Recenzje
E-wangeliści. Ucz się od najlepszych twórców polskiego internetu
…świętych polskiego internetu? Czy takie określenie pasuje do bohaterów książki Tomasza Ciska i Pawła Nowackiego? Ciężko jednoznacznie stwierdzić. Po dwóch miesiącach od premiery część z Was lekturę zbioru wywiadów „E-wangeliści. Ucz się od najlepszych twórców polskiego internetu” ma już pewnie za sobą i odpowiedź zna. Część być może dopiero planuje zakup. Dzięki uprzejmości wydawnictwa ONEPRESS i jedni, i drudzy mają szansę wygrać książkę w naszym konkursie.
NIE WSZYSTKO ZŁOTO
Nie mam zamiaru prezentować „E-wangelistów” w standardowy sposób, opisywać sylwetek autorów i ich rozmówców czy skrótowo przybliżać treści poszczególnych wywiadów. Zrobiono to już wystarczającą ilość razy. Wszelkie istotne informacje na temat tego wydawnictwa można znaleźć, jak przystało na projekt dotyczący sieci, na dedykowanej mu stronie internetowej. Zawiera ona także zbiór recenzji prasowych, internetowych i blogowych – niektóre wzbogacone fragmentami przeprowadzonych wywiadów. Ciekawostką jest możliwość zgłoszenia własnego kandydata na e-wangelistę, co daje nadzieję na kolejne rozmowy i powstanie przynajmniej drugiej części książki.
Byłoby to wskazane – z kilku powodów, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Dałoby autorom możliwość rozwoju we właściwie dotychczas obranym kierunku, ale też szansę uniknięcia popełnionych za pierwszym razem błędów. Chociaż nie wiem czy aż o błędach może być mowa. Może bardziej o tym, co ja osobiście zrobiłbym inaczej lub co nie do końca mi odpowiadało. Mam tutaj na myśli przede wszystkim fakt, że większość wywiadów została przeprowadzona w 2008 roku, czyli, jakby nie było, 4 lata temu. To szmat czasu, szczególnie w dziedzinie nowych technologii. Chociaż fakt faktem, wydarzenia, których dotyczą rozmowy, miały w większości miejsce na długo przed nimi, więc czas od spotkania do publikacji nie ma w tym przypadku wielkiego znaczenia. Sami autorzy, zdając sobie sprawę z jego nieubłaganego upływu, do wywiadów dodali post scriptum, mające ukazać sylwetkę rozmówcy w roku 2012. Mogli sobie ten zabieg podarować, szczerze mówiąc razi dysproporcja między obszerną częścią sprzed 4 lat a po macoszemu potraktowanymi aktualizacjami, z których nie sposób wiele wynieść. Te słabości jednak są mało znaczące przy tym co naprawdę wartościowe.
UCZ SIĘ UCZ
A czego można się z książki dowiedzieć? Sugerując się tytułem można by pomyśleć, że wszystkiego, co potrzebne by z sukcesem zaistnieć w sieci. Nie do końca tak jest, „E-wangeliści” to nie poradnik obsługi internetu czy zbiór odpowiedzi na najczęściej zadawane przez początkujących sieciowych biznesmenów pytania. Nie nauczysz się z niej zakładania firmy, pozyskiwania inwestorów czy przecierania szlaków na rynku, o programowaniu i tworzeniu stron nie wspominając. Zaletą tej książki jest coś zupełnie innego, coś odróżniającego ją od wielu dostępnych na rynku suchych poradników. To potężna dawka życiowej wiedzy, nabytej przez doświadczonych ludzi, przekazanej nie wprost, a możliwej do znalezienia pomiędzy wierszami. Wiedzy przydatnej nie tylko ludziom nowych mediów, ale wszystkich branży, ludziom szukającym recepty na zrealizowanie swych zamierzeń.
RÓB TAK, ŻEBY MÓC PODPISAĆ SIĘ POD WYNIKIEM SWOIM NAZWISKIEM
Te pozornie banalne słowa Piotra Ejdysa z firmy Gemius stanowią dla mnie kwintesencję tej książki. Niby nic, a opisują pewną postawę prezentowaną przez większość rozmówców Ciska i Nowackiego. Chodzi mi o pełne zaangażowanie i poświęcenie temu, co się robi, wynikające z pasji i przekonania o sensie wykonywanej pracy. Nawet jeśli przez dłuższy czas nie przynosi ona wymiernych korzyści w postaci dużych pieniędzy, daje satysfakcję i poczucie uczestnictwa w czymś „dużym”, czym bez wątpienia było (i nadal jest) odkrywanie możliwości globalnej sieci. Takie nastawienie można zauważyć w wielu wywiadach. Bez niego tytułowi twórcy polskiego internetu nie osiągnęliby niczego. Podobnie zresztą jak bez odrobiny (mniejszej lub większej) szczęścia i przypadkowych zbiegów okoliczności. Ale to umiejętność ich wykorzystywania i nieodparta chęć uczenia się od lepszych doprowadziła tych ludzi do największych sukcesów. Ich historie pokazują, że kreatywność, niespożyte pokłady energii, upór w działaniu oraz zdobywanie i wykorzystywanie wiedzy to najlepsi towarzysze na drodze do sukcesu. Dlatego jest to książka niezwykle inspirująca i motywująca, dla wszystkich, nieważne co robią.
NIE WSZYSTKO ZŁOTO
Nie mam zamiaru prezentować „E-wangelistów” w standardowy sposób, opisywać sylwetek autorów i ich rozmówców czy skrótowo przybliżać treści poszczególnych wywiadów. Zrobiono to już wystarczającą ilość razy. Wszelkie istotne informacje na temat tego wydawnictwa można znaleźć, jak przystało na projekt dotyczący sieci, na dedykowanej mu stronie internetowej. Zawiera ona także zbiór recenzji prasowych, internetowych i blogowych – niektóre wzbogacone fragmentami przeprowadzonych wywiadów. Ciekawostką jest możliwość zgłoszenia własnego kandydata na e-wangelistę, co daje nadzieję na kolejne rozmowy i powstanie przynajmniej drugiej części książki.
Byłoby to wskazane – z kilku powodów, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Dałoby autorom możliwość rozwoju we właściwie dotychczas obranym kierunku, ale też szansę uniknięcia popełnionych za pierwszym razem błędów. Chociaż nie wiem czy aż o błędach może być mowa. Może bardziej o tym, co ja osobiście zrobiłbym inaczej lub co nie do końca mi odpowiadało. Mam tutaj na myśli przede wszystkim fakt, że większość wywiadów została przeprowadzona w 2008 roku, czyli, jakby nie było, 4 lata temu. To szmat czasu, szczególnie w dziedzinie nowych technologii. Chociaż fakt faktem, wydarzenia, których dotyczą rozmowy, miały w większości miejsce na długo przed nimi, więc czas od spotkania do publikacji nie ma w tym przypadku wielkiego znaczenia. Sami autorzy, zdając sobie sprawę z jego nieubłaganego upływu, do wywiadów dodali post scriptum, mające ukazać sylwetkę rozmówcy w roku 2012. Mogli sobie ten zabieg podarować, szczerze mówiąc razi dysproporcja między obszerną częścią sprzed 4 lat a po macoszemu potraktowanymi aktualizacjami, z których nie sposób wiele wynieść. Te słabości jednak są mało znaczące przy tym co naprawdę wartościowe.
UCZ SIĘ UCZ
A czego można się z książki dowiedzieć? Sugerując się tytułem można by pomyśleć, że wszystkiego, co potrzebne by z sukcesem zaistnieć w sieci. Nie do końca tak jest, „E-wangeliści” to nie poradnik obsługi internetu czy zbiór odpowiedzi na najczęściej zadawane przez początkujących sieciowych biznesmenów pytania. Nie nauczysz się z niej zakładania firmy, pozyskiwania inwestorów czy przecierania szlaków na rynku, o programowaniu i tworzeniu stron nie wspominając. Zaletą tej książki jest coś zupełnie innego, coś odróżniającego ją od wielu dostępnych na rynku suchych poradników. To potężna dawka życiowej wiedzy, nabytej przez doświadczonych ludzi, przekazanej nie wprost, a możliwej do znalezienia pomiędzy wierszami. Wiedzy przydatnej nie tylko ludziom nowych mediów, ale wszystkich branży, ludziom szukającym recepty na zrealizowanie swych zamierzeń.
RÓB TAK, ŻEBY MÓC PODPISAĆ SIĘ POD WYNIKIEM SWOIM NAZWISKIEM
Te pozornie banalne słowa Piotra Ejdysa z firmy Gemius stanowią dla mnie kwintesencję tej książki. Niby nic, a opisują pewną postawę prezentowaną przez większość rozmówców Ciska i Nowackiego. Chodzi mi o pełne zaangażowanie i poświęcenie temu, co się robi, wynikające z pasji i przekonania o sensie wykonywanej pracy. Nawet jeśli przez dłuższy czas nie przynosi ona wymiernych korzyści w postaci dużych pieniędzy, daje satysfakcję i poczucie uczestnictwa w czymś „dużym”, czym bez wątpienia było (i nadal jest) odkrywanie możliwości globalnej sieci. Takie nastawienie można zauważyć w wielu wywiadach. Bez niego tytułowi twórcy polskiego internetu nie osiągnęliby niczego. Podobnie zresztą jak bez odrobiny (mniejszej lub większej) szczęścia i przypadkowych zbiegów okoliczności. Ale to umiejętność ich wykorzystywania i nieodparta chęć uczenia się od lepszych doprowadziła tych ludzi do największych sukcesów. Ich historie pokazują, że kreatywność, niespożyte pokłady energii, upór w działaniu oraz zdobywanie i wykorzystywanie wiedzy to najlepsi towarzysze na drodze do sukcesu. Dlatego jest to książka niezwykle inspirująca i motywująca, dla wszystkich, nieważne co robią.
przerwanareklame.pl 2012-11-23
Metoda Joyness. Jak zapomnieć o smutku i cieszyć się życiem
Jak zapomnieć o smutku i cieszyć się życiem?
Pytanie postawione w tytule tego posta zadawali sobie ludzie już w czasach, kiedy jedzenie trzeba było sobie samemu upolować, poprzez czasy wypraw krzyżowych, aż do modnych ostatnio negocjacji unijnych i czasów Brunona K. Czy można żyć radośnie na co dzień? Autorzy książki “Metoda Joyness” twierdzą, że tak.
Książka napisana została przez pięć różnych kobiet, które jednak, pomimo różnych dróg rozwoju wiedziały, że chcą w życiu osiągnąć szczęście. Nie pieniądze, nie bogatego męża czy inteligentne dzieci. Szczęście bowiem ma dla nich także inny wymiar, który łączy się przede wszystkim z naszym duchem. Im jest on zdrowszy, tym bardziej możemy poczuć coś, co określane jest pojęciem zastrzeżonym – metodą joyness.
Dzięki tej książce czytelnik dowie się, czym w ogóle jest ta metoda. Jak działa dla harmonii ciała, umysłu i duszy? W jaki sposób znaleźć miłe aspekty nauki, pracy i życia w rodzinie? Czym jest radość duchowa – radość z religii? To tylko wybrane pytania, na które odpowiedź znajduje się w “Metodzie Joyness”.
Każdy z artykułów pozbawiony jest ciężkiego, naukowego języka, który uniemożliwiłby czytelnikowi szybkie zrozumienie treści i rozpoczęcie przygody z joyness. Recepta na szczęście nie jest łatwa – dobrze jednak, gdy pisze się o niej tak, jak autorki tej ciekawej książki. Dodać należy, że nawet edytorski układ tej opowieści z okładką na czele sprawia, że ma w sobie ten pozytywny pierwiastek.
Optymistycznie i radośnie zacząć czytelniczy tydzień? Czemu nie – tylko z “Metodą Joyness”.
Pytanie postawione w tytule tego posta zadawali sobie ludzie już w czasach, kiedy jedzenie trzeba było sobie samemu upolować, poprzez czasy wypraw krzyżowych, aż do modnych ostatnio negocjacji unijnych i czasów Brunona K. Czy można żyć radośnie na co dzień? Autorzy książki “Metoda Joyness” twierdzą, że tak.
Książka napisana została przez pięć różnych kobiet, które jednak, pomimo różnych dróg rozwoju wiedziały, że chcą w życiu osiągnąć szczęście. Nie pieniądze, nie bogatego męża czy inteligentne dzieci. Szczęście bowiem ma dla nich także inny wymiar, który łączy się przede wszystkim z naszym duchem. Im jest on zdrowszy, tym bardziej możemy poczuć coś, co określane jest pojęciem zastrzeżonym – metodą joyness.
Dzięki tej książce czytelnik dowie się, czym w ogóle jest ta metoda. Jak działa dla harmonii ciała, umysłu i duszy? W jaki sposób znaleźć miłe aspekty nauki, pracy i życia w rodzinie? Czym jest radość duchowa – radość z religii? To tylko wybrane pytania, na które odpowiedź znajduje się w “Metodzie Joyness”.
Każdy z artykułów pozbawiony jest ciężkiego, naukowego języka, który uniemożliwiłby czytelnikowi szybkie zrozumienie treści i rozpoczęcie przygody z joyness. Recepta na szczęście nie jest łatwa – dobrze jednak, gdy pisze się o niej tak, jak autorki tej ciekawej książki. Dodać należy, że nawet edytorski układ tej opowieści z okładką na czele sprawia, że ma w sobie ten pozytywny pierwiastek.
Optymistycznie i radośnie zacząć czytelniczy tydzień? Czemu nie – tylko z “Metodą Joyness”.
ksiazka-online.pl 2012-11-25
Licencja na zaliczanie. Dowiedz się, jak zdać każdy egzamin
,, Kształcenie ustawiczne, przez całe życie, w myśl zasady lifelong learning, zawsze było koncepcją ambitną, acz odrobinę męczącą. Jest tyle ciekawszych rzeczy do roboty niż wkuwanie, pamięciówki i marszczenie mózgu. Pół biedy, kiedy wystarczyło przeczytać tekst ze zrozumieniem i odpowiednio przedstawić wnioski. Dziś jednak uczenie się przypomina skomplikowaną grę komputerową, a nasze umysły muszą działać niczym urządzenia wielofunkcyjne." Tekst z okładki
Marcin Matuszewski - twórca, właściciel Centrum Szkoleniowego Intelektualnie.pl oraz sieci szkół pod tą samą marką. Od lat pasjonuje się szkoleniami, technikami efektywnej nauki oraz biznesem. Pomysłodawca oraz współtwórca wielu innowacyjnych programów szkoleniowych.
Dzisiejsze pokolenie jest wychowywane na bazie Internetu. Jeszcze nasi rodzice, czy dziadkowie musieli iść do biblioteki, czy czytelni i przeglądać wiele ksiąg w poszukiwaniu potrzebnej informacji. Dziś natomiast wystarczy jedno kliknięcie. Bardzo źle to wpływa na naszą pamięć i koncentrację. Udowodniono, że kobiety mogą wykonywać wiele czynności jednocześnie, bo mają podzielną uwagę, natomiast mężczyźni tylko jedną. Podejrzewano, że wynika to z tego, że ojciec rodziny w dawnych czasach musiał się skupić typowo na polowaniu, jego wybranka mogła zajmować się wieloma rzeczami jednocześnie.
Książka ma pomóc nam nauczyć się efektywnie do egzaminu, testu zawodowego, sprawdzianu. Podane są również sposoby, jak szybciej czytać. Przeciętny Polak czyta 100,200 słów na minutę, a powinniśmy czytać ok. 500. Stwierdzono, że lepiej jest czytać szybko, bo wtedy nasze myśli skupiają się na temacie, a jeżeli wolniej to myślimy o wszystkim dookoła.
Ważnym elementem naszej nauki jest zaplanowanie sobie, co dokładnie będziemy robili i wypisanie wszystkich czynności, które mamy zamiar wykonać. W przeciwnym wypadku będziemy robili inne, tzw. zapychacze czasu. Jeżeli ktoś chce dowiedzieć się więcej, zapraszam do lektury. Cena pozycji to jedynie 21,90 zł.
Mi ta książka bardzo mi się spodobała i będę często do niej sięgała. Jest napisana prostym językiem, zrozumiałym dla przeciętnego człowieka. Bardzo dużo jest przykładów na przećwiczenie zaprezentowanych technik.
Marcin Matuszewski - twórca, właściciel Centrum Szkoleniowego Intelektualnie.pl oraz sieci szkół pod tą samą marką. Od lat pasjonuje się szkoleniami, technikami efektywnej nauki oraz biznesem. Pomysłodawca oraz współtwórca wielu innowacyjnych programów szkoleniowych.
Dzisiejsze pokolenie jest wychowywane na bazie Internetu. Jeszcze nasi rodzice, czy dziadkowie musieli iść do biblioteki, czy czytelni i przeglądać wiele ksiąg w poszukiwaniu potrzebnej informacji. Dziś natomiast wystarczy jedno kliknięcie. Bardzo źle to wpływa na naszą pamięć i koncentrację. Udowodniono, że kobiety mogą wykonywać wiele czynności jednocześnie, bo mają podzielną uwagę, natomiast mężczyźni tylko jedną. Podejrzewano, że wynika to z tego, że ojciec rodziny w dawnych czasach musiał się skupić typowo na polowaniu, jego wybranka mogła zajmować się wieloma rzeczami jednocześnie.
Książka ma pomóc nam nauczyć się efektywnie do egzaminu, testu zawodowego, sprawdzianu. Podane są również sposoby, jak szybciej czytać. Przeciętny Polak czyta 100,200 słów na minutę, a powinniśmy czytać ok. 500. Stwierdzono, że lepiej jest czytać szybko, bo wtedy nasze myśli skupiają się na temacie, a jeżeli wolniej to myślimy o wszystkim dookoła.
Ważnym elementem naszej nauki jest zaplanowanie sobie, co dokładnie będziemy robili i wypisanie wszystkich czynności, które mamy zamiar wykonać. W przeciwnym wypadku będziemy robili inne, tzw. zapychacze czasu. Jeżeli ktoś chce dowiedzieć się więcej, zapraszam do lektury. Cena pozycji to jedynie 21,90 zł.
Mi ta książka bardzo mi się spodobała i będę często do niej sięgała. Jest napisana prostym językiem, zrozumiałym dla przeciętnego człowieka. Bardzo dużo jest przykładów na przećwiczenie zaprezentowanych technik.
book-and-cooking.blogspot.com 2012-11-24
Sekrety mistrza fotografii cyfrowej. Lekcje ze Scottem Kelbym
Kończący się już prawie rok kalendarzowy obfitował w dużo nowości wydawniczych. Jedną z nich była czwarta część serii "Sekrety mistrza fotografii cyfrowej" pt. "Lekcje ze Scottem Kelbym" – tom IV, wydana przez Wydawnictwo Helion. Autora nikomu przedstawiać nie trzeba, a to dlatego, że ma on ponad dwadzieścia książek wydanych w Polsce na temat wykonywania zdjęć lub ich edycji.
Poradnik kierowany głównie do początkujących i mniej zaawansowanych fotografów, ale liczne ciekawostki znajdą tu i bardziej obeznani pstrykacze.
Większość książek tego autora staje się bestsellerami. Pan Kelby przyzwyczaił nas do wysokiego poziomu opracowania swoich książek. Nie inaczej jest i w tym przypadku. Książka nie odbiega od trzech swoich poprzedniczek („195 ujęć Scotta Kelbyego” - tom I, „Nowe ujęcia Scotta Kelbiego” - tom II, „W dążeniu do perfekcji” - tom III). Część ta kontynuuje szablon stosowany w poprzednich tomach serii . Są to luźne porady na temat wykonywania zdjęć i ich obróbki oraz użytkowania sprzętu, napisana bardzo przystępnym językiem i przyprawiona szczyptą humoru autora. Przyjemna lektura na długie zimowe wieczory.
Książka jest podzielona na dwanaście rozdziałów, które zawierają jednostronicowe porady teoretycznie na temat omawianej części, każda opatrzona zdjęciem. W niektórych jest to dość szerokie zagadnienie tematyczne np. podróże, portrety, o lampach błyskowych, świetle naturalnym, krajobrazach, fotografii sportowej, filmowaniu lustrzanką. W innych autor skupia się na jakiejś technice lub zagadnieniu np. HDR czy przepisy na udane zdjęcie.
Pozycję tę uważam jednak za nieco słabszą niż pozostałe książki tego autora. Jest ona napisana, jak dla mnie, za bardzo chaotycznie. Czyta się ją z przyjemnością od dechy do dechy, ale jeśli nie wynotuje się jakiś informacji od razu w trakcie czytania, później ciężko do nich wrócić, nie przeglądając ponownie połowy książki. Irytują mnie też niektóre porady, które są oczywiste nawet dla laika i niepotrzebnie zaśmiecają książkę np. o nie trzymaniu zaślepek od aparatu i obiektywu luzem w kieszeni. Pozostałe informację też mają różny poziom merytoryczny, a niektóre znane są już z poprzednich części np. foliowy pokrowiec dla aparatu na niepogodę czy sposoby mocowania softboksu różnych firm.
Z powyższych względów oceniam książkę trochę niżej niż na tego autora przystało. Książkę można nabyć w cenie 40zł, do czego zachęcam posiadaczy poprzednich tomów (do uzupełnienia serii) oraz początkującym, żądnym informacji i porad fachowców (które zostały wydobyte przez autora od kolegów po fachu), a także osobom, którym nie przeszkadza ten nieco chaotyczny sposób przekazu.
Poradnik kierowany głównie do początkujących i mniej zaawansowanych fotografów, ale liczne ciekawostki znajdą tu i bardziej obeznani pstrykacze.
Większość książek tego autora staje się bestsellerami. Pan Kelby przyzwyczaił nas do wysokiego poziomu opracowania swoich książek. Nie inaczej jest i w tym przypadku. Książka nie odbiega od trzech swoich poprzedniczek („195 ujęć Scotta Kelbyego” - tom I, „Nowe ujęcia Scotta Kelbiego” - tom II, „W dążeniu do perfekcji” - tom III). Część ta kontynuuje szablon stosowany w poprzednich tomach serii . Są to luźne porady na temat wykonywania zdjęć i ich obróbki oraz użytkowania sprzętu, napisana bardzo przystępnym językiem i przyprawiona szczyptą humoru autora. Przyjemna lektura na długie zimowe wieczory.
Książka jest podzielona na dwanaście rozdziałów, które zawierają jednostronicowe porady teoretycznie na temat omawianej części, każda opatrzona zdjęciem. W niektórych jest to dość szerokie zagadnienie tematyczne np. podróże, portrety, o lampach błyskowych, świetle naturalnym, krajobrazach, fotografii sportowej, filmowaniu lustrzanką. W innych autor skupia się na jakiejś technice lub zagadnieniu np. HDR czy przepisy na udane zdjęcie.
Pozycję tę uważam jednak za nieco słabszą niż pozostałe książki tego autora. Jest ona napisana, jak dla mnie, za bardzo chaotycznie. Czyta się ją z przyjemnością od dechy do dechy, ale jeśli nie wynotuje się jakiś informacji od razu w trakcie czytania, później ciężko do nich wrócić, nie przeglądając ponownie połowy książki. Irytują mnie też niektóre porady, które są oczywiste nawet dla laika i niepotrzebnie zaśmiecają książkę np. o nie trzymaniu zaślepek od aparatu i obiektywu luzem w kieszeni. Pozostałe informację też mają różny poziom merytoryczny, a niektóre znane są już z poprzednich części np. foliowy pokrowiec dla aparatu na niepogodę czy sposoby mocowania softboksu różnych firm.
Z powyższych względów oceniam książkę trochę niżej niż na tego autora przystało. Książkę można nabyć w cenie 40zł, do czego zachęcam posiadaczy poprzednich tomów (do uzupełnienia serii) oraz początkującym, żądnym informacji i porad fachowców (które zostały wydobyte przez autora od kolegów po fachu), a także osobom, którym nie przeszkadza ten nieco chaotyczny sposób przekazu.
photomatrix-nik.blogspot.com 2012-11-23
Kulisy Kulinarnej Akademii
Praca w pocie czoła, ryzyko ran ciętych i ekscentryczni wykładowcy. Marek Brzeziński zdaje fascynującą relację ze studiów w najsłynniejszej szkole kulinarnej, a poza anegdotami zdradza też przepisy i sztuczki mistrzów.
PODRÓŻE 2012-12-01