Recenzje
Dorosłość z ADHD, czyli między chaosem a kreatywnością
ADHD jeszcze do niedawna kojarzono głównie z dziećmi - z ruchliwymi chłopcami, którzy nie potrafią usiedzieć w miejscu. Tymczasem coraz więcej badań i doświadczeń życiowych pokazuje, że ADHD nie znika wraz z wiekiem. Towarzyszy przez całe życie, zmieniając jedynie swoją formę i wpływ na codzienne funkcjonowanie. Jako osoba, która sama żyje z ADHD i jednocześnie pracuje z dziećmi z tym zaburzeniem, mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem - ta książka jest niezwykle potrzebna, prawdziwa i wspierająca. Monika Kotlarek w swojej publikacji pokazuje, że ADHD to nie tylko trudności z koncentracją, impulsywność czy chaos organizacyjny. To również ogromny potencjał kreatywności, energii i empatii - o ile nauczymy się ten potencjał zrozumieć i odpowiednio nim kierować. Autorka w bardzo przystępny, a jednocześnie merytoryczny sposób tłumaczy, czym różni się ADHD u dorosłych od dziecięcego. Opisuje codzienne zmagania osób, które mimo pozornej „dorosłości” nadal borykają się z rozproszeniem, trudnością w planowaniu, prokrastynacją czy nadmiarem emocji. Co ważne - robi to bez oceniania, z ogromnym zrozumieniem i ciepłem. Książka dostarcza również praktycznych wskazówek - jak lepiej organizować codzienność, jak komunikować się z bliskimi, jak pracować zawodowo mimo trudności z koncentracją i jak przestać wstydzić się swojego mózgu, który po prostu działa inaczej. To, co najbardziej doceniam, to sposób, w jaki Monika Kotlarek pokazuje ADHD jako unikatowy sposób funkcjonowania, który - odpowiednio zrozumiany i zaakceptowany - może stać się wręcz supermocą. Dla mnie, jako osoby, która zna ADHD „od środka” i widzi jego wpływ od dzieciństwa po dorosłość, to przesłanie ma ogromne znaczenie. To lektura, która zwiększa świadomość społeczną, dodaje odwagi i daje nadzieję. Pokazuje, że z ADHD można nie tylko żyć, ale też żyć pełnią życia - świadomie, twórczo i w zgodzie ze sobą. 💡 Polecam tę książkę każdemu - osobom z ADHD, ich bliskim, nauczycielom, terapeutom i wszystkim, którzy chcą zrozumieć, jak wygląda świat widziany przez pryzmat tego wyjątkowego, nieneurotypowego umysłu.
Puck Off
„- Jesteś dziką różą, która wyrasta i kiełkuje nawet w najmniej sprzyjających okolicznościach, Rosie. Moją dziką różą.” W ostatnim czasie bardzo trudno jest mi wykrzesać z siebie chęci do czytania. Pragnąc wydostać się z tego stanu, postawiłam na jedną z moich ulubionych polskich autorek. Ludka Skrzydlewska i jej „Puck Off” mogło stać się dla mnie remedium… albo jeszcze bardziej pogłębić moją niechęć. Po raz kolejny przekonałam się o tym, że hokejówki to moja bezpieczna przystań, która potrafi wyciągnąć mnie z czytelniczego zastoju. „Puck Off” to historia Rosie i Matta, których połączyło krótkie namiętne spotkanie podczas przesiadki w drodze do Edmonton. Na tym jednak nie koniec, bo wkrótce ich drogi ponownie się przecinają — on jest nowym zawodnikiem drużyny hokejowej Edmonton Oilers, a ona ma naprawić jego reputację. Główna zasada Rosie brzmi „żadnych hokeistów”, ale akurat ten jeden uparcie nie daje o sobie zapomnieć. Co okaże się silniejsze, serce czy rozum? Takiej historii jak ta potrzebowałam: lekkiej, komfortowej, uroczej i gorącej. Takiej, przy której odpocznę i ukoję pędzące myśli. Bez bezsensownych dram i irytujących bohaterów. Emocjonalnej, dającej do myślenia, z ważnym przesłaniem. Cały ten pakiet otrzymałam w tym niepozornie wyglądającym dziele. Choć nie ukrywam, nie obyło się bez dość znaczącej wpadki… Czytacie ostrzeżenia zamieszczane na początku książki? Tym razem niestety zdradza nam istotną część fabuły, pozbawiając czytelnika efektu zaskoczenia oraz emocjonalnego kopa. Za to niestety zmuszona jestem obniżyć moją ocenę, bo mój odbiór całości uległ zmianie. Rosie i Matt to bohaterowie, których niezwykle łatwo obdarza się sympatią. Autentyczni, wrażliwi i poranieni przez los. Po ludzku dobrzy, zabawni, charakterni. Łącząca ich chemia jest namacalna i iskrząca, a potyczki słowne błyskotliwe i zadziorne. Ich zbliżenia cechuje namiętność, pasja i pikanteria. Ludka doskonale wie, jak pobudzić wyobraźnię i zmysły czytelniczek i tym razem również wychodzi jej to po mistrzowsku. Choć relacja Rosie i Matta zaczyna się właśnie od cielesności, to jednak jej istota tkwi we wspólnych doświadczeniach, które umacniają ich więź oraz pozwalają uporać się z dręczącymi demonami przeszłości i słabościami. Jestem zachwycona zarówno tym, jak i otoczką obyczajową, która zwraca uwagę na inne istotne tematy: nieuleczalna postępująca choroba, jaką jest stwardnienie rozsiane, czy problemy z rodzicami oraz poczucie zaniedbania w dzieciństwie. „Puck Off” to emocjonalny, angażujący i komfortowy romans hokejowy, który pokazuje, że pierwsze wrażenie potrafi być mylne, że każdy z nas jest osobną jednostką, której nie należy definiować ze względu na wykonywany zawód. Ludka Skrzydlewska stworzyła kolejną cudowną i pełną ciepła opowieść, która trafia prosto do serca. Przepadłam w niej, mimo iż z góry wiedziałam, co się stanie. Mając tę świadomość, i tak czytałam ją z ogromną przyjemnością. Uwielbiam to uniwersum, Ludka i Magda Szponar stworzyły coś absolutnie wspaniałego. Jeśli jeszcze nie znacie ekipy z Edmonton, czym prędzej to zmieńcie… a ja uciekam czytać „Reckless”! PS Matt to niekwestionowany książkowy mąż! Musicie go poznać 🔥
Serce na wodzy. Ranczo Srebrzyste Sosny #1
Coś dla fanów małomiasteczkowych romansów. Cece wraca do rodzinnego miasteczka po bolesnym rozstaniu. Wciąż dochodzi do siebie po zmianie, jaka zaszła u niej i do tego szuka nowej pracy. A w tym wszystkim pomaga jej najlepszy przyjaciel brata, Nash. Mężczyzna zmienił się i Cece ciężko jest przechodzić obok niego obojętnie. „Serce na wodzy” to pierwszy tom serii o kowbojskich romansach i już wiem, że będę czytać kolejne. Historia należy do tych lżejszych i przyjemnych książek, które świetnie się czyta. Bardzo podobał mi się styl pisania autorki, który mnie wciągnął i naprawdę dobrze czytało mi się historię Cece i Nash’a, która łączy w sobie motywy przyjaciela brata i romansu biurowego. A w to wszystko świetnie wpleciony jest wątek rodziny Cece, która bardzo się wspierała i zawsze służyła pomocą. Bohaterowie bardzo siebie pasowali. Czuć było chemię między nimi i to, jak ciężko było im obojgu powstrzymywać się od poddania uczuciu, jakie między nimi zakwitło. Irytowało mnie tylko to, że autorka tak dużo uwagi skupiła na fizyczności ich relacji. Cece i Nash zachowywali się jak dwójka niewyżytych seksualnie ludzi, która myśli o seksie 24/7. Nie licząc tego małego przytyku to historia była naprawdę dobra i świetnie spędziłam z nią czas.
Serce na wodzy. Ranczo Srebrzyste Sosny #1
Romans kowbojski czy hokejowy? Jeżeli ciężko Wam zdecydować, to z pomocą przychodzi tytuł „Serce na wodzy” - akcja książki ma miejsce na rodzinnym ranczu, a jej bohaterem jest… Nash - były zawodnik hokeja, który teraz świetnie odnajduje się w roli dorywczego kowboja i trenera dziecięcej drużyny hokejowej w miasteczku. Kiedyś był znany z lekkiego podejścia do życia, nieprzemyślanych decyzji i przygód na jedną noc. Dzisiaj już nie chce mieć nic wspólnego z tamtym chłopakiem. Jego codzienność wypełniają obowiązki, rodzina i podopieczni, którym pragnie przekazać całą swoją miłość do sportu na lodzie. Nie ma w niej miejsca dla kobiet. Chyba, że… Tą kobietą jest Cecilia Ashby, która po latach wraca ze złamanym sercem do rodzinnego miasteczka. W niczym nie przypomina już tamtej dziewczynki, którą Nash od zawsze miał w zwyczaju chronić. Zachowywał się jak jej trzeci starszy brat, ale nic dziwnego, w końcu przyjaźnił się z tamtymi dwoma… tylko, że jego działania były podyktowane czymś jeszcze. Czymś, z czego mężczyzna zdał sobie sprawę dopiero wtedy, gdy Cece zerwała swoje zaręczyny, wróciła z wielkiego miasta i zaczęła szukać swojego miejsca w Laurel Creek. To nigdy nie miały być jego ramiona. A jednak to tam trafiała w niemal każdą samotną noc. Początkowo w umowie była tylko jedna. Później… każda kolejna miała być tą ostatnią. Ale mężczyzna, który nie bawił się w związki, za bardzo polubił poranki, w których nie budził się sam. A jego serce budziło się do życia. „Serce na wodzy” to jeden z tych lekkich, zabawnych i totalnie niewymagających romansów - tak naprawdę oprócz rozwijania relacji głównych bohaterów, niewiele się tutaj dzieje. Jest niby wątek żał0by, tr.umy i wychodzenia z t0ksycznej relacji, ale to wszystko stanowi raczej tło dla romansu. Jest więcej spicy scen niż takich, które wywołają w czytelniku jakieś głębsze emocje. Warto wziąć to pod uwagę, sięgając po ten tytuł, bo w przeciwnym razie mógłby Was trochę rozczarować. Czy ja się czuję zawiedziona? Raczej nie - nie nastawiałam się tutaj na żadną miłość, a po prostu lekki i przyjemny romansik do przeczytania w jeden czy dwa wieczory. I jako taka opcja sprawdził się super. To taki typowy i nieco schematyczny małomiasteczkowy romans, który ma jednak w sobie jakiś urok. Porównałabym go trochę do twórczości Laury Pavlov i serii „Magnolia Falls” - powieści raczej bez większych zachwytów i zaskoczeń, ale można miło spędzić przy nich czas. Po prostu, jeżeli o mnie chodzi, to lubię dawać dodatkowe punkty książkom bez niepotrzebnych dram i t0ksycznych akcji pomiędzy bohaterami, które mają za zadanie jedynie grać czytelnikowi na emocjach. A „Serce na wodzy” kupiło mnie dodatkowo swoim humorem i ciepłym klimatem małego miasteczka. Czasami są takie dni, że nie potrzeba nic więcej. Jedynie, co mi kompletnie nie siadło, to tłumaczenie spicy scen - oszczędzę Wam konkretnych przykładów, ale uwierzcie, że nie raz mnie zmroziło zamiast rozpalić. Kto używa takich słów? Normalnie olałabym temat, ale w książce, w której tych scen pojawia się naprawdę dużo, trudno nie zwrócić na to uwagi. I nie wiedziałam jak ocenić ten tytuł, biorąc pod uwagę jakość tłumaczenia… Sprawiedliwie to będzie takie 3.25/5 i po prostu będę udawała, że niektóre rzeczy da się „odprzeczytać”. Dla dobra tej fabuły XD I nie będzie to nic odkrywczego, ale „Serce na wodzy” w oryginale na pewno wypada dużo lepiej i po raz kolejny żałuję, że nie czytam po angielsku. Mimo wszystko, wiecie jak jest… „Chestnut Springs” właśnie się skończyło, więc łapię się wszystkiego, co chociaż troszkę załata mi tę dziurę. Widzę potencjał w tym Ranczu i czekam na kolejne tomy.
The ASMR (Arrogant-Sexy-Messy-Roommate)
"I nie wiem, kiedy przeszliśmy od "nienawidzę typa" do "uśmiecham się przez tego idiotę", ale chyba już nie będę marudzić." Parker miała wynająć dom razem ze swoją przyjaciółką i zacząć nowy etap w swoim życiu. Przed samą wyprowadzką dowiaduje się, że jej przyjaciółka dostała się na wymarzony staż i nie będą razem mieszkać. Jordie nie ma zamiaru zostawić Parker na lodzie. Znajduje zastępstwo na współlokatora. Pomiędzy Parker o Cameronem od początku lecą iskry i żadne z nich nie rezygnuje z okazji, aby dogryźć drugiemu. Dziewczyna potrzebuje ciszy, aby pracować i nagrywać audiobooki i ASMR-y, a Cameron ciągle hałasuje, w dodatku nie sam... 🤭 Ale to nie jest najgorsze.. Po tym, jak Parker trafia do szpitala, Cam podaję się za jej narzeczonego. I tego kłamstwa nie da się tak łatwo odwrócić i muszą udawać parę. Co z tego udawania wyniknie? Co ukrywa Cameron? Czy skończy się to happy endem, czy może złamanym sercem? Pióro tych autorek dobrze znam. I byłam bardzo ciekawa jak to wyjdzie w duecie 🤭 I muszę przyznać, że wyszło całkiem nieźle 😁 Spodobał mi się pomysł na tych bohaterów (choć nie od samego początku). Ona-kochająca cmentarny klimat, znicze i czarny kolor. (choć myślałam, że będzie więcej scen z cmentarza 🤭) On-totalne jej przeciwieństwo. Żartobliwy, radosny, uśmiechnięty i pozytywnie nastawiony. Ale przeciwieństwa się przyciągają, prawda? Lekki styl autorek + nutka humoru +oryginalni bohaterowie + ich ciągłe przepychanki słowne oraz udawany związek = książka idealna na rozluźnienie i oderwanie się od codzienności. Bardzo podobało mi się zachowanie Cama w drugiej połowie książki. Jak wpłynął na Parker, jak patrzyła na samą siebie, jak uwierzyła w to, że zasługuje na wszystko. Również podobało mi się to, że potrafił 'utemperować' przyszłą teściową 🤭 Te wszytskie określenia - to było urocze. Ale ... Nie będzie ciągle tak słodko i wesoło! Tam za rogiem czają się tajemnice, które niosą za sobą chaos, niewyjaśnione sprawy i niebezpieczeństwo! Jak to się skończy? Sprawdźcie sami!