ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Falochrony

Książka jest lekka i bardzo przyjemna, ale porusza też ważne tematy- główna bohaterka zmaga się z poczuciem zagubienia i lękiem przed kolejnym etapem w życiu. Ma ona skończyć szkołę średnią, więc musi wybrać uczelnię, co ją przeraża. Uwielbiam to, jak bardzo wyczuwalny jest tutaj klimat lata. Jest również wątek romantyczny, wątek przyjaźni, oraz ciężkich do spełnienia oczekiwań rodziców. Uważam, że jest to dobra młodzieżówka, jednak bardziej kierowała bym ją do osób 16+, a nie 14+ jak jest na okładce. Są tu niebezpieczne zachowania (skakanie z klifu do wody), oraz tematy, które wydaje mi się trafią bardziej do odrobinę starszych czytelników

Tiktok Osendowska Beata

Nieplanowany układ

Kiedy jej przyjaciele biorą ślub, uświadamia sobie, że przegrała własne życie. Ale czy rzeczywiście tak jest? Wkrótce do miasta wraca brat jej przyjaciółki, z którym łączył ją płomienny, choć krótki romans.Bryan nie może zaoferować jej nic więcej niż niezobowiązujący seks. Stałe związki to nie dla niego; nie szuka stabilizacji. Dlaczego więc coraz częściej myśli o kobiecie, która pragnie od życia czegoś więcej? Miłości z tego nie będzie - ma to być jedynie układ, który pozwoli jej spełnić największe marzenie: zostać mamą. Wszystko było ustalone, jednak rzeczywistość okazała się trudniejsza, niż się spodziewali. To historia o planach na życie, przyjaźni i być może idealnym pomyśle na miłość.Emocjonująca, pełna napięcia opowieść, która wciąga od pierwszej strony. Ulubione motywy w jednej książce: przyjaciele z korzyściami, hate-love oraz cięte riposty, które podkręcają ich relację.Fabuła koncentruje się na budowaniu więzi między dwojgiem ludzi, którzy są swoimi przeciwieństwami. Ona pragnie stabilizacji, kochającego partnera, domu i dziecka, podczas gdy on ma zupełnie inne priorytety. Jednak wszystko się zmienia - jeden prosty układ odmienia dosłownie wszystko, sprawiając, że mężczyzna zaczyna inaczej postrzegać swoje dotychczasowe życie. Silna bohaterka obawia się, że nie spotka w swoim życiu prawdziwej miłości i że będzie za późno, aby założyć rodzinę. Autorka pokazuje, że każdy, nawet odległy cel, jest realny do osiągnięcia, gdy znajdzie się tę właściwą osobę. Lekki i przyjemny styl pisania sprawia, że historia jest praktycznie nieodkładana. Zabawne dialogi, sytuacje oraz cięte riposty między bohaterami dodają pikanterii ich relacji. Podczas czytania uśmiech na twarzy jest gwarantowany. To romantyczna, zabawna historia z nutą pikanterii w tle i lekkimi zawirowaniami. Przyjaźń, która przerodziła się w uczucie, plan, który zmienił dosłownie wszystko, oraz miłość, której nikt się nie spodziewał.

AnkaWach Wachowska Anna

Historyczne bzdury o średniowieczu. Jak naprawdę żyło się w czasach dam i rycerzy?

Średniowiecze ma fatalną opinię i, co gorsza, opinię wyjątkowo odporną na wiedzę. W powszechnym wyobrażeniu nadal bywa epoką brudu, ciemnoty, religijnego zacietrzewienia, bezmyślnej przemocy i ludzi, którzy żyli krótko, cierpieli stale, a w wolnych chwilach najpewniej spadali z konia albo trafiali do lochu. Anna Zielińska w Historycznych bzdurach o średniowieczu bierze ten obraz na warsztat nie po to, by stworzyć cukierkową kontrlegendę, lecz by pokazać, że mówienie o tysiącu lat historii jednym tonem jest zwyczajnie leniwe. Książka wyrasta z formuły dobrze znanej z profilu Historyczne bzdury. To istotne, bo wpływa zarówno na jej największe zalety, jak i ograniczenia. Zielińska pisze żywo, potocznie, z ironią i energią osoby, która nie chce jedynie przekazać zestawu informacji, ale także wytrącić czytelnika z wygodnych przyzwyczajeń. Nie udaje akademickiego podręcznika i nie powinna być tak czytana. To popularnonaukowa opowieść o tym, jak wiele klisz na temat średniowiecza powtarza się bezrefleksyjnie, ponieważ są efektowne, proste i świetnie nadają się do filmów, memów oraz szkolnych skrótów. Największy sens tej książki polega na odczarowaniu samego słowa średniowiecze. Autorka przypomina, że mówimy o epoce ogromnie długiej, geograficznie zróżnicowanej i społecznie wielowarstwowej. Nie da się jej uczciwie zamknąć w jednym obrazie błota, stosów, zamków i nieumytych rycerzy. Zielińska pokazuje, że część mitów wzięła się z późniejszych interpretacji, część z propagandy, część z anachronicznego przykładania współczesnych kategorii do dawnych realiów, a część po prostu z atrakcyjności ponurych historii. Brudne, głupie średniowiecze jest narracyjnie wygodne. Prawdziwe jest znacznie ciekawsze. Największa wartość Historycznych bzdur o średniowieczu polega na tym, że autorka nie tyle broni epoki przed krytyką, ile broni jej przed uproszczeniem. To ważna różnica. Zielińska nie twierdzi, że średniowiecze było czasem powszechnej higieny, medycznej skuteczności i społecznej harmonii. Pokazuje raczej, że rzeczywistość była bardziej złożona niż karykatura. Ludzie dbali o ciało w ramach własnych możliwości i przekonań. Medycyna nie była wyłącznie zbiorem absurdów. Polityka nie sprowadzała się do miecza i modlitwy. Religijność nie usuwała rozrywki, praktyczności ani codziennych ambicji. Dobrze wypadają rozdziały poświęcone życiu codziennemu. Higiena, choroby, medycyna, jedzenie, moda, rozrywki, obyczaje i stosunek do ciała to tematy, przy których książka osiąga najbardziej przystępny rytm. Zielińska potrafi podać źródłowy konkret, a następnie od razu pokazać, dlaczego obiegowy mit nie wytrzymuje z nim konfrontacji. Widać tu jej przywiązanie do materialnych śladów przeszłości, archeologii, rekonstrukcji i praktycznego wymiaru historii. To duża zaleta, ponieważ wiele książek popularnych o średniowieczu pozostaje na poziomie królów, bitew i dat. Tutaj ważne są także przedmioty, nawyki, ciało, codzienność i gesty. Zielińska dobrze radzi sobie również z tonem polemicznym. Potrafi być lekka bez rezygnowania z faktów. Nie zasypuje czytelnika aparatem naukowym, ale daje wyraźny sygnał, że za anegdotami stoją źródła, badania i współczesna refleksja historyczna. To szczególnie istotne w książce, która chce walczyć z mitami, bo samo obalanie bzdur łatwo może zamienić się w produkowanie nowych uproszczeń. Autorka zwykle tego unika. Jej celem jest raczej skorygowanie perspektywy niż efektowne odwrócenie znaku. Najciekawiej robi się tam, gdzie książka pokazuje mechanizmy powstawania legend. Wielka Lechia, źle rozumiane wyobrażenia o medycynie, przekonanie o powszechnym brudzie, uproszczenia dotyczące bitwy pod Grunwaldem czy opowieści o dawnych bohaterach, którzy z historią mają luźny związek, pozwalają zobaczyć, że mity historyczne nie biorą się znikąd. Czasem wynikają z potrzeby narodowej dumy. Czasem z popkulturowej atrakcyjności. Czasem z niechęci do sprawdzania źródeł. Czasem z tego, że prosty obraz łatwiej sprzedać niż skomplikowane wyjaśnienie. Książka najlepiej sprawdzi się u odbiorców, którzy znają średniowiecze głównie przez szkolny filtr i popularne wyobrażenia. Dla nich może być bardzo przyjemnym otwarciem tematu. Autorka nie pisze hermetycznie, nie wymaga od czytelnika znajomości sporów mediewistycznych i nie buduje dystansu. Przeciwnie, stale zachęca do wejścia w epokę, która pod warstwą stereotypów okazuje się ruchliwa, praktyczna, zaskakująco różnorodna i pełna ludzi myślących inaczej niż my, ale nie głupszych od nas. Tu pojawia się jednak pierwsze poważniejsze zastrzeżenie. Książka miejscami jest tak mocno nastawiona na przystępność, że traci precyzję konstrukcyjną. Niektóre rozdziały rozwijają się szerzej, inne sprawiają wrażenie krótszych notatek do większej całości. Zdarza się, że zapowiedziany temat rozrasta się w stronę pobocznych ciekawostek, przez co oś wywodu lekko się rozmywa. Rozdział o higienie może nagle zahaczać o czas wolny i rozrywki, a przejścia między historią Polski i historią powszechną bywają nie zawsze dostatecznie wyraźnie zaznaczone. Dla początkującego czytelnika nie będzie to wielki problem, ale osoba bardziej obeznana z epoką zauważy nierówności. Drugim ograniczeniem jest skala. Przy tak szerokim temacie niewiele ponad dwieście stron musi oznaczać wybór skrótu. Książka chce mówić o średniowieczu jako epoce, o polskich mitach, o Europie Zachodniej, o medycynie, higienie, Grunwaldzie, Wielkiej Lechii i nieistniejących bohaterach. To materiał na znacznie większą publikację albo serię krótszych, mocno skoncentrowanych tomów. W obecnej formie część zagadnień zostawia niedosyt. Nie dlatego, że są źle przedstawione, lecz dlatego, że aż proszą się o pogłębienie. Najbardziej dyskusyjny jest język. Dla wielu czytelników będzie to ogromna zaleta. Narracja jest szybka, komunikatywna, żartobliwa i bliska internetowemu sposobowi popularyzowania wiedzy. Dzięki temu książkę czyta się lekko i bez poczucia uczestnictwa w wykładzie. Jednocześnie ten styl chwilami zbliża się do tonu wpisu z mediów społecznościowych bardziej niż do dopracowanego eseju historycznego. Potoczność ożywia tekst, ale bywa też zbyt nachalna. W książce drukowanej, która ma ambicję porządkowania wiedzy, przydałoby się czasem więcej oddechu i mocniejsze wyważenie żartu. Nie zmienia to faktu, że Zielińska ma coś, czego brakuje wielu autorom popularyzującym historię: wyczuwalną pasję. Nie jest to chłodne streszczenie literatury przedmiotu. To książka napisana przez osobę zirytowaną tym, jak niesprawiedliwie i bezmyślnie traktuje się jej ulubioną epokę. Ten emocjonalny ton może niekiedy prowadzić do nadmiernej swady, ale nadaje całości charakter. Autorka nie ukrywa, że średniowiecze ją obchodzi. Dzięki temu czytelnik łatwiej rozumie, że obalanie mitów nie jest tu suchą korektą błędów, tylko próbą odzyskania bardziej uczciwego spojrzenia. Cenne jest też to, że książka nie sprowadza historii do wielkich postaci. Owszem, pojawia się Grunwald i polityczne mity, ale równie ważne są rzeczy pozornie małe: mycie, leczenie, jedzenie, ubiór, rozrywka, praktyki ciała, zabytki materialne. Takie podejście ma dużą edukacyjną wartość. Uczy, że przeszłość nie składa się wyłącznie z dat i wojen. Składa się także z tego, jak ludzie radzili sobie z codziennością, czego się bali, co uważali za piękne, jak chorowali, jak pracowali i jak tłumaczyli sobie świat. To książka najpotrzebniejsza nie specjalistom, lecz tym czytelnikom, którzy podejrzewają, że historia może być ciekawsza niż jej szkolna i popkulturowa karykatura. Mediewista nie znajdzie tu wielu nowych ustaleń, a część mitów uzna za dawno rozbrojone. Ale nie do niego przede wszystkim skierowano tę publikację. Jej zadaniem jest rozpocząć rozmowę, skorygować najbardziej uporczywe przekonania i sprawić, aby ktoś po lekturze przestał mówić o średniowieczu jako jednolitej epoce brudu i zacofania. W tym sensie Historyczne bzdury o średniowieczu spełniają swoje zadanie. Nie są syntezą dziejów epoki ani wyczerpującym przewodnikiem po mediewistyce. Są sprawną, energiczną książką popularyzatorską, która ma odczarować temat i zachęcić do dalszego czytania. Jej niedoskonałości wynikają głównie z przyjętej formuły: lekkość ogranicza głębię, szeroki zakres wymusza skrót, a internetowa energia czasem osłabia kompozycję. Bilans pozostaje jednak wyraźnie dodatni, bo autorka potrafi robić rzecz najważniejszą w popularyzacji. Przyciąga uwagę bez obrażania inteligencji odbiorcy. Najlepiej czytać tę książkę jako początek, nie koniec rozmowy o średniowieczu. Jako zachętę do sprawdzania, nie jako ostatnie słowo. Jako przypomnienie, że epoki historyczne nie istnieją po to, by dopasowywać je do naszych wygodnych etykiet. Średniowiecze było brutalne, religijne, hierarchiczne i obce współczesnej wrażliwości. Było też pomysłowe, praktyczne, barwne, ruchliwe i znacznie mniej jednowymiarowe, niż lubi się powtarzać. Historyczne bzdury o średniowieczu mają największą wartość tam, gdzie uczą nieufności wobec łatwych obrazków. To dobra, lekka i potrzebna książka dla tych, którzy chcą wyjść poza hasło o mrocznych wiekach, ale nie są jeszcze gotowi na ciężkie opracowania naukowe. Anna Zielińska pokazuje, że historia nie musi być nudna, pod warunkiem że traktuje się ją poważnie, ale nie napuszenie. I że czasem najlepszym sposobem na walkę z mitem nie jest wielki akademicki młot, lecz dobrze wymierzona, błyskotliwa korekta.
kawerna Marek Tokarz

Historyczne bzdury o średniowieczu. Jak naprawdę żyło się w czasach dam i rycerzy?

Historyczne bzdury o średniowieczu” - Anna Zielińska Czarna legenda średniowiecza „Wieki ciemne” albo „mroczne wieki” - tak o średniowieczu pisali historycy XVIII i XIX stulecia. To wtedy zrodził się wciąż żywy w powszechnej świadomości obraz epoki, która miała być brudna i posępna. Skupiona na Bogu i modlitwie. Pełna przemocy, śmierci, głodu, chorób, wojen i czasem bardzo wymyślnych tortur. Fakt, średniowiecze nie ma najlepszej prasy, jednak Anna Zielińska, twórczyni facebookowego profilu Historyczne bzdury, zdecydowała się rzucić nieco światła na mroki średniowiecza. Wielka Lechia, Grunwald i dawna medycyna Autorka za pośrednictwem Historycznych bzdur o średniowieczu rozprawia się z popularnymi mitami na temat tej epoki - między innymi z legendą Wielkiej Lechii, pogłoskami o braku skuteczności ówczesnej medycyny i o niedostatkach higieny w średniowiecznej egzystencji. Zabiera Czytelnika na pole bitwy pod Grunwaldem. Opowiada także o dawnych bohaterach, o których wciąż krążą legendy, czasami zupełnie nieprawdziwe. Każdy rozdział przenosi nas w inne miejsce i odkrywa przed nami kolejne tajemnice z dawnych czasów. Nie chcę zdradzać więcej szczegółów, aby pozostawić wam radość z czytania. Mimo niewielkiego formatu, cała książka potrafi w sposób nietuzinkowy i intrygujący zaciekawić czytelnika do samodzielnego zgłębiania kolejnych historycznych tajemnic. Uważam, że styl pisania autorki jest naprawdę wciągający, ponieważ nie każdy posiada taki dar, aby w sposób ciekawy, ale też merytoryczny opowiadać o dawnych dziejach. Przystępna forma i ciekawe ilustracje Jak wspomniałam wyżej, Historyczne bzdury o średniowieczu czyta się naprawdę błyskawicznie, a lekturę umilają nam fotografie, które mają nam pozwolić lepiej zrozumieć temat i pokazać dawne wyobrażenia. Jako ogromna fanka sztuki nie mogę nie docenić ukazania nam wycinków z różnych podręczników czy zaprezentowania mieszkańców tamtej epoki. Wiele tematów, które są poruszane w tej książce, może wzbudzać kontrowersje wśród najbardziej wiernych patriotów. W końcu dyskusje o pochodzeniu naszego narodu już nieraz wywoływały wielkie utarczki między naukowcami. Do tego autorce udało się odczarować wizję bitwy pod Grunwaldem, która w oczach niektórych urosła do prawdziwie boskiej batalii. Mimo krótkich rozdziałów udało mi się znaleźć wiele przyjemności w tej lekturze i z przyjemnością mogę ją polecić dalej. Gratka dla koneserów i amatorów historii Ta pozycja sprawdzi się dla osób, które nie wiedzą zbyt wiele o dawnych epokach, ale również dla koneserów, którzy chcą sobie odnowić informacje, dzięki czemu dowiedzą się nowych, intrygujących faktów. Autorka Historycznych bzdur o średniowieczu od samego początku prezentuje czytelnikowi, jak wiele materiałów źródłowych przeczytała, dzięki czemu jej wiedza bazuje na konkretnych tekstach, które dla zwykłego człowieka mogłyby się wydawać zbyt skomplikowane czy po prostu za nudne. Liczę, że na rynku pojawi się więcej takich pozycji, a ja będę mogła po nie sięgać z równie wielkim entuzjazmem.

Portal Immersja Zarzyńska Laura

Maskarada

W świecie, w którym każdy coś ukrywa, najtrudniejsze okazuje się rozpoznanie, kto tak naprawdę stoi po naszej stronie… MASKARADA ponownie zabiera nas do świata, w którym granica między władzą, pożądaniem, obsesją i strachem praktycznie nie istnieje. Ava znalazła się w rzeczywistości, z której nie tak łatwo się wydostać, a każdy kolejny krok może mieć poważne konsekwencje. Oskarżenie o morderstwo, tajemniczy prawnik Daniel Ross, Santiago, który wie znacznie więcej, niż mówi, oraz Kadir i jego coraz bardziej niebezpieczna obsesja na punkcie Avy. Tutaj naprawdę trudno zaufać komukolwiek, bo każdy ma własne sekrety i własną grę do rozegrania. I właśnie ta niepewność podobała mi się najbardziej. Wielokrotnie miałam wrażenie, że już wiem, w którą stronę zmierza historia, po czym pojawiało się coś, co skutecznie burzyło moje przypuszczenia. Ava po raz kolejny musi walczyć nie tylko o swoje bezpieczeństwo, ale przede wszystkim o siebie. O własne granice, wolność i prawo do decydowania o swoim życiu. I im bardziej zagłębiamy się w ten świat, tym wyraźniej widać, że wyjście z niego może okazać się znacznie trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. MASKARADA to dużo emocji, tajemnic, napięcia i relacji, w których trudno znaleźć choć odrobinę spokoju. Jest mrocznie, niebezpiecznie i momentami naprawdę intensywnie. A bohaterowie sprawiają, że cały czas zastanawiałam się, kto mówi prawdę, a kto tylko perfekcyjnie odgrywa swoją rolę. To drugi tom, dlatego jeśli jeszcze nie znacie historii Avy, zdecydowanie warto zacząć od pierwszej części. Czytajcie. Polecam.

@evie_czyta_uk Sieradzka Ewelina