ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Akademia mroku

Hejka! Dziś przychodzę do Was z recenzją „Akademii Mroku” od Marii Bujak Na początku chciałbym napisać, że bardzo zaskoczyło mnie, iż drugi tom jest jakoś dwa razy grubszy niż pierwszy. Kocham to, że w tym, jak i w poprzednim tomie, wiecznie coś się dzieje, nie ma czasu na nudę. Z tego, co wiem, książka miała być trylogią i ten tom jest zwyczajnie połączeniem dwóch, które miały być, ale sądzę, że zostało to zakończone zbyt nagle i jest mi przykro, że tak szybko musimy pożegnać się z całym uniwersum. Tak samo jak poprzednio, Noemi dalej zaskakuje determinacją i wolą walki. Christian w pierwszym tomie lekko mnie irytował, tutaj nadal tak było, lecz może trochę delikatniej. Podoba mi się, że książka nie kręci się wyłącznie wokół ich historii romantycznej, lecz jest to tło historii. Tak jak było od początku, kocham styl pisania Marii Bujak. Przez książkę się płynie, cały czas jest nutka napięcia i świetnie opisana historia. Myślę, że „Akademia Mroku” jest dobrym zamknięciem historii, aczkolwiek akurat wolałbym lekko bardziej rozbudowane i „domknięte”, niż wyszło.

_tibooks Szymiczek Karol

Japonia. Kraj możliwości. Oblicza świata

O Japonii napisano już tyle, że największym problemem kolejnej książki nie jest brak tematów, lecz znalezienie takich, które nie zabrzmią jak powtórka z obowiązkowego zestawu. Tokio, shinkansen, sushi, gejsze, kwitnące wiśnie, automaty i toalety potrafią pojawić się w publikacjach o tym kraju z regularnością sezonowych dekoracji. Zofia Jurczak dobrze zdaje sobie z tego sprawę. W Japonii. Kraju możliwości nie próbuje więc stworzyć kompletnego portretu archipelagu, bo taki zamiar od początku skazany byłby na powierzchowność. Wybiera konkretne zjawiska, miejsca i historie, a następnie sprawdza, co można przez nie powiedzieć o kraju, który bardzo łatwo zamienić w kolekcję egzotycznych ciekawostek. To właśnie selekcja tematów stanowi największą siłę tej książki. Jurczak potrafi przejść od architektury i topografii do wysp, od wojennej historii do kąpieli, od jedzenia do kolei, a następnie zakończyć całość opowieścią o japońskich toaletach. Brzmi to jak program bardzo chaotycznej wycieczki, ale książka nie rozpada się na przypadkowe ciekawostki. Poszczególne rozdziały pokazują Japonię jako kraj, w którym praktyczność, estetyka, religia, pamięć historyczna i potrzeba ciągłego ulepszania rzeczywistości spotykają się w miejscach czasem zupełnie nieoczekiwanych. Jurczak najlepiej wypada wtedy, gdy bierze temat pozornie dobrze znany i pokazuje, że pod stereotypem kryje się znacznie ciekawsza historia. Nie wystarcza jej stwierdzenie, że japońskie pociągi są szybkie i punktualne. Interesuje ją rozwój kolei, technologiczne ambicje i mitologia narosła wokół transportowej perfekcji. Nie kończy opowieści o japońskiej kuchni na sushi i ramenie, lecz pokazuje przepływ wpływów, lokalne adaptacje oraz produkty, które dla Europejczyka mogą wyglądać jak żart marketingowy, a w Japonii stają się częścią regionalnej kultury. Podobnie jest z architekturą. Tokio nie zostaje przedstawione jako futurystyczna metropolia złożona z neonów, szklanych wież i atrakcji do fotografowania. Autorka zwraca uwagę również na jego chaotyczność, ciasnotę, ciągłą przebudowę i estetykę, która dla przybysza z Europy nie zawsze będzie piękna. To ważne, ponieważ Japonia wyjątkowo łatwo poddaje się idealizacji. W kulturze popularnej funkcjonuje jednocześnie jako technologiczna przyszłość, kraina dawnej duchowości i miejsce niemal obsesyjnego porządku. Jurczak nie burzy wszystkich tych obrazów, ale regularnie pokazuje, że każdy z nich wymaga dopowiedzenia. Dużo miejsca zajmuje historia, ponieważ bez niej współczesna Japonia pozostawałaby zbiorem osobliwości pozbawionych kontekstu. Pojawiają się zamki, klasztory, dawne metody produkcji, wyspy obciążone pamięcią oraz oczywiście Hiroszima i Nagasaki. Autorka nie próbuje jednak prowadzić czytelnika chronologicznie przez dzieje państwa. Historia pojawia się wtedy, gdy pomaga zrozumieć konkretne miejsce lub zachowanie. Dzięki temu nie zamienia się w szkolny wykład, lecz staje się narzędziem potrzebnym do rozszyfrowania teraźniejszości. Szczególnie dobrze wypadają wyspy. Japonia jako archipelag daje ogromne możliwości opowiadania o izolacji, lokalnej tożsamości, pamięci i osobliwościach rozwijających się z dala od największych miast. Jurczak potrafi zainteresować zarówno miejscami kojarzonymi z turystyczną ciekawostką, jak wyspy zamieszkane przez dużą liczbę kotów, jak również przestrzeniami znacznie cięższymi historycznie. Hashima nie potrzebuje dodatkowego upiększania. Sama jej historia wystarcza, by pokazać gwałtowność japońskiej industrializacji i łatwość, z jaką miejsce będące kiedyś symbolem rozwoju może zmienić się w opuszczony pomnik własnej epoki. Najbardziej udane rozdziały nie mówią czytelnikowi, że Japonia jest dziwna. Pokazują raczej, dlaczego pewne rzeczy wydają nam się dziwne dopiero wtedy, gdy patrzymy na nie z zewnątrz. To istotna różnica. Publikacje o Japonii bardzo często budują atrakcyjność na katalogowaniu osobliwości. Wtedy kraj staje się gabinetem kuriozów zamieszkanym przez ludzi robiących rzeczy, które mają przede wszystkim zadziwiać Europejczyka. Jurczak zwykle idzie krok dalej i próbuje znaleźć kontekst kulturowy, historyczny albo praktyczny. Dobrym przykładem są kąpiele i podejście do nagości. Z europejskiej perspektywy łatwo potraktować japońskie zwyczaje kąpielowe jako kolejną egzotyczną ciekawostkę. Tymczasem sposób korzystania z łaźni, źródeł termalnych czy przestrzeni wspólnych mówi bardzo dużo o granicach prywatności, czystości i społecznych rytuałach. Podobnie temat erotyki nabiera sensu dopiero wtedy, gdy zostanie wyjęty z prostego schematu mówiącego o rzekomo pruderyjnym albo przeciwnie, wyjątkowo swobodnym społeczeństwie. Japonia znów okazuje się trudniejsza do opisania jednym zdaniem. Kuchnia daje autorce sporo okazji do lżejszej narracji. Są produkty regionalne, mniej oczywiste historie potraw i japońska zdolność do przejmowania rzeczy z zewnątrz, a następnie nadawania im lokalnego charakteru. Szczególnie dobrze pokazuje to fenomen wariantów smakowych popularnych słodyczy. Setki wersji KitKata brzmią jak przykład konsumpcyjnego szaleństwa, ale po bliższym przyjrzeniu stają się także częścią rynku lokalnych pamiątek. Smak może reprezentować prefekturę równie skutecznie jak magnes czy pocztówka. To właśnie takie fragmenty dobrze oddają sens tytułowego kraju możliwości. Japonia Jurczak nie jest państwem, w którym wszystko jest lepsze, bardziej rozwinięte albo bardziej niezwykłe. Jest miejscem wyjątkowo intensywnego przetwarzania pomysłów. Rzeczy zapożyczone mogą zostać dopracowane, zmienione, wyspecjalizowane albo całkowicie włączone do miejscowej kultury. Japonia fascynuje tu nie dlatego, że tworzy wszystko od podstaw, lecz dlatego, że potrafi brać cudze rozwiązania i robić z nimi coś bardzo własnego. Autorka dobrze wykorzystuje również tematy, które mogłyby wyglądać jak gotowy materiał na internetową listę ciekawostek. Japońskie toalety są najlepszym przykładem. Można o nich napisać kilka zabawnych zdań o podgrzewanych deskach i panelach sterowania, ale Jurczak idzie dalej, pokazując technologiczne ambicje związane z higieną i zdrowiem. To zabawne zakończenie książki, ale nie pozbawione sensu. Mała, codzienna rzecz ponownie okazuje się miejscem, w którym spotykają się technologia, wygoda i obsesyjne ulepszanie istniejących rozwiązań. Podobnie kolej nie zostaje sprowadzona do opowieści o punktualności. To akurat bardzo potrzebne, ponieważ mit idealnie funkcjonującego japońskiego transportu powtarzany jest tak często, że stał się częścią turystycznego folkloru. Jurczak interesują również techniczne ambicje Japonii, rozwój pociągów dużych prędkości oraz projekty, które pokazują, że obecne osiągnięcia nie są traktowane jako ostateczny punkt rozwoju. W tej części książki dobrze widać fascynację państwem, które nawet z codziennej infrastruktury potrafi zrobić element narodowej opowieści o nowoczesności. Nie wszystkie tematy są równie mocne i trudno byłoby oczekiwać, że przy tak szerokim zakresie każdy rozdział zainteresuje czytelnika w takim samym stopniu. Konstrukcja książki pozwala jednak na pewną swobodę. To zbiór opowieści, który można dawkować. Nie trzeba czytać go w tempie powieści, bo poszczególne części mają własne dominanty i często funkcjonują niemal samodzielnie. Z tego powodu przerwanie lektury na kilka dni nie powoduje poczucia zagubienia. Ma to również drugą stronę. Książka nie tworzy jednego spójnego argumentu o Japonii. Nie prowadzi od punktu wyjścia do wielkiej syntezy, która na końcu pozwoliłaby odpowiedzieć, czym ten kraj właściwie jest. Jurczak raczej pokazuje, że taka odpowiedź byłaby podejrzanie prosta. Każdy kolejny temat komplikuje obraz powstały wcześniej. Nowoczesność istnieje obok rytuału, technologiczny rozwój obok miejsc pamięci, kultura konsumpcyjna obok duchowości, a umiłowanie porządku obok miejskiego chaosu. W tym sensie książka sprawdza się znacznie lepiej jako zaproszenie do dalszych poszukiwań niż jako kompendium. Po przeczytaniu rozdziału o konkretnej wyspie, zwyczaju czy wydarzeniu łatwo poczuć potrzebę sprawdzenia czegoś jeszcze. Dla mnie jest to zaleta. Dobra książka popularna nie musi kończyć tematu. Powinna raczej pokazać, gdzie warto dalej kopać. Problem pojawia się tam, gdzie głos samej autorki ustępuje miejsca cudzym wypowiedziom. W książce znajduje się dużo cytatów i nie wszystkie są równie potrzebne. Starsze źródła, świadectwa i historyczne relacje potrafią bardzo dobrze uzupełniać temat, szczególnie gdy pokazują zmianę sposobu myślenia albo pozwalają usłyszeć głos ludzi z konkretnej epoki. Gorzej, gdy cytat jedynie potwierdza obserwację, którą Jurczak mogłaby przekazać własnymi słowami. Największym problemem książki jest właśnie to, że miejscami autorka niepotrzebnie oddaje przestrzeń innym, choć sama potrafi opowiadać wystarczająco ciekawie. Przy większym ograniczeniu zapożyczonych fragmentów narracja byłaby bardziej zwarta i osobista. Bogata bibliografia pokazuje solidne przygotowanie, ale brak klasycznych przypisów przy jednoczesnej dużej liczbie cytowanych głosów może pozostawić pewien niedosyt u czytelnika, który chciałby dokładniej śledzić źródła. Szkoda również warstwy fotograficznej. Przy książce tak mocno związanej z miejscem, architekturą i lokalnymi osobliwościami aż prosi się o bogatszy materiał wizualny. Fotografii jest niewiele, a czarno biała forma nie zawsze pomaga w opowieści o kraju, którego estetyka często opiera się przecież na intensywnym użyciu koloru, światła i kontrastów. W rezultacie podczas lektury łatwo samodzielnie szukać obrazów opisywanych miejsc. Można potraktować to jako dowód skuteczności narracji, ale lepiej byłoby, gdyby przynajmniej część tej potrzeby zaspokajała sama publikacja. Nie zmienia to ogólnego wrażenia. Japonia. Kraj możliwości jest dobrze przygotowaną, przystępną książką dla osób, które chcą wyjść poza najbardziej podstawową wiedzę o Japonii, ale niekoniecznie są gotowe na specjalistyczne opracowania poświęcone pojedynczym zagadnieniom. Początkujący znajdą tutaj dobre wprowadzenie, natomiast osoby mające już za sobą kilka książek o Japonii prawdopodobnie i tak trafią na rzeczy, o których wcześniej nie czytały. To chyba najważniejszy komplement, jaki można wystawić publikacji o kraju opisanym już na setki sposobów. Jurczak nadal potrafi czymś zaskoczyć. Nie zawsze dlatego, że wybiera temat zupełnie nieznany. Częściej dlatego, że przy znanym temacie znajduje boczne wejście, którym wcześniej nikt nas nie prowadził. Najlepiej działa więc nie jako książka wyjaśniająca Japonię, lecz jako książka pokazująca, dlaczego Japonii nie da się wyjaśnić jednym zestawem stereotypów. To państwo pełne sprzeczności tylko wtedy, gdy z góry zakładamy, że nowoczesność powinna wykluczać tradycję, a rozwój technologiczny musi oznaczać zerwanie z dawnymi rytuałami. Dla samych Japończyków te elementy często nie są przeciwieństwami. Jurczak potrafi opowiadać o tym lekko i bez nadmiernego akademickiego ciężaru. Czasem wybiera temat zabawny, czasem makabryczny, czasem zupełnie codzienny. Nie każda historia zostaje równie mocno w pamięci, ale razem tworzą obraz kraju znacznie bardziej interesującego niż jego turystyczna wersja. Po tej książce niekoniecznie będzie się Japonię lepiej rozumiało. Za to znacznie trudniej będzie uważać, że już się ją rozumie.
kawerna Marek Tokarz

Młodzi detektywi w akcji. Zagadki (prawie) kryminalne

To książka, która zawiera całą masę informacji o pracy w polskiej policji. O wykorzystywanych narzędziach, elementach pracy, profesjach, a nawet psich pomocnikach. Znajdziecie tutaj bardzo ciekawą i wciągającą fabułę. Książka ma aż 10 rozdialaow i 10 zagadek do rozwiązania. Bohaterkami są Olaf, Kasia i Krzyś oraz Olafa ciocia czyli policjantka Asia. Każdy rozdział to inna sprawa do rozwiązania. Nie jest zbyt skomplikowana, ale skupia się na innej części pracy policjantów, detektywów i techników kryminalistyki. Pod koniec każdego rozdziału jest część edukacyjna, w której ciocia tłumaczy i wyjaśnia tajniki pracy w policji. Po każdym rozdziale jest również zadanie dla młodych czytelników, aby i oni mogli poczuć się jak mali detektywi. A na koniec dzieciaki mogą zrobić test o zdobyć legitymację młodego detektywa. Myślę, że to świetna książka nie tylko po to, aby dobrze się bawić. Książka edukuje w zakresie pracy policji, ale również radzi w sprawach bezpieczeństwa w sieci czy zgłaszania oszustw.

@wystrzalowa_biblioteczka Płaskonos Alicja

Nieplanowany układ

K O C H A N I E Camilla Campbell, trzydziestojednoletnia prawniczka jest nieszczęśliwa. Jej przyjaciele Ash i Charlie biorą ślub, a ona ma wrażenie, że przegrała własne życie. Czuję się samotna, dlatego tym łatwiej ulega urokowi brata panny młodej, z którym kiedyś łączył ją krótki romans. Bryan nie zaproponuje Camilli nic poza niezobowiązującym seksem. Nie jest zwolennikiem stałych związków i stabilizacji. Jej to nie przeszkadza - chce wziąć dłuższy urlop, zadbać o zdrowie, znaleźć faceta na stałe i urodzić dziecko. W teorii brzmi świetnie, w praktyce nawet odpoczywanie okazuje się trudne. Wtedy z pomocą przychodzi Bryan. Czy nieplanowany układ może okazać się czymś więcej? Camilla, młoda, ambitna kobieta, która dość mocno określiła swój plan na przyszłość - chociaż rozumiem skąd jej potrzeba założenia rodziny, tak niestety czas, który sobie wyznaczyła był trochę nierealny. Nie zmienia to faktu, że współczuje jej każdej randki i spotkanego faceta 😅 Bryan, mężczyzna, który do tej pory traktował życie na luzie. Praca, imprezy, jednonocne przygody, a teraz gdy wrócił do rodzinnego miasta na stałe, coś się zmienia. Uwielbiam jego relacje z rodzeństwem, sarkastyczne poczucie humoru, ale także to, że bardzo szybko wyciągał wnioski, jeśli w danej sytuacji zawinił. Chociaż nie do końca kupuję ich relacje romantyczną - on cały czas powtarzał, że nie chce zobowiązań, ona, że Bryan się do tego nie nadaje, tak przyznam, że ich przyjaźń jest cudowna. Uwielbiam momenty ratowania Cami z nieudanych randek (naprawdę nieudanych), jego propozycję i zaangażowanie. Uwielbiam ich wspólnie spędzony czas, a chemia między nimi jest niezaprzeczalna. Fajna lektura, która pokazuje jak pracoholizm wpływa na nasze życie, jak nasze pragnienia z czasem się zmieniają, a osiągnięcie danego celu nie zawsze jest łatwą drogą. Jedyne co, przyczepię się do wątku z terapią - był dla mnie bezsensu, zwłaszcza, że słuchaliśmy samych kłamstw. Poza tym, fajnie spędziłam z nimi czas 😁 PS nie wiem czemu, ale Charlie też mnie przeraża 😂 

Zaczytana.mejdzi Kierońska Magda

Nieplanowany układ

Q:Czy można przegapić życie, będąc zbyt zajętym jego perfekcyjnym planowaniem? Książka najmocniej wybrzmiewa nie wtedy, gdy opowiada o miłości, lecz gdy pokazuje kobietę, która przez lata potrafiła zadbać o wszystko poza samą sobą. Przecież odpoczynek jest prosty. Wystarczy przestać pracować, wyłączyć myśli i nie analizować przyszłości. Drobnostka, szczególnie dla osoby, która nawet własne szczęście najchętniej wpisałaby do kalendarza. Camilla może irytować swoim niezdecydowaniem i kurczowym trzymaniem się planu, ale trudno nie spojrzeć na nią z empatią. Za jej pośpiechem kryje się samotność. Za potrzebą kontroli strach. Za wyznaczonym terminem na szczęście - bolesne przekonanie, że wszyscy inni zdążyli już znaleźć swoje miejsce. Jej randkowe doświadczenia bywają tak absurdalne, że zamiast aplikacji randkowej przydałby się numer alarmowy. Najwięcej ciepła przynoszą chwile, w których bohaterowie nie próbują nazywać tego, co ich łączy. Przyjaźń jest naturalna, pełna swobody, sarkazmu i drobnych gestów znaczących więcej niż romantyczne deklaracje. Bryan okazuje się zieloną flagą w przebraniu mężczyzny, który rzekomo nie nadaje się do związków. Słucha, wspiera, przyznaje się do błędów i potrafi wyciągnąć z nich wnioski. Sama przemiana relacji w miłość nie zawsze brzmi równie przekonująco, ale chemii i wzajemnej troski nie można im odmówić. Historia, która przemyca ważne przypomnienie. Praca może dawać satysfakcję i poczucie bezpieczeństwa, lecz nie powinna zabierać przestrzeni na zwyczajne życie. Czasami warto się zatrzymać, złapać oddech i sprawdzić, czy cel, do którego tak uparcie się biegnie, nadal jest własnym marzeniem. Szkoda, że wątek terapii pozostał powierzchowny, a niektóre emocjonalne zmiany nastąpiły zbyt szybko. Mimo tych zastrzeżeń książka pozostawia po sobie ciepło i myśl, że odpoczynek nie jest nagrodą za wykonanie wszystkich obowiązków. Jest czymś, na co człowiek nie musi sobie zasłużyć.

mucha_w_ksiazkach Mucha Joanna