Recenzje
Dorosłość z ADHD, czyli między chaosem a kreatywnością
Ruchliwość, impulsywność, trudność ze skupieniem się na zadaniach. To oblicza ADHD, który nie tak jak kiedyś wierzono dotyka tylko dzieci, a szczególnie chłopców. Dorośli też mają takie objawy, choć często jest to bagatelizowane. Nie wiedza że coś jest nie tak i męcza się próbując dopasować do reszty. A z wiedzą którą prezentuje ta książka może to być o wiele łatwiejsze. Żeby najpierw zrozumieć ADHD i nauczyć się z nim żyć. Bardzo pozytywna i wartościowa książka. Daje mnóstwo wiedzy na temat ADHD u dorosłych, a przede wszystkim daje praktyczne wszystko do wykorzystania w codziennym życiu która mogą pomóc ulepszyć jakoś życia. Bardzo merytoryczną, a przy tym ciekawa.
Dark desires
Ta książka to emocjonalny rollercoaster, mroczna, brutalna i od pierwszych stron trzymająca w napięciu. Zander Wood, płatny zabójca, to bohater pełen sprzeczności, bezwzględny, a jednocześnie fascynująco ludzki w swoich reakcjach. Gdy ginie przyjaciel jego braci, zaczyna się śledztwo, które wciąga coraz głębiej w świat tajemnic, przemocy i manipulacji. Lalki zostawiane przy ciałach dodają historii niepokojącego klimatu, a każdy kolejny rozdział tylko podkręca atmosferę. Ogromnym plusem jest to, że autorka nie romantyzuje przemocy ani patologii, pokazuje konsekwencje, nie próbując usprawiedliwiać bohaterów. Fabuła jest przemyślana, dynamiczna i od początku do końca pełna napięcia. Minusem, który trochę mnie wybijał z rytmu, był język dialogów, chwilami zbyt prosty jak na dorosłych bohaterów, co psuło nieco powagę niektórych scen. Mimo tego, całość wciąga niesamowicie. To historia, którą czyta się jednym tchem, pełna zaskakujących zwrotów i mocnych emocji. Zakończenie zostawiło mnie z ogromnym niedosytem i tysiącem pytań, dlatego na drugi tom czekam z niecierpliwością.
Haunted Hearts
"Jej przeznaczeniem było mnie zabić, tak samo jak moim zabić ją" Hazel rozpoczyna naukę na wyjątkowej uczelni. Na uczelni, która ma jej pomóc poradzić sobie z jej wyjątkowymi umiejętnościami. Nie spodziewa się jednak, że tak bardzo jej życie się skomplikuje, a nauka stanie się początkiem wielkich zmian w jej życiu. Hazel to ten typ bohaterki, który bardzo lubię. Odważna, zadziorna. Nie obawia się mówić to co myśli, co pokazuje już pierwszego dnia na uczelni. Ma dosyć wyjątkowe zdolności, ale co to takiego? Przede wszystkim ma nadzieję, że tym razem będzie w stanie nauczyć się z nich korzystać. Jest to dla niej wyjątkowa szansa. Ma w planach skupić się na nauce, ale już pierwszego dnia wszystko się komplikuje i to wszystko za sprawą pewnego nauczyciela. Nathaniel. Wampir, ale cicho, bo to tajemnica. Od początku jest bardzo zafascynowany bohaterką i to z wzajemnością. Iskrzy pomiędzy nimi od pierwszego wejrzenia. Ich relacje naprawdę bardzo szybko się rozwija, bo nie mija niewiele czasu a zaczyna być pomiędzy nimi gorąco. Nie ukrywam, że jestem zdecydowaną zwolenniczką znacznie wolniejszego rozwoju relacji, a tutaj to mi się jednak podobało, choć nie wszystko. Raz bohaterzy stwierdzają, że muszą trzymać się od siebie z daleka, mija kilka sekund i wręcz rzucają się na siebie. I tak kilka razy. Jest tu naprawdę bardzo, bardzo pikantnie i to przez pewien dłuższy czas. Zaczyna im coraz bardziej na sobie zależeć, ale w pewnym momencie pojawiają się komplikacje. On wampir, a ona łowczyni wampirów? Żadne tak naprawdę nie wie kim jest drugie. Ale co jeśli tajemnice kiedyś wyjdą na jaw? Co jeśli odkryją, że stoją po przeciwnych stronach barykady? Co jeśli odkryją, że należą do wrogich sobie obozów, które nienawidzą się od samego początku i wzajemnie zwalczają? Co jeśli obowiązkiem każdego z nich jest zabicie tego drugiego? Co zwycięży - rozum czy serce? Początek zapowiadał się wręcz zachwycająco. Zadziorna, odważna bohaterka i cudowny klimat uczelni. Niestety, ale szybko zaczęło się to zmieniać. Początkowo czuć tę wyjątkową atmosferę wiszącą w murach uczelni, a niestety wszystko zdominował wątek romantyczny. Akcji na samej uczelni było stosunkowo mało, wszystko sprowadzało się do zbliżeń pomiędzy łowczynią a wampirem. Bardzo wiele się tutaj dzieje. Bohaterka za wszelką cenę chce się dowiedzieć kto stoi za śmiercią jej matki, ciotka cały czas trzyma przed nią wszystko w tajemnicy, gdzie nagle wręcz bohaterka wszystkiego się dowiaduje. Nie tylko posiada wyjątkowe umiejętności, ale nagle okazuje się, że ma gen łowcy wampirów i chcąc czy nie chcąc, jej zadaniem jest je zwalczać i to przy pomocy wyjątkowego sztyletu. Dla każdego może być to za dużo, prawda? Jakby tego było mało, to wszystko zaczyna się komplikować i pojawiają się problemy. Pojawia się zagrożenie, a w środku tego wszystkiego znajduje się Hazel. Niebezpieczeństwo goni niebezpieczeństwo. Udaje się rozwiązać jedną kwestię, a za chwilę pojawia się kolejna i tak w kółko. Nie dało się oderwać. Nie brakuje poświęcenia w imię miłości. Jednak im bliżej końca, temu zaczęło się coś psuć. Było za dużo i zdecydowanie za łatwo. Bohaterka wyrusza na pewną niebezpieczną misję? Okej, tylko nie jest to prosta misja, wrogowie są znacznie silniejsi i liczniejsi, ale niespodzianka!. Oczywiście bohaterka nie ma żadnego problemu w tym, żeby ich pokonać. Co z tego, że nie jest wyszkoloną łowczynią. Co z tego, że pierwszy raz idzie na jakąkolwiek misję. Tak bez problemu, szybko i w bardzo prosty sposób sobie radzi. Ona, niewyszkolona przeciwko wampirom, które mają znaczną przewagę, nie tylko wiekową, ale również siłową. No i oczywiście żeby misja się powiodła musi być w pełni aktywną łowczynią, czyli do tego potrzebuję zabić wampira swoim specjalnym sztyletem. Jaki problem? Wybiera się na misję tego warunku nie spełniając, ale kto wie? Może będzie miała szczęście i gdzieś jakiś wampir jej się nawinie i da się zabić? Okej, rozumiem, podobało mi się, ale jak dla mnie na tym etapie historia mogłaby już się skończyć. Co za dużo to niezdrowo, prawda? Ale nie, to nie wszystko. Pojawiają się kolejne zdarzenia, które jak dla mnie były zupełnie niepotrzebne, wręcz nie pasowały do historii i były, bo były. Rada wampirów, która stawia taki dziwny warunek? Wizja na temat przyszłości głównej bohaterki? Oferta pomocy ze strony pewnej czarownicy, a zarazem test dla bohaterów? Dla mnie to było niepotrzebne. "Moja wampirza natura kazała mi działać i zrobić to, co każdy wampir powinien uczynić z łowcą. Hazel jednak na nowo obudziła we mnie człowieczeństwo, a co za tym szło - obudziła we mnie uczucia, otworzyła moje serce" To książka, w przypadku, której u mnie daleko do zachwytów, ale nie da się ukryć, że bardzo mi się podobała. Wręcz nie potrafiłam się oderwać. Nie chciałam się oderwać i nie ukrywam, że byłam zła jak musiałam przerwać lekturę. Autorka ma bardzo przyjemny styl pisania, książkę szybko się czyta, sama przeczytałam ją w kilka godzin. To raczej ten typ historii, w której nie wszystko gra, ale jednak chcę się do niej wracać. Ja jestem zadowolona. Polecam, miłego
Od zmierzchu do świtu. Przewodnik po nocnej fotografii krajobrazowej. Wydanie II
Noc ma swoje prawa. Ciszę, chłód i tę niesamowitą głębię, w której gwiazdy zdają się być bliżej niż kiedykolwiek. Glenn Randall - doświadczony fotograf i autor kultowych poradników krajobrazowych - pokazuje, że noc nie jest wrogiem aparatu. Wręcz przeciwnie - może być jego największym sprzymierzeńcem. „Od zmierzchu do świtu” to przewodnik, który łączy rzetelność technicznego podręcznika z pasją odkrywcy i wrażliwością artysty. Randall prowadzi czytelnika krok po kroku od podstaw - wyboru sprzętu, ustawień ekspozycji i balansu bieli - aż po zaawansowane techniki łączenia zdjęć w Photoshopie, redukcji szumów metodą Stack Mode/Median czy korzystania z montaży paralaktycznych. Jego język jest klarowny, a porady - praktyczne i oparte na doświadczeniu w terenie. Drugie wydanie książki jest w pełni zaktualizowane - uwzględnia nowoczesne bezlusterkowce, aplikacje mobilne, zmiany w oprogramowaniu do obróbki zdjęć i nowe przykłady. Książka, bogato ilustrowana zdjęciami autora, stanowi prawdziwy wizualny przewodnik po estetyce ciemności. „Od zmierzchu do świtu” to pozycja obowiązkowa dla każdego fotografa krajobrazu - zarówno amatora, który marzy o pierwszej fotografii Drogi Mlecznej, jak i profesjonalisty, który chce dopracować technikę łączenia kadrów nieba i ziemi. To także lektura dla tych, którzy po prostu kochają noc - jej tajemniczość, ciszę i obietnicę światła, które ukazuje się dopiero wtedy, gdy gasną wszystkie inne. Technicznie doskonała, estetycznie zachwycająca, inspirująca.
Puck Off
Kiedy romans sportowy staje się emocjonalnym rollercoasterem, który wciąga bez reszty. Po przeczytaniu „Puck Off” czuję się tak, jakbym właśnie skończyła sezon ulubionego serialu - takiego, który ogląda się do trzeciej w nocy, bo nie da się inaczej. Ludka Skrzydlewska znowu zrobiła to, co potrafi najlepiej: połączyła iskrzącą chemię między bohaterami, emocjonalną głębię i wciągającą fabułę w historię, której nie sposób odłożyć na półkę. Rosie Gallagher to 23-letnia specjalistka PR, kobieta z charakterem, ostrym językiem i sercem, które nie raz już zostało zranione. W samolocie do Edmonton poznaje Matta przystojnego, pewnego siebie mężczyznę, który na pierwszy rzut oka wydaje się typowym sportowcem z ego wielkości stadionu. Tyle że między nimi od razu pojawia się chemia, taka elektryzująca, nieuchronna, której oboje nie potrafią (i nie chcą) ignorować. Los sprawia, że ich drogi nie kończą się po tym jednym spotkaniu. Matt okazuje się nowym zawodnikiem drużyny hokejowej „Nafciarze”, a Rosie zostaje przydzielona do pracy nad jego wizerunkiem. I tu zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki, zawodowa relacja, która szybko wymyka się spod kontroli, napięcie narasta, a emocje eksplodują z każdą kolejną stroną. To, co uwielbiam w książkach Skrzydlewskiej, to jej zdolność do tworzenia postaci prawdziwych, nieprzesłodzonych i autentycznych. Rosie nie jest typową „dziewczyną z romansu”, która tylko wzdycha do przystojnego sportowca. To kobieta z własnymi marzeniami, celami i przeszłością, która ją ukształtowała. Jest silna, ale niepozbawiona słabości, po prostu ludzka. Matt z kolei to postać, która zaskakuje. Nie jest stereotypowym bad boyem, choć początkowo może się tak wydawać. To mężczyzna z bagażem doświadczeń, z błędami, które próbuje naprawić, i z ogromnym sercem, którego nie pokazuje byle komu. Jego relacja z Rosie to mieszanka namiętności, zaufania, frustracji i nieuniknionego przyciągania czyli wszystkiego, co w romansie najlepsze. „Puck Off” to historia, która naprawdę żyje emocjami. To nie tylko opowieść o dwojgu ludzi, którzy się w sobie zakochują to książka o zaufaniu, o pokonywaniu lęków, o odnajdywaniu siebie na nowo po trudnych doświadczeniach. Ludka Skrzydlewska w mistrzowski sposób łączy lekkość i humor z poważniejszymi tematami. Są tu momenty, które rozbawiają do łez, sceny, które rozpalają wyobraźnię, ale też fragmenty, przy których w gardle pojawia się gula. Autorka nie boi się pokazywać słabości bohaterów ani trudnych emocji i właśnie dzięki temu historia Rosie i Matta wydaje się tak prawdziwa. Skrzydlewska ma dar pisania dialogów, które brzmią naturalnie i żywo. Każda rozmowa między bohaterami ma rytm i energię, która sprawia, że czuje się między nimi napięcie nawet bez słów. Opisy są tak realistyczne ale nieprzesadzone, czytelnik dosłownie widzi, czuje i słyszy to, co dzieje się na kartach powieści. Autorka potrafi też świetnie budować napięcie emocjonalne i romantyczne,nie ma tu pośpiechu, relacja rozwija się stopniowo, w sposób, który wydaje się organiczny i naturalny. Sceny intymne są gorące, ale też napisane z wyczuciem. Nie są wulgarne ani wymuszone każda z nich ma emocjonalne uzasadnienie, a nie tylko „efekt wow”. Chemia między Rosie a Mattem jest wręcz namacalna, ale to, co naprawdę przyciąga, to ich emocjonalna bliskość, która dojrzewa wraz z historią. Tłem dla romansu jest świat profesjonalnego sportu opisany wiarygodnie i z dbałością o szczegóły. Hokej nie jest tu tylko rekwizytem, ale pełnoprawną częścią fabuły, która nadaje rytm całej historii. Zawodowa presja, media, rywalizacja, błędy wizerunkowe wszystko to tworzy realistyczne tło, które sprawia, że książka ma głębię i dynamikę. „Puck Off” to nie tylko kolejny romans sportowy. To opowieść o pasji, o drugich szansach i o tym, że czasem miłość pojawia się w najmniej spodziewanym momencie i potrafi przewrócić życie do góry nogami. Ludka Skrzydlewska napisała historię, która rozgrzewa serce i zostaje z czytelnikiem na długo po zamknięciu książki. To idealna pozycja dla wszystkich, którzy kochają pełne emocji, dojrzałe, ale i zabawne romanse z silnymi bohaterkami i niegrzecznymi sportowcami z sercem na dłoni. Nie przesadzę, jeśli powiem, że „Puck Off” to jedna z najlepszych książek autorki - dopracowana, emocjonalna, szczera i po prostu cudowna.