ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Cyfrowa fotografia ślubna. Warsztaty fotograficzne

Książka Kennego Kima to kompendium wiedzy, z którą powinien zaznajomić się każdy fotograf dokumentujący tak ważne wydarzenie w życiu każdego człowieka, jakim jest ślub. Pozycja ta przeznaczona jest przede wszystkim dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z fotografią ślubną. Nie jest to podręcznik w typie „abc fotografii cyfrowej”. Autor wychodzi ze słusznego założenia, że fotograf ślubny nie może być początkującym fotografem, a wszelkie tajemnice tej dziedziny są mu znane. Sięgając po tę pozycję, czytelnik uzyska przydatne informacje: jaki sprzęt należy zgromadzić, jak zaplanować sobie czas w dniu ślubu, gdzie i jakie robić zdjęcia, jakie ujęcia są obowiązkowe, jak przygotować zdjęcia dla klienta. Nie zabrakło także wiadomości o tym, jak rozreklamować swoje usługi oraz jak budować swoją markę. Aby zmobilizować czytelnika do przyswojenia wiedzy, autor na końcu każdego rozdziału zamieszcza zadania do wykonania. Jest to dobry pomysł, bo przecież fotografii nie uczymy się, wkuwając na pamięć, a jedynie podczas zajęć praktycznych. Autor poleca swoim czytelnikom przydatne strony internetowe, np. portale dla fotografów: zenfolio.com i smugmug.com lub miejsce, gdzie można ocenić prace fotografa: jelp.com. I tu zabrakło mi odniesień do rynku polskiego. Szkoda, że redakcja w przypisie nie zamieściła linków do polskich odpowiedników. Książka podzielona jest na rozdziały, a każdy z nich poświęcony jest jednemu zagadnieniu, przez co układ jest bardzo przejrzysty. Napisana jest zrozumiałym językiem. Treść uzupełniono przykładami w postaci zdjęć. Niestety nie wszystkie są najwyższej jakości. Szczególnie widać to na zdjęciach czarno-białych, które zostały powiększone z plików o zbyt słabej rozdzielczości. W efekcie widać ziarno. Cyfrowa fotografia ślubna nie jest książką odkrywczą. Fotograf działający w tej branży i posiadający pewne doświadczenie raczej z niej nie skorzysta. Jednak dla osób, które rozpoczynają działalność na tym polu książka jest dobrym podręcznikiem. Zawiera wszystko, co powinien wiedzieć fotograf ślubny.
ateliora.com 2012-06-21

Współbrzmienie. Znajdź wspólny język z odbiorcami Twojej prezentacji

Gdyby robienie prezentacji wymagało od nas tylko technicznych umiejętności i znajomości zasad umieszczania na slajdach optymalnej ilości słów i odpowiednich obrazów, to każdy byłby perfekcyjnym mówcą i prezenterem. Na rynku jest przecież zatrzęsienie publikacji na ten temat. Piszą o nich laicy i piszą eksperci. Piszą, ponieważ na te umiejętności jest ogromne zapotrzebowanie. Ilość prezentacji, które każdego roku musi przygotować i zaprezentować statystyczny manager to przecież liczba nierzadko trzycyfrowa. PowerPoint stał się standardem prezentacji danych na całym świecie, a my wciąż nie potrafimy wykorzystać możliwości tego narzędzia w pełni. Ba, nawet w małym procencie. Dzieje się tak dlatego, że zaczynamy najczęściej od uruchomienia właśnie tego narzędzia, a nie tego najważniejszego, jakie posiadamy – naszego umysłu i wyobraźni. Na szczęście Nancy Duarte podjęła się wyzwania i w swoich publikacjach stała się przewodnikiem po tym nieodkrytym przez wielu z nas świecie. Bierze nas za rękę i prowadzi przez te ścieżki naszego umysłu, które warto odwiedzić przygotowując się do przygotowania prezentacji, a potem jej zaprezentowania.

W Slajd:ologii uczy nas jak tworzyć koncepcje, a nie slajdy. Pokazuje jak dobrać odpowiednie środki przekazu i elementy wizualne (obraz, tło, kolory). Uczy jak myśleć jak projektant, a nie bezrefleksyjny naśladowca schematów i użytkownik oklepanych szablonów.

We Współbrzmieniu skupia się na rozmowie z odbiorcą. Uczy wyczuwania jego pulsu i dostosowywania się do niego. Pokazuje jak opowiadać pasjonujące historie oraz jak nadawać sens informacjom, które prezentujemy.

Nancy Duarte jest ekspertką w dziedzinie komunikacji biznesowej. Widać to w jej pracach, książkach, na jej blogu. Publikacje, które tutaj opisuję, są praktycznymi i niezwykle inspirującymi książkami, które powinny być nie jednorazową lekturą, a raczej początkiem treningu i punktem odniesienia dla naszych osiągnięć w tej dziedzinie.
mapymysli.com katarzyna, 2012-06-04

Profesjonalne ujęcia portretowe. Techniki retuszowania zdjęć według Scotta Kelby'ego

Jeszcze nie narodził się fotograf, który po zrobieniu zdjęcia uznałby, że nie wymaga ono żadnej korekty. Jeszcze nie trafił się model, który uwieczniony na zdjęciu nie wymagałby choćby drobnych poprawek. Cała sztuka w retuszowaniu zdjęć polega na dokonaniu poprawek w sposób subtelny. Nie raz, oglądając ilustrowane magazyny, wykrzykujemy, że grafik poszalał, bo sportretowana osoba w ogóle nie przypomina żyjącego pierwowzoru. Po książki Scotta Kelby’ego sięgam zawsze z wielką przyjemnością. W sposób lekki i przyjemny dzieli się z czytelnikiem swoją ogromną wiedzą z zakresu fotografii. W przypadku tej książki jest podobnie. Autor na wstępie określa do jakich czytelników kieruje swój podręcznik. Nie jest on przeznaczony dla retuszerów, ale dla fotografów zmagających się na co dzień z tym zadaniem. Dlatego zaawansowany retuszer nie znajdzie w tej książce nic pomocnego. Przedstawione techniki są proste, szybkie i jak najbardziej efektywne. Książka podzielona jest na rozdziały poświęcone poszczególnym technikom: Dowiemy się z nich: jak skorygować oczy, usta, skórę, włosy, twarz i jak odchudzić modela. Na końcu autor podaje przepis na retusz, jeśli czas nas goni i mamy na niego tylko 5, 15 lub 30 minut. Każdy rozdział stanowi całość, dzięki temu możemy zapoznać się tylko z tą częścią, która nas najbardziej interesuje w danej chwili. Jest to bardzo przydatne w codziennej pracy, pozwala na szybkie dotarcie do potrzebnych informacji. Pracując nad konkretnym zadaniem autor prowadzi nas krok po kroku. Nazwę narzędzi podano zarówno w języku polskim, jak i angielskim. Jest do duże ułatwienie dla czytelników, którzy przecież mogą posługiwać się różnymi wersjami Photoshopa. Podobnie, skróty klawiszowe podano dla Windowsa i Maca. Tekst uzupełniony jest ilustracjami. Po raz kolejny nie zawiodła się na tym autorze. Jego książka będzie pomocna nie tylko dla profesjonalnych fotografów, ale także dla amatorów, którzy mają ochotę poprawić swoje zdjęcia.
ateliora.com 2012-06-21

Sztuka fotografowania architektury. Ujęcia z dobrej perspektywy

Autor, Tomasz J. Gałązka, doskonale dobrał tytuł swojej książki, bo fotografowanie architektury jest naprawdę sztuką. Nietrudno znaleźć opublikowane zdjęcia, na których horyzont „ucieka w bok”, a budynki są przechylone jak krzywa wieża w Pizie. Autor w swoim poradniku uświadamia czytelnikowi, że dobre sfotografowanie budowli czy detalu architektonicznego wymaga uruchomienia wyobraźni, pomysłowości oraz uzbrojenia się w niewyczerpaną cierpliwość. Ale najpierw trzeba opanować zasady fotografowania architektury, czyli z jakiej perspektywy powinniśmy fotografować, przy jakim oświetleniu, jak zakomponować zdjęcie. I w tym pomoże nam ten poradnik. Poszczególne rozdziały poświęcone są właśnie tym zagadnieniom. Oprócz tego w książce znajdziemy także informacje dotyczące sprzętu oraz metod stosowanych w fotografowaniu architektury. Na konkretnych przykładach autor omawia sposób fotografowania architektury przemysłowej, użytkowej, parkowo-ogrodowej, drewnianej i sakralnej. Jeden rozdział poświęcony jest architekturze wnętrz. Książka zawiera także przydatne informacje o edycji fotografii architektury. Poradnik pomaga nam opanować fotografowanie architektury w teorii. Nie możemy jednak poprzestać na wiedzy teoretycznej. Cała sztuka polega na zastosowaniu jej w praktyce i dlatego na końcu każdego rozdziału zamieszczone zostały ćwiczenia. W książce Sztuka fotografowania architektury każdy zainteresowany tą dziedziną znajdzie przydatne dla siebie informacje podane w sposób zrozumiały. Może po nią sięgnąć architekt, fotograf-amator chcący pochwalić się podziwianymi budynkami na wakacjach, a także fotograf, który zawodowo pragnie zająć się tą dyscypliną. Jeden warunek musi być spełniony: czytelnik powinien być obeznany z ogólnymi podstawami fotografii, bo tych w książce nie znajdziemy. Słabym punktem tej książki są paradoksalnie zdjęcia. Pomimo że poprawnie technicznie, są nieciekawe wizualnie. Odnoszę wrażenie, że zostały zrobione x lat temu i po latach zapomnienia umieszczono je w książce. Nie znalazłam na nich budynków ciekawych pod względem architektonicznym. Myślę, że dla zilustrowania poruszanego zagadnienia można było znaleźć i sfotografować ciekawsze obiekty. Ale tak naprawdę zdjęcia są jedynym minusem tej książki. Poradnik jest rzetelny, napisany przystępnym językiem i na pewno będzie pomocny dla wszystkich zainteresowanych tą dziedziną fotografii.
ateliora.com 2012-06-21

GRYWALIZACJA. Jak zastosować mechanizmy gier w działaniach marketingowych

Pamiętacie "Przygody Tomka Sawyera?" A rozdział, w którym ciotka Polly kazała Tomkowi pomalować płot?

Jeśli tak, to z pewnością pamiętacie również, że malowanie płotu było ostatnią rzeczą, na jaką Tomek miał ochotę. Ale cóż począć, skoro takie jest życzenie ciotki? Nasz bohater przygnębiony ogromem pracy, która go czeka, w pewnym momencie wpada jednak na świetny pomysł - zapłaci komuś za to, by ten pomalował płot za niego. Problem w tym, że cały majątek Tomka to tylko szczątki zabawek, szklane kulki do gry i bezimienne rupiecie. To nie wystarczy na wiele. Po chwili Tomek doznaje jednak olśnienia. Z ogromnym zapałem bierze się do pracy. Ściąga to szybko zainteresowanie innych chłopców. Kiedy Tomek tłumaczy im, że malowanie parkanu to przywilej, gra, świetna zabawa i nie lada gratka, okazuje się, że wszyscy chętnie chcieli by go w tym wyręczyć. Ba! Nawet gotowi są zapłacić za ten przywilej! Na koniec dnia Tomek z nędzarza przemienia się w okolicznego bogacza, a płot zostaje pokryty trzema warstwami bielidła.

Tę anegdotę zaczerpniętą z satyrycznej powieści napisanej przez Marka Twaina przypomina w swojej książce Paweł Tkaczyk. Pokazuje to, że stosowanie pewnych mechanizmów gier do innych celów niż sama gra jest dla nas wszystkich całkiem bliskie i momentami nawet dość naturalne. To przeniesienie mechanizmów znanych z gier do rzeczywistego świata, aby zmienić ludzkie zachowania, określamy jednak dopiero od niedawna słowem "gamification" (Paweł Tkaczyk jest autorem polskiego tłumaczenia tego słowa, które brzmi "grywalizacja"). Słowo to robi dziś zawrotną karierę. "Harvard Business Review" uznał grywalizację za jeden z wiodących trendów marketingowych drugiej dekady XXI wieku. I trzeba przyznać, że coś w tym jest - grywalizacja kusi marketerów (i nie tylko ich!) - połączeniem zabawy - gry z pracą, osiąganiem założonych celów. Już sama idea jest bardzo pociągająca. Prawda?

Jeżeli interesuje Was ten trend, to z czystym sumieniem możemy Wam polecić książkę Pawła Tkaczyka. To obecnie jedyny polskojęzyczyny tytuł, który tak kompleksowo podchodzi do tego tematu. A czy warto się tym tematem zainteresować? Jeżeli chcecie być na czasie, to z pewnością - dziś wstyd nie wiedzieć, czym jest grywalizacja. Jeśli szukacie inspiracji - to również odpowiedź jest jak najbardziej twierdząca. Grywalizacja jest rzeczywiście jednym z najciekawszych, najgorętszych i najbardziej inspirujących trendów ostatnich lat.
mamstartup.pl Marcin Małecki, 2012-05-29