Recenzje
Puck Off
Recenzja "Puck Off" to 3 tom serii Puck me up i historia kolejnego z graczy Nafciarzy z Edmonton. Tym razem poznajemy Rosie Gallagher specjalistę od PR-u pracującą dla hokeistów, która wraca z wakacji do domu w Edmonton i w drodze powrotnej poznaje Matta, z którym przeżywa upojną noc. Dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, że Matt to nie kto inny jak nowo zakontraktowany gracz Nafciarzy Matthias Carlsson dopóki nie zostaje ona przydzielona do tego aby poprawić jego PR-owy wizerunek. Przysięgam, że gdyby ktoś zapytał mnie, który tom z serii podobał mi się najbardziej, to ja nie potrafiłabym wybrać 🤭 "Puck Off" tak jak jej poprzednicy to pełna ciepła, komfortu i uroku historia. Chociaż nieco różni się od wcześniejszych tomów. Podczas gdy tam mieliśmy relacje w typie slow burn, tutaj akcja między bohaterami jest nieco bardziej dynamiczna, ale mi się to bardzo podobało, bo zdecydowanie pasowało do tej dwójki. "Puck Off" różni się od poprzednich tomów jeszcze jedną rzeczą, a mianowicie tym, że tutaj Matt dostał swoje rozdziały na przestrzeni całej książki i mogłam poznać jego perspektywe, myśli i to jak postrzega Rosie 🥰 To jest to czego właśnie brakowało mi w "Puck me up" i w "Puck Luck", gdzie Mikko i Mavi mieli głos tylko w epilog i bonusowych rozdziałach. Zarówno Rosie, jak i Matt są cudownymi bohaterami, który natychmiast wzbudzają sympatię, a ich poczynania śledzi się z uśmiechem na twarzy. Chemia między nimi jest wszechobecna, a te ich słowne potyczki dodają takiej zadziorności. Ich relacja jest pełna ognia, ale też niesie za sobą masę obaw, strachu, rozterek ze strony Rosie (jak przeczytacie, zrozumiecie dlaczego) Z całą pewnością mogę zapewnić, że tych dwoje dostarcza wiele wrażeń i emocji, a sama Ludka stopniuje napięcie między nimi, jak i w czytelniku. Ta książka to nie tylko romans, to też historia która pokazuje miłość do hokeja, a sam hokej nie jest tu tylko tłem, jest autentycznym elementem zarówno fabuły i życia obojga bohaterów. Ogólnie rzecz ujmując jest to lekka, urocza, chwytająca za serce historia, ale Ludka nie byłaby sobą, gdyby nie przemyciła tu poważniejszych wątków (bolało mnie serce jak to czytałam 💔) przez co nie ma się wrażenia, że książka jest zbyt cukrowa. Było wiele momentów kiedy rozpływałam się z zachwytu, co głównie związane było z osobą Matta i jego podejściem do Rosie 🫠 ale były też momenty, gdy drżałam w obawie co zdarzy się dalej. Ludka poraz kolejny sprawiła, że jestem zachwycona tym co stworzyła i poraz kolejny śmiało mogę powiedzieć, że to była cudowna przygoda, a "Puck Off" jak i ogólnie cała ta seria znalazła się w mojej topce najlepszych romansów hokejowych. Pozwólcie sobie skraca serce, tak jak ja to zrobiłam. Czytajcie i bawcie się dobrze! Polecam 💙
Puck Off
Czasem jedna noc wystarczy, żeby wszystko, co wydawało ci się pewne, runęło i nagle nie wiesz, czy trzymasz się siebie, czy tego, co czujesz. 💙 Czytając tą historię, uderzyło mnie, jak łatwo sami sobie stawiamy granice… a potem łamiemy je w najbardziej nieoczekiwany sposób. Wciągnęła mnie ta książka, ale przyznam szczerze nie spodziewałam się, że poczuję tyle mieszanych emocji. Kiedy czytałam o Rosie, czułam w sobie jej niepewność, jej potrzebę kontrolowania życia i jednocześnie niepokój, który pojawia się, gdy serce zaczyna rządzić bardziej niż rozsądek. Patrzyłam na nią i myślałam: „Tak, dokładnie tak to jest, kiedy boisz się przyznać przed sobą, czego naprawdę chcesz”. Matt… ach, Matt. Przy nim czułam irytację, bo jest pewny siebie, zadziorny i trochę arogancki, ale równocześnie jego obecność sprawiała, że serce biło mi szybciej. Czułam, jakbym razem z Rosie balansowała na granicy impulsu i rozsądku. Oraz przyznam szczerze, że kilka razy sama złapałam się na tym, jak wyobrażam sobie, jakby to było, gdyby ktoś w prawdziwym życiu tak po prostu wpadł w moje życie i wszystko przewrócił do góry nogami. Co mnie najbardziej uderzyło to, że historia pokazała mi coś, nad czym ostatnio dużo myślę, jak często udajemy przed sobą, że mamy wszystko pod kontrolą, podczas gdy w środku czai się chaos. Rosie próbowała trzymać dystans, zachować profesjonalizm, a ja czytałam jej myśli i czułam dokładnie to samo, co ona: lęk, niepewność, ale też fascynację. To było jak lustro moich własnych emocji. Nie mogłam oderwać się od lektury, bo z jednej strony chciałam jej powiedzieć: „Przestań!”, a z drugiej strony sama rozumiałam, dlaczego nie mogła, bo prawdziwe uczucia nie pytają o pozwolenie i choć momentami czułam frustrację, że Matt jest tak uparty i pewny siebie, to jednocześnie podziwiałam go za tę część, która sprawia, że każdy jego wybór wydaje się logiczny w jego świecie. Na koniec zostało mi jedno pytanie, które wciąż krąży w mojej głowie: ile razy w życiu odważymy się postawić uczucia ponad rozsądkiem, ryzyko ponad bezpieczeństwem i pozwolimy sercu prowadzić nas tam, gdzie najbardziej boimy się iść? 💙
Recenzownik. Mój książkowy journal
Must have każdej książkary! Dziennik jest idealnie w moim guście i mogę się założyć, że piękniejszego nikt nie znajdzie! Powiedzieć, że jest on estetyczny to jak nie powiedzieć nic. Grafika jest cudowna, tak samo jak zawartość. Zawiera mnóstwo miejsca na recenzje co jest dla mnie najważniejsze. Oprócz tego znajduje się wiele niespodzianek, jak na przykład przepis na herbaty z książek! Jak dobrze, że istnieją na tym świecie osoby tak kreatywne jak twórczyni tego journala. Po prostu K O C H A M. 5/5⭐
Serce na wodzy. Ranczo Srebrzyste Sosny #1
„Każdego z nas czeka określona liczba okrążeni słońca, Nash, i nigdy nie wiesz, kiedy twoja okazja, by coś zrobić, przepadnie na dobre”. Wróciła do domu, by znaleźć ukojenie po rozstaniu. Jej ukochane ranczo i rodzina. On… Zawsze był jej bliski, miała do niego słabość. Wiele się zmieniło. Pragnienie… Trzymać serce na wodzy. Jego zasada. Ale czy czując wszędzie jej obecność, jej zapach, to w ogóle możliwe? Może czas te wodze popuścić… „Nieważne , ile razy sobie powtarzam, żeby trzymać się od niej z daleka, CeCe Ashby coraz bardziej wkrada się pod moją skórę”. Oszalałam na punkcie kowbojskich romansów. Każda zapowiedź wywołuje u mnie ogromną ekscytację. Zatracam się w świecie książek, poznaję nowe historie, ale to na rozpoczęcie nowego rodeo chyba ostatnio czekam najbardziej. „Serce na wodzy” to kolejny zabawny kowbojski romans, który zawrócił mi w głowie i rozpalił do czerwoności. To było naprawdę gorące! Pióro Paisley Hope tak bardzo mi się spodobało, że chwilę po poznaniu pierwszego tomu przesłuchałam drugi i trzeci w oryginale. Bawiłam się doskonale, a Paisley trafiła do grona moich komfortowych autorek, po których książki sięgam, gdy potrzebuję czegoś na poprawę humoru. Małomiasteczkowy klimat, ranczo, głośna rodzina, przyjaciółki Diablice, szalona Mama Jo, humor i miłość. Dokładnie tego potrzebowałam. Pośród ognia i śmiechu odnalazłam w tej książce też taką delikatną stronę. Strata, żałoba, strach, koszmary niepozwalające na sen. Autentyczność, która sprawiła, że zżyłam się z bohaterami jeszcze bardziej. Ranczo Srebrzyste Sosny to kolejne miejsce w świecie książek, do którego będę wracać z wielką przyjemnością. CeCe i Nash On wiele zawdzięczał jej rodzinie, a gdy wszystko zaczęło rozsypywać się na drobne kawałki role się odwróciły. Hokeista, który rano zakładał kowbojski kapelusz oraz kowbojki i pomagał na ranczu. Członek rodziny. Ona jego słabością, a on jej. Ta relacja miała, według nich, w sobie coś zakazanego, choć była piękna. W jej ramionach w końcu zasnął. Koszmary przestawały dręczyć. Ona po okropnym związku w końcu poczuła, że ktoś się o nią troszczy, myśli o niej, pragnie. A jednak… Lubię kiedy relacja bohaterów jest trochę zakazana, bo dodaje to pikanterii. Są jednak też te delikatne aspekty, piękne. Ukrywający się przed światem, zamknięci. Tylko oni. Ich uczucie. Ich serca. Mój uśmiech był szeroki, a rumieńce ogromne! Pierwszy wybuch śmiechu? Już na pierwszej stronie. Kocham małe miasteczka, tych wścibskich mieszkańców i wiadomości rozchodzące się z prędkością światła. A przyjaciółki zwane „Diablicami” i wieczory z sangrią? Kocham! Czy „Serce na wodzy” to mój nowy ulubiony kowbojski romans? Może nie, ale to nie jest ważne. Ta książka dała mi wszystko, czego akurat potrzebowałam i spędziłam z nią cudowne dwa wieczory. Nie mogę się doczekać powrotu na Ranczo Srebrzyste Sosny. Kowbojki i kapelusz mam już przygotowane. Jestem gotowa na kolejne rodeo! Polecam!
Mózg odporny na krytykę. Neuronaukowe i psychologiczne metody radzenia sobie z lękiem przed oceną i hejtem
„Mózg odporny na krytykę” - Justyna Żejmo Czasem jedno słowo potrafi zatrzymać nas na długo. „Nie nadajesz się.” „Inni robią to lepiej.” „Po co to pokazujesz?” Brzmi znajomo? Ta książka to jak miękki kocyk dla naszego mózgu - taki, który nie tylko otula, ale też tłumaczy, dlaczego tak bardzo boimy się oceny i jak ten lęk rozbroić kawałek po kawałku. Autorka, Justyna Żejmo, łączy psychologię z neuronauką w bardzo przystępny sposób. Nie czuć tu akademickiego tonu - raczej rozmowę z kimś, kto sam dobrze zna ten strach i znalazł sposoby, żeby go oswoić. Dowiadujemy się m.in.: 🧠 jak działa nasz mózg, gdy słyszy krytykę (spoiler: reaguje jak na zagrożenie życia!), 💬 jak odróżnić konstruktywną opinię od hejtu, 💪 i jak zbudować w sobie spokój, który pozwala robić swoje - mimo że świat czasem mówi „nie tak”. To nie jest książka, którą się połyka w jeden wieczór. To raczej towarzyszka na dłużej - do podkreśleń, notatek i wracania, gdy znów zabrzmi w głowie ten stary głos: „Nie jesteś wystarczająca”. Zawiera również mnóstwo ćwiczeń. Dla mnie - obowiązkowa lektura dla każdego, kto tworzy, pokazuje się światu, wychodzi z bezpiecznego kąta. Bo odporność na krytykę nie oznacza gruboskórności. To raczej miękkość z mądrym pancerzem.