ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Dark desires

Przychodzę dziś do was z recenzją książki, z którą mam dość skomplikowaną relację typu enemies to lovers — i do tej pory nie wiem, czy bardziej ją pokochałam, czy znienawidziłam. Kiedy sięgnęłam po „Dark Desires”, byłam naprawdę pozytywnie nastawiona. Wiedziałam, że zawiera motywy, które w książkach uwielbiam i które nigdy mnie nie zawodzą. Już od pierwszych stron bardzo wkręciłam się w historię, mimo że główna bohaterka chwilami była nie do zniesienia. Dawała mi momentami vibe takiej „głupiutkiej”, a jednocześnie mocnej i charakternej postaci. Z innymi bohaterami nie miałam tego problemu — wręcz przeciwnie, szczególnie spodobała mi się postać Zendera. Biła od niego ogromna asertywność i zdecydowanie w działaniu, co bardzo do mnie trafiło. Pomysł na fabułę uważam za naprawdę świetny — widać, że autorka wiedziała, o czym pisze. Jednak gdy akcja zaczęła się rozwijać, miałam wrażenie, że wszystko dzieje się zbyt szybko. Nie oczekiwałam wielkiego slow burna przy tej objętości książki, ale liczyłam, że wydarzenia będą rozgrywać się w bardziej naturalnym tempie. Bohaterowie przez całą książkę pokazywali swoje charaktery — zarówno silne, jak i słabe strony — ale z czasem miałam wrażenie, że trochę się w tym wszystkim pogubili. Rozumiem, że mogło to wynikać z sytuacji, w jakiej się znajdowali, jednak mimo wszystko sądzę, że dałoby się to poprowadzić nieco inaczej. Kiedy dotarłam do końcówki, odniosłam wrażenie, że została napisana trochę „na odwal się”. Autorka zupełnie nie przygotowała czytelnika na taką bombę, jaką zrzuciła na koniec. Mimo to liczę, że druga część okaże się lepsza — że zakocham się w niej tak samo mocno jak na początku tej, i że autorka tym razem nie sprawi, że poczuję zawód przy finale.

zaczytana_zochaa Głąb Zofia

Titek i wulkan złości

Titku, czekałam na Ciebie! Miło mi Cię poznać, cieszę się, że zamieszkasz z nami! Titek, to bohater, który jest jak każde dziecko, dlatego maluchy, bardzo szybko go polubią i będą mieli, naprawdę dużo wspólnego. To nowa seria, dla dzieci w wieku 3+, a stworzyły ją autorki "Pinka", którego większość pewnie doskonale już zna! Póki co, mamy cztery tytuły: "Titek i sprzątanko" "Titek chce jeszcze jedną bajkę" "Titek i sposób na zasypianie" "Titek i wulkan złości" Już po samych tytułach, z pewnością widzicie, że te sytuację mają miejsce w większości domów. Przecież, które dziecko ochoczo chciało sprzątać tor, który zbudowało rano, albo czy jeśli umawiamy się na trzy bajki, to dziecko nie zapyta, o następną i bez problemu wyłączy telewizor? Bądź, kiedy przychodzi pora spania, maluch nie powie słynnego "juuuuż?" A jeśli dziecko, musi poszukać czegoś w swoim pokoju, nie może tego znaleźć, więc wybucha, jak wulkan i w tej złości, nie widzi nawet tego, czego szukało? Brzmi znajomo, prawda? To są sytuację, z życia wzięte, a my rodzice z pewnością musimy stawiać im czoła, każdego dnia! Choć czasami brakuje cierpliwości, siły i pomysłów, warto spróbować wziąść głęboki oddech i okazać zrozumienie, znajdując rozwiązanie! Książeczki, są naprawdę świetne, a ilustracje idealnie oddają emocje, które towarzyszą Titkowi, a jest ich naprawdę mnóstwo! Serdecznie polecam! ❤️ 

q_anka Kijewska Anita

Titek i sprzątanko

Titku, czekałam na Ciebie! Miło mi Cię poznać, cieszę się, że zamieszkasz z nami! Titek, to bohater, który jest jak każde dziecko, dlatego maluchy, bardzo szybko go polubią i będą mieli, naprawdę dużo wspólnego. To nowa seria, dla dzieci w wieku 3+, a stworzyły ją autorki "Pinka", którego większość pewnie doskonale już zna! Póki co, mamy cztery tytuły: "Titek i sprzątanko" "Titek chce jeszcze jedną bajkę" "Titek i sposób na zasypianie" "Titek i wulkan złości" Już po samych tytułach, z pewnością widzicie, że te sytuację mają miejsce w większości domów. Przecież, które dziecko ochoczo chciało sprzątać tor, który zbudowało rano, albo czy jeśli umawiamy się na trzy bajki, to dziecko nie zapyta, o następną i bez problemu wyłączy telewizor? Bądź, kiedy przychodzi pora spania, maluch nie powie słynnego "juuuuż?" A jeśli dziecko, musi poszukać czegoś w swoim pokoju, nie może tego znaleźć, więc wybucha, jak wulkan i w tej złości, nie widzi nawet tego, czego szukało? Brzmi znajomo, prawda? To są sytuację, z życia wzięte, a my rodzice z pewnością musimy stawiać im czoła, każdego dnia! Choć czasami brakuje cierpliwości, siły i pomysłów, warto spróbować wziąść głęboki oddech i okazać zrozumienie, znajdując rozwiązanie! Książeczki, są naprawdę świetne, a ilustracje idealnie oddają emocje, które towarzyszą Titkowi, a jest ich naprawdę mnóstwo! Serdecznie polecam! ❤️ 

q_anka Kijewska Anita

Puck Off

„Puck Off” to trzeci tom serii „Puck Me Up”, który przeniósł mnie do świata Nafciarzy z Edmonton i pozwolił przeżyć historię pełną emocji, strachu przed zranieniem, walki z własnymi słabościami oraz problemów z zaufaniem. Ta książka wywołała we mnie silne emocje, poruszyła moje serce, a na końcu dała poczucie ukojenia i nadziei. W książce pojawia się wątek straty, trudnych relacji rodzinnych oraz zmagań z uprzedzeniami i stereotypami. Rosie to młoda specjalistka PR, która lubi mieć wszystko pod kontrolą i kieruje się jasnymi zasadami. Jej życie jest uporządkowane, a ona sama obiecała sobie, że nigdy nie zwiąże się z hokeistą. Matt, napastnik z reputacją kłopotliwego gwiazdora, początkowo sprawia wrażenie aroganckiego i nieprzystępnego, ale z czasem odsłania swoją empatyczną, odpowiedzialną i ciepłą stronę, pokazując, że można na nim polegać. Relacja Rosie i Matta od początku pełna jest chemii i napięcia. Poznają się podczas lotu do Calgary, a ich znajomość natychmiast nabiera tempa. Spędzają ze sobą noc, nie zdając sobie sprawy, że wkrótce połączy ich także praca. Ich związek jest intensywny, oparty na wzajemnym wsparciu, ale nie brakuje w nim trudnych rozmów i silnych emocji. Książka pokazuje, że warto walczyć o siebie, swoje marzenia i uczucia, nawet jeśli droga do szczęścia bywa trudna. Miłość potrafi pojawić się w najmniej spodziewanym momencie i zmienić wszystko. Ważne jest także wsparcie, lojalność i przyjaźń, zarówno w drużynie, jak i w codziennym życiu. Polecam tę książkę każdemu, kto szuka historii pełnej emocji, pasji i nieoczywistych relacji, bo to powieść, która zostaje w sercu na długo i sprawia, że chce się wracać do świata Nafciarzy.

Gulcia Nazmiyeva Gulmira

Nigdy nie mów nigdy

„— Nie chcę się tak czuć — wymamrotałem w jej usta. — Tak, jakbym chciał posiadać cię na własność. Nie jesteś moją własnością. Nie jesteś moja. I nigdy nie będziesz.” Twórczość Penelope Ward darzę ogromnym sentymentem. Jest jedną z tych autorek, dzięki którym wkroczyłam w literacki świat romansów. Nie mogłam zatem przejść obojętnie obok jej najnowszej powieści na polskim rynku wydawniczym. Niespodziewanie, bo ostatnim dziełom spod jej pióra czegoś w moim odczuciu brakowało, „Nigdy nie mów nigdy” w wyjątkowy sposób chwyciła mnie za serce. To właśnie taką odsłonę Penelope pokochałam lata temu. Głównymi bohaterami powieści są Carly i Josh, których wspólnym mianownikiem jest Brad — jej zmarły narzeczony, a zarazem jego najlepszy przyjaciel. Ta dwójka lata temu zapałała do siebie niechęcią, teraz wspólnie stają przed ogromnym wyzwaniem. Oboje porzucają swoje życia w wielkich miastach i przeprowadzają do małego miasteczka Woodsboro, by zaopiekować się młodszym bratem Brada, Scottiem, będącym w spektrum głębokiego autyzmu. Chłopak, a właściwie dorosły mężczyzna, nie jest samodzielny, nie mówi, żyje we własnym świecie. Ten wątek wyjątkowo podziałał na moją wrażliwość. Mimo iż nie mam otoczeniu nikogo, kto byłby w podobnej sytuacji, to sposób podania go przez autorkę poruszył mnie do głębi. Penelope Ward stworzyła otoczkę kompletną, która pokazuje trudy i troski związane z opieką nad osobą w spektrum, jednocześnie uwypukla wewnętrzne piękno charakterystyczne dla ludzi z tym zaburzeniem.                                              Relacja Carly i Josha podszyta jest wrogością, ale tylko na początku, dopóki nie wyjaśniają sobie dawnych nieporozumień. Nie obraziłabym się, gdyby ten stan potrwał nieco dłużej, bo uwielbiam motyw „hate-love” oraz płynące z niego iskry. Na szczęście Penelope nie pozbawia ich pazura, ich potyczki są zabawne i charakterne, mimo że rodzi się między nimi coś na kształt przyjaźni. Porozumienie dusz, które wynika z przeżyć i tęsknoty za Bradem. Z czasem w ich codzienność zaczyna wkradać się pożądanie — niezwykle spodobało mi się budowanie napięcia, te podchody i delikatne uwodzenie. Gdy w końcu dochodzi do czegoś więcej, jest to piekielnie namiętne i gorące. Nieprzesadzone i nieprzytłaczające. Jestem całkowicie na tak. Może nie są to postacie zapadające w pamięć na długo, lecz zdecydowanie pozwalają się lubić. „Nigdy nie mów nigdy” to wzruszająca i chwytająca za serce opowieść o lojalności i poświęceniu. To także ujmująca historia o rodzinie i więzach równie silnych co więzy krwi. Romantyczna i emocjonalna — Penelope Ward w najlepszym wydaniu. Carly i Josh pochłonęli mnie bez reszty, ich historia jest pełna rozterek i niepewności, ale też uroczych, zabawnych i skłaniających do refleksji momentów, co czyni ją romansem kompletnym. Polecam!

In_love_with_reading_books Waldon Magdalena