Recenzje
ABC mądrego rodzica. Droga do sukcesu
I ja tak uważam, choć wiem, jaki ten skarb bywa czasem ciężki i trudny do udźwignięcia! Jako rodzic próbuje dziecko nauczyć wszystkiego, co dobre, piękne, wartościowe, staram się "przekazać całą swoją mądrość życiową, nabytą przez lata różnorodnych doświadczeń i przemyśleń". Każda mama chce przecież jak najlepiej dla swojej pociechy, chce, by jej dziecko było szczęśliwe, beztroskie, radosne, zostało w życiu "kimś", odniosło sukces. Niestety wychowywanie małego człowieka nie jest wcale takie proste i łatwe, jakby się mogło wydawać osobom potomstwa nie mającym. Z tego też powodu warto wesprzeć swoje własne doświadczenia książką taką, jak ta. Tutaj znajdziemy bowiem metody, dzięki którym uda nam się jak najlepiej wychować dziecko na człowieka spełnionego i szczęśliwego.
Autorka tłumaczy nam, próbuje przekonać, że wszystkie maluchy są mądre i inteligentne. Uczą się nadzwyczaj szybko, mają ogromny potencjał intelektualny. Trzeba utwierdzać dziecko w przekonaniu, że jest dużo warte, powinno nie mieć kompleksów, wierzyć w siebie i w swoje możliwości. Nasz potomek powinien mieć pewność, że jest bardzo mocno i bezwarunkowo kochany, wtedy ma poczucie bezpieczeństwa, znajduje w nas oparcie i nie wątpi w nasze uczucia, wierzy w siebie! Nie należy mówić: "Nie kocham Cię", nawet jeżeli dziecko jest niegrzeczne, czy tylko dlatego, że jesteśmy zmęczeni, sfrustrowani, smutni. Nigdy nie wolno tak zwracać się do dziecka!
Ważne jest również jak najczęstsze przytulanie, głaskanie, ponieważ nasz szkrab potrzebuje naszej bliskości, naszego ciepła, dotyku, miłości.
Książka mówi o tym, jak budować pewność siebie naszych potomków, pomaga nam być jak najlepszymi rodzicami. Uczy nas, jak wspierać dziecko, by potrafiło poradzić sobie ze swoimi emocjami. Polecam ją każdemu rodzicowi, a sama jestem bardzo zadowolona z tego, że sięgnęłam po ten tytuł i jeszcze niejednokrotnie wrócę do niego, bo rola rodzica to trudna i odpowiedzialna praca. Autorka sama jest matką, uważa, że każde dziecko jest wyjątkowe.
Autorka tłumaczy nam, próbuje przekonać, że wszystkie maluchy są mądre i inteligentne. Uczą się nadzwyczaj szybko, mają ogromny potencjał intelektualny. Trzeba utwierdzać dziecko w przekonaniu, że jest dużo warte, powinno nie mieć kompleksów, wierzyć w siebie i w swoje możliwości. Nasz potomek powinien mieć pewność, że jest bardzo mocno i bezwarunkowo kochany, wtedy ma poczucie bezpieczeństwa, znajduje w nas oparcie i nie wątpi w nasze uczucia, wierzy w siebie! Nie należy mówić: "Nie kocham Cię", nawet jeżeli dziecko jest niegrzeczne, czy tylko dlatego, że jesteśmy zmęczeni, sfrustrowani, smutni. Nigdy nie wolno tak zwracać się do dziecka!
Ważne jest również jak najczęstsze przytulanie, głaskanie, ponieważ nasz szkrab potrzebuje naszej bliskości, naszego ciepła, dotyku, miłości.
Książka mówi o tym, jak budować pewność siebie naszych potomków, pomaga nam być jak najlepszymi rodzicami. Uczy nas, jak wspierać dziecko, by potrafiło poradzić sobie ze swoimi emocjami. Polecam ją każdemu rodzicowi, a sama jestem bardzo zadowolona z tego, że sięgnęłam po ten tytuł i jeszcze niejednokrotnie wrócę do niego, bo rola rodzica to trudna i odpowiedzialna praca. Autorka sama jest matką, uważa, że każde dziecko jest wyjątkowe.
asymaka.blogspot.com asymaka, 2013-03-16
Alchemia zen. Świadome życie według duchowego mistrza Osho
„Alchemia zen. Świadome życie według duchowego mistrza Osho” Swami Chatanya Keerti jest pozycją interesującą, czyta się ją dość lekko i przyjemnie a przy tym nie raz daje do myślenia i niejednokrotnie wskazuje, że wart jest medytować.
We wprowadzeniu możemy dowiedzieć się paru informacji o autorze, przy czym ta część napisana jest przez Bhagawati Morris, czyli nie przez samego autora pozycji. Jak możemy dowiedzieć się już na samym początku książka ta jest zbiorem artykułów, które pierwotnie napisane były do różnych gazet czy magazynów. Nie dziwi więc fakt, gdy pewne motywy się powtarzają, powielają w pewien sposób by w jednym miejscu coś dodać, gdzieś coś ominąć czy spojrzeć z trochę innej strony.
Możemy na stronicach „Alchemii zen” znaleźć liczne odwołania do wypowiedzi czy poglądów Osho, w końcu pozycja ta jest połączeniem „nauki Osho i własną wiedzą” Swami Chatanya Keerti. Przywołane są tutaj również przeróżne „opowiastki”, które ilustrują pewne zawarte w danym „temacie” myśli. Książka ta zawiera takie działy jak: zen na co dzień, sztuka medytacji, prawdziwa twarz, wyższy poziom miłości, tu i teraz, mistyczna kraina.
Nie będę tu długo się rozwodzić nad tym ile alchemii czy zen w ogóle znajduje się w tej pozycji. Gdyż alchemii jako przemiany chociażby ołowiu w złoto tu nie znajdziemy. Jednak rozumiejąc ją jako ogólnie przemianę to już tu prostej odpowiedzi nie ma. Uznaje się w tej książce za „największą alchemię” – zen, za „prawdziwą alchemią życia” – miłość, za „prawdziwą alchemią religii” – przyglądanie, zaś „buddyjską alchemią” obejmuje się zagadnienie: „każde zło można przekształcić w ścieżkę Bodhi (mądrości), ścieżkę, na której staniemy się Buddą”. Czy jest to nadużycie, nadinterpretacja? Pozostawiam to czytelnikom tak jak temat związany z zen. Pozycja ta może się spodobać tym, którzy lubią książki Anthony’ego de Mello, poglądy samego Osho, do gustu powinna też przypaść sympatykom Paulo Coelho.
Pomocą przy czytaniu tej pozycji bywają przypisy, przypomnienia tłumacza (przyp. tłum.)wyjaśniające jakieś pojęcie bądź krótko przedstawiające daną postać. W pewnych miejscach można znaleźć na stronicach tejże „Alchemii zen” pewne wskazówki dotyczące medytacji. Niektóre poglądy zawarte w niej mogą u niektórych budzić przeciw, niektóre z nich są dyskusyjne, inne dość ciekawe i możliwe po pewnym przemyśleniu do zaakceptowania. Inne zaś już jakby skądś znane, gdzieś zasłyszane.
Niestety możemy znaleźć w tej książce, a przynajmniej w egzemplarzu, który trafił do mych rąk, pewne błędy typu: „być możesz nie dostrzegasz” czy „należących do kanonu sakralnej literatura staroindyjskiej”. Jest takich nazwijmy to przejęzyczeń kilka, na szczęście da się wyłapać sens zdań i tylko odrywa to od lektury na chwilę. Inną „zagwostką” jest zaprezentowana na str. 110 (w książce wydanej przez Wydawnictwo Helion) medytacja kundalini. Mamy tu: „Nie otwieraj oczu i połóż się bez ruchu.<<...Pozwól wstrząsom się pojawić; nie wywołuj ich. Stój w milczeniu i poczuj, że się zbliżają.(…)>>”. Jeśli przytoczony w książce cytat dotyczy innego etapu niż czwarty pod którym właśnie się znajduje, bardzo by się taka informacja przydała. Inaczej on dezorientuje czytelnika. Nie wiadomo czy ma się dalej leżeć czy wstać… a może dotyczy to dopowiedzenie etapu pierwszego? Jakkolwiek by to nie miało być w tej wersji powoduje chwilowy chaos.
„Alchemia zen” jest pozycją, która może się podobać jak również i nie podobać. Jeśli komuś nie przypadają do gustu poglądy Osho to bardzo prawdopodobnym jest, że ta pozycja również nie będzie na liście tych ulubionych, wartych do przeczytania. Jeśli ktoś jest wielkim zwolennikiem teorii przedstawianych przez niego to duże prawdopodobieństwo jest, że polubi tę książkę i z miłą chęcią po nią sięgnie. Dla reszty może być oczywiście różnie. Mnie osobiście przypadła do gustu, choć z pewnymi ‘ale’. Pomyślę nawet czy komuś z mego otoczenia nie dać jej w prezencie. No cóż zobaczę co i jak, ale myślę, że to może stać się dla tej osoby ciekawą przygodą.
We wprowadzeniu możemy dowiedzieć się paru informacji o autorze, przy czym ta część napisana jest przez Bhagawati Morris, czyli nie przez samego autora pozycji. Jak możemy dowiedzieć się już na samym początku książka ta jest zbiorem artykułów, które pierwotnie napisane były do różnych gazet czy magazynów. Nie dziwi więc fakt, gdy pewne motywy się powtarzają, powielają w pewien sposób by w jednym miejscu coś dodać, gdzieś coś ominąć czy spojrzeć z trochę innej strony.
Możemy na stronicach „Alchemii zen” znaleźć liczne odwołania do wypowiedzi czy poglądów Osho, w końcu pozycja ta jest połączeniem „nauki Osho i własną wiedzą” Swami Chatanya Keerti. Przywołane są tutaj również przeróżne „opowiastki”, które ilustrują pewne zawarte w danym „temacie” myśli. Książka ta zawiera takie działy jak: zen na co dzień, sztuka medytacji, prawdziwa twarz, wyższy poziom miłości, tu i teraz, mistyczna kraina.
Nie będę tu długo się rozwodzić nad tym ile alchemii czy zen w ogóle znajduje się w tej pozycji. Gdyż alchemii jako przemiany chociażby ołowiu w złoto tu nie znajdziemy. Jednak rozumiejąc ją jako ogólnie przemianę to już tu prostej odpowiedzi nie ma. Uznaje się w tej książce za „największą alchemię” – zen, za „prawdziwą alchemią życia” – miłość, za „prawdziwą alchemią religii” – przyglądanie, zaś „buddyjską alchemią” obejmuje się zagadnienie: „każde zło można przekształcić w ścieżkę Bodhi (mądrości), ścieżkę, na której staniemy się Buddą”. Czy jest to nadużycie, nadinterpretacja? Pozostawiam to czytelnikom tak jak temat związany z zen. Pozycja ta może się spodobać tym, którzy lubią książki Anthony’ego de Mello, poglądy samego Osho, do gustu powinna też przypaść sympatykom Paulo Coelho.
Pomocą przy czytaniu tej pozycji bywają przypisy, przypomnienia tłumacza (przyp. tłum.)wyjaśniające jakieś pojęcie bądź krótko przedstawiające daną postać. W pewnych miejscach można znaleźć na stronicach tejże „Alchemii zen” pewne wskazówki dotyczące medytacji. Niektóre poglądy zawarte w niej mogą u niektórych budzić przeciw, niektóre z nich są dyskusyjne, inne dość ciekawe i możliwe po pewnym przemyśleniu do zaakceptowania. Inne zaś już jakby skądś znane, gdzieś zasłyszane.
Niestety możemy znaleźć w tej książce, a przynajmniej w egzemplarzu, który trafił do mych rąk, pewne błędy typu: „być możesz nie dostrzegasz” czy „należących do kanonu sakralnej literatura staroindyjskiej”. Jest takich nazwijmy to przejęzyczeń kilka, na szczęście da się wyłapać sens zdań i tylko odrywa to od lektury na chwilę. Inną „zagwostką” jest zaprezentowana na str. 110 (w książce wydanej przez Wydawnictwo Helion) medytacja kundalini. Mamy tu: „Nie otwieraj oczu i połóż się bez ruchu.<<...Pozwól wstrząsom się pojawić; nie wywołuj ich. Stój w milczeniu i poczuj, że się zbliżają.(…)>>”. Jeśli przytoczony w książce cytat dotyczy innego etapu niż czwarty pod którym właśnie się znajduje, bardzo by się taka informacja przydała. Inaczej on dezorientuje czytelnika. Nie wiadomo czy ma się dalej leżeć czy wstać… a może dotyczy to dopowiedzenie etapu pierwszego? Jakkolwiek by to nie miało być w tej wersji powoduje chwilowy chaos.
„Alchemia zen” jest pozycją, która może się podobać jak również i nie podobać. Jeśli komuś nie przypadają do gustu poglądy Osho to bardzo prawdopodobnym jest, że ta pozycja również nie będzie na liście tych ulubionych, wartych do przeczytania. Jeśli ktoś jest wielkim zwolennikiem teorii przedstawianych przez niego to duże prawdopodobieństwo jest, że polubi tę książkę i z miłą chęcią po nią sięgnie. Dla reszty może być oczywiście różnie. Mnie osobiście przypadła do gustu, choć z pewnymi ‘ale’. Pomyślę nawet czy komuś z mego otoczenia nie dać jej w prezencie. No cóż zobaczę co i jak, ale myślę, że to może stać się dla tej osoby ciekawą przygodą.
swiatairi.blogspot.com 2013-03-13
Budowanie zespołu. Organizacja szkoleń team building i wypraw incentive. Poradnik dla menedżera personalnego. Wydanie II rozszerzone
Nic nie cementuje ludzi bardziej niż podbramkowe, trudne sytuacje. Doświadczają tego m.in. w swojej codziennej pracy tzw. „specjalsi”, czyli żołnierze jednostek wyborowych czy zespoły ratownicze. W ich fachu stawką jest ludzkie życie. Ale także w firmach brak przyjaźni, lojalności i zespołowej pracy - może prowadzić do katastrofy całego przedsiębiorstwa.
Psychologowie już dawno temu dowiedli, że trudne lub nietypowe sytuacje jednoczą ludzi wobec wspólnego problemu, przyspieszają proces uczenia się i zwiększają szansę na zapamiętanie zdobytej wiedzy. A powstała między ludźmi, w czasie takich sytuacji, więź procentuje także podczas wykonywania obowiązków zawodowych. Dlatego tak ważne jest cementowanie związków pomiędzy pracownikami i sensowny ich dobór w zespole.
Do tej wiedzy i wartości odwołuje się właśnie książka Rafała Szczepanika pt. „Budowanie zespołu. Organizacja szkoleń team building i wyprawy incentive”. W poradniku tym menedżerowie i liderzy zespołów znajdą zagadnienia związane z procesem tworzenia zespołu oraz planowaniem i organizacją szkolenia czy wyjazdu firmowego. Autor przedstawia wady i mocne strony samodzielnego zaplanowania imprezy oraz wynajęcia firmy treningowej. Podaje przykłady wyjazdów integracyjnych i gier, w jakich pracownicy chętnie biorą udział.
Drugie wydanie książki zostało uzupełnione o nowe treści, wyjątkowo aktualne na dzisiejszym rynku szkoleń - więcej miejsca poświęcono szkoleniom za granicą, a także wyjazdom organizowanym dla całej firmy.
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, a dobrych pracowników… w terenie! Obowiązkowa lektura dla każdego specjalisty HR oraz dyrektora personalnego.
Psychologowie już dawno temu dowiedli, że trudne lub nietypowe sytuacje jednoczą ludzi wobec wspólnego problemu, przyspieszają proces uczenia się i zwiększają szansę na zapamiętanie zdobytej wiedzy. A powstała między ludźmi, w czasie takich sytuacji, więź procentuje także podczas wykonywania obowiązków zawodowych. Dlatego tak ważne jest cementowanie związków pomiędzy pracownikami i sensowny ich dobór w zespole.
Do tej wiedzy i wartości odwołuje się właśnie książka Rafała Szczepanika pt. „Budowanie zespołu. Organizacja szkoleń team building i wyprawy incentive”. W poradniku tym menedżerowie i liderzy zespołów znajdą zagadnienia związane z procesem tworzenia zespołu oraz planowaniem i organizacją szkolenia czy wyjazdu firmowego. Autor przedstawia wady i mocne strony samodzielnego zaplanowania imprezy oraz wynajęcia firmy treningowej. Podaje przykłady wyjazdów integracyjnych i gier, w jakich pracownicy chętnie biorą udział.
Drugie wydanie książki zostało uzupełnione o nowe treści, wyjątkowo aktualne na dzisiejszym rynku szkoleń - więcej miejsca poświęcono szkoleniom za granicą, a także wyjazdom organizowanym dla całej firmy.
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, a dobrych pracowników… w terenie! Obowiązkowa lektura dla każdego specjalisty HR oraz dyrektora personalnego.
centrumrekrutacyjne.pl Weronika Wilk, 2013-03-07
Czytaj dwa razy szybciej!
Szybkie czytanie to w dzisiejszym świecie bardzo przydatna umiejętność. Często możemy spotkać różnorodne ulotki informujące o „magicznych” kursach, które mają sprawić, że nagle zaczniemy lepiej przyswajać teksty. Jako, że do takich kursów jestem raczej uprzedzony i uważam, że są one stratą pieniędzy, sięgnąłem po książkę „Czytaj dwa razy szybciej!”.
Jest to niewielka rozmiarów książeczka, licząca około 140 stron. Nie powinno być dla nas zatem problemem przerobienie jej w krótkim czasie. Na samym początku zapoznajemy się ze wstępnym tekstem, który ma za zadanie sprawdzić, ile słów czytamy na minutę. Mój wynik wynosił 220, więc nie było tak źle, jednak według książki liczba ta miała wzrosnąć dwukrotnie. Czy rzeczywiście się tak stało – okaże się na koniec recenzji :-)
Następnie przechodzimy do ćwiczeń mających za zadanie zwiększyć nasz wzrok peryferyjny. W tym celu na początku zapoznajemy się z niewielkimi tabelkami, tzw. tablicami Schulza. W każdej komórce tabelki znajduje się liczba lub litera, zaś naszym zadaniem jest przez cały czas patrzeć na umieszczoną na środku gwiazdkę i kątem oka starać się dotrzec leżące dookoła niej znaki. Autor zapoznaje nas również z choinkami, czyli formami polegającymi na tym, że pod sobą następują coraz dłuższe słowa lub zdania. My zaś za pomocą wskaźnika przez cały czas musimy wpatrywać się w środek każdego ze zdań i starać się odczytać całe wyrażenie. Warto zaznaczyć, że czym dalej, tym trudniej. Na samym końcu książki znajdują się bowiem ćwiczenia dla zaawansowanych, które nie przychodzą z tak wielką łatwością, jak początkowe.
Przygodę z książką kończymy, podchodząc do tekstu końcowego, mającego za zadanie sprawdzić, jak bardzo polepszyła się nasza szybkość czytania. Mój wynik wynosił 380 słów na minutę. Nie udało się osiągnąć wyniku 100% większego, ale i tak uważam, że nie było źle :-) Jedyne, co bym zmienił to cena, która wynosi ok. 30zł. Podsumowując, książkę tę polecam wszystkim, którzy chcieliby zacząć szybciej czytać.
Jest to niewielka rozmiarów książeczka, licząca około 140 stron. Nie powinno być dla nas zatem problemem przerobienie jej w krótkim czasie. Na samym początku zapoznajemy się ze wstępnym tekstem, który ma za zadanie sprawdzić, ile słów czytamy na minutę. Mój wynik wynosił 220, więc nie było tak źle, jednak według książki liczba ta miała wzrosnąć dwukrotnie. Czy rzeczywiście się tak stało – okaże się na koniec recenzji :-)
Następnie przechodzimy do ćwiczeń mających za zadanie zwiększyć nasz wzrok peryferyjny. W tym celu na początku zapoznajemy się z niewielkimi tabelkami, tzw. tablicami Schulza. W każdej komórce tabelki znajduje się liczba lub litera, zaś naszym zadaniem jest przez cały czas patrzeć na umieszczoną na środku gwiazdkę i kątem oka starać się dotrzec leżące dookoła niej znaki. Autor zapoznaje nas również z choinkami, czyli formami polegającymi na tym, że pod sobą następują coraz dłuższe słowa lub zdania. My zaś za pomocą wskaźnika przez cały czas musimy wpatrywać się w środek każdego ze zdań i starać się odczytać całe wyrażenie. Warto zaznaczyć, że czym dalej, tym trudniej. Na samym końcu książki znajdują się bowiem ćwiczenia dla zaawansowanych, które nie przychodzą z tak wielką łatwością, jak początkowe.
Przygodę z książką kończymy, podchodząc do tekstu końcowego, mającego za zadanie sprawdzić, jak bardzo polepszyła się nasza szybkość czytania. Mój wynik wynosił 380 słów na minutę. Nie udało się osiągnąć wyniku 100% większego, ale i tak uważam, że nie było źle :-) Jedyne, co bym zmienił to cena, która wynosi ok. 30zł. Podsumowując, książkę tę polecam wszystkim, którzy chcieliby zacząć szybciej czytać.
my-foreign-languages.blogspot.com Zmotywowany, 2013-03-10
Rewolucja social media
Dawno nie było recenzji książki poświęconej marketingowi internetowemu, więc najwyższa pora na jakąś lekturę. Tym razem wszystko będzie kręcić się wokoło social mediów, a dokładniej pewnej rewolucji z nimi związanej.
Pod koniec zeszłego roku ukazała się książka „Rewolucja Social Media” opracowana przez Michała Sadowskiego, i jak tytuł wskazuje skupiła się na zagadnieniu mediów społecznościowych. Myślisz pewnie: nuda? Kolejny socjofun czy inny napaleniec będzie Ci chrzanił jak to facebook wsysa Internet i że warto tam być, jak to powinieneś eksponować przyrodzenia na twitterze, żeby wywołać jeszcze większy buzz w G+. Jednak każda osoba spodziewająca się takiego „przemiału” na poziomie gimnazjalisty – przeżyje prawdziwe zaskoczenie.
Książka zabiera nas w podróż po różnych zagadnieniach social mediów - od monitoringu marki, obsługi klienta w sieci przez ochronę reputacji czy wsparcie sprzedaży realizowane przez te wyjątkowe kanały komunikacji. Pomyli się każdy kto sądzi, że „Rewolucja…” to książka sucho informująca o dostępnych opcjach różnych serwisów społecznościowych – stanowiąca mechaniczny instruktaż na poziomie „minimalnego wejścia i odhaczenia”. Minimaliści – dla was pozostawiono jedynie oprawę graficzną i aranżację publikacji (również mocno na plus – nieprzesadzona, stonowana, klarowna).
A co w środku tak konkretnie?
- Opis cech, które warto rozważyć przy wyborze narzędzi monitorujących dyskusję o marce w sieci
- 30 świetnie opisanych przykładów mierzalnych i skutecznych działań w social mediach - a tak osobiście: świetnych i inspirujących pomysłów, które warto wykorzystać!
- Zestaw dobrych praktyk działań w mediach społecznościowych – od video, uczłowieczania przez nieco świeższe byty marketingu jak Pinterest i Instagram
- Pomocne wskazówki co robić, podbudowane mocnymi przykładami, w sytuacji kryzysu wizerunkowego w social’u.
Jak na autora, który jest współtwórcą jednego z narzędzi monitoringu internetu pod kątem opinii o marce – Brand24 – spodziewać się można było solidnej dawki analityki. I pewnie wielu to ucieszy, bo jest to taki wymiar analityki jaki nie zabija „pierwszym oddechem” i ciężarem wykresów – to powiew świeżości, uwrażliwiający jak ważne jest wsłuchiwanie się w głos twoich odbiorców.
Znając tendencję do wykorzystywania książki do promocji swoich produktów przystępując do lektury miałem pewne wątpliwości, czy aby autor nie popłynie. Jednak i tu Michał świetnie sobie z tym poradził – opisał szerokie grono konkurentów, wskazał czytelnikom cechy, którymi powinni się kierować wg swoich potrzeb i po prostu pozostawił im decyzję.
Dylemat jaki pozostawia dla mnie ta książka – to jej charakter. Z jednej stanowi ona pewne wskazanie co uwzględnić planując obecność w social mediach – co ja rozumiem jako podnoszenie świadomości osób chcących istnieć w sieci ze swoim biznesem. Część mniej doświadczonych, początkujących osób – które kupią książkę z nastawieniem na nabycie z niej konkretnych umiejętności (co zrobić krok po kroku, żeby…) poczuje niedosyt – ale w mojej opinii to lepiej, dostały ogromny zastrzyk-impuls do dalszego poszukiwania, zgłębiania się w tym co ich zainteresowało, a bardzo możliwe – że niektórych porwie temat obsługi klienta , a jeszcze inni zainteresuje bardziej mierzalnością efektów działań społecznościowych.
Być może kiedyś autor szarpnie się na kolejną książkę – z pewnością przydało by się więcej zagadnień związanych z monitoringiem internetowym, z tym jak skutecznie i w pełni wykorzystywać narzędzie zarówno to, którym zarządza autor jak i innymi równie pomocnymi w marketingu społecznościowym.
Kupić, przeczytać, stosować!
Pod koniec zeszłego roku ukazała się książka „Rewolucja Social Media” opracowana przez Michała Sadowskiego, i jak tytuł wskazuje skupiła się na zagadnieniu mediów społecznościowych. Myślisz pewnie: nuda? Kolejny socjofun czy inny napaleniec będzie Ci chrzanił jak to facebook wsysa Internet i że warto tam być, jak to powinieneś eksponować przyrodzenia na twitterze, żeby wywołać jeszcze większy buzz w G+. Jednak każda osoba spodziewająca się takiego „przemiału” na poziomie gimnazjalisty – przeżyje prawdziwe zaskoczenie.
Książka zabiera nas w podróż po różnych zagadnieniach social mediów - od monitoringu marki, obsługi klienta w sieci przez ochronę reputacji czy wsparcie sprzedaży realizowane przez te wyjątkowe kanały komunikacji. Pomyli się każdy kto sądzi, że „Rewolucja…” to książka sucho informująca o dostępnych opcjach różnych serwisów społecznościowych – stanowiąca mechaniczny instruktaż na poziomie „minimalnego wejścia i odhaczenia”. Minimaliści – dla was pozostawiono jedynie oprawę graficzną i aranżację publikacji (również mocno na plus – nieprzesadzona, stonowana, klarowna).
A co w środku tak konkretnie?
- Opis cech, które warto rozważyć przy wyborze narzędzi monitorujących dyskusję o marce w sieci
- 30 świetnie opisanych przykładów mierzalnych i skutecznych działań w social mediach - a tak osobiście: świetnych i inspirujących pomysłów, które warto wykorzystać!
- Zestaw dobrych praktyk działań w mediach społecznościowych – od video, uczłowieczania przez nieco świeższe byty marketingu jak Pinterest i Instagram
- Pomocne wskazówki co robić, podbudowane mocnymi przykładami, w sytuacji kryzysu wizerunkowego w social’u.
Jak na autora, który jest współtwórcą jednego z narzędzi monitoringu internetu pod kątem opinii o marce – Brand24 – spodziewać się można było solidnej dawki analityki. I pewnie wielu to ucieszy, bo jest to taki wymiar analityki jaki nie zabija „pierwszym oddechem” i ciężarem wykresów – to powiew świeżości, uwrażliwiający jak ważne jest wsłuchiwanie się w głos twoich odbiorców.
Znając tendencję do wykorzystywania książki do promocji swoich produktów przystępując do lektury miałem pewne wątpliwości, czy aby autor nie popłynie. Jednak i tu Michał świetnie sobie z tym poradził – opisał szerokie grono konkurentów, wskazał czytelnikom cechy, którymi powinni się kierować wg swoich potrzeb i po prostu pozostawił im decyzję.
Dylemat jaki pozostawia dla mnie ta książka – to jej charakter. Z jednej stanowi ona pewne wskazanie co uwzględnić planując obecność w social mediach – co ja rozumiem jako podnoszenie świadomości osób chcących istnieć w sieci ze swoim biznesem. Część mniej doświadczonych, początkujących osób – które kupią książkę z nastawieniem na nabycie z niej konkretnych umiejętności (co zrobić krok po kroku, żeby…) poczuje niedosyt – ale w mojej opinii to lepiej, dostały ogromny zastrzyk-impuls do dalszego poszukiwania, zgłębiania się w tym co ich zainteresowało, a bardzo możliwe – że niektórych porwie temat obsługi klienta , a jeszcze inni zainteresuje bardziej mierzalnością efektów działań społecznościowych.
Być może kiedyś autor szarpnie się na kolejną książkę – z pewnością przydało by się więcej zagadnień związanych z monitoringiem internetowym, z tym jak skutecznie i w pełni wykorzystywać narzędzie zarówno to, którym zarządza autor jak i innymi równie pomocnymi w marketingu społecznościowym.
Kupić, przeczytać, stosować!
WebSEM.pl Sebastian Jakubiec, 2013-03-10