedną z przesiadek spędzają razem noc. Są pewni, że już więcej się nie spotkają. Jak się okazuje los chce inaczej, kiedy Matt okazuje się nowym napastnikiem drużyny hokejowej Nafciarzy, dla której jako specjalistka public relations pracuje Rosie. Dziewczyna dostaje zadanie, musi zadbać o wizerunek nowego napastnika, który przez złą sławę swojego brata, również hokeisty nie jest do końca mile widziany w drużynie. Rosie stawia sprawę jasno, ich relacja musi być czysto zawodowa. Chyba romanse hokejowe to nie moja bajka. “Puck off” to drugi po który sięgnęłam i znów się zawiodłam. Polubiłam się z bohaterami, chociaż czasami nie mogłam zrozumieć ich postępowania. W pewnym momencie fabuła zaczęła mnie nudzić i wydawało mi się, że akcja ciągnie się w nieskończoność. Początek był zdecydowanie luźniejszy i zabawniejszy, później razem z bohaterami zaczynamy przeżywać bóo wiele trudniejsze emocje. Na pewno sięgnę jeszcze po książki autorki, ale romanse hokejowe to nie to.
Ścieżka światła. Praktyki jogi królewskiej od podstaw
Są takie książki, które trafiają w człowieka dokładnie wtedy, kiedy zaczyna podejrzewać, że joga to może jednak coś więcej niż ładne legginsy, mata z korka i zdjęcia z zachodem słońca na Instagramie. Ścieżka światła. Praktyki jogi królewskiej od podstaw Deepaka Chopry i Sarah Platt-Finger to właśnie taka pozycja — książka, która nie próbuje udawać, że joga jest magicznym zaklęciem na wszystkie życiowe problemy, ale jednocześnie pokazuje, że może być czymś znacznie głębszym niż stretching z YouTube’a. I robi to w sposób przystępny, spokojny i zaskakująco praktyczny, co w świecie duchowych poradników jest rzadkością. Zacznijmy od tego, że Chopra to nazwisko, które w świecie rozwoju osobistego i duchowości budzi emocje. Jedni go kochają, inni przewracają oczami, ale niezależnie od obozu, w którym się stoi, trzeba mu oddać jedno: potrafi tłumaczyć skomplikowane rzeczy tak, że człowiek nie czuje się jak na wykładzie z metafizyki. W tej książce robi to samo — razem z Platt-Finger prowadzi czytelnika przez podstawy Królewskiej Jogi, czyli tradycji, która nie ma nic wspólnego z religią, a wszystko z doświadczeniem człowieka. To ważne, bo wiele osób wciąż myśli, że joga to jakaś forma duchowej przynależności. Tymczasem autorzy bardzo jasno pokazują, że to system pracy z ciałem, umysłem i świadomością, który można praktykować niezależnie od światopoglądu. Książka opiera się na idei „życia w świetle”, czyli życia świadomego, wolnego od ignorancji i cierpienia. Brzmi górnolotnie, ale w praktyce chodzi o coś bardzo przyziemnego: o to, żeby nie działać na autopilocie, nie powtarzać schematów, które nas ograniczają, i nie tkwić w przekonaniach, które robią nam krzywdę. Chopra i Platt-Finger nie obiecują, że dzięki jodze życie stanie się pasmem sukcesów i harmonii. Wręcz przeciwnie — przyznają, że każdy człowiek doświadcza zarówno światła, jak i mroku. I że praktyka jogi nie polega na tym, żeby udawać, że mroku nie ma, tylko żeby nauczyć się przez niego przechodzić. Największym atutem tej książki jest jej struktura. Autorzy proponują 30-dniowy program oparty na Królewskiej Jodze — najważniejszej spośród tradycji jogicznych. To nie jest program w stylu „zrób 30 dni jogi i zmień swoje życie”, tylko bardzo przemyślany proces, który łączy pracę z ciałem, oddechem, świadomością i uwagą. Każdy dzień ma swój temat, swoje zadania i swoje refleksje. To sprawia, że książka nie jest tylko teorią, ale realnym przewodnikiem, który można wprowadzić w życie od razu. I to jest ogromna wartość, bo wiele książek o jodze zatrzymuje się na poziomie filozofii, a tu mamy połączenie filozofii z praktyką. W książce znajdziemy ponad 50 pozycji jogi — opisanych, wyjaśnionych i osadzonych w kontekście. To nie są przypadkowe asany wrzucone dla ozdoby. Każda z nich ma swoje miejsce w programie, swoje działanie i swoje uzasadnienie. Opisy są jasne, konkretne i nie wymagają wcześniejszego doświadczenia. To naprawdę świetny start dla osób, które chcą wejść w jogę od podstaw, ale nie wiedzą, od czego zacząć. I co ważne — autorzy nie udają, że joga jest dla każdego w takim samym stopniu. Bardzo wyraźnie podkreślają, że praktyka wymaga konsekwencji. Jeśli ktoś liczy na to, że po dwóch sesjach poczuje oświecenie, to nie tutaj. Jeśli jednak ktoś jest gotów na regularną pracę, to ten program może być naprawdę transformujący. I tu dochodzimy do ważnej rzeczy: Ścieżka światła to świetny i niedrogi start w jogę, ale tylko dla osób, które potrafią działać konsekwentnie. Jeśli ktoś ma tendencję do zaczynania i porzucania po trzech dniach, to książka sama w sobie nie zrobi cudów. W takim przypadku nic nie zastąpi grupy, nauczyciela i zajęć dla początkujących, które dają strukturę, motywację i poczucie odpowiedzialności. Książka jest fantastycznym uzupełnieniem, ale nie zastąpi relacji i regularności, które daje praktyka w grupie. I autorzy wcale tego nie ukrywają — wręcz przeciwnie, podkreślają, że joga to droga, a nie jednorazowy projekt. Warto też zwrócić uwagę na to, jak Chopra i Platt-Finger piszą o świadomości ciała, oddechu i uwagi. To nie są abstrakcyjne pojęcia. To konkretne narzędzia, które można wykorzystać w codziennym życiu — w stresie, w napięciu, w trudnych emocjach. Autorzy pokazują, jak oddech wpływa na układ nerwowy, jak świadomość ciała pomaga wyjść z zamrożenia, jak uwaga może zmienić sposób, w jaki reagujemy na świat. To wszystko jest osadzone w wiedzy, ale podane tak, że człowiek nie czuje się przytłoczony. To kolejny powód, dla którego ta książka jest tak dobra: jest mądra, ale nie udaje, że trzeba być guru, żeby ją zrozumieć. W książce znajdziemy też refleksje na temat społecznej inteligencji, poczucia pełni życia i transcendencji. I choć te tematy mogłyby łatwo popaść w banał, autorzy trzymają je w ryzach. Nie ma tu obietnic, że „wszechświat da ci wszystko, czego pragniesz”, tylko raczej zachęta, żeby zauważać, jak nasze myśli, emocje i działania wpływają na to, jak przeżywamy świat. Chopra pisze, że „w każdej chwili wszechświat daje ci najlepszy rezultat z możliwych” — i choć można to interpretować na wiele sposobów, w kontekście książki oznacza to raczej: „pracuj z tym, co masz, a nie z tym, co chciałbyś mieć”. To podejście jest zaskakująco trzeźwe jak na autora, który często bywa kojarzony z duchowością w wersji „light”. To, co wyróżnia Ścieżkę światła, to równowaga między teorią a praktyką. Książka nie jest ani zbyt mistyczna, ani zbyt techniczna. Nie jest też poradnikiem w stylu „zrób to i tamto, a będziesz szczęśliwy”. To raczej zaproszenie do pracy nad sobą — spokojnej, konsekwentnej i świadomej. Autorzy nie obiecują cudów, ale pokazują, że zmiana jest możliwa, jeśli jesteśmy gotowi na regularność. I to jest uczciwe. Czy książka ma wady? Jeśli ktoś szuka bardzo naukowego podejścia do jogi, to może poczuć niedosyt. Chopra nie jest naukowcem, jest popularyzatorem. Jego styl jest bardziej refleksyjny niż akademicki. Ale w kontekście tej książki to działa — bo jej celem nie jest analiza jogi, tylko wprowadzenie czytelnika w praktykę. Druga rzecz: jeśli ktoś nie lubi duchowego języka, to momentami może mieć ochotę przewrócić oczami. Ale nawet wtedy warto doczytać dalej, bo za tym językiem kryją się bardzo konkretne wskazówki. Podsumowując: Ścieżka światła to świetny przewodnik dla osób, które chcą zacząć swoją przygodę z jogą w sposób świadomy, spokojny i przemyślany. To książka, która daje strukturę, wiedzę i praktykę — bez presji, bez udawania i bez obiecywania cudów. Jest niedroga, dostępna i naprawdę wartościowa. Ale działa tylko wtedy, gdy działa czytelnik. Jeśli jesteś konsekwentna, znajdziesz tu program, który może zmienić sposób, w jaki przeżywasz swoje ciało i swoje życie. Jeśli nie — nic tak nie motywuje jak grupa i zajęcia dla początkujących, a ta książka będzie wtedy świetnym uzupełnieniem, ale nie fundamentem. To jedna z tych pozycji, które nie krzyczą, nie obiecują złotych gór, ale robią swoje — spokojnie, mądrze i skutecznie. I może właśnie dlatego warto po nią sięgnąć.
Mózg odporny na krytykę. Neuronaukowe i psychologiczne metody radzenia sobie z lękiem przed oceną i hejtem
Są takie książki, które pojawiają się dokładnie w tym momencie, kiedy człowiek ma już serdecznie dość słuchania, że „wystarczy nie przejmować się opinią innych” i „po prostu być sobą”. W świecie, w którym hejt jest walutą internetu, a „konstruktywna krytyka” bywa tylko ładniej opakowanym atakiem, hasła o „gruboskórności” i „niebraniu do siebie” brzmią jak tani żart. Na tym tle Mózg odporny na krytykę. Neuronaukowe i psychologiczne metody radzenia sobie z lękiem przed oceną i hejtem Justyny Żejmo wypada jak ktoś, kto wchodzi do pokoju pełnego chaosu, zapala światło, otwiera okno i mówi: „Dobrze, to teraz po kolei”. I robi to bez infantylizowania, bez duchowych banialuków i bez udawania, że wystarczy „zmienić mindset”, żeby przestało boleć. Punktem wyjścia książki jest bardzo trzeźwe rozpoznanie rzeczywistości: w świecie internetu i mediów społecznościowych ludzie oceniają innych nieustannie. To nie jest już tylko „opinia”, to jest styl funkcjonowania. Oceniane jest wszystko: poglądy polityczne, wygląd, sposób wychowywania dzieci, wybory życiowe, a nawet to, że ktoś był ofiarą przemocy. I nie są to abstrakcyjne „ludzie w internecie”, tylko my wszyscy - czasem po tej stronie, która dostaje po głowie, a czasem po tej, która zbyt łatwo sięga po osąd. Żejmo nie udaje, że to zjawisko da się rozwiązać jednym prostym trikiem. Zamiast tego robi to, co obiecuje tytuł: sięga do neuronauki i psychologii, żeby wytłumaczyć, co się dzieje w mózgu hejtera i w mózgu osoby ocenianej. I dopiero na tym fundamencie proponuje konkretne metody radzenia sobie z krytyką. Jedną z największych zalet tej książki jest to, że jest napisana w sposób bardzo dostępny i kojący, a jednocześnie nie spłyca tematu. To nie jest poradnik w stylu „10 kroków do tego, żeby przestać przejmować się hejtem”. Żejmo tłumaczy schematy działania - zarówno te, które uruchamiają się w nas, gdy czytamy o sobie przykre komentarze, jak i te, które stoją za potrzebą krytykowania innych. Pokazuje, skąd bierze się skłonność do oceniania, dlaczego hejt bywa dla niektórych formą regulowania własnych emocji, a dla innych - źródłem lęku, wstydu i zamrożenia. To wszystko jest osadzone w wiedzy z zakresu psychologii klinicznej, neuropsychologii i psychosomatyki, ale podane tak, że nie trzeba mieć dyplomu z neuronauki, żeby zrozumieć, o co chodzi. Autorka bardzo wyraźnie oddziela dwie rzeczy: to, co dzieje się w nas, od tego, co robią inni. Jedno z ważniejszych zdań, które przewija się przez książkę, brzmi: „Hejt, z którym się mierzysz, to nie jest historia o Tobie”. I to nie jest pusty slogan motywacyjny, tylko wniosek wynikający z tego, jak działa nasz mózg, jak przetwarza informacje, jak reaguje na zagrożenie, odrzucenie i ocenę. Żejmo pokazuje, że nasz system nerwowy nie rozróżnia zbyt dobrze między realnym zagrożeniem a symbolicznym atakiem w komentarzach. Dla mózgu to wciąż sygnał: „coś jest niebezpieczne, trzeba się bronić”. Stąd napięcie, lęk, chęć ucieczki, wycofanie, a czasem agresja. Książka jest bardzo mocno osadzona w faktach - autorka nie opiera się na „przekonaniach” czy „przeczuciach”, tylko na badaniach i wiedzy naukowej. Jednocześnie nie zasypuje czytelnika suchymi opisami eksperymentów. Zamiast tego tłumaczy mechanizmy: jak działa układ nagrody, dlaczego mózg tak mocno reaguje na odrzucenie społeczne, skąd bierze się lęk przed oceną, dlaczego niektóre osoby są bardziej wrażliwe na krytykę niż inne. To wszystko jest splecione z przykładami z życia, metaforami i obrazami, które sprawiają, że czytając, ma się wrażenie rozmowy z kimś, kto naprawdę rozumie, jak to jest bać się opinii innych, a nie z kimś, kto patrzy z góry z pozycji „odpornego na wszystko eksperta”. Bardzo ważnym elementem książki jest to, że nie zatrzymuje się na opisie problemu. To nie jest „atlas cierpienia w internecie”. Żejmo konsekwentnie prowadzi czytelnika w stronę rozwiązań. Pokazuje, jak przestać automatycznie oceniać innych - bo to też jest część układanki. Uświadamia, że krytykowanie bywa mechanizmem obronnym, sposobem na podniesienie własnego poczucia wartości kosztem innych, próbą odzyskania kontroli. Jednocześnie nie moralizuje, tylko tłumaczy: jeśli rozumiesz, skąd to się bierze, masz większą szansę to zmienić. Druga strona tej pracy to budowanie odporności na ocenę. I tu książka naprawdę błyszczy. W czasach, gdy self‑care bywa sprowadzany do świeczek zapachowych, kąpieli z pianą i „po prostu pokochaj siebie”, Mózg odporny na krytykę proponuje coś zupełnie innego: realne narzędzia. Autorka pokazuje, jak wzmacniać poczucie własnej wartości w sposób, który nie polega na powtarzaniu afirmacji w lustrze, tylko na rozumieniu siebie, swoich reakcji i swoich granic. Uczy, jak rozpoznawać, kiedy krytyka dotyka naszych najczulszych punktów, jak odróżniać informację zwrotną od ataku, jak reagować na hejt w sposób, który nie niszczy nas od środka. W książce znajdziemy konkretne strategie radzenia sobie z lękiem przed oceną: od pracy z przekonaniami, przez regulację emocji, po świadome budowanie wewnętrznego poczucia bezpieczeństwa. Żejmo nie obiecuje, że po przeczytaniu książki hejt przestanie boleć. Zamiast tego mówi: będzie bolało mniej, będziesz lepiej rozumieć, co się z Tobą dzieje, i będziesz mieć narzędzia, żeby nie pozwolić, by cudze słowa definiowały Twoją wartość. To uczciwe postawienie sprawy. Ważnym wątkiem jest też praca nad tym, żeby nie brać odpowiedzialności za cudze emocje i projekcje. Autorka pokazuje, że często bierzemy na siebie więcej, niż powinniśmy: jeśli ktoś nas krytykuje, zakładamy, że „coś jest z nami nie tak”. Tymczasem bardzo często hejt mówi więcej o osobie, która go wypowiada, niż o tej, która go doświadcza. To oczywiście nie znaczy, że każda krytyka jest hejtem - i Żejmo bardzo wyraźnie to rozróżnia. Uczy, jak odróżnić informację, która może nam pomóc się rozwinąć, od ataku, który ma nas zranić. Styl autorki jest jednym z największych atutów tej książki. Jest spokojny, kojący, ale nie cukierkowy. Nie ma tu tonu „wszystko będzie dobrze, wystarczy się uśmiechnąć”. Jest raczej: „to jest trudne, masz prawo tak się czuć, ale są sposoby, żeby sobie z tym poradzić”. To podejście jest niezwykle odświeżające na tle poradników, które albo bagatelizują cierpienie, albo toną w ogólnikach. Żejmo pisze tak, jak pracuje dobra terapeutka: z empatią, szacunkiem i jednocześnie z dużą klarownością. Nie bez znaczenia jest też to, kim jest autorka. Justyna Żejmo to psycholożka, terapeutka pracująca w nurcie TSR, neurotrenerka, licencjonowana konsultantka Mental Toughness. Jej specjalność to psychologia kliniczna, neuropsychologia i psychosomatyka. To czuć w książce - w sposobie, w jaki łączy perspektywę ciała, mózgu i psychiki. Nie ma tu oderwanych od rzeczywistości teorii, jest za to bardzo konkretne pokazanie, jak nasze doświadczenia, przekonania i reakcje fizjologiczne splatają się w całość, która potem decyduje o tym, jak przeżywamy krytykę. Książka jest też dobrze uporządkowana. Czytelnik ma poczucie, że idzie krok po kroku: od zrozumienia zjawiska oceniania i hejtu, przez przyjrzenie się własnym schematom, aż po budowanie odporności psychicznej. Nie ma tu chaosu ani wrażenia, że autorka skacze po tematach. Każdy rozdział logicznie wynika z poprzedniego, a całość układa się w spójną opowieść o tym, jak przestać być zakładnikiem cudzych opinii. Nie jestem zaskoczona, że Mózg odporny na krytykę okazał się hitem. To po prostu dobra i bardzo potrzebna książka. W czasie, gdy coraz więcej mówi się o self‑care, ale często sprowadza się go do pustych haseł i duchowych ogólników, ta pozycja robi coś zupełnie innego: realnie wspiera i daje narzędzia. Nie obiecuje, że „wszystko jest w Twojej głowie” w tym banalnym sensie, tylko pokazuje, jak działa Twój mózg i jak możesz z nim współpracować, zamiast walczyć przeciwko sobie. To książka, którą można czytać na kilka sposobów. Można przejść ją od deski do deski, traktując jak proces. Można wracać do konkretnych fragmentów wtedy, gdy znów coś nas zaboli w komentarzach. Można też potraktować ją jako punkt wyjścia do własnej pracy terapeutycznej czy rozwojowej. W każdym z tych wariantów będzie wartościowa, bo nie jest zbiorem złotych myśli, tylko przemyślanym przewodnikiem po tym, jak działa nasz mózg w kontakcie z oceną. Jeśli miałabym szukać słabszych punktów, to dla niektórych czytelników książka może być momentami konfrontująca. Żejmo nie tylko uczy, jak radzić sobie z krytyką, ale też zaprasza do przyjrzenia się temu, jak sami oceniamy innych. To może być niewygodne, ale jest uczciwe. Nie da się zbudować odporności na hejt, jeśli jednocześnie nie zauważymy w sobie małego wewnętrznego hejtera. I to jest kolejny powód, dla którego tę książkę cenię: nie stawia nas wyłącznie w roli ofiar, ale też pokazuje naszą sprawczość. Podsumowując: Mózg odporny na krytykę to jedna z tych książek, które naprawdę robią różnicę. Jest rzetelna, oparta na wiedzy naukowej, a jednocześnie bardzo ludzka. Tłumaczy schematy działania, pokazuje, skąd biorą się nasze reakcje, i daje konkretne narzędzia, żeby sobie z nimi radzić. W świecie, w którym „self‑care” bywa pustym hasłem, ta książka jest jego sensowną, merytoryczną wersją. Nie obiecuje, że przestaniemy czuć, ale uczy, jak czuć i nie dać się zalać.