Recenzje
Polska na dwóch kółkach. Wydanie 1
W książce znajdziecie 50 tras rowerowych po Polsce, w tym dla rodzin z dziećmi. Będzie coś dla początkujących i amatorów. Dzięki temu przewodnikowi bez trudu traficie do ciekawych miejsc, a na rowerze podziwiać będziecie krajobrazy z innej perspektywy. W środku ciekawostki, wytyczone trasy i dokładne mapki. W sam raz na planowanie urlopu marzeń, który niekoniecznie musi być zagranicznym wyjazdem.
Nasz Olsztyniak 2012-07-15
Zakamarki marki. Rzeczy, o których mogłeś nie wiedzieć, zapomnieć lub pominąć podczas budowania swojej marki
Do przeczytania tej książki zabierałem się od stycznia 2012. Szczęśliwy finał przyszedł dziś i na gorąco opisuję swoje wrażenia.
Jako pierwszy parametr do oceny biorę pod uwagę to czy książka pozwala się od niej oderwać przy pierwszym kontakcie. W sumie potrzebowałem 3 podejść więc mamy falstart, ale…
O czym jest ta książka?
Książka jest subiektywnym spojrzeniem praktyka marketingu na to czym “marka” jest i czym nie jest. W sumie składa się z 6 rozdziałów (201 str. format zbliżony do A5), które w bliższy lub dalszy sposób o markę zahaczają.
Do kogo jest skierowana?
Autor na wstępie wymienił 3 grupy:
1) właściciele firm
2) marketingowcy
3) osoby zajmujące się PR-em
Po krótkiej chwili zastanowienia zgodziłbym się z tezą, że każda z powyższych grup znajdzie w książce coś co jej się przyda lub ją zainteresuje a od siebie jako czwartą grupę dodałbym:
4) osoby myślące o założeniu własnego biznesu - abstrahując od tego czy właśnie ta pozycja najlepiej opisuje zagadnienia związane z Marką - każda osoba myśląca o pracy na własny rachunek powinna poznać podstawy marketingu, do których zalicza się “kreowanie marki”. Celowo napisałem kreowanie, bo marka sama z siebie się nie tworzy i wymaga konsekwentnej i nieprzerwanej pracy.
Jak jest napisana?
Jest napisana w sposób zrozumiały dla grupy 2) którą reprezentuję :). Inni z powyższych grup też nie powinni mieć problemu ze zrozumieniem myśli autora. Użyteczność rozumiana jako wygoda podczas czytania raczej na minus. Mimo tego, że w rozdziałach jest wiele podrozdziałów a w podrozdziałach wiele podtytułów to mi trudno było się w tym wszystkim odnaleźć.
Kiedy na końcu spojrzałem na spis treści to niby wszystko jest logicznie poukładane. Kiedy jednak dotykasz tej materii z bliska to “oczywista oczywistość” nie jest już tak “oczywista”. Myśl autora potrafi skakać z jednego zakamarka w drugi tak szybko, że nie ogarniesz…
Styl jest lekki, nie napompowany i z pasującym mi humorem. Autor nie stara się puszczać oka “na siłę” a jak żartuje to robi to ze smakiem. Łatwiej by mi się czytało gdyby akcentów humorystycznych było nawet nieco więcej. No właśnie “łatwiej by mi się czytało”. Zastanawiałem się kilka razy co sprawiło, że nie miałem silnej motywacji do “połknięcia” książki na raz i doszedłem do dwóch wniosków:
1) brak ilustracji, wykresów i tabel - to co jest przedstawiane przez wydawcę i autora jako jej atut w mojej ocenie jest słabością. Suchy tekst jest nurzący i nie pozwala przesunąć myśli do innej formy przekazu, która mogłaby uatrakcyjnić obraz jako całości.
2) pierwsze 40 stron nie spełniło moich oczekiwań - czytaj: doświadczony marketingowiec dał się uwieźć sprytniejszym marketingowcom. Z drugiej strony nie najlepiej świadczy to o autorze, bo jak mantrę powtarza w swoich tekstach, że w procesie kreowania i zarządzania marką nie należy obiecywać gruszek na wierzbie…a zgodzicie się chyba, że książka to również pewna marka, która albo umie się obronić albo nie. U mnie po około 40 stronach umarła na kilka miesięcy.
Po co do niej wróciłem?
Jako marketingowiec mierzę się na co dzień z różnymi siłami ciemności. Jedną z nich okazał się kolega, któremu potrzebowałem udowodnić, że się myli w kwestii realizacji strategii komunikacji. On w zasadzie ją ignoruje i działa w opozycji do niej więc sprawa jest dość oczywista, ale chciałem się podeprzeć “wiarygodnym źródłem”. Tu z pomocą przyszedł Paweł Tkaczyk i jego Zakamarki Marki, rozdział II.
Warto od deski do deski czy tylko fragmenty?
Jak już wróciłem i naładowałem akumulator z wiedzą na temat strategii komunikacji, poskakałem po kilku ciekawych z mojego punktu widzenia miejscach aż w końcu zwyciężył zakorzeniony w dzieciństwie i wczesnej młodości bakcyl zdobywania planszy na 100% :) Książka została więc przeczytana w całości więc daję sobie moralne prawo do jej oceny.
Moja ocena końcowa:
Książka nie odkrywa Ameryki i dla początkujących marketerów może być zbyt chaotyczna w swoim przekazie. Dla nich polecam podstawę w postaci Ph. Kotlera i jego: “Marketingu”. Dla osób z podłożem marketingowym może być ciekawa jeżeli nie zrażą się pewną dozą chaosu i będą umieli cieszyć się z ciekawych “kąsków”, którymi nie da się ukryć jest wypełniona. Moje ulubione hasła i opisane sytuacje zawarte w tekście to: sprzedawanie wody w trakcie deszczu, przykład ze sprzedażą materaca i wydłużaniem doby do 25h zagonienie słonia do pracy, marka to klub - musi wykluczać, phallic logo awards, wyjątki do teorii Maslova, :) Tylko mam dziwne wrażenie, że to wszystko już gdzieś czytałem, słyszałem bądź widziałem.
Fajnie byłoby przeczytać więcej myśli autora i jego doświadczeń. Case studies jako osobny rozdział mniej do mnie przemawia niż osobiste doświadczenia wplecione w każdy rozdział, podrozdział i podtytuł. Tak więc Paweł: więcej odwagi i pójścia pod prąd, bo masz “coś” do powiedzenia i fajnie się tego słucha.
Jestem wymagającym czytelnikiem więc moja ocena może wydawać się neutralna do negatywnej. Jeżeli tak ktoś pomyślał to prostuję: daję 3+/5 i polecam każdemu kto od pewnego czasu zajmuje się marketingiem: produktowym, internetowym, komunikacyjnym, etc., planuje albo już prowadzi własną firmę.
Jeżeli po przeczytaniu macie swoje przemyślenia albo chcecie wiedzieć coś więcej na jej temat piszcie pod postem.
PS. Kolejna książką Pawła Tkaczyka to: “Grywalizacja” i zamierzam się w nią również wgryźć. Tym razem z dwóch powodów:
1) marketing - zawodowa przyjemność/obowiązek jak w powyższym przypadku
2) ciekawość - kiedyś byłem fanem gier i chcę zobaczyć jak można to zmiksować z marketingiem
Jako pierwszy parametr do oceny biorę pod uwagę to czy książka pozwala się od niej oderwać przy pierwszym kontakcie. W sumie potrzebowałem 3 podejść więc mamy falstart, ale…
O czym jest ta książka?
Książka jest subiektywnym spojrzeniem praktyka marketingu na to czym “marka” jest i czym nie jest. W sumie składa się z 6 rozdziałów (201 str. format zbliżony do A5), które w bliższy lub dalszy sposób o markę zahaczają.
Do kogo jest skierowana?
Autor na wstępie wymienił 3 grupy:
1) właściciele firm
2) marketingowcy
3) osoby zajmujące się PR-em
Po krótkiej chwili zastanowienia zgodziłbym się z tezą, że każda z powyższych grup znajdzie w książce coś co jej się przyda lub ją zainteresuje a od siebie jako czwartą grupę dodałbym:
4) osoby myślące o założeniu własnego biznesu - abstrahując od tego czy właśnie ta pozycja najlepiej opisuje zagadnienia związane z Marką - każda osoba myśląca o pracy na własny rachunek powinna poznać podstawy marketingu, do których zalicza się “kreowanie marki”. Celowo napisałem kreowanie, bo marka sama z siebie się nie tworzy i wymaga konsekwentnej i nieprzerwanej pracy.
Jak jest napisana?
Jest napisana w sposób zrozumiały dla grupy 2) którą reprezentuję :). Inni z powyższych grup też nie powinni mieć problemu ze zrozumieniem myśli autora. Użyteczność rozumiana jako wygoda podczas czytania raczej na minus. Mimo tego, że w rozdziałach jest wiele podrozdziałów a w podrozdziałach wiele podtytułów to mi trudno było się w tym wszystkim odnaleźć.
Kiedy na końcu spojrzałem na spis treści to niby wszystko jest logicznie poukładane. Kiedy jednak dotykasz tej materii z bliska to “oczywista oczywistość” nie jest już tak “oczywista”. Myśl autora potrafi skakać z jednego zakamarka w drugi tak szybko, że nie ogarniesz…
Styl jest lekki, nie napompowany i z pasującym mi humorem. Autor nie stara się puszczać oka “na siłę” a jak żartuje to robi to ze smakiem. Łatwiej by mi się czytało gdyby akcentów humorystycznych było nawet nieco więcej. No właśnie “łatwiej by mi się czytało”. Zastanawiałem się kilka razy co sprawiło, że nie miałem silnej motywacji do “połknięcia” książki na raz i doszedłem do dwóch wniosków:
1) brak ilustracji, wykresów i tabel - to co jest przedstawiane przez wydawcę i autora jako jej atut w mojej ocenie jest słabością. Suchy tekst jest nurzący i nie pozwala przesunąć myśli do innej formy przekazu, która mogłaby uatrakcyjnić obraz jako całości.
2) pierwsze 40 stron nie spełniło moich oczekiwań - czytaj: doświadczony marketingowiec dał się uwieźć sprytniejszym marketingowcom. Z drugiej strony nie najlepiej świadczy to o autorze, bo jak mantrę powtarza w swoich tekstach, że w procesie kreowania i zarządzania marką nie należy obiecywać gruszek na wierzbie…a zgodzicie się chyba, że książka to również pewna marka, która albo umie się obronić albo nie. U mnie po około 40 stronach umarła na kilka miesięcy.
Po co do niej wróciłem?
Jako marketingowiec mierzę się na co dzień z różnymi siłami ciemności. Jedną z nich okazał się kolega, któremu potrzebowałem udowodnić, że się myli w kwestii realizacji strategii komunikacji. On w zasadzie ją ignoruje i działa w opozycji do niej więc sprawa jest dość oczywista, ale chciałem się podeprzeć “wiarygodnym źródłem”. Tu z pomocą przyszedł Paweł Tkaczyk i jego Zakamarki Marki, rozdział II.
Warto od deski do deski czy tylko fragmenty?
Jak już wróciłem i naładowałem akumulator z wiedzą na temat strategii komunikacji, poskakałem po kilku ciekawych z mojego punktu widzenia miejscach aż w końcu zwyciężył zakorzeniony w dzieciństwie i wczesnej młodości bakcyl zdobywania planszy na 100% :) Książka została więc przeczytana w całości więc daję sobie moralne prawo do jej oceny.
Moja ocena końcowa:
Książka nie odkrywa Ameryki i dla początkujących marketerów może być zbyt chaotyczna w swoim przekazie. Dla nich polecam podstawę w postaci Ph. Kotlera i jego: “Marketingu”. Dla osób z podłożem marketingowym może być ciekawa jeżeli nie zrażą się pewną dozą chaosu i będą umieli cieszyć się z ciekawych “kąsków”, którymi nie da się ukryć jest wypełniona. Moje ulubione hasła i opisane sytuacje zawarte w tekście to: sprzedawanie wody w trakcie deszczu, przykład ze sprzedażą materaca i wydłużaniem doby do 25h zagonienie słonia do pracy, marka to klub - musi wykluczać, phallic logo awards, wyjątki do teorii Maslova, :) Tylko mam dziwne wrażenie, że to wszystko już gdzieś czytałem, słyszałem bądź widziałem.
Fajnie byłoby przeczytać więcej myśli autora i jego doświadczeń. Case studies jako osobny rozdział mniej do mnie przemawia niż osobiste doświadczenia wplecione w każdy rozdział, podrozdział i podtytuł. Tak więc Paweł: więcej odwagi i pójścia pod prąd, bo masz “coś” do powiedzenia i fajnie się tego słucha.
Jestem wymagającym czytelnikiem więc moja ocena może wydawać się neutralna do negatywnej. Jeżeli tak ktoś pomyślał to prostuję: daję 3+/5 i polecam każdemu kto od pewnego czasu zajmuje się marketingiem: produktowym, internetowym, komunikacyjnym, etc., planuje albo już prowadzi własną firmę.
Jeżeli po przeczytaniu macie swoje przemyślenia albo chcecie wiedzieć coś więcej na jej temat piszcie pod postem.
PS. Kolejna książką Pawła Tkaczyka to: “Grywalizacja” i zamierzam się w nią również wgryźć. Tym razem z dwóch powodów:
1) marketing - zawodowa przyjemność/obowiązek jak w powyższym przypadku
2) ciekawość - kiedyś byłem fanem gier i chcę zobaczyć jak można to zmiksować z marketingiem
blog.jakubskowronski.pl 2012-07-16
Oświetlenie. Kreatywna fotografia
Moje pierwsze kroki w fotografii to częste wizyty w jednej z krakowskich księgarni, a wydawnictwa edukacyjno-fotograficzne zaczęły szybko dominować na moich półkach z książkami. Mimo to potrzebowałem nauczyciela, kogoś, kto mógł mi podpowiedzieć albo odrobinę otworzyć głowę.
Z perspektywy czasu ówczesne podręczniki dawały dobrą wiedzę techniczną, trudno jednak było zrozumieć istotę fotografii. Jak jest z „Oświetleniem‶
Kilka dni temu otrzymałem książkę pt. „Oświetlenie‶, autorstwa Harolda Davisa. Została ona wydana przez uznane wydawnictwo Helion.
W opisie książki przeczytamy:
"Dzięki niej unikniesz podstawowych błędów, przyspieszysz proces nauki oraz poznasz kruczki i sztuczki pozwalające w okamgnieniu poprawić własny warsztat."
Faktycznie lektura zawiera wiele interesujących informacji. Światło jest ściśle związane ze zdjęciem, przecież fotografia to malowanie światłem. Autor przeprowadza czytelnika przez wiele zagadnień, wyjaśnia wpływ różnych rodzajów światła na efekty zdjęciowe.
Poświęca sporo miejsca na omówienie światła zastanego, ale opowiada także o sztucznych źródłach oświetlenia. Świetnie opisuje, jak zrobić dobre zdjęcie nocne, podaje proste, skuteczne rozwiązania. One pozwalają się skupić na samej pracy, pomyśle, ewentualnie rozwinięciu przepisu, który podaje autor. W dalszej części mówi o temperaturze barwowej różnych źródeł światła. Opisuje działanie balansu bieli, pokazuje, jak można się poruszać między chłodnymi a ciepłymi odcieniami światła.
Dość pobieżnie autor przechodzi przez temat ekspozycji i programów półautomatycznych, prawdopodobnie zakładając, że czytelnik ma technikalia już za sobą. Utwierdza jednak w przekonaniu, że:
"[...] aparat to tylko pęk obwodów elektronicznych połączony z obiektywem. Może odczytywać światło, ale nie potrafi myśleć kreatywnie [...]"
I poleca wyłączyć tryb automatyczny. Docieramy wreszcie do zagadnienia, bez którego fotografia nigdy nie istniała, czyli postprodukcji. Od samego początku lektury Davis wspomina o cyfrowym negatywie i konieczności wywołania i wykonania obróbki, by zdjęcia nabrały charakteru. Cały rozdział książki poświęca tylko obróbce, pokazując różnego rodzaju tricki podnoszące jakość fotografii.
Co mi się w książce podoba
Autor raczy czytelnika sporą dawką wiedzy. Przekazuje ją w sposób nienachalny. Wkłada narzędzie do ręki, ale nie podaje gotowych rozwiązań , dlatego nie odnosi się wrażenia, że słowa autora są jedynym słusznym wyjściem. Cały czas pozostawia miejsce dla własnej inwencji i pomysłu. Przedkłada go ponad wszystko.
Podoba mi się mnogość przykładów. Część zdjęć wydaje się dość prosta, ale świetnie ukazują to, o czym pisze autor. Są też dokładnie opisane, czytelnik może samodzielnie spróbować uzyskać podobny efekt.
Nie widziałem wielu poradników, w których tak dobrze opisano zdjęcia nocne , warto je robić przed kompletnym zachodem słońca, albo kilka chwil po. Wtedy otrzymujemy magiczne kolory, niby proste, ale warto, żeby ktoś nam o tym powiedział.
Nie ma kreatywnej fotografii bez cyfrowej ciemni. RAW musi zostać wywołany. Davis pomaga nam przejść przez ten element, idzie także odrobinę dalej. Pokazuje gotowe rozwiązania PS. Moim zdaniem bardzo przydatne patenty, bo tak na serio PS dla fotografów to „giełda patentów‶, kilka z nich dostajemy wraz z lekturą „Oświetlenia‶.
Co do mnie nie trafia
Przeczytałem tę książkę od deski do deski i w takiej formie jest ona zrozumiała. Jednak trudno wyławiać z niej informacje. Mnóstwo odnośników do innych stron i zagadnień. Chwilami bywało to wkurzające.
Język, którym napisana jest lektura, może sprawiać sporo trudności. Zlepek technicznych terminów, często tak poskładany, że w pierwszej chwili mało jasny. Nie wiem, czy wynika to z przekładu, czy z samej formy, ale momentami miałem kłopot. Myślę, że początkujący fotograf, a do niego jest ta pozycja skierowana, może się zniechęcić metajęzykiem fotograficznym.
Nie bardzo zrozumiałem wstawki o Królewnie Śnieżce i porównaniu barwy światła do kiełbasek na ognisku, może to wynikać z kiepskiego tłumaczenia. Nie ma to jednak przełożenia na wiedzę.
Ryciny wydają się wykonane na kolanie. Pomijając ich prostotę, nie sądzę, by można z nich wyciągnąć coś dla siebie. Są kiepsko opisane i nie widzę celowości wstawiania ich w takiej formie. Istotnie brakuje dobrych, wyczerpujących rysunków. Fotografowie to przecież zwykle wzrokowcy!
Podsumowanie
Całościowo przeczytałem lekturę z zaciekawieniem. Znalazłem w niej wiele interesujących informacji. Polecam ją wszystkim, którzy chętnie czytają podręczniki pisane jednolitym tekstem. Wydaje się, że pozycja ta nie trafi do czytelnika przyzwyczajonego do tekstów przedstawianych w sposób uporządkowany tematycznie i dających możliwość zapoznawania się z poszczególnymi tematami w dowolnej kolejności. Davis podaje sporo wiedzy i pomimo mankamentów redakcyjnych warto sięgnąć po „Oświetlenie‶.
Z perspektywy czasu ówczesne podręczniki dawały dobrą wiedzę techniczną, trudno jednak było zrozumieć istotę fotografii. Jak jest z „Oświetleniem‶
Kilka dni temu otrzymałem książkę pt. „Oświetlenie‶, autorstwa Harolda Davisa. Została ona wydana przez uznane wydawnictwo Helion.
W opisie książki przeczytamy:
"Dzięki niej unikniesz podstawowych błędów, przyspieszysz proces nauki oraz poznasz kruczki i sztuczki pozwalające w okamgnieniu poprawić własny warsztat."
Faktycznie lektura zawiera wiele interesujących informacji. Światło jest ściśle związane ze zdjęciem, przecież fotografia to malowanie światłem. Autor przeprowadza czytelnika przez wiele zagadnień, wyjaśnia wpływ różnych rodzajów światła na efekty zdjęciowe.
Poświęca sporo miejsca na omówienie światła zastanego, ale opowiada także o sztucznych źródłach oświetlenia. Świetnie opisuje, jak zrobić dobre zdjęcie nocne, podaje proste, skuteczne rozwiązania. One pozwalają się skupić na samej pracy, pomyśle, ewentualnie rozwinięciu przepisu, który podaje autor. W dalszej części mówi o temperaturze barwowej różnych źródeł światła. Opisuje działanie balansu bieli, pokazuje, jak można się poruszać między chłodnymi a ciepłymi odcieniami światła.
Dość pobieżnie autor przechodzi przez temat ekspozycji i programów półautomatycznych, prawdopodobnie zakładając, że czytelnik ma technikalia już za sobą. Utwierdza jednak w przekonaniu, że:
"[...] aparat to tylko pęk obwodów elektronicznych połączony z obiektywem. Może odczytywać światło, ale nie potrafi myśleć kreatywnie [...]"
I poleca wyłączyć tryb automatyczny. Docieramy wreszcie do zagadnienia, bez którego fotografia nigdy nie istniała, czyli postprodukcji. Od samego początku lektury Davis wspomina o cyfrowym negatywie i konieczności wywołania i wykonania obróbki, by zdjęcia nabrały charakteru. Cały rozdział książki poświęca tylko obróbce, pokazując różnego rodzaju tricki podnoszące jakość fotografii.
Co mi się w książce podoba
Autor raczy czytelnika sporą dawką wiedzy. Przekazuje ją w sposób nienachalny. Wkłada narzędzie do ręki, ale nie podaje gotowych rozwiązań , dlatego nie odnosi się wrażenia, że słowa autora są jedynym słusznym wyjściem. Cały czas pozostawia miejsce dla własnej inwencji i pomysłu. Przedkłada go ponad wszystko.
Podoba mi się mnogość przykładów. Część zdjęć wydaje się dość prosta, ale świetnie ukazują to, o czym pisze autor. Są też dokładnie opisane, czytelnik może samodzielnie spróbować uzyskać podobny efekt.
Nie widziałem wielu poradników, w których tak dobrze opisano zdjęcia nocne , warto je robić przed kompletnym zachodem słońca, albo kilka chwil po. Wtedy otrzymujemy magiczne kolory, niby proste, ale warto, żeby ktoś nam o tym powiedział.
Nie ma kreatywnej fotografii bez cyfrowej ciemni. RAW musi zostać wywołany. Davis pomaga nam przejść przez ten element, idzie także odrobinę dalej. Pokazuje gotowe rozwiązania PS. Moim zdaniem bardzo przydatne patenty, bo tak na serio PS dla fotografów to „giełda patentów‶, kilka z nich dostajemy wraz z lekturą „Oświetlenia‶.
Co do mnie nie trafia
Przeczytałem tę książkę od deski do deski i w takiej formie jest ona zrozumiała. Jednak trudno wyławiać z niej informacje. Mnóstwo odnośników do innych stron i zagadnień. Chwilami bywało to wkurzające.
Język, którym napisana jest lektura, może sprawiać sporo trudności. Zlepek technicznych terminów, często tak poskładany, że w pierwszej chwili mało jasny. Nie wiem, czy wynika to z przekładu, czy z samej formy, ale momentami miałem kłopot. Myślę, że początkujący fotograf, a do niego jest ta pozycja skierowana, może się zniechęcić metajęzykiem fotograficznym.
Nie bardzo zrozumiałem wstawki o Królewnie Śnieżce i porównaniu barwy światła do kiełbasek na ognisku, może to wynikać z kiepskiego tłumaczenia. Nie ma to jednak przełożenia na wiedzę.
Ryciny wydają się wykonane na kolanie. Pomijając ich prostotę, nie sądzę, by można z nich wyciągnąć coś dla siebie. Są kiepsko opisane i nie widzę celowości wstawiania ich w takiej formie. Istotnie brakuje dobrych, wyczerpujących rysunków. Fotografowie to przecież zwykle wzrokowcy!
Podsumowanie
Całościowo przeczytałem lekturę z zaciekawieniem. Znalazłem w niej wiele interesujących informacji. Polecam ją wszystkim, którzy chętnie czytają podręczniki pisane jednolitym tekstem. Wydaje się, że pozycja ta nie trafi do czytelnika przyzwyczajonego do tekstów przedstawianych w sposób uporządkowany tematycznie i dających możliwość zapoznawania się z poszczególnymi tematami w dowolnej kolejności. Davis podaje sporo wiedzy i pomimo mankamentów redakcyjnych warto sięgnąć po „Oświetlenie‶.
fotoblogia.pl Michał Massa Mąsior, 2012-07-16
Typografia od podstaw. Projekty z klasą
Czytanie książek branżowych to dobry sposób na dość efektywne poszerzanie swojej wiedzy. Dzięki temu można nie tylko dowiedzieć się więcej na temat interesującej nas dziedziny, ale także poznać nowych twórców, ich sposób myślenia i działania. Czytanie książek, poszerza także nasz zakres słownictwa, co na pewno pomaga w przyszłych kontaktach z klientami. Morał jest z tego taki, że czytać warto… wszystko i zawsze.
Jak już ustaliliśmy – czytanie przynosi same korzyści, kolejne pytanie, na które odpowiedzieć jest już trudniej brzmi… Co czytać? W tej serii artykułów, które będą raczej recenzjami przeczytanych przeze mnie książek, postaram się Wam pomóc w wyborze odpowiedniej dla Was literatury.
O książce Typografia od podstaw. Projekty z klasą dowiedziałam się czytając jeden z tematów na moim forum graficznym. Tytuł brzmiał zachęcająco, a ja trochę przytłoczona książką Elementarz stylu w typografii Roberta Bringhurst-a chciałam zasmakować czegoś lżejszego. Długo nie zwlekając zamówiłam tą książkę, oraz jej bliźniacze wydanie – DTP od podstaw. Projekty z klasą tej samej autorki.
Pierwsze wrażenie
Książka Robin Williams już na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie wydania lekkiego – zarówno w sensie przekazu, jak i faktycznej wagi. Zdecydowanym jej plusem, szczególnie dla dziewczyny, jest jej mała waga, a co za tym idzie – możliwość bezproblemowego noszenia jej w torebce. Wiem, że dla niektórych może to brzmieć płytko, ale mężczyzno – noś codziennie na ramieniu 5kg, to porozmawiamy ;).
Przechodząc dalej… okładka książki jest estetyczna, jednak nie zachwyca. Przeglądając książkę przez cały czas odnoszę podobne wrażenie. Porównując to wydanie do wydania Elementarzu… ma się wrażenie, że obie książki nie mają wiele wspólnego od strony wydawniczej.
Moim zdaniem – książka ucząca zasad typografii i mówiąca o wszystkich jej wartościach estetycznych, wzmacnianiu przez nią przekazu, powinna sprawiać inne wrażenie. Użyte fonty, jakość papieru i rozkład treści pozwalają myśleć, że mamy do czynienia raczej z wydaniem niskobudżetowym (cena książki to w końcu 37zł).
Czego dowiemy się z książki?
Typografia od podstaw podzielona jest na dziesięć rozdziałów dotykających różnych tematów. Są to po kolei: Krótka historia pisma, Czytelność i zrozumiałość, Interpunkcja, Mistrzowski skład, Odstępy, Szczegóły, Efekty specjalne, Typograficzne dylematy, Słownik ważniejszych pojęć oraz
Informacje dodatkowe.
Po przebrnięciu przez spis treści natrafiamy na wstęp. Autorka w dość ciekawy sposób wprowadza czytelnika w świat książki. Pokazuje na przykładach podstawowe błędne i poprawne projekty w celu zachęcenia czytelnika do zgłębienia się w tę tematykę. Tłumaczy anatomię litery i wyjaśnia pojęcia, które wykorzystywane będą w książce. To bardzo dobry pomysł, szczególnie dla osób rozpoczynających swoją przygodę z typografią. Wskoczenie na głęboką wodę mogłoby być dla nich dość traumatyczne (dla mnie było, kiedy czytałam Elementarz stylu w typografii).
Krótka historii pisma
To zdecydowanie krótki rozdział. Poznajemy w nim podstawowy podział krojów pisma i dowiadujemy się czym się charakteryzują. Oprócz opisu dla każdej z kategorii autorka przedstawia nam przykłady opatrzone komentarzem, który pokazuje charakterystyczne elementy fontów tego rodzaju.
Czytelność i zrozumiałość
W tym rozdziale autorka zapoznaje nas z takimi zagadnieniami jak kroje bezszeryfowe i szeryfowe, majuskuły i minuskuły, odstępy międzyliterowe i międzywyrazowe czy interlinia. Są to pojęcia, które powinny być ważne dla każdego, kto chce dbać o typografię w swoich projektach.
Na uwagę w tym rozdziale zasługuje także poddział Długość wiersza, a wyrównanie, gdzie autorka dając kilka prostych rad uczy nas jak dobrać optymalną wielkość fontu lub szerokość wiersza. Początkowo takie matematyczne podejście do tego tematu może okazać się zbędne, jednak jeśli chcecie dbać o maksymalny komfort czytania w złożonych przez Was tekstach, powinniście wziąć to pod uwagę.
Interpunkcja
Interpunkcja to zagadnienie wałkowane w szkołach w Polsce od podstawówki. W sporej większości… bezskutecznie. Zasady wymieniane w książce dotyczą poprawnego stawiania znaków cudzysłowów, apostrofów, minut, sekund. Oprócz tego autorka wspomina o odpowiednim korzystaniu z nawiasów, czy łączników (z którymi, swoją drogą, sama mam problem).
Oprócz typowych zagadnień związanych z korzystaniem ze znaków interpunkcyjnych, w tym rozdziale możemy dowiedzieć się co zrobić, aby znaki z których korzystamy były nie tylko poprawnie wstawione, ale też prezentowały się efektownie.
Mistrzowski skład
Ten rozdział poświęcony jest typograficznym możliwościom fontów zgodnych ze standardem Open Type. Autorka pokazuje tutaj możliwości jakie można osiągnąć posiadając prawdziwe kapitaliki, znaki zwężone i rozszerzone, czy cyfry nautyczne. Oprócz suchych informacji na temat tego co oznaczają poszczególne pojęcia, w tym rozdziale dowiadujemy się jak odpowiednio dopasować daną odmianę fontu do aktualnych potrzeb.
Odstępy
Kolejny rozdział zawiera informacje na temat różnego rodzaju odstępów występujących w tekście. Dowiadujemy się w nim min. czym są odstępy międzyliterowe, czym jest kerning i co je od siebie odróżnia.
Na uwagę zasługuje także rozdział poświęcony doborowi odpowiedniej interlinii w tekście.
Kolejne ciekawe zagadnienie to wyrównywanie tekstu. W podrozdziale 17 zatytułowanym Wyrównywanie autorka zapoznaje nas z teorią związaną z tym zagadnieniem. Opowiada jakie wyrównania powinno się stosować w poszczególnych sytuacjach oraz jakie dodatkowe działania powinny temu towarzyszyć.
Szczegóły
To mój ulubiony rozdział książki. Znajduje się w nim wiele uniwersalnej wiedzy, którą można wykorzystać nie tylko w składzie do druku, ale także na stronach internetowych.
Dzięki jego lekturze możemy poznać szczegółowe wskazówki na temat formatowania nagłówków, podtytułów, cytatów, podpisów pod ilustracjami oraz wielu innych. Rozdział ten jest pełen prostej, skondensowanej wiedzy, która otwiera nam oczy na podstawowe zasady składu tekstu. Są to wskazówki, które nie sprawiają, że projekt zmienia się diametralnie. Odnoszą się właśnie do szczegółów, które z dobrej pracy robią bardzo dobrą.
Efekty specjalne
W rozdziale efekty specjalne mamy okazję dowiedzieć się o doświadczeniach autorki z literami ozdobnymi, inicjałami, kolorami oraz ornamentami i symbolami.
Większość z nich, to bardzo przydatne rady, inne natomiast są dla mnie dość kontrowersyjne. Autorka w rozdziale poświęconym fontom obrazkowym proponuje używanie ich jako efekt projektowania logo, co jest delikatnie rzecz ujmując… dość odważnym pomysłem.
Typograficzne dylematy
Jak sama nazwa wskazuje – w tym rozdziale autorka dzieli się z nami swoją opinią na temat trudnych, z punktu widzenia typografii, decyzji. Opisuje swoje dylematy związane min. z doborem kroku pisma, długości tekstu. Rozdział ten zawiera także listę Grzechów głównych DTP, które według niej powinny być karane ;).
Słownik ważniejszych pojęć
Na sam koniec – słownik ważniejszych pojęć. To bardzo ciekawy pomysł, bo znajduje się tam lista stosunkowo trudnych pojęć, więc jeśli kiedyś któregoś zapomnicie, zawsze można zajrzeć do książki i dowiedzieć się szczegółów.
Kilka słów na koniec
Tak jak wspomniałam na początku – każda książka jest warta przeczytania. Podobnie zdaniem ma odnośnie Typografia od podstaw. Projekty z klasą.
Zawartość merytoryczna tej książki jest moim zdaniem w większości bez zarzutu. To, co mi się w niej nie podoba, to wygląd oraz w większości przypadków – proponowane przez autorkę przykłady. Całość obfituje w fonty, układy, wyróżnień, które są w moim odczuciu po prostu brzydkie. Trudno jednak powiedzieć, czy jest to wina samej autorki, czy może jej polskiego wydawnictwa.
Cena książki
Cena tej książki waha się w granicach od 29zł na Allegro do 37zł w sklepach internetowych oraz na stronie wydawnictwa.
Jak już ustaliliśmy – czytanie przynosi same korzyści, kolejne pytanie, na które odpowiedzieć jest już trudniej brzmi… Co czytać? W tej serii artykułów, które będą raczej recenzjami przeczytanych przeze mnie książek, postaram się Wam pomóc w wyborze odpowiedniej dla Was literatury.
O książce Typografia od podstaw. Projekty z klasą dowiedziałam się czytając jeden z tematów na moim forum graficznym. Tytuł brzmiał zachęcająco, a ja trochę przytłoczona książką Elementarz stylu w typografii Roberta Bringhurst-a chciałam zasmakować czegoś lżejszego. Długo nie zwlekając zamówiłam tą książkę, oraz jej bliźniacze wydanie – DTP od podstaw. Projekty z klasą tej samej autorki.
Pierwsze wrażenie
Książka Robin Williams już na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie wydania lekkiego – zarówno w sensie przekazu, jak i faktycznej wagi. Zdecydowanym jej plusem, szczególnie dla dziewczyny, jest jej mała waga, a co za tym idzie – możliwość bezproblemowego noszenia jej w torebce. Wiem, że dla niektórych może to brzmieć płytko, ale mężczyzno – noś codziennie na ramieniu 5kg, to porozmawiamy ;).
Przechodząc dalej… okładka książki jest estetyczna, jednak nie zachwyca. Przeglądając książkę przez cały czas odnoszę podobne wrażenie. Porównując to wydanie do wydania Elementarzu… ma się wrażenie, że obie książki nie mają wiele wspólnego od strony wydawniczej.
Moim zdaniem – książka ucząca zasad typografii i mówiąca o wszystkich jej wartościach estetycznych, wzmacnianiu przez nią przekazu, powinna sprawiać inne wrażenie. Użyte fonty, jakość papieru i rozkład treści pozwalają myśleć, że mamy do czynienia raczej z wydaniem niskobudżetowym (cena książki to w końcu 37zł).
Czego dowiemy się z książki?
Typografia od podstaw podzielona jest na dziesięć rozdziałów dotykających różnych tematów. Są to po kolei: Krótka historia pisma, Czytelność i zrozumiałość, Interpunkcja, Mistrzowski skład, Odstępy, Szczegóły, Efekty specjalne, Typograficzne dylematy, Słownik ważniejszych pojęć oraz
Informacje dodatkowe.
Po przebrnięciu przez spis treści natrafiamy na wstęp. Autorka w dość ciekawy sposób wprowadza czytelnika w świat książki. Pokazuje na przykładach podstawowe błędne i poprawne projekty w celu zachęcenia czytelnika do zgłębienia się w tę tematykę. Tłumaczy anatomię litery i wyjaśnia pojęcia, które wykorzystywane będą w książce. To bardzo dobry pomysł, szczególnie dla osób rozpoczynających swoją przygodę z typografią. Wskoczenie na głęboką wodę mogłoby być dla nich dość traumatyczne (dla mnie było, kiedy czytałam Elementarz stylu w typografii).
Krótka historii pisma
To zdecydowanie krótki rozdział. Poznajemy w nim podstawowy podział krojów pisma i dowiadujemy się czym się charakteryzują. Oprócz opisu dla każdej z kategorii autorka przedstawia nam przykłady opatrzone komentarzem, który pokazuje charakterystyczne elementy fontów tego rodzaju.
Czytelność i zrozumiałość
W tym rozdziale autorka zapoznaje nas z takimi zagadnieniami jak kroje bezszeryfowe i szeryfowe, majuskuły i minuskuły, odstępy międzyliterowe i międzywyrazowe czy interlinia. Są to pojęcia, które powinny być ważne dla każdego, kto chce dbać o typografię w swoich projektach.
Na uwagę w tym rozdziale zasługuje także poddział Długość wiersza, a wyrównanie, gdzie autorka dając kilka prostych rad uczy nas jak dobrać optymalną wielkość fontu lub szerokość wiersza. Początkowo takie matematyczne podejście do tego tematu może okazać się zbędne, jednak jeśli chcecie dbać o maksymalny komfort czytania w złożonych przez Was tekstach, powinniście wziąć to pod uwagę.
Interpunkcja
Interpunkcja to zagadnienie wałkowane w szkołach w Polsce od podstawówki. W sporej większości… bezskutecznie. Zasady wymieniane w książce dotyczą poprawnego stawiania znaków cudzysłowów, apostrofów, minut, sekund. Oprócz tego autorka wspomina o odpowiednim korzystaniu z nawiasów, czy łączników (z którymi, swoją drogą, sama mam problem).
Oprócz typowych zagadnień związanych z korzystaniem ze znaków interpunkcyjnych, w tym rozdziale możemy dowiedzieć się co zrobić, aby znaki z których korzystamy były nie tylko poprawnie wstawione, ale też prezentowały się efektownie.
Mistrzowski skład
Ten rozdział poświęcony jest typograficznym możliwościom fontów zgodnych ze standardem Open Type. Autorka pokazuje tutaj możliwości jakie można osiągnąć posiadając prawdziwe kapitaliki, znaki zwężone i rozszerzone, czy cyfry nautyczne. Oprócz suchych informacji na temat tego co oznaczają poszczególne pojęcia, w tym rozdziale dowiadujemy się jak odpowiednio dopasować daną odmianę fontu do aktualnych potrzeb.
Odstępy
Kolejny rozdział zawiera informacje na temat różnego rodzaju odstępów występujących w tekście. Dowiadujemy się w nim min. czym są odstępy międzyliterowe, czym jest kerning i co je od siebie odróżnia.
Na uwagę zasługuje także rozdział poświęcony doborowi odpowiedniej interlinii w tekście.
Kolejne ciekawe zagadnienie to wyrównywanie tekstu. W podrozdziale 17 zatytułowanym Wyrównywanie autorka zapoznaje nas z teorią związaną z tym zagadnieniem. Opowiada jakie wyrównania powinno się stosować w poszczególnych sytuacjach oraz jakie dodatkowe działania powinny temu towarzyszyć.
Szczegóły
To mój ulubiony rozdział książki. Znajduje się w nim wiele uniwersalnej wiedzy, którą można wykorzystać nie tylko w składzie do druku, ale także na stronach internetowych.
Dzięki jego lekturze możemy poznać szczegółowe wskazówki na temat formatowania nagłówków, podtytułów, cytatów, podpisów pod ilustracjami oraz wielu innych. Rozdział ten jest pełen prostej, skondensowanej wiedzy, która otwiera nam oczy na podstawowe zasady składu tekstu. Są to wskazówki, które nie sprawiają, że projekt zmienia się diametralnie. Odnoszą się właśnie do szczegółów, które z dobrej pracy robią bardzo dobrą.
Efekty specjalne
W rozdziale efekty specjalne mamy okazję dowiedzieć się o doświadczeniach autorki z literami ozdobnymi, inicjałami, kolorami oraz ornamentami i symbolami.
Większość z nich, to bardzo przydatne rady, inne natomiast są dla mnie dość kontrowersyjne. Autorka w rozdziale poświęconym fontom obrazkowym proponuje używanie ich jako efekt projektowania logo, co jest delikatnie rzecz ujmując… dość odważnym pomysłem.
Typograficzne dylematy
Jak sama nazwa wskazuje – w tym rozdziale autorka dzieli się z nami swoją opinią na temat trudnych, z punktu widzenia typografii, decyzji. Opisuje swoje dylematy związane min. z doborem kroku pisma, długości tekstu. Rozdział ten zawiera także listę Grzechów głównych DTP, które według niej powinny być karane ;).
Słownik ważniejszych pojęć
Na sam koniec – słownik ważniejszych pojęć. To bardzo ciekawy pomysł, bo znajduje się tam lista stosunkowo trudnych pojęć, więc jeśli kiedyś któregoś zapomnicie, zawsze można zajrzeć do książki i dowiedzieć się szczegółów.
Kilka słów na koniec
Tak jak wspomniałam na początku – każda książka jest warta przeczytania. Podobnie zdaniem ma odnośnie Typografia od podstaw. Projekty z klasą.
Zawartość merytoryczna tej książki jest moim zdaniem w większości bez zarzutu. To, co mi się w niej nie podoba, to wygląd oraz w większości przypadków – proponowane przez autorkę przykłady. Całość obfituje w fonty, układy, wyróżnień, które są w moim odczuciu po prostu brzydkie. Trudno jednak powiedzieć, czy jest to wina samej autorki, czy może jej polskiego wydawnictwa.
Cena książki
Cena tej książki waha się w granicach od 29zł na Allegro do 37zł w sklepach internetowych oraz na stronie wydawnictwa.
grafmag.pl Aleksandra Wolska, 2012-06-05
Rabin i CEO. Wskazówki dla lidera biznesu XXI wieku
Książki o przywództwie i podobnych miękkich umiejętnościach zdają się być pisane wg. jednego, powtarzalnego wzorca, zwłaszcza na zachodzie:
1) Wybierz temat, o którym chcesz pisać.
2) Wybierz swoje przekonania na ten temat, które chcesz zademonstrować. To, czy są podparte jakimiś badaniami, itp. jest zwykle bez znaczenia.
3) Zgromadź duży zestaw studiów przypadku, wybierz te, które potwierdzają Twoje wybrane tezy i dotyczą najbardziej znanych czytelnikowi firm. Odrzuć te, które nie wspierają Twoich tez. Jeśli masz jakieś naprawdę fajne studium przypadku, ale nie do końca pasuje ono do Twoich tez, to oczywiście żaden problem. Przytnij je nieco, nieco rozdmuchaj w innych miejscach, podkreśl to co ważne i wyjdzie, że rzecz, która stanowiła o 5% wyniku, będzie tak naprawdę tą najważniejszą. Przynajmniej w Twojej książce.
4) Dodaj kilka mniej lub bardziej przemyślanych ćwiczeń.
Voila! Masz podręcznik przywództwa, zarządzania, podejmowania decyzji, czy o czym tam innym chciałeś pisać.
Autorzy Rabina i CEO (tytułowi rabin – Raskin i CEO – Zweifel)poszli tu o krok dalej, mieszając powyższe ze starożydowskimi mądrościami, Torą i anegdotami rodem z tomiku „Najlepsze Dowcipy Żydowskie” (Za tydzień: „Najlepsze dowcipy o policjantach”!). Oczywiście, zgodnie z punktem 3, są one dobierane, cytowane i interpretowane ewidentnie dla wykazania wcześniej założonych tez.
Jakość tomiku opiera się więc na jakości wspomnianych tez n.t. przywództwa. Jakie one są? Cóż, mam mieszane uczucia. Jest tam nieco rzeczy, które mnie pozytywnie zaskoczyły (np. wskazanie na tak często pomijaną kwestię p.t. „lider musi brać odpowiedzialność”), było tam też kilka fajnych ćwiczeń. Prostych, ale faktycznie wartościowych. Niestety było też nieco poppsychologicznej papki i nieco gorszego materiału, ale ogólnie nie było aż tak źle. Zastanawia natomiast straszny subiektywizm autorów względem tego, co dobre, a co nie. Np. mocno zniechęcają pieniądze jako motywację dla działania , ale są jak najbardziej ok ze sławą jako taką motywacją, podając wręcz jako wzór w tym zakresie Alfreda Nobla. Nieco drażni też maniera pisania o sobie w trzeciej osobie jako o „rabinie” i „dyrektorze generalnym”. „Dyrektor generalny sam doświadczył takiej sytuacji, kiedy…” – brrrrr…
Podsumowując wszystko, jest to dość przeciętna książka. Ani świetna, ani specjalnie zła, zawiera nieco sensownych uwag, ale lepiej chyba zainwestować w podsumowanie, niż czytać ją całą. Autorzy prawdopodobnie wychwycili po prostu ciekawą niszę – menadżerów żydowskiego pochodzenia – i wycelowali w nią. A przy tym popełnili przyzwoitą, ale tylko przyzwoitą książkę.
1) Wybierz temat, o którym chcesz pisać.
2) Wybierz swoje przekonania na ten temat, które chcesz zademonstrować. To, czy są podparte jakimiś badaniami, itp. jest zwykle bez znaczenia.
3) Zgromadź duży zestaw studiów przypadku, wybierz te, które potwierdzają Twoje wybrane tezy i dotyczą najbardziej znanych czytelnikowi firm. Odrzuć te, które nie wspierają Twoich tez. Jeśli masz jakieś naprawdę fajne studium przypadku, ale nie do końca pasuje ono do Twoich tez, to oczywiście żaden problem. Przytnij je nieco, nieco rozdmuchaj w innych miejscach, podkreśl to co ważne i wyjdzie, że rzecz, która stanowiła o 5% wyniku, będzie tak naprawdę tą najważniejszą. Przynajmniej w Twojej książce.
4) Dodaj kilka mniej lub bardziej przemyślanych ćwiczeń.
Voila! Masz podręcznik przywództwa, zarządzania, podejmowania decyzji, czy o czym tam innym chciałeś pisać.
Autorzy Rabina i CEO (tytułowi rabin – Raskin i CEO – Zweifel)poszli tu o krok dalej, mieszając powyższe ze starożydowskimi mądrościami, Torą i anegdotami rodem z tomiku „Najlepsze Dowcipy Żydowskie” (Za tydzień: „Najlepsze dowcipy o policjantach”!). Oczywiście, zgodnie z punktem 3, są one dobierane, cytowane i interpretowane ewidentnie dla wykazania wcześniej założonych tez.
Jakość tomiku opiera się więc na jakości wspomnianych tez n.t. przywództwa. Jakie one są? Cóż, mam mieszane uczucia. Jest tam nieco rzeczy, które mnie pozytywnie zaskoczyły (np. wskazanie na tak często pomijaną kwestię p.t. „lider musi brać odpowiedzialność”), było tam też kilka fajnych ćwiczeń. Prostych, ale faktycznie wartościowych. Niestety było też nieco poppsychologicznej papki i nieco gorszego materiału, ale ogólnie nie było aż tak źle. Zastanawia natomiast straszny subiektywizm autorów względem tego, co dobre, a co nie. Np. mocno zniechęcają pieniądze jako motywację dla działania , ale są jak najbardziej ok ze sławą jako taką motywacją, podając wręcz jako wzór w tym zakresie Alfreda Nobla. Nieco drażni też maniera pisania o sobie w trzeciej osobie jako o „rabinie” i „dyrektorze generalnym”. „Dyrektor generalny sam doświadczył takiej sytuacji, kiedy…” – brrrrr…
Podsumowując wszystko, jest to dość przeciętna książka. Ani świetna, ani specjalnie zła, zawiera nieco sensownych uwag, ale lepiej chyba zainwestować w podsumowanie, niż czytać ją całą. Autorzy prawdopodobnie wychwycili po prostu ciekawą niszę – menadżerów żydowskiego pochodzenia – i wycelowali w nią. A przy tym popełnili przyzwoitą, ale tylko przyzwoitą książkę.
blog.krolartur.com 2012-07-16