Recenzje
Autopromocja. Pokaż, na co Cię stać - szefowi, podwładnym i klientom
„Jak Cię widzą, tak Cię piszą.” Prawda stara jak świat. Ale w dzisiejszych czasach od tego jak Cię widzą, zależy dużo, bardzo dużo. Co zatem zrobić, aby inni widzieli Cię w jak najlepszych kolorach? Przeczytać książkę Jessici Kleiman i Maryl W. Cooper. Powinno pomóc.
Zacząć trzeba od tego, że książka jest stosunkowo krótka. I bardzo dobrze. Nikt z nas przecież nie chce zagłębiać się w psychologiczne, antropologiczne czy komunikacyjne meandry promocji siebie. Książka ma tego typu ma mieć przede wszystkim walor użytkowy i „Autopromocja…” go ma. Można ją szybko przeczytać… i działać. O to przecież chodzi.
Na nieco ponad 200-stu stronach znajdziemy przede wszystkim masę konkretnych, zrozumiałych, czasami wydawałoby się oczywistych rad. Mają one jednak niebanalny wpływ na to, jak odbierają nas inni. Autorki mówią wprost – jeśli wchodzisz na rozmowę kwalifikacyjną to nie zamykaj oczu ani nie zaciskaj zębów, wyprostuj się, uważaj na tempo i długość wypowiedzi, mów wyraźnie ale z ekspresją. Takich pożytecznych informacji znajdziecie w tej książce mnóstwo.
Nie brakuje też licznych przykładów z życia wziętych, komentarzy ludzi mediów, biznesu, a nawet krótkich wywiadów. Czytanie urozmaicają pojawiające się od czasu do czasu cytaty - celnie, nieraz dosadnie - pointujące poruszane problemy. Mi najbardziej podoba się ten – „Sukces to żadna tajemnica. To efekt przygotowań, ciężkiej pracy i uczenia się na błędach.” Po przeczytaniu „Autopromocji…”, te słowa Colina Powella to dla mnie „oczywista oczywistość”.
Zacząć trzeba od tego, że książka jest stosunkowo krótka. I bardzo dobrze. Nikt z nas przecież nie chce zagłębiać się w psychologiczne, antropologiczne czy komunikacyjne meandry promocji siebie. Książka ma tego typu ma mieć przede wszystkim walor użytkowy i „Autopromocja…” go ma. Można ją szybko przeczytać… i działać. O to przecież chodzi.
Na nieco ponad 200-stu stronach znajdziemy przede wszystkim masę konkretnych, zrozumiałych, czasami wydawałoby się oczywistych rad. Mają one jednak niebanalny wpływ na to, jak odbierają nas inni. Autorki mówią wprost – jeśli wchodzisz na rozmowę kwalifikacyjną to nie zamykaj oczu ani nie zaciskaj zębów, wyprostuj się, uważaj na tempo i długość wypowiedzi, mów wyraźnie ale z ekspresją. Takich pożytecznych informacji znajdziecie w tej książce mnóstwo.
Nie brakuje też licznych przykładów z życia wziętych, komentarzy ludzi mediów, biznesu, a nawet krótkich wywiadów. Czytanie urozmaicają pojawiające się od czasu do czasu cytaty - celnie, nieraz dosadnie - pointujące poruszane problemy. Mi najbardziej podoba się ten – „Sukces to żadna tajemnica. To efekt przygotowań, ciężkiej pracy i uczenia się na błędach.” Po przeczytaniu „Autopromocji…”, te słowa Colina Powella to dla mnie „oczywista oczywistość”.
wiadomosci.radiozet.pl 2012-03-09
Żagle nad pustynią. Z wiatrem przez Gobi
Wiecie o istnieniu żaglowozów? Ja kiedyś o nich usłyszałam, ale wtedy nie zwróciło to mej uwagi. Dopiero niedawno zainteresowała mnie ta właśnie książka, która ciągnęła obietnicą nietypowej podroży po bardzo mało znanym mi kraju – Mongolii.
Anna Grebieniow to podróżnik z zamiłowania, od pierwszych stron książki czuć jej pasję do poznawania nowych miejsc, ludzi, do przygód i sprawdzania gdzie leżą granice, które jeszcze może przekroczyć. A pewnego dnia trafił swój na swego i Anna spotkała Wojciecha Skarżyńskiego, pioniera z wyprawy żaglowozami po pustyni Gobi w 1978 roku. Jego opowieści zainspirowały ją tak bardzo, że postanowiła uczcić trzydziestolecie jego wyprawy i w 2008 roku zorganizować kolejną.
Jednakże taka wyprawa okazała się być niezmiernie skomplikowaną sprawą – kwestie finansowe, biurokratyczne, wręcz polityczne, do tego naprawa (i nawet konstruowanie) żaglowozów, zdobywanie sprzętu, załatwianie transportu, znajdywanie innych zapaleńców do ekipy wyprawy, uzgadnianie patronatów, obsługa medialna i sto innych rzeczy. Autorkę ogarniało czasami zwątpienie, ale jednak ciągle wierzyła, że im się uda. I tak się stało – z wieloma przygodami po drodze, jednak udało im się wyruszyć do Mongolii.
Po wielu przeprawach w końcu nadchodzi moment zmontowania żaglowozów i mogą w końcu zrobić pierwszą próbę, żagle na maszty, wiatr we włosach i pęd gwiżdże w uszach! A tu nagle bach, jeden z żaglowozów ląduje na ziemi! Całe szczęście nikomu nic się nie stało, tylko drobiazg trzeba naprawić. I tak to mniej więcej wyglądało cały czas – jak był dobry wiatr, to przejeżdżali dziennie po kilkadziesiąt kilometrów, ale zawsze czekały na nich niespodzianki – wypadki, awarie, brak beznzyny do wozu towarzyszącego, nagłe zmiany pogody etc.
Ale te kilka miesięcy to nie tylko żaglowozy. To też zwiedzanie Mongolii, odwiedzanie miejsc, w których była poprzednia ekipa, poszukiwanie skamieniałych szczątków dinozaurów, udzielanie wywiadu telewizji, ale przede wszystkim spotykanie dziesiątków niesamowicie gościnnych tubylców. Dzięki temu ekipa wyprawy miała okazję poznać mnóstwo historii, tradycji, legend, zwiedzić różnorakie miejsca, spać w jurtach, poznawać smaki potraw i napojów.
A to wszystko autorka opowiada bardzo zgrabnie, radzi sobie z tekstem lepiej niż wiele osób publikujących ksiązki na podobnej zasadzie. Całość opiera się na jej notatkach z podróży, ale wzbogacona jest różnymi komentarzami pozostałych osób z ekipy oraz – bardzo dobry zabieg – wspomnieniami Wojciecha Skarżyńskiego z wyprawy z 1978 roku. W książce znajdziecie też masę świetnych zdjęć, głównie zrobionych w 2008 roku, jednakże zdarzają się również te z pierwszej wyprawy. Dzięki „Żaglom nad pustynią” dowiedziałam się, że istnieje stereofotografia, coś bardzo dla mnie interesującego, a jakie ciekawe zdjęcia wychodzą!
„Żagle nad pustynią” to lektura, która pozwoliła mi na poznanie Mongolii troszkę lepiej oraz przypomniała, że jak się czegoś bardzo chce, to najczęściej jest to możliwe. Jest to opowieść o garstce szalonych zapaleńców, realizacji ich marzenia, do tego wiele ciekawostek z różnych dziedzin, a to wszystko w przepięknym wydaniu.
Anna Grebieniow to podróżnik z zamiłowania, od pierwszych stron książki czuć jej pasję do poznawania nowych miejsc, ludzi, do przygód i sprawdzania gdzie leżą granice, które jeszcze może przekroczyć. A pewnego dnia trafił swój na swego i Anna spotkała Wojciecha Skarżyńskiego, pioniera z wyprawy żaglowozami po pustyni Gobi w 1978 roku. Jego opowieści zainspirowały ją tak bardzo, że postanowiła uczcić trzydziestolecie jego wyprawy i w 2008 roku zorganizować kolejną.
Jednakże taka wyprawa okazała się być niezmiernie skomplikowaną sprawą – kwestie finansowe, biurokratyczne, wręcz polityczne, do tego naprawa (i nawet konstruowanie) żaglowozów, zdobywanie sprzętu, załatwianie transportu, znajdywanie innych zapaleńców do ekipy wyprawy, uzgadnianie patronatów, obsługa medialna i sto innych rzeczy. Autorkę ogarniało czasami zwątpienie, ale jednak ciągle wierzyła, że im się uda. I tak się stało – z wieloma przygodami po drodze, jednak udało im się wyruszyć do Mongolii.
Po wielu przeprawach w końcu nadchodzi moment zmontowania żaglowozów i mogą w końcu zrobić pierwszą próbę, żagle na maszty, wiatr we włosach i pęd gwiżdże w uszach! A tu nagle bach, jeden z żaglowozów ląduje na ziemi! Całe szczęście nikomu nic się nie stało, tylko drobiazg trzeba naprawić. I tak to mniej więcej wyglądało cały czas – jak był dobry wiatr, to przejeżdżali dziennie po kilkadziesiąt kilometrów, ale zawsze czekały na nich niespodzianki – wypadki, awarie, brak beznzyny do wozu towarzyszącego, nagłe zmiany pogody etc.
Ale te kilka miesięcy to nie tylko żaglowozy. To też zwiedzanie Mongolii, odwiedzanie miejsc, w których była poprzednia ekipa, poszukiwanie skamieniałych szczątków dinozaurów, udzielanie wywiadu telewizji, ale przede wszystkim spotykanie dziesiątków niesamowicie gościnnych tubylców. Dzięki temu ekipa wyprawy miała okazję poznać mnóstwo historii, tradycji, legend, zwiedzić różnorakie miejsca, spać w jurtach, poznawać smaki potraw i napojów.
A to wszystko autorka opowiada bardzo zgrabnie, radzi sobie z tekstem lepiej niż wiele osób publikujących ksiązki na podobnej zasadzie. Całość opiera się na jej notatkach z podróży, ale wzbogacona jest różnymi komentarzami pozostałych osób z ekipy oraz – bardzo dobry zabieg – wspomnieniami Wojciecha Skarżyńskiego z wyprawy z 1978 roku. W książce znajdziecie też masę świetnych zdjęć, głównie zrobionych w 2008 roku, jednakże zdarzają się również te z pierwszej wyprawy. Dzięki „Żaglom nad pustynią” dowiedziałam się, że istnieje stereofotografia, coś bardzo dla mnie interesującego, a jakie ciekawe zdjęcia wychodzą!
„Żagle nad pustynią” to lektura, która pozwoliła mi na poznanie Mongolii troszkę lepiej oraz przypomniała, że jak się czegoś bardzo chce, to najczęściej jest to możliwe. Jest to opowieść o garstce szalonych zapaleńców, realizacji ich marzenia, do tego wiele ciekawostek z różnych dziedzin, a to wszystko w przepięknym wydaniu.
lekturyreportera.pl 2012-03-09
Gotowanie dla geeków. Nauka stosowana, niezłe sztuczki i wyżerka
Czy geek to też człowiek? Jeśli tak – to jak właściwie je? Restauracje spod znaku Mc? A może gotuje sam? Jeff Potter udowadnia, że nawet gotowanie w wykonaniu tej społeczności może być czymś bardziej fascynującym niż premier składający życzenia z okazji Dnia Kobiet.
Autor – Jeff Potter z niejednego pieca chleb jadał… Studiował informatykę i sztuki wizualne na Uniwersytecie Browna w Providence. Prowadzi własną firmę w branży IT i to właśnie pasja gotowania dla przyjaciół daje mu niespożytą energię do realizacji codziennych informatycznych wyzwań!
Książka to prawdziwy fenomen jeśli idzie o książki kucharskie. Jej objętość i zawartość nie pozostawia wyboru – każdy geek będzie mistrzem patelni po jej przeczytaniu. Bez problemu przygotuje ziemniaki smażone na patelni czy marchewki saute oraz kurczaka a la motyl. Hola, hola – więc gdzie tu zasadnicze różnice pomiędzy zwykłą kucharską książką a tą przeznaczoną dla geeka.
Ano różnica jest – ziemniaki smażone przygotowujemy bowiem w dwóch różnych typach obróbki termicznej. Chodzi w tym o przyśpieszenie całego procesu przygotowania. Wiadomo – im komputerowy mistrz bardzie głodny tym złość narasta w nim szybciej. Kurczak ma struktury, które należy wykorzystać, by jego przygotowanie było łatwiejsze i szybsze. Takim zakręconym poradom nie ma końca.
Oczywiście przepisy to nie wszystko. Na stronach znajdziemy wywiady ze znanymi postaciami świata nauki (m.in. Pogromcy mitów), którzy zdradzają swoje sposoby na idealny posiłek. Dodatkowo autor zasypuje nas wiedzą podstawową na temat noży, naczyń i sztuczek, które choć stare trzeba znać, by nazywać się szefem kuchni.
Mówią, że obecne jedzenie to sama chemia. Warto więc o niej poczytać i … stosować tak, by nie szkodziła a pomagała geekom (i nie tylko) podbijać serca i żołądki współbiesiadników.
Książka ta jest ciekawym produktem edytorskim, z którym w kuchni można poczuć się bezpiecznie. Zapewniam też, że nie wyjdziemy z niej głodni. Wszak pilaw cytrynowy z komosy ryżowej ze szparagami i krewetkami podbije nawet najbardziej konserwatywne podniebienia. O geeku już nie mówię.
Do czytania i kuchni marsz.
Autor – Jeff Potter z niejednego pieca chleb jadał… Studiował informatykę i sztuki wizualne na Uniwersytecie Browna w Providence. Prowadzi własną firmę w branży IT i to właśnie pasja gotowania dla przyjaciół daje mu niespożytą energię do realizacji codziennych informatycznych wyzwań!
Książka to prawdziwy fenomen jeśli idzie o książki kucharskie. Jej objętość i zawartość nie pozostawia wyboru – każdy geek będzie mistrzem patelni po jej przeczytaniu. Bez problemu przygotuje ziemniaki smażone na patelni czy marchewki saute oraz kurczaka a la motyl. Hola, hola – więc gdzie tu zasadnicze różnice pomiędzy zwykłą kucharską książką a tą przeznaczoną dla geeka.
Ano różnica jest – ziemniaki smażone przygotowujemy bowiem w dwóch różnych typach obróbki termicznej. Chodzi w tym o przyśpieszenie całego procesu przygotowania. Wiadomo – im komputerowy mistrz bardzie głodny tym złość narasta w nim szybciej. Kurczak ma struktury, które należy wykorzystać, by jego przygotowanie było łatwiejsze i szybsze. Takim zakręconym poradom nie ma końca.
Oczywiście przepisy to nie wszystko. Na stronach znajdziemy wywiady ze znanymi postaciami świata nauki (m.in. Pogromcy mitów), którzy zdradzają swoje sposoby na idealny posiłek. Dodatkowo autor zasypuje nas wiedzą podstawową na temat noży, naczyń i sztuczek, które choć stare trzeba znać, by nazywać się szefem kuchni.
Mówią, że obecne jedzenie to sama chemia. Warto więc o niej poczytać i … stosować tak, by nie szkodziła a pomagała geekom (i nie tylko) podbijać serca i żołądki współbiesiadników.
Książka ta jest ciekawym produktem edytorskim, z którym w kuchni można poczuć się bezpiecznie. Zapewniam też, że nie wyjdziemy z niej głodni. Wszak pilaw cytrynowy z komosy ryżowej ze szparagami i krewetkami podbije nawet najbardziej konserwatywne podniebienia. O geeku już nie mówię.
Do czytania i kuchni marsz.
ksiazka-online.pl 2012-03-08
Mapy Myśli. Dowiedz się, jak zwiększyć efektywność pracy, i poznaj język swojego umysłu
Jeżeli chcesz lepiej zapamiętywać materiały z wykładów i bezstresowo przygotowywać się do kolejnych egzaminów, jeżeli marzysz o efektywniejszym planowaniu swojego czasu, zastosuj mapy myśli. Marcin Matuszewski i Radosław Lasko, kolejno właściciel i trener na Intelektualnie.pl pomagają swoim czytelnikom w ciekawszy i efektywniejszy sposób zapamiętywać istotne fakty, które ułatwią nam życie.
W publikacji „Mapy myśli” dwójka autorów zajmuje się tematem map myśli, podążając za stwierdzeniem, jakoby nasze myśli przyjmowały formy obrazów, a nie konkretnych zdań, trenerzy starają się zapoznać czytelnika z teorią dotyczącą tego niebywałego sposobu zapamiętywania informacji, a przede wszystkim uczą jak stworzyć własną mapę.
Książka ta udowadnia, że lepiej przyswoimy sobie informacje jeżeli powiążemy je z czymś co już znamy. Dlatego lektura niektórych publikacji jest dla nas bardziej bądź mniej zrozumiała. Dlatego łatwiej zapamiętujemy to co dotyczy naszych osobistych zainteresowań. Jeżeli już nabędziemy wiedzę w pewnym zakresie łatwiej nam będzie rozumieć bardziej zaawansowane informacje, które na pierwszy rzut oka będą wydawały się nam kosmiczne. Aby lepiej zapamiętywać musimy wykorzystywać dwie nasze półkule mózgowe, a osiągnąć to możemy poprzez stosowanie map myśli. W związku z tym, na pierwszym etapie swoich rozważań autorzy starają się zaprezentować czytelnikowi jak wielkim dla niego ułatwieniem będzie stosowanie tej metody. Swoje stwierdzenia popierają wykresami, które mają uzmysłowić nam lepsze i przede wszystkim długoterminowe zapamiętywanie. Ogólnikowo rozpisują się na temat tego jak tworzyć takie mapy. Wszystko to oczywiście do chwili, kiedy to przechodzimy do drugiej części pracy.
W kolejnej części, trenerzy koncentrują się na praktycznym zastosowaniu wiedzy zdobytej na podstawie pierwszej części. Tutaj krok po kroku prowadzą nas przez tworzenie kolejnych gałęzi. Za przykład biorą planowanie wakacji i zachęcają, a wręcz nakazują podążanie ich śladem, aby zrozumieć jako korzystać z tej techniki. Istotne jest stosowanie wszystkich kolorów tęczy dla podkreślenia odrębności myśli i konkretnych skojarzeń. To jedna z zasad. Wszystko skupia się na czytelności naszych map, a także kolorach i symbolach, które w wiadomy sposób ułatwiają zapamiętywanie.
Ze względu na przekaz, duża część publikacji to kolorowe mapy myśli autorów składających się z gałęzi, które stanowią skojarzenia i pomysły autorów. Trzeba przyznać, że wprowadzenie koloru i rysunku zdecydowanie ożywia tekst pisany, który przyjmuje formę drobnego maczku, dość męczącego dla oczu, ale nie oszukujmy się.. mogło być znacznie gorzej! Nie oznacza to, że książka nie jest czytelna. Wręcz przeciwnie. Co prawda trzeba z nią siedzieć tuż przed nosem, ale i tak pobudza nasze szare komórki. Autorzy piszą w sposób przystępny i nie posługują się zbyt skomplikowanym słownictwem- chwała im za to! Wyszło to pewnie z przekonania, że niezrozumiałe jest trudniejsze do zapamiętania, a przecież chodzi im o to, aby czytelnik zrozumiał i przede wszystkim zastosował się do porad.
Lektura i praca z publikacją twórców Intelektualnie.pl to nie lada wyzwanie, ale przede wszystkim niezapomniana zabawa. „Mapy myśli” to nie tylko niespotykanie przedstawione informacje o nowoczesnej formie zapamiętywania, ale przede wszystkim ćwiczenie, które poprowadzone w pełnym barw druku stanowi atrakcję dla naszych oczu, a także i wyobraźni. Aż pisać się chce o tej publikacji w formie mapy myśli i nawet przeszło mi przez głowę, aby właśnie tak zaprezentować swoją fascynację tą pracą. Idealna dla studentów, którzy nudzą się niczym mopsy na wykładach.
W publikacji „Mapy myśli” dwójka autorów zajmuje się tematem map myśli, podążając za stwierdzeniem, jakoby nasze myśli przyjmowały formy obrazów, a nie konkretnych zdań, trenerzy starają się zapoznać czytelnika z teorią dotyczącą tego niebywałego sposobu zapamiętywania informacji, a przede wszystkim uczą jak stworzyć własną mapę.
Książka ta udowadnia, że lepiej przyswoimy sobie informacje jeżeli powiążemy je z czymś co już znamy. Dlatego lektura niektórych publikacji jest dla nas bardziej bądź mniej zrozumiała. Dlatego łatwiej zapamiętujemy to co dotyczy naszych osobistych zainteresowań. Jeżeli już nabędziemy wiedzę w pewnym zakresie łatwiej nam będzie rozumieć bardziej zaawansowane informacje, które na pierwszy rzut oka będą wydawały się nam kosmiczne. Aby lepiej zapamiętywać musimy wykorzystywać dwie nasze półkule mózgowe, a osiągnąć to możemy poprzez stosowanie map myśli. W związku z tym, na pierwszym etapie swoich rozważań autorzy starają się zaprezentować czytelnikowi jak wielkim dla niego ułatwieniem będzie stosowanie tej metody. Swoje stwierdzenia popierają wykresami, które mają uzmysłowić nam lepsze i przede wszystkim długoterminowe zapamiętywanie. Ogólnikowo rozpisują się na temat tego jak tworzyć takie mapy. Wszystko to oczywiście do chwili, kiedy to przechodzimy do drugiej części pracy.
W kolejnej części, trenerzy koncentrują się na praktycznym zastosowaniu wiedzy zdobytej na podstawie pierwszej części. Tutaj krok po kroku prowadzą nas przez tworzenie kolejnych gałęzi. Za przykład biorą planowanie wakacji i zachęcają, a wręcz nakazują podążanie ich śladem, aby zrozumieć jako korzystać z tej techniki. Istotne jest stosowanie wszystkich kolorów tęczy dla podkreślenia odrębności myśli i konkretnych skojarzeń. To jedna z zasad. Wszystko skupia się na czytelności naszych map, a także kolorach i symbolach, które w wiadomy sposób ułatwiają zapamiętywanie.
Ze względu na przekaz, duża część publikacji to kolorowe mapy myśli autorów składających się z gałęzi, które stanowią skojarzenia i pomysły autorów. Trzeba przyznać, że wprowadzenie koloru i rysunku zdecydowanie ożywia tekst pisany, który przyjmuje formę drobnego maczku, dość męczącego dla oczu, ale nie oszukujmy się.. mogło być znacznie gorzej! Nie oznacza to, że książka nie jest czytelna. Wręcz przeciwnie. Co prawda trzeba z nią siedzieć tuż przed nosem, ale i tak pobudza nasze szare komórki. Autorzy piszą w sposób przystępny i nie posługują się zbyt skomplikowanym słownictwem- chwała im za to! Wyszło to pewnie z przekonania, że niezrozumiałe jest trudniejsze do zapamiętania, a przecież chodzi im o to, aby czytelnik zrozumiał i przede wszystkim zastosował się do porad.
Lektura i praca z publikacją twórców Intelektualnie.pl to nie lada wyzwanie, ale przede wszystkim niezapomniana zabawa. „Mapy myśli” to nie tylko niespotykanie przedstawione informacje o nowoczesnej formie zapamiętywania, ale przede wszystkim ćwiczenie, które poprowadzone w pełnym barw druku stanowi atrakcję dla naszych oczu, a także i wyobraźni. Aż pisać się chce o tej publikacji w formie mapy myśli i nawet przeszło mi przez głowę, aby właśnie tak zaprezentować swoją fascynację tą pracą. Idealna dla studentów, którzy nudzą się niczym mopsy na wykładach.
irka.com.pl agniecha, 2012-03-09
The Smashing Book #2
Rozdział ósmy The Smashing Book #2 dosłownie wyprał mi mózg. Jeśli masz już pojęcie o projektowaniu stron, dzięki tej książce natychmiast przeskoczysz na najwyższy poziom.
"Od kiedy dowiedziałem się o istnieniu badań eye-trackingowych, zupełnie inaczej patrzę na strony WWW" - stwierdził niedawno jeden z programistów, z którym rozmawiałem. Mógłbym to powtórzyć po przeczytaniu tylko jednego z rozdziałów The Smashing Book #2 zatytułowanego "Co sprawia, że klikają" (do pobrania poniżej).
Od razu przypomniały mi się strony przy których miałem okazję coś robić i zastosowane tam techniki. Po przeczytaniu tylko jednego rozdziału wiem, jak je powtórzyć. A takich rozdziałów jest 10.
Szczegół, który zmienia wszystko
Muszę przy tym zaznaczyć, że książka jest skierowana do raczej zaawansowanych osób. O ile poprzednia recenzowana książka firmowana przez Smashing Magazine (Podręcznik CSS) pomijała podstawy, to Smashing Book #2 skupia się wyłącznie na detalach, które dla początkujących będą zupełnie nieistotne.
Przykład? Jeśli chcesz przyciągnąć uwagę czytelnika, osoby na zdjęciach powinny patrzeć się w obiektyw aparatu, bo pobudza to pień mózgu odpowiedzialny za "wykrywanie" zagrożenia, jedzenia i osób, z którymi chcesz się przespać ;) i lepiej przyciąga uwagę czytelnika.
"Od kiedy dowiedziałem się o istnieniu badań eye-trackingowych, zupełnie inaczej patrzę na strony WWW" - stwierdził niedawno jeden z programistów, z którym rozmawiałem. Mógłbym to powtórzyć po przeczytaniu tylko jednego z rozdziałów The Smashing Book #2 zatytułowanego "Co sprawia, że klikają" (do pobrania poniżej).
Od razu przypomniały mi się strony przy których miałem okazję coś robić i zastosowane tam techniki. Po przeczytaniu tylko jednego rozdziału wiem, jak je powtórzyć. A takich rozdziałów jest 10.
Szczegół, który zmienia wszystko
Muszę przy tym zaznaczyć, że książka jest skierowana do raczej zaawansowanych osób. O ile poprzednia recenzowana książka firmowana przez Smashing Magazine (Podręcznik CSS) pomijała podstawy, to Smashing Book #2 skupia się wyłącznie na detalach, które dla początkujących będą zupełnie nieistotne.
Przykład? Jeśli chcesz przyciągnąć uwagę czytelnika, osoby na zdjęciach powinny patrzeć się w obiektyw aparatu, bo pobudza to pień mózgu odpowiedzialny za "wykrywanie" zagrożenia, jedzenia i osób, z którymi chcesz się przespać ;) i lepiej przyciąga uwagę czytelnika.
like-a-geek.jogger.pl 2012-03-08