Recenzje
Dwa magiczne słowa. Vancouver Agitators: miłość na lodzie #2
Okej ja nie byłam na to gotowa. Nieplanowana ciąża plus hokej?????!!!!?!!?!!!? JEZU TO NAJLEPSZE MOTYWY! Nie spodziewałam się takiej książki. Wgl nie wiedziałam że takiej pragnęłam. A jednak los mi ją zesłał prosto z nieba. Także po kolei. Gwiazda hokeja. Mega wielki przystojniak. Oczywiście babiarz wielki. Cicha myszka z pozoru. Pracuje tak jakby w mediach. Singielka. Walentynki. Brak partnerów. Jeden klub. Jedna noc. BUUUUUUUM DZIECKO! Już chyba wiecie o co mi chodzi. Genialne połączenie tych dwóch motywów. Wszystkie książki o takich bohaterach są zazwyczaj takie same. Ale nie ta książka nie jest taka. To jest dawka dobrego humoru. Oj tak, będziecie płakać ze śmiechu. Ja czytałam to w miejscu publicznym i ciężko było mi się hamować. Ta książka zawiera cudowne perełki czytaj teksty, które może wykorzystacie sobie kiedyś w jakiejś sytuacji. Ale najpierw przeczytajcie. Powiem wam że też sporo dowiedziałam się o hokeju. Tutaj mega dobrze były wyjaśnione różne rzeczy z tym związane. Więc jeśli was to jara to zachęcam jeszcze mocniej. Fajne jest to przynajmniej dla mnie że po kolei przeżywamy z główną bohaterką jej stan błogosławieństwa. Jak ja się dobrze bawiłam. Nabrałam małych obaw ale i tak książka świetna! No i co tu więcej mówić. Lepiej przeczytajcie sami i przekonajcie się jaka to perełka! Arcydzieło!
Historyczne bzdury o średniowieczu. Jak naprawdę żyło się w czasach dam i rycerzy?
Średniowiecze chyba właśnie dostało swoją wersję „oczekiwania kontra rzeczywistość”. Brudni, wiecznie głodni, bez higieny, bez rozrywki i oczywiście przekonani, że na każdą chorobę najlepszym rozwiązaniem jest upuszczenie krwi. Taki obraz epoki znamy całkiem dobrze, ale Anna Zielińska w Historycznych bzdurach o średniowieczu bierze te przekonania pod lupę i bardzo szybko okazuje się, że z rzeczywistością nie zawsze miały wiele wspólnego. Dużym plusem jest forma. Czyta się szybko, język jest lekki, pełen anegdot i ironii, a teksty źródłowe oraz ilustracje fajnie uzupełniają lekturę. To raczej książka, która ma rozbudzić ciekawość historią niż urządzić czytelnikowi trzygodzinny egzamin z mediewistyki. I chyba właśnie dlatego tak dobrze sprawdza się jako odświeżenie tego, co wydawało nam się, że już o średniowieczu wiemy.
The STEM (Smart-Tempting-Entirely-Mine)
Q: 🚩 Jaki jest Twój największy książkowy red flag? Jordan jest przyszłą chemiczką, jednak została wydalona z uczelni. Kobieta jest zmuszona wrócić do Rochester. Jordan uważa, że jest chodzącą porażką. Po drodze rozmyśla nad wynikami badań i na drodze nagle pojawia się kot. Cassidy jest strażakiem w Rochester. Właśnie dostał zgłoszenie o wypadku. Młoda kobieta uległa wypadkowi, jest też wyciek substancji chemicznej i uwaga niebezpieczne zwierzę 😅🐈. Mężczyzna jest rozwodnikiem, samotnie wychowuje córkę- Zarę. Kiedy przyjeżdża na miejsce zdarzenia, okazuje się, że doskonale zna poszkodowaną kobietę to jego wieloletnia sąsiadka 🤭. Po wypadku Jordie ląduje w miejscowym szpitalu, jest pod dobrą opieką, nie mogło być inaczej jej matka już o to zadbała🤭. Jordan wraca do rodzinnego domu, i jest kompletnie zagubiona. Bardzo chce poukładać swoje życie, z pomocą przychodzi jej mama, która załatwia jej pracę w szkole. Nauka przyrody to nie jest szczyt marzeń przyszłej chemiczki. Na zajęciach poznaje córkę swojego sąsiada. Kłopoty to drugie imię Jordan, i uwierzcie mi będzie ich sporo 🤭. Uwielbiam tę historię. Chemiczka, która została wydalona z uczelni, hot strażak, który jest wieloletnią miłością bohaterki i Zara, która jest totalnym słodzikiem. Ta historia jest przepełniona ogromną dawką humoru 🤭. Nie można zapomnieć o Cationie 🐈, który jest przyczyną kłopotów Jordie 😅. Autorki wspaniale wykreowały bohaterów, są idealni w każdym calu. Jordie i Cassidy wzajemnie oddziałują na siebie🤭. Jednak zawsze ktoś, albo coś im przeszkadza 🙄. Moment w którym między nimi coś „kliknęło” jest przepiękny, ale też przepełniony sporą dawką humoru.Ta historia pozwoliła mi zwolnić i chyba to lubię w niej najbardziej🥹. Nudy nie ma i nie będzie, mogę Wam to zagwarantować. I tylko spójrzcie na tę okładkę 😩🥹. Jest przepiękna. Czy polecam ? Tak, oczywiście, że tak.
Valland. Przeklęta krew
Recenzja: Jest to książka, która od pierwszych stron bardzo mnie wciągnęła. Historia Alekseya, którego przyszłość zostaje z góry zaplanowana przez ojca, szybko okazuje się o wiele bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. Z każdym kolejnym rozdziałem pojawiają się nowe sekrety, intrygi i pytania, na które chciałam jak najszybciej poznać odpowiedź. . Najbardziej urzekł mnie klimat tej historii. Pałacowe otoczenie, królewskie tajemnice i ciągłe napięcie tworzą naprawdę wyjątkową atmosferę. Podobało mi się również to, że bohaterowie mają własne charaktery, motywacje i tajemnice, przez co nie zawsze łatwo było przewidzieć ich kolejne decyzje. . Autorka świetnie buduje napięcie i kilka razy udało jej się mnie zaskoczyć. Fabuła jest pełna zwrotów akcji, a im więcej czytałam, tym bardziej chciałam odkryć, co tak naprawdę dzieje się w Valland. Zakończenie zdecydowanie pozostawiło mnie z niedosytem i masą pytań. To historia, która dostarczyła mi wielu emocji i na długo została w mojej głowie.
Valland. Przeklęta krew
Po okładce spodziewałam się miałkiej młodzieżówki. Moje zaskoczenie było niesamowite, kiedy otrzymałam bardzo dobrze skonstruowaną, wielowątkową powieść, która wciągnęła mnie od pierwszych stron. Zacznę od samego świata: jest prosty. Nie znajdziemy tutaj nie wiadomo jakich ras, miliona rodów i nazw, w których trudno byłoby się nam połapać. Prosty świat. Miecz, rycerstwo, arystokracja. Surowe fantasy, kojarzące mi się z czystym średniowieczem i właśnie czegoś takiego od dawna mi brakowało. Alecsey, to młody książę z królestwa Valland. Przed obowiązkiem zwykle stawiał zabawę, wymykanie się do karczm i zerkanie na urodziwe panny. Tylko obowiązek w końcu się o niego upomniał, a imię nosił Leanne. Właśnie to z księżniczką o tym olśniewającym imieniu, nasz Alec ma się ożenić. Dzięki takiemu aranżowanemu małżeństwu Valland połączyłby sojusz z królestwem Artonn. Tylko czy takie związki maja realną szansę na rozkwit uczucia? Czy mimo obustronnej niechęci młodych uda im się dojść do jakiegokolwiek porozumienia? Przyznaje, że bohaterowie czasami robili głupotki, ale nie były one irytujące. Raczej sprawiały, że na ustach pojawiał mi się pobłażliwy uśmiech. Rozwój postaci oraz fakt, że niektóre dynamiki między bohaterami osnute były nieufnością ; wszystko to sprawiło, że historia nie sprawiała wrażenia płytkiej, a bardzo solidnie rozbudowanej. Wątek miłosny natomiast stanowił ogromne, pozytywne zaskoczenie. Nie był oczywisty, a dzięki temu czytałam go z wypiekami na twarzy. Na pewno przeczytam kolejne książki autorki i mam nadzieję, że zakończenie sugeruje (tak, jak mi się wydaje) kolejny tom tej elektryzującej historii!