Recenzje
Dwa magiczne słowa. Vancouver Agitators: miłość na lodzie #2
Recenzja „Dwa magiczne słowa” - Meghan Quinn Jeśli lubicie romanse hokejowe, to ta książka będzie dla Was idealna! Mimo że jest to hokejówka, znajdziemy tutaj naprawdę niewiele informacji o samym hokeju. Autorka zdecydowanie bardziej skupia się na relacjach między głównymi bohaterami, ich emocjach i wzajemnych uczuciach. Muszę przyznać, że książka była dla mnie naprawdę przyjemną lekturą, mimo swojej sporej objętości. Oczywiście, jak każda historia, ma swoje plusy i minusy. Ogromnym plusem była dla mnie duża ilość dialogów, które po prostu uwielbiam! Dodatkowo jest to jedna z tych książek, przy których co jakiś czas będziecie prychać śmiechem. Humor jest naprawdę świetny, a niektóre sytuacje i rozmowy bohaterów potrafią niesamowicie rozbawić. Niestety, nie obyło się też bez minusów. Największym problemem było dla mnie przeciąganie akcji. W pewnych momentach naprawdę zaczynałam się nudzić. Szczególnie pod koniec, kiedy fabuła nadal rozwijała się bardzo powoli, a bohaterowie wciąż popełniali te same błędy. Miałam wrażenie, że niektóre sceny zostały napisane trochę na siłę, przez co historia momentami niepotrzebnie się dłużyła. Mimo tego uważam, że jest to naprawdę fajna i przyjemna książka. Miałam już okazję przeczytać inny tom z tej serii i muszę przyznać, że tamten podobał mi się zdecydowanie bardziej. Autorka ma bardzo lekkie i przyjemne pióro, dzięki czemu jej styl pisania naprawdę przypadł mi do gustu. Nie mogę jednak powiedzieć, że była to książka, którą pochłonęłam w ekspresowym tempie. Zdarzało mi się czytać inne historie w ciągu zaledwie kilku godzin, natomiast na tę potrzebowałam kilku dni. Bardzo polubiłam głównych bohaterów! Byli naprawdę wspaniali, a główny bohater to zdecydowanie taki chłopak, jakiego sama chciałabym mieć. Ogromnie spodobało mi się również to, jak bardzo ludzcy byli bohaterowie. Ich zachowania, decyzje i popełniane błędy wydawały się realistyczne. To sytuacje i emocje, których sami moglibyśmy doświadczyć w prawdziwym życiu. Sama fabuła była naprawdę mega przyjemna, chociaż muszę przyznać, że zabrakło mi trochę pełniejszego zakończenia. Chciałabym, żeby historia została nieco bardziej domknięta. Pomimo tych kilku niedociągnięć książka naprawdę bardzo mi się podobała i z chęcią przeczytałabym o dalszych losach bohaterów. Myślę, że to idealna propozycja dla osób, które uwielbiają romanse hokejowe i motyw slow burn. Trzeba jednak przygotować się na spokojne tempo rozwoju wydarzeń. Ostatecznie zdecydowanie mogę Wam ją polecić! Mimo że momentami akcja się przeciągała, znalazłam w tej historii znacznie więcej plusów niż minusów. To zabawna, urocza i bardzo przyjemna opowieść, przy której naprawdę dobrze spędziłam czas.
Kalendarz Create Yourself 2027
Lubię mieć plany, zapisywać ważne sprawy i wiedzieć, co przede mną. Ale wiem też, jak łatwo w codziennym biegu skupić się wyłącznie na obowiązkach i zapomnieć o własnych potrzebach, marzeniach i celach. Dlatego „Kalendarz Create Yourself 2027” dra Mateusza Grzesiaka, wydany nakładem Onepress, zwrócił moją uwagę. To coś więcej niż tradycyjny kalendarz. Łączy planowanie codzienności z rozwojem osobistym. Każdy z 12 miesięcy poświęcony jest innemu zagadnieniu, a w środku znajdziemy cytaty, porcję wiedzy teoretycznej oraz praktyczne ćwiczenia. Podoba mi się sama idea takiego połączenia. Bo planowanie to nie tylko kolejne punkty na liście do odhaczenia. To również okazja, żeby zastanowić się, dokąd zmierzamy, co chcemy zmienić i na czym naprawdę nam zależy. Nie chcę, żeby 2027 rok był kolejnym rokiem wielkich obietnic i postanowień, które szybko tracą na znaczeniu. Wolę małe kroki, więcej świadomych decyzji i cele, które mają dla mnie prawdziwą wartość. Chciałabym, żeby w nowym roku było trochę więcej czasu nie tylko na organizowanie codzienności, ale również na siebie. Bo przecież siebie też warto tworzyć każdego dnia. A Wy lubicie planować nowy rok, czy raczej pozwalacie sobie na spontaniczność?
Codzienność w depresji. Rzecz o tym, jak z depresji powrócić do życia
DLACZEGO: O depresji warto czytać i dokształcać się w tym temacie. OPINIA: O depresji mówi się wiele, ale wciąż za mało. I dlatego uważam, że warto sięgnąć po tę książkę, bo to niesamowicie ważna pozycja, która pomaga zrozumieć temat depresji. Pierwszy rozdział, który mówił o depresji poporodowej był mi bardzo potrzebny, mimo, że takiej depresji nie miałam, ale uważam, że każda kobieta w ciąży/ po urodzeniu powinna przeczytać chociaż ten jeden rozdział. Mi otworzył oczy na wiele tematów i poczułam się po nim lepiej. Ale każdy kolejny rozdział jest równie ciekawy i przede wszystkim - pomocny. Dużą mocą tej książki jest to, że jest prowadzona w formie rozmowy ze specjalistami - psychoterapeutką okołoporodową, psychiatrą, specjalistką psychoterapii uzależnień, seksuologiem klinicznym, psychologiem sportowym, certyfikowaną nauczycielką mindfulness itd. Dodatkowo, autorka sama przyznaje, że sama jest doświadczona przez depresję, dzięki czemu pytania są trafne i ciekawe. PODSUMOWANIE: Dla każdego, kto czuje, że może popadać w depresję, ale także dla tych, którzy mają bliskich w depresji, albo dla tych, którzy po prostu potrzebują się dokształcić w temacie, albo chcą po prostu zrozumieć depresję.
Jingle Bells & Royal Kisses
Q: Lubicie romanse z zimowym, świątecznym klimatem? „Jingle Bells and Royal Kisses” - Ludka Skrzydlewska Ocena: 4,75/5 Recenzja: Uwielbiam historie, które już od pierwszych stron potrafią wciągnąć mnie w swój świat, a jeśli do tego dochodzi zimowa Anglia, świąteczne przygotowania, romantyczne zamieszanie i przystojny facet, to właściwie jestem kupiona! Właśnie tak było z „Jingle Bells and Royal Kisses”. Ludka Skrzydlewska po raz kolejny stworzyła historię, od której trudno mi się oderwać! (dosłownie, czytałam ją nawet podczas zajęć i tak opowiadałam przyjaciółkom akcje, które się dzieją, że aż prowadzący zwrócił nam uwagę 😂 - dla dobrej książki warto, okej? 😅❤️🔥) Belle miała po prostu pomóc swojemu przyjacielowi Tristanowi i spędzić święta w jego rodzinnym domu. Brzmi niewinnie, prawda? Gdyby tylko wiedziała, że ma udawać jego narzeczoną i wziąć udział w rodzinnej rywalizacji o majątek, nie zgodziła by się tak szybko. Jakby tego było mało, po drodze zalicza kilka niefortunnych zdarzeń, a na jej drodze pojawia się Rhys. Problem? To brat Tristana. A jeszcze większy problem? Belle zdążyła już stracić dla niego głowę! Chemia między Belle a Rhysem? ABSOLUTNIE UWIELBIAM! Ich wzajemne przyciąganie, drobne gesty, docinki i te wszystkie momenty między nimi sprawiały, że miałam ochotę czytać dalej i dalej. Ludka ma chyba jakiś magiczny sposób na tworzenie relacji, dla których po prostu przepadam. Nie chodzi tylko o sam romans, ale o emocje, więź i to, jak bohaterowie stopniowo się przed sobą otwierają. Właśnie takie historie trafiają do mnie najbardziej! Dużym plusem była też rodzinna rywalizacja Montgomerych. Ambicje, wzajemne docinki, trochę złośliwości i oczywiście sekrety, których tutaj zdecydowanie nie brakuje. Nie będę ukrywać, że mój mózg zaczął podsuwać mi różne, momentami naprawdę dziwne teorie, szczególnie jeśli chodzi o Helen, mamę Tristana, Rhysa i Charlotte. Trzeba przyznać, że ta rodzina jest nieco toksyczna i chyba każdy ma coś za uszami. Ale właśnie dzięki temu jeszcze bardziej chciałam wiedzieć, co wydarzy się dalej! Nie można też zapomnieć o samym Rhysie. Pod tą jego zewnętrzną powłoką kryje się sporo bólu i poczucia winy, które nosi w sobie od dzieciństwa. To, jak bardzo obwinia się za przeszłość i jak wpływa to na jego relację z bratem, naprawdę mnie poruszyło. Lubię, kiedy za zachowaniem bohatera kryje się coś więcej, a tutaj zdecydowanie tak jest. Nie jest to po prostu kolejny przystojny książkowy facet, ale ktoś z własnymi demonami, z którymi musi się zmierzyć. No i w tym wszytskim babcia Margot! Totalna shipperka, która chyba bardziej niż sami zainteresowani kibicuje temu, żeby Belle i Rhys w końcu się zeszli. Kocham ją! Takie babcie to ja rozumiem. Ogromnie urzekły mnie również momenty ze starą kapliczką. Mam słabość do takich motywów. Historia z pierścionkiem również złapała mnie za serduszko. To jedne z tych wątków, które niby są niewielką częścią całej opowieści, ale zostają w głowie na dłużej. No i ten świąteczny klimat! Przygotowania do Bożego Narodzenia, zimowe miasteczko w Anglii, rodzinny dom i cała atmosfera oczekiwania na święta. Moim zdaniem Ludce idealnie udało się oddać ten przedświąteczny czas. Czytając, naprawdę można poczuć tę magię i nabrać ochoty na kocyk, coś ciepłego do picia i własne przygotowania do świąt. „Jingle Bells and Royal Kisses” to dla mnie naprawdę świetna historia! Jest romantycznie, zabawnie, momentami wzruszająco, a do tego mamy rodzinne tajemnice, rywalizację, przyjaźń i prawdziwe uczucia. Wszystko to, co lubię najbardziej. Po raz kolejny przekonałam się, że Ludka potrafi stworzyć bohaterów i relacje, dla których bez problemu tracę głowę.
Zawalczę o ciebie
☆ Tata dla 19-letniej Olivii jest stałą i opoką, ale jego czas się kończy. Umiera na nieuleczalną chorobę zostawiając zrozpaczoną córkę w rękach przyjaciela. 37-letni Ronan to szorstki i twardy typ, który zadanie to podejmuje niechętnie, ale... młoda kobieta wyzwala w nim to czego dotąd nie zaznał. A jest ona dla niego zakazana! ☆ Jej, ależ to świetnie się czytało! Moje pierwsze spotkanie z piórem autorki i jestem kupiona. Tym co tu bije najsilniej są emocje, tak burzliwe i pokrętne, ale to one wyzwalają czyny, które znaczą najwięcej. Fabuła stawia głównie na motyw miłości niemożliwej z dużą różnicą wieku i wydaje się przewidzialna, ale w pewnym momencie dochodzi do tąpnięcia. To co zostało mozolnie wypracowane w relacji delikatnej i ostrożnej z przebiegiem slow burn, zostaje zaprzepaszczone. A serce boli. Zostaje zaciągnięty dług, jego spłata przyjmuje zaskakujące oblicze, pokazując determinację i wolę walki dla czegoś co może już nigdy się nie ziścić. ☆ Bohaterowie ci czują tak wiele. Olivia zmaga się ze stratą, tak bardzo złakniona zwyczajnej ludziej troski i wsparcia. Przyznaje, że ma już za sobą nastoletnie zadurzenie przyjacielem taty, jednak tym razem podchodzi do jego tematu ostrożniej. Nie jednokrotnie mam wrażenie, że trochę nim się bawi, podświadomie grając taką trochę głupiutką i kruchą, prowokując go do działania. A sam Ronan. To twardy gość. Światowej sławy bokser, który właśnie kończy karierę, a nadmiar czasu ma gdzie spożytkować. Przystojnemu i dojrzałemu mężczyźnie coraz trudniej jest opierać się pięknej i młodej kobiecie. Faktem jest, że z tym walczy, wbrew logice i niestety niejednokrotnie przy tym rani. Ale nie tylko ją, ale i samego siebie. ☆ Absolutnie uwielbiam te emocje, które autorka między nimi wywołuje, tą cichą sensualność, gdzie każde spojrzenie i dotyk mają znaczenie. Gdzie nie tylko w głowach, ale przede wszystkim w sercach rodzi się bój. Bo tu z uczuciem walczy też lojalność. Wybory nie są łatwe. Zaliczają wiele ślepych zaułków, a czas jak się okazuje nie gra na ich korzyść. I to do Ronana należy większość narracji, czym jestem urzeczona. ☆ Ciekawy wątkiem jest też miłość ukazana w kontraście do tego, co wypracowują główni bohaterowie, dla których to zniosłe uczucie jest tym pierwszym. Chodzi o bycie "tą drugą" dla tego, który był całym światem. Co też tłumaczy dla mnie troszeczkę postawę matki wobec córki. ☆ Papparazi, różnica wieku, własne słabości tu jest z czym walczyć. Samotność, pustka, ból to rani, a najcenniejszym poświęcenie. Bo prawdziwa miłość wymaga poświęceń, to coś ulotnego i złapanej raz, nie można zaprzepaścić. Bez względy na cenę, bo tu stawką jest serce! ☆ Historia, która hipnotyzuje wartościami najcenniejszymi. Warto ją poznać! Ja polecam szalenie ♡ Czytajcie!