Recenzje
Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach
Bliskość, która wiąże się z poczuciem miłości i bezpieczeństwa, jest warunkiem prawidłowego rozwoju człowieka, począwszy od okresu niemowlęcego, poprzez wszystkie kolejne etapy życia. W dzisiejszym świecie coraz częściej zdarza się, że ludzie jej unikają, uciekając w samotność. Nie jest to samotność całkowita, polegająca na odizolowaniu się od społeczeństwa, bo niejednokrotnie osoby takie prowadzą zupełnie normalne życie towarzyskie. Jednak bronią się przed zawieraniem bliższych znajomości, być może z obawy przed zobowiązaniami i ograniczeniami, które przecież występują w każdej tego typu relacji. Bo związek kobiety z mężczyzną nie jest niestety wieczną idyllą, prędzej czy później emocje związane z namiętnością opadają i o ile na początku jedna osoba skłonna była ustąpić drugiej bez chwili zastanowienia, to po kilku latach wspólnego pożycia, chęć pójścia na kompromis kosztem rezygnacji z własnych potrzeb nie zawsze jest już tak oczywista. Aby zbudowana przez lata więź nie uległa nadmiernemu rozluźnieniu, trzeba nad nią nieustannie pracować. Z drugiej strony nie można też doprowadzić do sytuacji, że partner stanie się dla kogoś całym światem, że wyobrażenie sobie życia bez niego będzie w gruncie rzeczy niemożliwe. Między innymi o tym traktuje publikacja zatytułowana "Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach", w której dziennikarka Renata Mazurowska prowadzi interesującą konwersację z Pawłem Droździakiem, psychologiem i psychoterapeutą.
W kilkunastu rozdziałach autorzy poruszają szeroki zakres tematyczny związany z zagadnieniem bliskości w relacjach, nie tylko stricte damsko-męskich. Opisują problematykę pierwszej, młodzieńczej miłości, niekiedy nadmiernie idealizowanej; charakteryzują stosunki między matką i córką, które - jak się okazuje - niekoniecznie muszą być przyjaciółkami, zdarzają się bowiem przypadki, że rywalizują ze sobą. Jeden z rozdziałów został poświęcony na przedstawienie więzi ojców z córkami i wpływie tychże kontaktów na późniejsze relacje kobiet ze swoimi życiowymi partnerami. Czytelnik pozna mechanizm funkcjonowania toksycznych związków, z których kobiety nie potrafią zrezygnować, znajdzie też garść ciekawych informacji związanych z powszechnym problemem zmiany partnerek na dużo młodsze przez mężczyzn w średnim wieku. Jeśli mowa o związkach, nie mogło zabraknąć tematyki zdrady, miłosnych trójkątów, a w ostatnim rozdziale ważnych słów dotyczących psychoterapii. Autorzy doradzają, kiedy należałoby się na nią udać. Warto pamiętać, że terapeuta też jest tylko człowiekiem - nie zawsze przeszedł podobne doświadczenia jak pacjent i nie zawsze będzie skuteczny. Żeby mogła zajść zmiana na jakiejś płaszczyźnie, trzeba być po prostu szczerym przed samym sobą. To pierwszy i najistotniejszy krok do naprawienia czegokolwiek w naszym życiu. Terapeuta może, ale nie musi w tym pomóc.
Już sama forma książki jest godna uwagi. Renata Mazurowska umiejętnie kieruje rozmową poprzez zadawanie różnorodnych pytań, ale jednocześnie w wielu momentach wyraża własne zdanie na określony temat. Paweł Droździak jest bez wątpienia posiadającym bogatą wiedzę psychologiem - to można stwierdzić po lekturze publikacji. Przedstawia swoje poglądy w sposób przystępny, obrazowy, wykorzystuje do tego liczne przykłady z życia wzięte, kreśli także hipotetyczne sytuacje. Mam tutaj jednak pewne zastrzeżenia. Wydaje się, że autor wykazuje tendencję sprowadzania patologicznych przypadków - które są mimo wszystko zjawiskiem marginalnym - do częstych zachowań. Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że ojcowie zwracając podniesionym głosem uwagę na 'odważny' strój nastoletniej córce, podświadomie fantazjują o niej i to jest główny powód ich reakcji. Nie zgodzę się z tym, że ojcowie czerpią przyjemność z dogryzania córkom, które mają jakieś braki. Umówmy się - to jest chore. Żaden zdrowy mężczyzna nie będzie miał żadnej satysfakcji z obrażania, stosowania złośliwości, szukania rywalizacji z kimś od siebie ewidentnie słabszym, a już na pewno nie ze swoimi dziećmi. Jeśli będzie chciał się konfrontować, to z kimś na zbliżonym poziomie. Takie jest moje zdanie. Interpretacja i analiza niektórych zagadnień budziła we mnie również spore wątpliwości. Jakby momentami oderwane od rzeczywistości poglądy, koncentrujące się na podświadomości człowieka. Na tej podstawie praktycznie każde zachowanie w dorosłym życiu można by wytłumaczyć takim, a nie innym dzieciństwem, dosłownie wszystko można by też w jakimś sensie odnieść do seksualności. Wszystko pięknie, tylko na ile takie teorie są wiarygodne?
Psychologia to dość 'śliska' dziedzina, nic w niej nie jest pewne w stu procentach, nie da się stwierdzić z całą stanowczością, że jednostka w określonej sytuacji zachowa się tak, a nie inaczej. Można co najwyżej przypuszczać - z większym lub mniejszym stopniem prawdopodobieństwa. Nie tak znowu znowu rzadko psychologowie mają odmienne teorie na dane zjawisko, niekiedy znacznie się od siebie różniące. Mnogość wariantów sprawia, że jedną sytuację można interpretować na wiele różnych sposobów. To, że dziesięciu albo nawet stu mężczyzn powiedziało co sądzi na dany temat (podczas ankiety, eksperymentu, w czasie wizyty w gabinecie) i ich poglądy są ze sobą w pewnej mierze zbieżne, nie znaczy to wcale, że dwustu innych nie myśli zupełnie inaczej. Paweł Droździak parokrotnie zaznacza, że jego wypowiedzi to tylko przykłady, ale w morzu tychże trudno potem odnaleźć najbardziej prawdopodobny powód określonego zachowania. Publikacja w wielu momentach staje się więc dość chaotyczna, gdyż autor w równym stopniu koncentruje się na skrajnościach, jak normach. Dlatego w moim odczuciu ta rozmowa dwojga inteligentnych ludzi jest tylko niezłą lekturą do przeczytania, i choć można jak najbardziej wynieść z niej coś wartościowego, to byłbym ostrożny w przesadnym braniu sobie do serca poszczególnych teorii i odnoszenia ich do własnych relacji. Doszukiwanie się problemów tam, gdzie ich nie ma i zbyt głębokie analizy z tym związane, zamiast pomóc, czasem mogą również zaszkodzić.
W kilkunastu rozdziałach autorzy poruszają szeroki zakres tematyczny związany z zagadnieniem bliskości w relacjach, nie tylko stricte damsko-męskich. Opisują problematykę pierwszej, młodzieńczej miłości, niekiedy nadmiernie idealizowanej; charakteryzują stosunki między matką i córką, które - jak się okazuje - niekoniecznie muszą być przyjaciółkami, zdarzają się bowiem przypadki, że rywalizują ze sobą. Jeden z rozdziałów został poświęcony na przedstawienie więzi ojców z córkami i wpływie tychże kontaktów na późniejsze relacje kobiet ze swoimi życiowymi partnerami. Czytelnik pozna mechanizm funkcjonowania toksycznych związków, z których kobiety nie potrafią zrezygnować, znajdzie też garść ciekawych informacji związanych z powszechnym problemem zmiany partnerek na dużo młodsze przez mężczyzn w średnim wieku. Jeśli mowa o związkach, nie mogło zabraknąć tematyki zdrady, miłosnych trójkątów, a w ostatnim rozdziale ważnych słów dotyczących psychoterapii. Autorzy doradzają, kiedy należałoby się na nią udać. Warto pamiętać, że terapeuta też jest tylko człowiekiem - nie zawsze przeszedł podobne doświadczenia jak pacjent i nie zawsze będzie skuteczny. Żeby mogła zajść zmiana na jakiejś płaszczyźnie, trzeba być po prostu szczerym przed samym sobą. To pierwszy i najistotniejszy krok do naprawienia czegokolwiek w naszym życiu. Terapeuta może, ale nie musi w tym pomóc.
Już sama forma książki jest godna uwagi. Renata Mazurowska umiejętnie kieruje rozmową poprzez zadawanie różnorodnych pytań, ale jednocześnie w wielu momentach wyraża własne zdanie na określony temat. Paweł Droździak jest bez wątpienia posiadającym bogatą wiedzę psychologiem - to można stwierdzić po lekturze publikacji. Przedstawia swoje poglądy w sposób przystępny, obrazowy, wykorzystuje do tego liczne przykłady z życia wzięte, kreśli także hipotetyczne sytuacje. Mam tutaj jednak pewne zastrzeżenia. Wydaje się, że autor wykazuje tendencję sprowadzania patologicznych przypadków - które są mimo wszystko zjawiskiem marginalnym - do częstych zachowań. Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że ojcowie zwracając podniesionym głosem uwagę na 'odważny' strój nastoletniej córce, podświadomie fantazjują o niej i to jest główny powód ich reakcji. Nie zgodzę się z tym, że ojcowie czerpią przyjemność z dogryzania córkom, które mają jakieś braki. Umówmy się - to jest chore. Żaden zdrowy mężczyzna nie będzie miał żadnej satysfakcji z obrażania, stosowania złośliwości, szukania rywalizacji z kimś od siebie ewidentnie słabszym, a już na pewno nie ze swoimi dziećmi. Jeśli będzie chciał się konfrontować, to z kimś na zbliżonym poziomie. Takie jest moje zdanie. Interpretacja i analiza niektórych zagadnień budziła we mnie również spore wątpliwości. Jakby momentami oderwane od rzeczywistości poglądy, koncentrujące się na podświadomości człowieka. Na tej podstawie praktycznie każde zachowanie w dorosłym życiu można by wytłumaczyć takim, a nie innym dzieciństwem, dosłownie wszystko można by też w jakimś sensie odnieść do seksualności. Wszystko pięknie, tylko na ile takie teorie są wiarygodne?
Psychologia to dość 'śliska' dziedzina, nic w niej nie jest pewne w stu procentach, nie da się stwierdzić z całą stanowczością, że jednostka w określonej sytuacji zachowa się tak, a nie inaczej. Można co najwyżej przypuszczać - z większym lub mniejszym stopniem prawdopodobieństwa. Nie tak znowu znowu rzadko psychologowie mają odmienne teorie na dane zjawisko, niekiedy znacznie się od siebie różniące. Mnogość wariantów sprawia, że jedną sytuację można interpretować na wiele różnych sposobów. To, że dziesięciu albo nawet stu mężczyzn powiedziało co sądzi na dany temat (podczas ankiety, eksperymentu, w czasie wizyty w gabinecie) i ich poglądy są ze sobą w pewnej mierze zbieżne, nie znaczy to wcale, że dwustu innych nie myśli zupełnie inaczej. Paweł Droździak parokrotnie zaznacza, że jego wypowiedzi to tylko przykłady, ale w morzu tychże trudno potem odnaleźć najbardziej prawdopodobny powód określonego zachowania. Publikacja w wielu momentach staje się więc dość chaotyczna, gdyż autor w równym stopniu koncentruje się na skrajnościach, jak normach. Dlatego w moim odczuciu ta rozmowa dwojga inteligentnych ludzi jest tylko niezłą lekturą do przeczytania, i choć można jak najbardziej wynieść z niej coś wartościowego, to byłbym ostrożny w przesadnym braniu sobie do serca poszczególnych teorii i odnoszenia ich do własnych relacji. Doszukiwanie się problemów tam, gdzie ich nie ma i zbyt głębokie analizy z tym związane, zamiast pomóc, czasem mogą również zaszkodzić.
nowaczytelnia.pl Ludwik Mańczak, 2012-11-15
Design dla hakerów. Sekrety genialnych projektów
Design dla hakerów. Sekrety genialnych projektantów nie jest typową książką o teorii koloru, stosowaniu tekstur i projektowaniu kompozycji. Zgadza się, to wszystko jest opisane w tej książce, ale autor, David Kadavy, skupia się na tym dlaczego to wszystko działa tak, a nie inaczej.
Jakim kolorem zaatakować korę przedczołową? I po co to robić? Gdzie ukrywa się złota proporcja w szablonie Twittera? Jak to możliwe, że zaprojektowany w XVI wieku Garamond jest używany w Internecie? No i dlaczego Comic Sans nie nadaje się do pisania e-maili?
Największy plus? Otwierasz książkę w losowym miejscu i widzisz coś ciekawego. W dodatku możesz to wykorzystać we własnych projektach. Raz będzie to ramka o wpływie designu na SEO, innym razem analiza proporcji promieni okręgów w logo MailChimpa.
Największy minus? Spodziewałem się, że książka będzie przeznaczona dla programistów. Wiecie jacy oni są. „Eeee, po co dawać taki wielki, pomarańczowy przycisk? Powinien być sam zielony tekst na czarnym tle. I szkoda czasu na wstawianie zdjęć. Strona musi się przede wszystkim ładować w mniej niż 2 sekundy na modemie 56kbps.” Myślałem, że dam taką książkę programiście, a ten stwierdzi, że w tym designie jednak coś jest i warto wydać pieniądze na profesjonalny projekt. Po bliższym zapoznaniu się z książką wiem, że to lektura dla hakerów, ale designu.
Jakim kolorem zaatakować korę przedczołową? I po co to robić? Gdzie ukrywa się złota proporcja w szablonie Twittera? Jak to możliwe, że zaprojektowany w XVI wieku Garamond jest używany w Internecie? No i dlaczego Comic Sans nie nadaje się do pisania e-maili?
Największy plus? Otwierasz książkę w losowym miejscu i widzisz coś ciekawego. W dodatku możesz to wykorzystać we własnych projektach. Raz będzie to ramka o wpływie designu na SEO, innym razem analiza proporcji promieni okręgów w logo MailChimpa.
Największy minus? Spodziewałem się, że książka będzie przeznaczona dla programistów. Wiecie jacy oni są. „Eeee, po co dawać taki wielki, pomarańczowy przycisk? Powinien być sam zielony tekst na czarnym tle. I szkoda czasu na wstawianie zdjęć. Strona musi się przede wszystkim ładować w mniej niż 2 sekundy na modemie 56kbps.” Myślałem, że dam taką książkę programiście, a ten stwierdzi, że w tym designie jednak coś jest i warto wydać pieniądze na profesjonalny projekt. Po bliższym zapoznaniu się z książką wiem, że to lektura dla hakerów, ale designu.
like-a-geek.jogger.pl 2012-11-10
Kulisy Kulinarnej Akademii
Marek Brzeziński - z wykształcenia anglista i psycholog (Uniwersytet Łódzki) - w książce „Kulisy Kulinarnej Akademii" dzieli się z czytelnikami smakami i smaczkami francuskiej kuchni i życia w Paryżu (nie zapominając o Łodzi...)
Kto z czytelników „Dziennika Łódzkiego" odmówi sobie sięgnięcia po książkę, rozpoczynającą się od słów „Róg Kilińskiego i Narutowicza w Łodzi. Na ostatki Babcia zwykła przyrządzać kilka półmisków pączków. Ciastek zawsze było mnóstwo, a tylko w jednym z nich znajdował się skarb...". Co to za skarb - nie zdradzamy, odsyłając do wydanej przez Helion/Editio książki Marka Brzezińskiego „Kulisy Kulinarnej Akademii". I nie jest bynajmniej żadna uczelnia z kilkunastu łódzkich szkół, a renomowana paryska Le Cordon Bleu -jedna z najważniejszych światowych świątyń gotowania, której Brzeziński - po 21. latach spędzonych raczej z dala od kuchni - został studentem.
Marek Brzeziński - łodzianin (i tu rozwiązuje się zagadka pierwszego akapitu...), wykształcony na Uniwersytecie Łódzkim anglista i psycholog, a także doktor nauk humanistycznych (Uniwersytet Gdański) wcześniej przez lata znany był słuchaczom audycji w języku polskim na falach Radia France Internationale oraz studentom Uniwersytetu Schillera w Paryżu. Gdy polska redakcja została zlikwidowana, Brzeziński zamknął za sobą drzwi radiowej stacji i uczelni, przekraczając próg akademii.
I właśnie Le Cordon Bleu- założona w 1895 roku, obecna w piętnastu krajach świata, kształcąca 18 tysięcy studentów rocznie - jest głównym bohaterem książki, choć autor co pewien czas „zagląda" we wspomnieniach do rodzimej Łodzi, nie stroniąc od okolic.
Dla Marka Brzezińskiego Akademia jest szkołą francuskiego życia - i to nie tylko kulinarnego. Stała się jednocześnie inspiracją do podróży przez smaki i smaczki Francji. Niezwykle barwne opisy paryskiej przygody zachęcają do zwiedzania stolicy Francji, widzianej z perspektywy ucznia najsławniejszej szkoły kulinarnej.
Każdy z rozdziałów ubarwiają kulinarne przepisy (poniżej dwa z nich), którym jednak daleko do uporządkowanej klasyki (składniki, porcje, czas gotowania itp.). To raczej żywiołowe opisy przygotowywania i konsumowania potraw. Opisy, które często trzeba długi czas odcedzać z dygresji by na dnie pozostał kulinarny „świetlisty dyjament", wieczerzy lub innego posiłku zaranie.
Kto z czytelników „Dziennika Łódzkiego" odmówi sobie sięgnięcia po książkę, rozpoczynającą się od słów „Róg Kilińskiego i Narutowicza w Łodzi. Na ostatki Babcia zwykła przyrządzać kilka półmisków pączków. Ciastek zawsze było mnóstwo, a tylko w jednym z nich znajdował się skarb...". Co to za skarb - nie zdradzamy, odsyłając do wydanej przez Helion/Editio książki Marka Brzezińskiego „Kulisy Kulinarnej Akademii". I nie jest bynajmniej żadna uczelnia z kilkunastu łódzkich szkół, a renomowana paryska Le Cordon Bleu -jedna z najważniejszych światowych świątyń gotowania, której Brzeziński - po 21. latach spędzonych raczej z dala od kuchni - został studentem.
Marek Brzeziński - łodzianin (i tu rozwiązuje się zagadka pierwszego akapitu...), wykształcony na Uniwersytecie Łódzkim anglista i psycholog, a także doktor nauk humanistycznych (Uniwersytet Gdański) wcześniej przez lata znany był słuchaczom audycji w języku polskim na falach Radia France Internationale oraz studentom Uniwersytetu Schillera w Paryżu. Gdy polska redakcja została zlikwidowana, Brzeziński zamknął za sobą drzwi radiowej stacji i uczelni, przekraczając próg akademii.
I właśnie Le Cordon Bleu- założona w 1895 roku, obecna w piętnastu krajach świata, kształcąca 18 tysięcy studentów rocznie - jest głównym bohaterem książki, choć autor co pewien czas „zagląda" we wspomnieniach do rodzimej Łodzi, nie stroniąc od okolic.
Dla Marka Brzezińskiego Akademia jest szkołą francuskiego życia - i to nie tylko kulinarnego. Stała się jednocześnie inspiracją do podróży przez smaki i smaczki Francji. Niezwykle barwne opisy paryskiej przygody zachęcają do zwiedzania stolicy Francji, widzianej z perspektywy ucznia najsławniejszej szkoły kulinarnej.
Każdy z rozdziałów ubarwiają kulinarne przepisy (poniżej dwa z nich), którym jednak daleko do uporządkowanej klasyki (składniki, porcje, czas gotowania itp.). To raczej żywiołowe opisy przygotowywania i konsumowania potraw. Opisy, które często trzeba długi czas odcedzać z dygresji by na dnie pozostał kulinarny „świetlisty dyjament", wieczerzy lub innego posiłku zaranie.
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2012-11-17
Opowieści w obiektywie. Świat okiem Vincenta Laforeta
Najbardziej znany z filmujących fotografów (autor pierwszego filmu wykonanego Canonem 5D Mark II) dzieli się swoimi doświadczeniami na temat budowania historii za pomocą kadrów. Laforet przez lata pracował jako fotoreporter - zarówno miejski, jak i realizujący fotoreportaże w miejscach dotkniętych klęskami żywiołowymi czy wojną. W swojej pierwszej książce pokazuje, jak za pomocą kadrów opowiadać historie, nie rezygnując jednak z estetyki. Wręcz przeciwnie, uczy oryginalnością ujęć, świeżością spojrzenia wzmocnić reporterski przekaz i przykuć uwagę widza. Choć Laforet stosuje niekonwencjonalne techniki i nietypowe środki, to cały czas podkreśla, jak użyć ich do wzmocnienia opowiadanej historii, a nie ulegać pokusie pustego efekciarstwa.
Digital Foto Video 2012-11-01
Opowieści zmieniacza. Jak zmienić swoje życie na lepsze?
Sądziłam, że to będzie mizerna lektura. Podchodziłam do niej jak pies do jeża. Nie wiem co skłoniło mnie do jej zakupu. W końcu wzięłam ją do torebki i rozpoczęłam studiowanie jej treści w środkach transportu miejskiego.
No i się zdziwiłam! Serdecznie!
Opowieści zmieniacza, to opowieści twórcy zupełnie innego coachingu na gruncie polskim, niż ten, który jest obecnie upowszechniany. To changemaker. Nie jakiś tam "coach". Specjalizuje się w pokonywaniu nieśmiałości oraz odkochiwaniu.
Najpierw mnie to rozbawiło. Cóż to za specjalizacje, pomyślałam. Ale książka jest tak skonstruowana, że mamy okazję poczytać zarówno opisy procesów jak i rozterki samego zmieniacza. Wniosek, który nasunął mi się po przeczytaniu 2 pierwszych rozdziałów brzmiał: ten gość pracuje niesamowicie ciekawie i... skutecznie. Jest mega ambitny - chce mieć najbliższą jak to tylko możliwe 100% skuteczność. A ja mu tego z całego serca życzę!
Co jeszcze ta książka ma ciekawego? Opis metod, techniki. Coachowie mogą podpatrzeć, zainspirować się. Dzięki tej książce zaczęłam kombinować co mogę dodać do swojej pracy z ludźmi, aby była lepsza, pełniejsza i ... moja.
No i najlepsze - poznałam jakiś czas temu człowieka, który toksycznie i na zabój kocha pewną kobietę. Męczy go ta miłość. Dziś pakuję tę książkę w kopertę i wysyłam do niego. Niech przeczyta. Może napisze maila dla autora?
Polecam. Każdemu, kogo interesuje zmienianie swojego życia :)
No i się zdziwiłam! Serdecznie!
Opowieści zmieniacza, to opowieści twórcy zupełnie innego coachingu na gruncie polskim, niż ten, który jest obecnie upowszechniany. To changemaker. Nie jakiś tam "coach". Specjalizuje się w pokonywaniu nieśmiałości oraz odkochiwaniu.
Najpierw mnie to rozbawiło. Cóż to za specjalizacje, pomyślałam. Ale książka jest tak skonstruowana, że mamy okazję poczytać zarówno opisy procesów jak i rozterki samego zmieniacza. Wniosek, który nasunął mi się po przeczytaniu 2 pierwszych rozdziałów brzmiał: ten gość pracuje niesamowicie ciekawie i... skutecznie. Jest mega ambitny - chce mieć najbliższą jak to tylko możliwe 100% skuteczność. A ja mu tego z całego serca życzę!
Co jeszcze ta książka ma ciekawego? Opis metod, techniki. Coachowie mogą podpatrzeć, zainspirować się. Dzięki tej książce zaczęłam kombinować co mogę dodać do swojej pracy z ludźmi, aby była lepsza, pełniejsza i ... moja.
No i najlepsze - poznałam jakiś czas temu człowieka, który toksycznie i na zabój kocha pewną kobietę. Męczy go ta miłość. Dziś pakuję tę książkę w kopertę i wysyłam do niego. Niech przeczyta. Może napisze maila dla autora?
Polecam. Każdemu, kogo interesuje zmienianie swojego życia :)
cewka.sephiria.pl Sephira, 2012-10-18