Recenzje
Mamie na ratunek. Jak radzić sobie z napadami złości u dziecka
Kilka miesięcy temu po raz pierwszy zetknęłam się z tą serią przy okazji czytania jednej z części ,,Mamie na ratunek”. Bardzo spodobała mi się tamta pozycja i teraz ponownie postanowiłam wrócić do innych części. Tym razem także się nie zawiodłam.
Któż z rodziców nie miał problemu z napadami złości u swojego dziecka choć raz w swoim życiu? Zapewne nie znajdzie się taka osoba. Nie raz można zauważyć wrzeszczące na ulicy pociechy, czy rzucające się na ziemię w sklepie, gdy opiekunowie nie chcą wykonać ich próśb. Takie zachowanie jest jak najbardziej naturalne, jednak budzi pewne kontrowersje w społeczeństwie…
Napady złości zdarzają się najczęściej w wieku 2. lat, choć nie jest to regułą. Niektórzy rodzice wyznają, że u ich dzieci zaczęły się, gdy tamte miały trochę ponad rok! Takie wybuchy maluchów są jak najbardziej potrzebne, gdyż tylko wtedy są w stanie zwrócić na siebie uwagę rodzica. Nie oznaczają one jednak, że jesteśmy złymi opiekunami, choć krążą takie nieprawdziwe mity.
Zdarzają się one średnio 2 razy w tygodniu. Dziecko w ten sposób stara się wyrazić swoje emocje, których nie powinno w sobie tłumić.
Można je jednak zminimalizować, stosując niektóre metody. Gdy dziecko zrobi coś złego warto wytłumaczyć mu to od razu, a nie za kilka godzin, gdyż maluch nie powiąże tych dwóch sytuacji.
Tym razem książka także bardzo mi się podobała. Jestem zachwycona tym cyklem. Książeczka podzielona jest na rozdziały przez co łatwiej się czyta. Dobrym pomysłem było wprowadzenie także opinii ,,Mądra mama”.
Jedne pozycje podobają nam się więcej, drugie mniej. Ten cykl jednak z każdą kolejną pozycją podoba mi się coraz bardziej i nie żałuję, że po niego sięgnęłam. Spędziłam przy tej książeczce kilka przyjemnych godzin!
Pomimo tego, że nie jestem jeszcze rodzicem lubię czytać takie książki, na przyszłość. Z pewnością jeszcze nie raz powrócę do tej pozycji.
,,Mamie na ratunek. Jak radzić sobie z napadami złości u dziecka” to wspaniała pozycja zarówno dla tych obecnych, jak i przyszłych rodziców, która pozwoli Wam spojrzeć na pewne sprawy inaczej. Mi się bardzo podobała i mam nadzieję, że Wy także się nie zawiedziecie!
Któż z rodziców nie miał problemu z napadami złości u swojego dziecka choć raz w swoim życiu? Zapewne nie znajdzie się taka osoba. Nie raz można zauważyć wrzeszczące na ulicy pociechy, czy rzucające się na ziemię w sklepie, gdy opiekunowie nie chcą wykonać ich próśb. Takie zachowanie jest jak najbardziej naturalne, jednak budzi pewne kontrowersje w społeczeństwie…
Napady złości zdarzają się najczęściej w wieku 2. lat, choć nie jest to regułą. Niektórzy rodzice wyznają, że u ich dzieci zaczęły się, gdy tamte miały trochę ponad rok! Takie wybuchy maluchów są jak najbardziej potrzebne, gdyż tylko wtedy są w stanie zwrócić na siebie uwagę rodzica. Nie oznaczają one jednak, że jesteśmy złymi opiekunami, choć krążą takie nieprawdziwe mity.
Zdarzają się one średnio 2 razy w tygodniu. Dziecko w ten sposób stara się wyrazić swoje emocje, których nie powinno w sobie tłumić.
Można je jednak zminimalizować, stosując niektóre metody. Gdy dziecko zrobi coś złego warto wytłumaczyć mu to od razu, a nie za kilka godzin, gdyż maluch nie powiąże tych dwóch sytuacji.
Tym razem książka także bardzo mi się podobała. Jestem zachwycona tym cyklem. Książeczka podzielona jest na rozdziały przez co łatwiej się czyta. Dobrym pomysłem było wprowadzenie także opinii ,,Mądra mama”.
Jedne pozycje podobają nam się więcej, drugie mniej. Ten cykl jednak z każdą kolejną pozycją podoba mi się coraz bardziej i nie żałuję, że po niego sięgnęłam. Spędziłam przy tej książeczce kilka przyjemnych godzin!
Pomimo tego, że nie jestem jeszcze rodzicem lubię czytać takie książki, na przyszłość. Z pewnością jeszcze nie raz powrócę do tej pozycji.
,,Mamie na ratunek. Jak radzić sobie z napadami złości u dziecka” to wspaniała pozycja zarówno dla tych obecnych, jak i przyszłych rodziców, która pozwoli Wam spojrzeć na pewne sprawy inaczej. Mi się bardzo podobała i mam nadzieję, że Wy także się nie zawiedziecie!
book-and-cooking.blogspot.com Kruszynka
Musimy pogadać. Trudne rozmowy z dzieckiem
Autor jest profesorem etnometodologii na Wydziale Edukacji Uniwersytetu w Calgary. Bada relacje i sposób porozumiewania się rodzica z dzieckiem. Jest żonaty, ma troje dzieci i sześcioro wnucząt.
Richard Heyman uważa, że nie ma tematów, których nie możemy poruszyć w rozmowie z dzieckiem. Musimy jednak pamiętać, że należy dobrać słowa odpowiednio do wieku, płci i etapu rozwoju umysłowego naszego potomka. Kiedy mówisz do dziecka zawsze kieruj się nie tylko głową, ale i sercem. Rozmowa z dziesięciolatkiem o rozstaniu jego rodziców na pewno wywoła silne emocje, dziecko będzie zdezorientowane, rozgoryczone, rozżalone, jego marzeniem będzie, by rodzice wrócili do siebie, by było jak dawniej.
Nie należy do naszego potomka mówić lekceważąco, traktujmy go z należytym szacunkiem i nie ignorujmy jego zmartwień, smutków, problemów.
Nie powinniśmy także krzyczeć na dziecko, bo to niczego nie rozwiąże, nie zmieni. Wiem, proste to nie jest, ale warto spróbować, by nasza pociecha ufała nam, kochała nas i szanowała. Warto bowiem być przyjacielem swojego dziecka, wtedy ono zwierzy się nam, będzie nam ufać, a nasze relacje będą dobre.
Richard Heyman uważa, że nie ma tematów, których nie możemy poruszyć w rozmowie z dzieckiem. Musimy jednak pamiętać, że należy dobrać słowa odpowiednio do wieku, płci i etapu rozwoju umysłowego naszego potomka. Kiedy mówisz do dziecka zawsze kieruj się nie tylko głową, ale i sercem. Rozmowa z dziesięciolatkiem o rozstaniu jego rodziców na pewno wywoła silne emocje, dziecko będzie zdezorientowane, rozgoryczone, rozżalone, jego marzeniem będzie, by rodzice wrócili do siebie, by było jak dawniej.
Nie należy do naszego potomka mówić lekceważąco, traktujmy go z należytym szacunkiem i nie ignorujmy jego zmartwień, smutków, problemów.
Nie powinniśmy także krzyczeć na dziecko, bo to niczego nie rozwiąże, nie zmieni. Wiem, proste to nie jest, ale warto spróbować, by nasza pociecha ufała nam, kochała nas i szanowała. Warto bowiem być przyjacielem swojego dziecka, wtedy ono zwierzy się nam, będzie nam ufać, a nasze relacje będą dobre.
asymaka.blogspot.com asymaka, 2013-03-17
Subtelna rewolucja. Liczenie od pierwszego roku życia
Glenn Doman jest ojcem Janet, z którą wspólnie napisał "Subtelną rewolucję...", to trzecia książka z tej serii, z jaką się zapoznałam. Dosyć kontrowersyjny to temat, uczenie małego dziecka czytania, a teraz, w tym tytule liczenia. Podchodziłam do tego raczej sceptycznie, delikatnie mówiąc.
Autor ukończył fizjoterapię na Uniwersytecie Pensylwanii, od tamtej pory prowadził badania dotyczące mózgu dzieci. Pracował w stu różnych krajach, od bardzo dobrze rozwiniętych, po prymitywne.
Janet Doman to dyrektor Instytutu Osiągania Ludzkiego Potencjału w Filadelfii, który w 1955 roku założył jej ojciec. Tutaj się wychowała, od dzieciństwa angażując się w pomoc dzieciom z uszkodzeniami mózgu. Skończyła studia na tej samej, co ojciec uczelni, po czym zajęła się pracą w instytucie.
W tym amerykańskim miejscu badań odkryto, że maluchy mogą nauczyć się wszystkiego, wystarczy tylko jasno i czytelnie im to przekazać, potrafią nawet czytać i liczyć! Nieprawdopodobne? A jednak wykonalne!
Osiągnięcie tego celu jest możliwe, a ten tytuł ma nam w tym pomóc. Nauka może przynieść dziecku radość, jeżeli odpowiednio do tego podejdziemy, jeśli zrozumiemy istotę tego zagadnienia. Nie wiem, czy to działa, ponieważ nie czuję potrzeby uczenia mojej córeczki liczyć, ale jeżeli ktoś ma ochotę, to polecam tę właśnie pozycję. Wszystko jest tu jasno i dokładnie wyjaśnione, poparte latami doświadczeń i pracy, zaangażowania wielu osób, zarówno autorów, dzieci, jak i ich rodziców. Ta książka jest dowodem na to, że małe dzieci mogą, chcą i potrafią liczyć!
Autor ukończył fizjoterapię na Uniwersytecie Pensylwanii, od tamtej pory prowadził badania dotyczące mózgu dzieci. Pracował w stu różnych krajach, od bardzo dobrze rozwiniętych, po prymitywne.
Janet Doman to dyrektor Instytutu Osiągania Ludzkiego Potencjału w Filadelfii, który w 1955 roku założył jej ojciec. Tutaj się wychowała, od dzieciństwa angażując się w pomoc dzieciom z uszkodzeniami mózgu. Skończyła studia na tej samej, co ojciec uczelni, po czym zajęła się pracą w instytucie.
W tym amerykańskim miejscu badań odkryto, że maluchy mogą nauczyć się wszystkiego, wystarczy tylko jasno i czytelnie im to przekazać, potrafią nawet czytać i liczyć! Nieprawdopodobne? A jednak wykonalne!
Osiągnięcie tego celu jest możliwe, a ten tytuł ma nam w tym pomóc. Nauka może przynieść dziecku radość, jeżeli odpowiednio do tego podejdziemy, jeśli zrozumiemy istotę tego zagadnienia. Nie wiem, czy to działa, ponieważ nie czuję potrzeby uczenia mojej córeczki liczyć, ale jeżeli ktoś ma ochotę, to polecam tę właśnie pozycję. Wszystko jest tu jasno i dokładnie wyjaśnione, poparte latami doświadczeń i pracy, zaangażowania wielu osób, zarówno autorów, dzieci, jak i ich rodziców. Ta książka jest dowodem na to, że małe dzieci mogą, chcą i potrafią liczyć!
asymaka.blogspot.com asymaka, 2013-03-17
Subtelna rewolucja. Wykorzystaj potencjał swojego malucha od pierwszego dnia życia
Książka ta pisana była przez ponad 50 lat, więc włożono w nią wiele pracy i czasu, mnóstwo wysiłku. Matki były obserwatorkami pracy badawczej, dzieliły się swoimi spostrzeżeniami, mobilizowały do działań. Także dzieci pozwalały poznać siebie, były cierpliwe i błyskotliwe. I znowu spotykam się, w kolejnej już książce, ze stwierdzeniem, że:
"DZIECI SĄ NAJWSPANIALSZYM DOBREM, JAKI OTRZYMUJEMY OD LOSU."
Powtarzam się? Na pewno, ale w tym temacie zgadzam się z autorami jak najbardziej.
Mózg zaczyna się rozwijać u dziecka już w łonie matki. Pierwszy rok życia to niezwykła nauka, wtedy maleństwo rozwija się niebywale szybko. To bardzo ważny etap dla rozwoju mózgu właśnie.
Matki są dla swoich potomków najlepszymi na świecie nauczycielami, niestety w naszych dziwnych czasach zbyt szybko oddaje się maluszka pod opiekę osób trzecich. Bycie matka staje się niemodne, mało użyteczne.
Dziecko ma potrzeby nie tylko fizjologiczne, ale także emocjonalne, poza tym powinno rozwijać swoje zdolności, wtedy staje się sprawne i fizycznie, i intelektualnie.
Przedstawiam tutaj suche fakty, czy je popieram? Czy się z nimi zgadzam? To zależy jak na to wszystko spojrzeć, na pewno warto pomagać dziecku, wspierać je i tłumaczyć, wspierać w dążeniu do samorealizacji.
"Z tej książki dowiesz się, jak zapewnić dziecku najlepszy start do osiągnięcia pełni jego możliwości."
Polecam, a sama sięgam po kolejne tytuły z tej serii.
"DZIECI SĄ NAJWSPANIALSZYM DOBREM, JAKI OTRZYMUJEMY OD LOSU."
Powtarzam się? Na pewno, ale w tym temacie zgadzam się z autorami jak najbardziej.
Mózg zaczyna się rozwijać u dziecka już w łonie matki. Pierwszy rok życia to niezwykła nauka, wtedy maleństwo rozwija się niebywale szybko. To bardzo ważny etap dla rozwoju mózgu właśnie.
Matki są dla swoich potomków najlepszymi na świecie nauczycielami, niestety w naszych dziwnych czasach zbyt szybko oddaje się maluszka pod opiekę osób trzecich. Bycie matka staje się niemodne, mało użyteczne.
Dziecko ma potrzeby nie tylko fizjologiczne, ale także emocjonalne, poza tym powinno rozwijać swoje zdolności, wtedy staje się sprawne i fizycznie, i intelektualnie.
Przedstawiam tutaj suche fakty, czy je popieram? Czy się z nimi zgadzam? To zależy jak na to wszystko spojrzeć, na pewno warto pomagać dziecku, wspierać je i tłumaczyć, wspierać w dążeniu do samorealizacji.
"Z tej książki dowiesz się, jak zapewnić dziecku najlepszy start do osiągnięcia pełni jego możliwości."
Polecam, a sama sięgam po kolejne tytuły z tej serii.
asymaka.blogspot.com asymaka, 2013-03-16
Subtelna rewolucja. Czytanie od pierwszego roku życia
Już sam tytuł nastawia mnie negatywnie do tej książki, jestem oburzona, bo jak to? Dwunastomiesięczne dziecko mam uczyć czytania? A po co? A gdzie beztroskie chwile dzieciństwa? Już nie wspominając, że ono nie mówi?
Autorzy już na początku przekonują nas, że "na świecie żyją dziesiątki tysięcy dzieci (...), które nauczyły się wczesnego czytania dzięki tej książce". Cieszy mnie to, ponieważ mam dwójkę maluchów w domu i będę ich na pewno musiała nauczyć tej sztuki, jednak wolałabym zrobić to później, moim zdaniem dwa i pół roku to jednak za wcześnie, a tyle ma w tej chwili moje najmłodsze dziecko...
"Wielu rodziców mówi, że przyjemność bycia z ich dzieckiem, uczenia go czytania i obserwowanie jego rozwoju dzień po dniu to najwspanialsze doświadczenie w ich życiu."
W nauce czytania niebywale ważna jest wytrwałość, cierpliwość, konsekwencja, systematyczność. Rodzic powinien być nastawiony do tego optymistycznie, podchodzić do tego z entuzjazmem. To ma być największa przygoda, radość, zabawa, a jednocześnie nauka, nie kara a nagroda, nie obowiązek, lecz przyjemność. Oczywiście im wcześniej zaczniemy naukę, tym lepiej, a do naszego potomka powinniśmy podchodzić z szacunkiem, jeżeli nie mamy humoru, jesteśmy zmęczeni i smutni, lepiej nie uczyć się, poczekać, aż wróci zarówno nam, jak i dziecku dobry nastrój. Ćwiczmy z naszą pociechą regularnie, a jeżeli nie bawimy się dobrze, przerwijmy naukę!
Autorzy już na początku przekonują nas, że "na świecie żyją dziesiątki tysięcy dzieci (...), które nauczyły się wczesnego czytania dzięki tej książce". Cieszy mnie to, ponieważ mam dwójkę maluchów w domu i będę ich na pewno musiała nauczyć tej sztuki, jednak wolałabym zrobić to później, moim zdaniem dwa i pół roku to jednak za wcześnie, a tyle ma w tej chwili moje najmłodsze dziecko...
"Wielu rodziców mówi, że przyjemność bycia z ich dzieckiem, uczenia go czytania i obserwowanie jego rozwoju dzień po dniu to najwspanialsze doświadczenie w ich życiu."
W nauce czytania niebywale ważna jest wytrwałość, cierpliwość, konsekwencja, systematyczność. Rodzic powinien być nastawiony do tego optymistycznie, podchodzić do tego z entuzjazmem. To ma być największa przygoda, radość, zabawa, a jednocześnie nauka, nie kara a nagroda, nie obowiązek, lecz przyjemność. Oczywiście im wcześniej zaczniemy naukę, tym lepiej, a do naszego potomka powinniśmy podchodzić z szacunkiem, jeżeli nie mamy humoru, jesteśmy zmęczeni i smutni, lepiej nie uczyć się, poczekać, aż wróci zarówno nam, jak i dziecku dobry nastrój. Ćwiczmy z naszą pociechą regularnie, a jeżeli nie bawimy się dobrze, przerwijmy naukę!
asymaka.blogspot.com asymaka, 2013-03-17