Recenzje
Good Decisions. Dylogia Complicated. Tom 2
Wiecie co? Nie mam pojęcia, dlaczego tak zwlekałam ze skończeniem tej dylogii, ale żałuję, że zrobiłam to dopiero teraz. Drugi tom Good Decision był świetny i idealnie domyka całą serię! Wracamy do świata Alison i Dominica, jednak w tej części wydaje mi się, że to Dominic wysuwa się na pierwszy plan. Jego życie zaczyna się komplikować, a mimo tego wciąż próbuje robić to, co uważa za dobre dla Alison - nawet jeśli nie zawsze wychodzi mu to najlepiej. Bardzo doceniam to, że ta książka nie idealizuje bohaterów. Dominic bywa trudny, zagubiony i uparty, ale właśnie dzięki temu jest tak prawdziwy. Alison z kolei stara się żyć normalnie, walczyć z traumą, uczy się wyznaczać granice i w końcu myśleć także o sobie i tym, co dla niej najlepsze. Drugi tom wydaje mi się znacznie cięższy emocjonalnie od pierwszego. Jest tu więcej bólu, więcej niepewności i trudnych rozmów, ale są też momenty, które naprawdę łapią za serce. Relacja Alison i Dominica jest wystawiona na próbę i nie wszystko przychodzi im łatwo. Dominic musi udowodnić, na czym tak naprawdę mu zależy - nie obyło się bez emocji i pokazania, że nie każdy problem da się rozwiązać od razu. To historia, która przypomina, że czyny mają swoje konsekwencje, a właściwe decyzje często są tymi najtrudniejszymi. Nie zabrakło mi też napięcia. Fakt, że wszystko zaczęło się układać jakieś pięćdziesiąt stron przed końcem, był dla mnie jasnym sygnałem, że to jeszcze nie koniec. I nie zawiodłam się / choć przyznam, że nie obraziłabym się, gdyby scena z Davidem była odrobinę dłuższa. Po skończeniu książki zostałam z tym przyjemnym uczuciem, że ta historia została opowiedziana do końca - dokładnie tak, jakbym chciała. Cieszę się, że przeczytałam i na pewno będę wam ją polecać.
Bez rozwagi. Chestnut Springs #4
Jaki bohater książkowy jest według Was największą zieloną flagą? Lubicie takich, czy wolicie te bardziej skomplikowane charakterki? 🟢 🌾 Czwarty tom Chestnut Springs to powrót do świata, który już znam i lubię, ale tym razem z perspektywy Winter - siostry Summer i bohaterki, która od początku serii budziła we mnie raczej irytację niż sympatię. Relacja między siostrami jest tu wyraźnie naznaczona przeszłością, błędami rodziców i emocjonalnym chaosem, który ciągnie się za nimi latami. I to właśnie ten rodzinny ciężar był dla mnie jednym z ciekawszych elementów tej historii. 🔥 Theo… cóż, Theo to absolutny ideał faceta. Zielona flaga z krwi i kości. Opiekuńczy, cierpliwy, konsekwentny i emocjonalnie dostępny. Ewidentnie bohater napisany przez kobietę i dla kobiet. Taki, którego chce się czytać, podziwiać i trochę zazdrościć Winter. Jego determinacja, by zdobyć zaufanie, a nie tylko ciało, działała na mnie lepiej niż niejeden dramatyczny zwrot akcji. ❄️ Z Winter mam jednak problem. Nie kupiłam w pełni tej przemiany. Z wrednej zołzy, którą poznaliśmy w pierwszym tomie, nagle staje się biedną, skrzywdzoną przez los dziewczyną, którą wszystko spotyka niesprawiedliwie. Owszem, jej przeszłość była trudna, ale miałam momentami poczucie, że autorka bardzo chce, żebym jej współczuła, nawet wtedy, gdy część konsekwencji była jednak efektem jej własnych decyzji. I tak, osobiście uważam, że na niektóre rzeczy po prostu sobie zapracowała, a i tak została potraktowana bardzo łagodnie. 🌿 Mimo to całość oceniam na plus. To historia o zdrowej relacji, o dawaniu sobie czasu, o komunikacji i granicach. Bez toksycznych gierek, bez niepotrzebnych dramatów na siłę. Bardzo lubię, gdy romans pokazuje, że miłość może być spokojna, wspierająca i bezpieczna, a nie oparta wyłącznie na burzliwych emocjach. 🤍 „Bez rozwagi” nie przebił w moim odczuciu „Bez skazy” ale Theo zdecydowanie kradnie tu całe show. To książka, przy której dobrze się odpoczywa, która daje poczucie komfortu i zostawia po sobie ciepłe wrażenie. Idealna, jeśli macie ochotę na green flag romance w kowbojskim klimacie Chestnut Springs.
Malbat znaczy zemsta
Drugi tom Malbat jest jeszcze bardziej zaskakujący niż pierwszy. Autorka poprowadziła czytelnika przez świat pełen tajemnic, przemocy i mrocznego klimatu. Jest też dużo żartów, które pokochałam. Zdecydowanie ta część pozwoliła mi bliżej poznać bohaterów, bo tego nieco mi brakowało w poprzednim tomie. Wątek mafijny jest bardzo dobrze i ciekawie poprowadzony, a styl pisania autorki lekki i przyjemny. Pochłonęłam te książkę w kilka dni, nie mogąc się oderwać od historii, a jest to naprawdę gruba książka. Nie mogę się doczekać trzeciego tomu, bo zakończenie pozostawiło wiele pytań. Jeśli szukacie naprawdę dobrego thrillera z elementami romansu mafijnego, gdzie fabuła jest dynamiczna i nie ma miejsca na nudę to koniecznie sięgnijcie po Malbat. Jestem pewna, że się nie zawiedziecie i pokochacie głównych bohaterów zupełnie tak jak ja. 🥰
Puck Off
Rosie podczas powrotu do Calgary, w samolocie poznaje Matta, który od razu wpada jej w oko. Kobieta obiecała sobie, że będzie trzymać się z daleka od sportowców, ale nie może się oprzeć mężczyźnie, który wygląda jak jeden z nich. Przed jedną z przesiadek spędzają razem noc. Są pewni, że już więcej się nie spotkają. Jak się okazuje los chce inaczej, kiedy Matt okazuje się nowym napastnikiem drużyny hokejowej Nafciarzy, dla której jako specjalistka public relations pracuje Rosie. Dziewczyna dostaje zadanie, musi zadbać o wizerunek nowego napastnika, który przez złą sławę swojego brata, również hokeisty nie jest do końca mile widziany w drużynie. Rosie stawia sprawę jasno, ich relacja musi być czysto zawodowa. Chyba romanse hokejowe to nie moja bajka. “Puck off” to drugi po który sięgnęłam i znów się zawiodłam. Polubiłam się z bohaterami, chociaż czasami nie mogłam zrozumieć ich postępowania. W pewnym momencie fabuła zaczęła mnie nudzić i wydawało mi się, że akcja ciągnie się w nieskończoność. Początek był zdecydowanie luźniejszy i zabawniejszy, później razem z bohaterami zaczynamy przeżywać bóo wiele trudniejsze emocje. Na pewno sięgnę jeszcze po książki autorki, ale romanse hokejowe to nie to.
Mózg odporny na krytykę. Neuronaukowe i psychologiczne metody radzenia sobie z lękiem przed oceną i hejtem
Są takie książki, które pojawiają się dokładnie w tym momencie, kiedy człowiek ma już serdecznie dość słuchania, że „wystarczy nie przejmować się opinią innych” i „po prostu być sobą”. W świecie, w którym hejt jest walutą internetu, a „konstruktywna krytyka” bywa tylko ładniej opakowanym atakiem, hasła o „gruboskórności” i „niebraniu do siebie” brzmią jak tani żart. Na tym tle Mózg odporny na krytykę. Neuronaukowe i psychologiczne metody radzenia sobie z lękiem przed oceną i hejtem Justyny Żejmo wypada jak ktoś, kto wchodzi do pokoju pełnego chaosu, zapala światło, otwiera okno i mówi: „Dobrze, to teraz po kolei”. I robi to bez infantylizowania, bez duchowych banialuków i bez udawania, że wystarczy „zmienić mindset”, żeby przestało boleć. Punktem wyjścia książki jest bardzo trzeźwe rozpoznanie rzeczywistości: w świecie internetu i mediów społecznościowych ludzie oceniają innych nieustannie. To nie jest już tylko „opinia”, to jest styl funkcjonowania. Oceniane jest wszystko: poglądy polityczne, wygląd, sposób wychowywania dzieci, wybory życiowe, a nawet to, że ktoś był ofiarą przemocy. I nie są to abstrakcyjne „ludzie w internecie”, tylko my wszyscy - czasem po tej stronie, która dostaje po głowie, a czasem po tej, która zbyt łatwo sięga po osąd. Żejmo nie udaje, że to zjawisko da się rozwiązać jednym prostym trikiem. Zamiast tego robi to, co obiecuje tytuł: sięga do neuronauki i psychologii, żeby wytłumaczyć, co się dzieje w mózgu hejtera i w mózgu osoby ocenianej. I dopiero na tym fundamencie proponuje konkretne metody radzenia sobie z krytyką. Jedną z największych zalet tej książki jest to, że jest napisana w sposób bardzo dostępny i kojący, a jednocześnie nie spłyca tematu. To nie jest poradnik w stylu „10 kroków do tego, żeby przestać przejmować się hejtem”. Żejmo tłumaczy schematy działania - zarówno te, które uruchamiają się w nas, gdy czytamy o sobie przykre komentarze, jak i te, które stoją za potrzebą krytykowania innych. Pokazuje, skąd bierze się skłonność do oceniania, dlaczego hejt bywa dla niektórych formą regulowania własnych emocji, a dla innych - źródłem lęku, wstydu i zamrożenia. To wszystko jest osadzone w wiedzy z zakresu psychologii klinicznej, neuropsychologii i psychosomatyki, ale podane tak, że nie trzeba mieć dyplomu z neuronauki, żeby zrozumieć, o co chodzi. Autorka bardzo wyraźnie oddziela dwie rzeczy: to, co dzieje się w nas, od tego, co robią inni. Jedno z ważniejszych zdań, które przewija się przez książkę, brzmi: „Hejt, z którym się mierzysz, to nie jest historia o Tobie”. I to nie jest pusty slogan motywacyjny, tylko wniosek wynikający z tego, jak działa nasz mózg, jak przetwarza informacje, jak reaguje na zagrożenie, odrzucenie i ocenę. Żejmo pokazuje, że nasz system nerwowy nie rozróżnia zbyt dobrze między realnym zagrożeniem a symbolicznym atakiem w komentarzach. Dla mózgu to wciąż sygnał: „coś jest niebezpieczne, trzeba się bronić”. Stąd napięcie, lęk, chęć ucieczki, wycofanie, a czasem agresja. Książka jest bardzo mocno osadzona w faktach - autorka nie opiera się na „przekonaniach” czy „przeczuciach”, tylko na badaniach i wiedzy naukowej. Jednocześnie nie zasypuje czytelnika suchymi opisami eksperymentów. Zamiast tego tłumaczy mechanizmy: jak działa układ nagrody, dlaczego mózg tak mocno reaguje na odrzucenie społeczne, skąd bierze się lęk przed oceną, dlaczego niektóre osoby są bardziej wrażliwe na krytykę niż inne. To wszystko jest splecione z przykładami z życia, metaforami i obrazami, które sprawiają, że czytając, ma się wrażenie rozmowy z kimś, kto naprawdę rozumie, jak to jest bać się opinii innych, a nie z kimś, kto patrzy z góry z pozycji „odpornego na wszystko eksperta”. Bardzo ważnym elementem książki jest to, że nie zatrzymuje się na opisie problemu. To nie jest „atlas cierpienia w internecie”. Żejmo konsekwentnie prowadzi czytelnika w stronę rozwiązań. Pokazuje, jak przestać automatycznie oceniać innych - bo to też jest część układanki. Uświadamia, że krytykowanie bywa mechanizmem obronnym, sposobem na podniesienie własnego poczucia wartości kosztem innych, próbą odzyskania kontroli. Jednocześnie nie moralizuje, tylko tłumaczy: jeśli rozumiesz, skąd to się bierze, masz większą szansę to zmienić. Druga strona tej pracy to budowanie odporności na ocenę. I tu książka naprawdę błyszczy. W czasach, gdy self‑care bywa sprowadzany do świeczek zapachowych, kąpieli z pianą i „po prostu pokochaj siebie”, Mózg odporny na krytykę proponuje coś zupełnie innego: realne narzędzia. Autorka pokazuje, jak wzmacniać poczucie własnej wartości w sposób, który nie polega na powtarzaniu afirmacji w lustrze, tylko na rozumieniu siebie, swoich reakcji i swoich granic. Uczy, jak rozpoznawać, kiedy krytyka dotyka naszych najczulszych punktów, jak odróżniać informację zwrotną od ataku, jak reagować na hejt w sposób, który nie niszczy nas od środka. W książce znajdziemy konkretne strategie radzenia sobie z lękiem przed oceną: od pracy z przekonaniami, przez regulację emocji, po świadome budowanie wewnętrznego poczucia bezpieczeństwa. Żejmo nie obiecuje, że po przeczytaniu książki hejt przestanie boleć. Zamiast tego mówi: będzie bolało mniej, będziesz lepiej rozumieć, co się z Tobą dzieje, i będziesz mieć narzędzia, żeby nie pozwolić, by cudze słowa definiowały Twoją wartość. To uczciwe postawienie sprawy. Ważnym wątkiem jest też praca nad tym, żeby nie brać odpowiedzialności za cudze emocje i projekcje. Autorka pokazuje, że często bierzemy na siebie więcej, niż powinniśmy: jeśli ktoś nas krytykuje, zakładamy, że „coś jest z nami nie tak”. Tymczasem bardzo często hejt mówi więcej o osobie, która go wypowiada, niż o tej, która go doświadcza. To oczywiście nie znaczy, że każda krytyka jest hejtem - i Żejmo bardzo wyraźnie to rozróżnia. Uczy, jak odróżnić informację, która może nam pomóc się rozwinąć, od ataku, który ma nas zranić. Styl autorki jest jednym z największych atutów tej książki. Jest spokojny, kojący, ale nie cukierkowy. Nie ma tu tonu „wszystko będzie dobrze, wystarczy się uśmiechnąć”. Jest raczej: „to jest trudne, masz prawo tak się czuć, ale są sposoby, żeby sobie z tym poradzić”. To podejście jest niezwykle odświeżające na tle poradników, które albo bagatelizują cierpienie, albo toną w ogólnikach. Żejmo pisze tak, jak pracuje dobra terapeutka: z empatią, szacunkiem i jednocześnie z dużą klarownością. Nie bez znaczenia jest też to, kim jest autorka. Justyna Żejmo to psycholożka, terapeutka pracująca w nurcie TSR, neurotrenerka, licencjonowana konsultantka Mental Toughness. Jej specjalność to psychologia kliniczna, neuropsychologia i psychosomatyka. To czuć w książce - w sposobie, w jaki łączy perspektywę ciała, mózgu i psychiki. Nie ma tu oderwanych od rzeczywistości teorii, jest za to bardzo konkretne pokazanie, jak nasze doświadczenia, przekonania i reakcje fizjologiczne splatają się w całość, która potem decyduje o tym, jak przeżywamy krytykę. Książka jest też dobrze uporządkowana. Czytelnik ma poczucie, że idzie krok po kroku: od zrozumienia zjawiska oceniania i hejtu, przez przyjrzenie się własnym schematom, aż po budowanie odporności psychicznej. Nie ma tu chaosu ani wrażenia, że autorka skacze po tematach. Każdy rozdział logicznie wynika z poprzedniego, a całość układa się w spójną opowieść o tym, jak przestać być zakładnikiem cudzych opinii. Nie jestem zaskoczona, że Mózg odporny na krytykę okazał się hitem. To po prostu dobra i bardzo potrzebna książka. W czasie, gdy coraz więcej mówi się o self‑care, ale często sprowadza się go do pustych haseł i duchowych ogólników, ta pozycja robi coś zupełnie innego: realnie wspiera i daje narzędzia. Nie obiecuje, że „wszystko jest w Twojej głowie” w tym banalnym sensie, tylko pokazuje, jak działa Twój mózg i jak możesz z nim współpracować, zamiast walczyć przeciwko sobie. To książka, którą można czytać na kilka sposobów. Można przejść ją od deski do deski, traktując jak proces. Można wracać do konkretnych fragmentów wtedy, gdy znów coś nas zaboli w komentarzach. Można też potraktować ją jako punkt wyjścia do własnej pracy terapeutycznej czy rozwojowej. W każdym z tych wariantów będzie wartościowa, bo nie jest zbiorem złotych myśli, tylko przemyślanym przewodnikiem po tym, jak działa nasz mózg w kontakcie z oceną. Jeśli miałabym szukać słabszych punktów, to dla niektórych czytelników książka może być momentami konfrontująca. Żejmo nie tylko uczy, jak radzić sobie z krytyką, ale też zaprasza do przyjrzenia się temu, jak sami oceniamy innych. To może być niewygodne, ale jest uczciwe. Nie da się zbudować odporności na hejt, jeśli jednocześnie nie zauważymy w sobie małego wewnętrznego hejtera. I to jest kolejny powód, dla którego tę książkę cenię: nie stawia nas wyłącznie w roli ofiar, ale też pokazuje naszą sprawczość. Podsumowując: Mózg odporny na krytykę to jedna z tych książek, które naprawdę robią różnicę. Jest rzetelna, oparta na wiedzy naukowej, a jednocześnie bardzo ludzka. Tłumaczy schematy działania, pokazuje, skąd biorą się nasze reakcje, i daje konkretne narzędzia, żeby sobie z nimi radzić. W świecie, w którym „self‑care” bywa pustym hasłem, ta książka jest jego sensowną, merytoryczną wersją. Nie obiecuje, że przestaniemy czuć, ale uczy, jak czuć i nie dać się zalać.