ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Gotowanie dla geeków. Nauka stosowana, niezłe sztuczki i wyżerka

To jest jedna z tych chlubnych chwil, w których łamię swoją żelazną zasadę, że o książkach kucharskich nie piszę. O dobrych aż wstyd byłoby mi nie wspomnieć. Absolutnie pokręcona, pozytywnie nienormalna i niestandardowo fantastyczna: książka kucharska dla geeków. Czytałam ją kawał czasu - nie dlatego, że jest nudna, ale dlatego, że to ten typ książki, którą się długo czyta. To nie jest książka hop-siup, siądzie się raz i machnie całą w jeden w wieczór. Ją trzeba odkrywać powoli, nawet z przerwami, czasami kiedy jest potrzebna, a czasami dla czystej przyjemności. Tak, jak nie czyta się encyklopedii, słownika i zwykłej książki kucharskiej na raz, tak Gotowania dla geeków też nie przelatuje się na jedno posiedzenie. Jeff Potter zrobił (napisał!) kawał dobrej roboty, zbierając wszystkie najbardziej zakręcone jedzeniowe fakty pomiędzy dwiema okładkami. I nie jest to bynajmniej hasłowy spis rzeczy, które zawsze chciało się wiedzieć, ale nie wiadomo było, czy są prawdą (choć to też), ale zbiór najróżniejszych ciekawostek urozmaiconych krótkimi wywiadami, obrazkami, wykresami, tabelami i ramkami, z których można korzystać na miliard sposobów - jak komu odpowiada: od pierwszej do ostatniej strony, od końca albo na wyrywki. Znajdziecie tu oprócz klasycznych przepisów (rzadziej), receptury zdrowo pokręcone (zdecydowanie częściej, na przykład "zrób sobie swoją pektynę"), wypis zastępników typowych alergenów (czyli: nie pijesz mleka, nie jesz truskawek, krztusisz się fistaszkami? Zobacz, czym możesz je zastąpić), czy kuchenne rady życiowe tak fantastycznie proste, a trudno na nie samemu wpaść. Jakkolwiek by z tej książki nie korzystać, zawsze będzie podana idealnie.
bookmeacookie.blogspot.com Kuchareczka

RozGROMić konkurencję. Sprawdzone w boju strategie dowodzenia, motywowania i zwyciężania

Jak doświadczenie zdobyte w dowodzeniu jednostką specjalną można wykorzystać w kierowaniu firmą?

Pewnemu generałowi bardzo się spodobało, jak amerykańscy oficerowie bratają się z podwładnymi. Zauważył, że nie tylko siadają przy jednym stole ze zwykłymi żołnierzami, ale również jedzą to co oni. Wydawało mu się, że jeśli będzie ich naśladował, zyska miano dobrego, równego dowódcy. Udał się zatem do stołówki, gdzie zobaczył kocioł z mało apetycznie wyglądającą cieczą, Postanowił jednak, że będzie twardzielem i zje tę zupę. Kategorycznie uciął protesty kelnera i powtórnie zażądał, żeby mu ją podano. Żołnierze, którzy zjedli prawdziwą zupę, zwijali się ze śmiechu, gdy patrzyli na upartego generała konsumującego zlewki. To jedna z wielu anegdot, które przytoczył w książce Roman Polko „Roz-GROMić konkurencję. Sprawdzone w boju strategie dowodzenia, motywowania i zwyciężania". Generał dwukrotnie stał na czele GROM-u, był też zastępcą szefa BBN. Teraz jest doradcą wielu polskich i zagranicznych firm. Twierdzi, że razem z żoną Paulina stworzyli pierwszy polski podręcznik zawierający zasady wojskowe, które z powodzeniem można stosować w biznesie. I faktycznie, udało im się napisać nietuzinkowy poradnik. Znakomicie się go czyta, między innymi dzięki wspomnianym anegdotom z życia wojska, które ilustrują teoretyczne zasady, oraz różnego typu ramkom z ciekawostkami historycznymi czy strategicznymi. Został on również znakomicie przygotowany od strony edytorskiej, ma bardzo elegancką, pomysłową i przejrzystą szatę graficzną. Jest jednak jedno ale. Czy jest to pozycja dla ludzi w garniturach, jak twierdzą autorzy, czy raczej dla tych w mundurach Określenie odbiorcy jest niezwykle ważne, a ja mam wrażenie, że tutaj ta granica się zatarła. Podczas lektury tego poradnika chwilami miałam wrażenie, że jest on jednak skierowany raczej do dowódców niż do dyrektorów korporacji. Ponadto książka w dużym stopniu promuje jej autora - generała Polko.
Polska Zbrojna Aneta Wiśniewska, 2012-02-26

RozGROMić konkurencję. Sprawdzone w boju strategie dowodzenia, motywowania i zwyciężania (twarda oprawa)

Jak doświadczenie zdobyte w dowodzeniu jednostką specjalną można wykorzystać w kierowaniu firmą?

Pewnemu generałowi bardzo się spodobało, jak amerykańscy oficerowie bratają się z podwładnymi. Zauważył, że nie tylko siadają przy jednym stole ze zwykłymi żołnierzami, ale również jedzą to co oni. Wydawało mu się, że jeśli będzie ich naśladował, zyska miano dobrego, równego dowódcy. Udał się zatem do stołówki, gdzie zobaczył kocioł z mało apetycznie wyglądającą cieczą, Postanowił jednak, że będzie twardzielem i zje tę zupę. Kategorycznie uciął protesty kelnera i powtórnie zażądał, żeby mu ją podano. Żołnierze, którzy zjedli prawdziwą zupę, zwijali się ze śmiechu, gdy patrzyli na upartego generała konsumującego zlewki. To jedna z wielu anegdot, które przytoczył w książce Roman Polko „Roz-GROMić konkurencję. Sprawdzone w boju strategie dowodzenia, motywowania i zwyciężania". Generał dwukrotnie stał na czele GROM-u, był też zastępcą szefa BBN. Teraz jest doradcą wielu polskich i zagranicznych firm. Twierdzi, że razem z żoną Paulina stworzyli pierwszy polski podręcznik zawierający zasady wojskowe, które z powodzeniem można stosować w biznesie. I faktycznie, udało im się napisać nietuzinkowy poradnik. Znakomicie się go czyta, między innymi dzięki wspomnianym anegdotom z życia wojska, które ilustrują teoretyczne zasady, oraz różnego typu ramkom z ciekawostkami historycznymi czy strategicznymi. Został on również znakomicie przygotowany od strony edytorskiej, ma bardzo elegancką, pomysłową i przejrzystą szatę graficzną. Jest jednak jedno ale. Czy jest to pozycja dla ludzi w garniturach, jak twierdzą autorzy, czy raczej dla tych w mundurach Określenie odbiorcy jest niezwykle ważne, a ja mam wrażenie, że tutaj ta granica się zatarła. Podczas lektury tego poradnika chwilami miałam wrażenie, że jest on jednak skierowany raczej do dowódców niż do dyrektorów korporacji. Ponadto książka w dużym stopniu promuje jej autora - generała Polko.
Polska Zbrojna Aneta Wiśniewska, 2012-02-26

Tajniki ekspozycji i systemu strefowego dla fotografów cyfrowych

Fotografia cyfrowa, która na przestrzeni ostatnich lat niebywale szybko się rozwinęła wydaje się być bardzo prosta. Nic bardziej mylnego. Opcja wyceluj i wciśnij jest dobrym chwytem reklamowym, ale by wiedzieć jak wycelować i kiedy wcisnąć spust migawki, trzeba przyswoić sobie pewne informacje i poznać różne techniki fotografowania. Książka autorstwa Lee Varis'a, jednego z pionierów komputerowej obróbki zdjęć jest odpowiedzią na potrzeby fanów aparatów cyfrowych. Autor tłumaczy sposób działania urządzeń takich jak aparat czy monitor i prezentuje techniki wykorzystania potencjału tego sprzętu. Szybko przechodzi do rzeczy. Tłumaczy i pokazuje jak fotografować tablicę testową i na podstawie zdjęć skalibrować monitor by prawidłowo wyświetlał kolory, tak, by to, co widzicie na monitorze pokrywało się z tym, co ujrzycie na finalnym wydruku. Lee zwraca też uwagę na to, jak diametralnie zmieniły się metody rejestrowania i przetwarzania obrazów, podkreślając jednocześnie, że idee, które stoją u podstaw fotografii nadal są takie same. Kluczem jest odpowiednie rejestrowanie światła, w czym nadal bardzo pomocny jest zewnętrzny światłomierz, często niedoceniany przez fotografów ery cyfrowej.

Lee prezentując system strefowy, przekłada go na język cyfrowy i pokazuje, że jest to nadal bardzo przydatne narzędzie. Podkreśla, że celowo nie porusza w książce kwestii związanych z fotografią artystyczną, całą uwagę skupia na technicznych aspektach robienia i edytowania zdjęć. Ta lektura to przede wszystkim praktyka. Dlatego książka pełna jest przykładów, które zilustrowane są wieloma zdjęciami prezentującymi kolejne etapy pracy.

„Tajniki ekspozycji" to książka przeznaczona dla osób, które mniej więcej znają już podstawy, wiedzą czym jest przysłona i jak czas otwarcia migawki wpływa na zdjęcie, oraz znają takie aplikacje jak Photoshop czy Adobe Lightroom.

Lektura tej książki pozwala spojrzeć na fotografię cyfrową nieco inaczej, pokazuje że sam sprzęt, bez człowieka niewiele zdziała, dopiero fotograf umiejętnie się nim posługujący jest w stanie stworzyć coś naprawdę ciekawego.
Digital Camera Polska .MŚ, 2012-03-01

Ujęcia ze smakiem. Kulisy fotografii kulinarnej i stylizacji dań

Kilka miesięcy temu wydawnictwo Helion zapytało mnie o opinię na temat wydania w polskim przekładzie książki Helene Dujardin "Plate to Pixel".
Bardzo się ucieszyłam z tego pomysłu, bowiem nie ma chyba nikogo, kto nie znałby Helene i jej pięknego bloga Tartelette.
Bloguję już na tyle długo, by pamiętać początki zarówno Tartelette, jak i innych kulinarnych blogerów, których styl i umiejętności w ciągu tych kilku lat codziennej pracy ewoluowały do poziomu, który pozwala im na podejmowanie pracy zawodowej przy profesjonalnych sesjach zdjęciowych.
Tworzą one własne książki, współpracują przy innych wydaniach, pisują i fotografują dla czołowych magazynów kulinarnych - nie wspomnę tu o francuskim Elle a Table czy też amerykańskim Martha Stewart Living.

Na przestrzeni wielu lat, z dostępem do aparatów cyfrowych, fotografia kulinarna przeszła ogromną metamorfozę. Wystarczy zajrzeć do dowolnej książki z przepisami z lat 80-tych czy 90-tych, żeby zobaczyć plastikowe jedzenie w bogatych aranżacjach. Świecące pieczone kurczaki, idealnie pokrojone torty czy glazurowane marchewki tak piękne, że nie istniejące w przyrodzie.
Przypominam sobie swoje początki, kiedy zafascynowana zdjęciami kulinarnymi, postanowiłam wziąć aparat i robić takie same. Każdemu, kto nigdy tego nie próbował, wydaje się to banalne - ot, gotujemy coś, ustawiamy na stole, bierzemy aparat i zrobione. Prawda jednak jest taka, że trzeba przejść długą drogę do tego, żeby ze zdjęć być choć w małym stopniu zadowolonym. Okazuje się bowiem, że a to potrawa jest niefotogeniczna, a to światło nie takie, a to zdjęcie nieostre.
Książkę Helen kupiłam jak tylko ukazała się w wersji angielskiej. Chciałam zobaczyć, co ma do powiedzenia i jakie są tajniki jej pięknej, klimatycznej fotografii.

Przyznam jednak od razu szczerze, że dla mnie ta książka nie była przełomem, nie nauczyła mnie niczego nowego. Czytając ją miałam refleksje dotyczące tego, jak sama poszukiwałam idealnych ustawień aparatu, odpowiednich do zdjęć teł czy naczyń. Przechodziłam podobną drogę w czasie, kiedy w książkach dotyczących fotografii kulinarnej radzono, jak używać gliceryny czy sztucznych kostek lodu, a świat blogosfery kulinarnej dopiero raczkował.
Ale jestem przekonana, że dla każdego, kto pisze do mnie maila: "Jaki to aparat i obiektyw", ta książka będzie odkrywcza i pozwoli mu krok po kroku nauczyć się, że udane zdjęcie to nie tylko aparat i jego ustawienia.
Helen w swojej książce porządkuje te informacje i porady i pokazuje jak osiągnąć to, co chcemy. Jedni wolą się uczyć przez codzienne poszukiwania i eksperymentowanie, inni wolą mieć pewne rzeczy podane na tacy i tutaj tę tacę można znaleźć.

I teraz - pokazałam tę książkę dwóm zawodowym fotografom. Każdy z nich miał do czynienia z fotografią kulinarną i każdy z nich tę książkę skrytykował, jako mało profesjonalną. Usłyszałam pod jej adresem wiele krytycznych uwag, z którymi się nie zgadzam.
Można bowiem być geniuszem kompozycji i kadrowania, tworzyć idealne fotografie, do których inny zawodowiec nie będzie miał żadnych zastrzeżeń. Trzeba mieć jednak to coś, umiejętność pokazania jedzenia w taki sposób, żeby chciały się temu przyglądać tłumy.
I to coś ma Helen, która nie tylko napisała książkę będącą bestsellerem na Amazonie, ale również prowadzi warsztaty i szkolenia z fotografii oraz pracuje przy sesjach do innych książek.
I to, co skrytykuje zawodowiec, ujmie kogoś, kto po prostu lubi jeść.

Jestem zdania, że na rynku mamy wystarczającą ilość nudnych, profesjonalnych poradników, pełnych skomplikowanych sformułowań, które dla kogoś, kto po prostu chce się fotografią bawić, są kolejnym tomem do ustawienia na półce i przeczytania kiedyś, w wolnej chwili (czytaj: nigdy). Myślę, że ta książka jest dobrym początkiem dla kogoś, kto być może później będzie chciał zagłębić się w tajniki kompozycji, rodzaju światła czy też rodzajów obiektywów. To jak pierwszy krok do osiągnięcia tego, co się chce.
Każdy, kto nie wie, jak ustawić czas i przesłonę, znajdzie w niej konkretne wskazówki, ze zdjęciami i przykładami. Helen pokazuje jak wygląda jej domowe studio i jakich gadżetów używa.

Przeczytałam książkę w wersji angielskiej. Otrzymałam teraz jej polski odpowiednik, któremu nie miałam okazji przyjrzeć się dokładniej. Mam jednak inne tytuły tego wydawnictwa, które przeczytałam z zainteresowaniem.
Mam jedno zastrzeżenie do polskiego wydawcy - okładka.
W oryginalnej wersji jest to piękne, charakterystyczne dla autorki, zdjęcie. Polski wydawca dokonał melanżu paru luźno ze sobą związanych fot. Nie wiem, po co.
Ja postawiłabym na oryginał.
Ale to jedyny zarzut.
Polecam wszystkim blogerom kulinarnym i tym, którzy do fotografii nie podchodzą śmiertelnie poważnie.
Jestem pewna, że niemal każdy znajdzie w niej coś dla siebie.
White Plate Eliza Mórawska