Recenzje
5 fundamentów skutecznej komunikacji. Asertywność, relacje i sztuka dialogu
To praktyczne spojrzenie na pięć fundamentów komunikacji, oparte na klasyku Carnegiego „Jak zdobyć przyjaciół…”. Autor nie tworzy nowych teorii, a aktualizuje te znane, pokazując, jak działają dziś pod kątem zmian które zaszły w świecie technologii, zmian społecznych i nowych realiów pracy. Czego dowiesz się z tej książki? - Jak być asertywnym, mówić wprost, spokojnie i z szacunkiem do siebie i innych? - Jak rozwiązywać konflikty, dawać komplementy i zadawać otwarte pytania? - Jak dostosować styl komunikacji do rozmówcy? - Jak świadomie używać mowy ciała i co naprawdę „mówi” ciało, zanim wypowiedziane są słowa? - Jak kończyć relacje, kiedy warto to zrobić i jak zrobić to z klasą? Podoba mi się jej konkret: żadnego przegadania, tylko wiedza, krótki przykład i lista kroków do wdrożenia. Warto czytać ją z przerwami, bo mimo że jest krótka, dobrze dać sobie czas, żeby nowa wiedza ugruntowała się w czytelniku. Podoba mi się koncept na to współczesne „skalibrowanie” Carnegiego: pokazanie, że stare zasady nadal działają, jeśli dostosujemy je do dzisiejszego świata. Wyczuwalne jest że to inny autor ale starający się utrzymać narrację w ramach struktury, która myślę, że przypadnie do gustu zwolennikom dawnego autora. Całość zostawia mnie z poczuciem silnie praktycznego wymiaru - konkretne zadania, pytania do refleksji i narzędzia do pracy nad tytułową kompetencją.
Dwa magiczne słowa. Vancouver Agitators: miłość na lodzie #2
Nieplanowany układ
Camilla mając trzydzieści jeden lat osiągnęła już zawodowy sukces jako wzięta prawniczka. A teraz ma plan, co prawda chaotyczny i spontaniczny, ale pragnie tego co mają inni - rodziny. A idzie jej to, no cóż, nieporadnie. Czy dobrym rozwiązanie zatem będzie jej dawna przygoda w postaci Bryna i układ, który jej propnuje? Czy coś niezobowiązującego, może dać jej to o czym marzy? ☆ Liczyłam na coś lekkiego? Tak i to dostałam. Czy dostałam to, czego się spodziewałam? No nie. Już tłumaczę. Wspomnę, że jest to moje pierwsze spotkanie z piórem autorki i zdecydowanie kupiły mnie tu lekkie dialogi i lekki styl narracji, który sprawia, że czyta się ją szybko i wygodnie. Niestety co do samej fabuły to jestem nią nie tyle rozczarowana, co poorostu zaskoczona. W ogólnym założeniu nie jest ona skomplikowana. Są co prawda silne rozterki i zawirowania na tle dawnej burzliwej, ale chwilowej znajomosci bohaterów, ale niestety jest też ona bardzo przewidywalna i chyba pierwszy raz toczy się z tak zwanej "górki". Zwykle na koniec historii czekam na takie wiecie - bum, zazwyczaj "coś się pi€przy",a tu poszło wszystko gładko, przez co zwyczajnie nudno. Autorka dotyka w niej też bardzo ciekawych tematów. Zostaje wprowadzony wątek terapii i kursu kulinarnego, ale w moim odczuciu te do niczego nie prowadzą, zostały trochę zmarginalizowane. A cytrynowy wątek wrzucony, by finalnie być ozdobą książki. ☆ Sami bohaterowie to ciekawe i złożone jednostki, choć momentami irytujące. Co prawda motywy ich postępowania, wrecz obsesyjnego zaparcia w jedną stronę w moim odczuciu nie do końca zostały sprecyzowane, to... kupili mnie jednym! Próbowaniem. Samej chemii i napięcia nie czuć między nimi zbyt wiele, ale jednak jest pewna więź, która karze ich relacji nie zatracić i spróbować w postaci przyjaźni. I wątek ten tu absolutnie uwielbiam. To jak nieporadni są, ale intuicyjnie wyłapują swoje potrzeby i starają im zaradzić. Jak silnie zakorzeniony jest strach przed odrzuceniem oraz pragnienie posiadania tego, co mają inni wokół, a samemu tego nigdy się nie doświadczyło. A od przyjaźni do miłości już jeden krok, prawda? ☆ Jest to lekka i komfortowa lektura na raz. Taka, która łapie oddech w biegu zwanym życiem. Tak idealnie wpasujaca się w współczesne realia, w którym poprzewracały się priorytety i o tym co ważne przypomina się sobie dopiero, gdy zaczyna bić biologiczny zegar. O układzie z maksymą: Nie zakochać się! Ale budującym cegiełka po cegiełce fundament, pod to co najważniejsze. Pełna wzlotów i upadków, ze scenariuszem, którego nie zaplanowali. ☆ Czekam na Wasze wrażenia! Ja ze swojej strony ślicznie polecam ♡
Nowa klauzula. Kontrakt #2
Są książki, które wzruszają, są takie, które wywołują uśmiech, i są też takie, które łamią serce, by chwilę później powoli składać je na nowo. „Nowa klauzula. Kontrakt #2” Melanie Moreland zdecydowanie należy do tej ostatniej grupy. To historia, która przypomina, że nawet największa miłość nie chroni przed tragedią, a prawdziwa siła związku ujawnia się dopiero wtedy, gdy życie odbiera wszystko, co wydawało się pewne. Już sam powrót do Richarda i Katy sprawił mi ogromną radość. Po wydarzeniach z pierwszej części byłam ciekawa, jak potoczyły się ich dalsze losy. Widzimy bohaterów kilka lat później spełnionych zawodowo, szczęśliwych, otoczonych przyjaciółmi i wychowujących dwie cudowne córki. Wydaje się, że osiągnęli wszystko, o czym mogli marzyć. Ich historia wygląda jak spełnienie marzeń, a oni sami są dowodem na to, że nawet relacja, która zaczęła się od kontraktu, może przerodzić się w prawdziwą, głęboką miłość. I właśnie wtedy autorka wywraca ich świat do góry nogami. Nie chcę zdradzać szczegółów fabuły, bo uważam, że tę historię najlepiej odkrywać samemu. Mogę jednak powiedzieć jedno dawno żadna książka nie wywołała we mnie tylu emocji. Czułam smutek, bezradność, złość, ale też ogromną nadzieję. Melanie Moreland pokazuje, że życie nie zawsze układa się zgodnie z planem i że czasami wystarczy jedna chwila, by wszystko, co budowaliśmy przez lata, zaczęło się rozpadać. Największą siłą tej powieści są bohaterowie. Richard to postać, która przeszła ogromną przemianę już w pierwszym tomie, ale tutaj poznajemy go jeszcze lepiej. Perfekcjonista, człowiek sukcesu i ktoś, kto zawsze miał wszystko pod kontrolą, nagle musi zmierzyć się z rzeczywistością, na którą nie ma żadnego wpływu. Bardzo poruszyło mnie obserwowanie jego walki z własnymi emocjami. Strach, poczucie bezsilności, gniew i próby odnalezienia się w nowej rzeczywistości zostały opisane niezwykle wiarygodnie. Jeszcze bardziej podziwiałam Katy. To bohaterka pełna ciepła, cierpliwości i wewnętrznej siły. Nie jest idealna, ma swoje chwile słabości, ale właśnie dzięki temu wydaje się tak prawdziwa. Jej miłość do Richarda nie opiera się na wielkich deklaracjach, lecz na codziennych gestach, obecności i gotowości do walki o rodzinę nawet wtedy, gdy wszystko wydaje się stracone. To właśnie ona wielokrotnie staje się światłem w chwilach największego mroku. Bardzo podobało mi się również to, że autorka nie stworzyła historii pełnej sztucznego dramatyzmu. Emocje wynikają z sytuacji i zachowań bohaterów, a nie z wymuszonych konfliktów. Wszystko wydaje się niezwykle naturalne. Ich rozmowy, chwile zwątpienia, próby odnalezienia nowego sensu życia wszystko to sprawia, że łatwo uwierzyć w tę historię i naprawdę przeżywać ją razem z nimi. Ogromnym atutem książki są także relacje rodzinne i przyjacielskie. W trudnych momentach bohaterowie nie zostają sami. Wsparcie bliskich pokazuje, jak wielką wartość mają ludzie, którzy potrafią być obok nie tylko wtedy, gdy wszystko układa się dobrze, ale przede wszystkim wtedy, gdy świat zaczyna się walić. To jeden z tych elementów, który szczególnie mnie poruszył. Autorka porusza wiele ważnych tematów stratę, zmianę, akceptację, siłę miłości i próbę odnalezienia siebie na nowo. Jednak robi to z ogromnym wyczuciem. Nie moralizuje i nie próbuje udzielać prostych odpowiedzi. Pokazuje, że każdy człowiek przeżywa trudne chwile inaczej i że nie istnieje jeden właściwy sposób radzenia sobie z bólem. Styl Melanie Moreland bardzo lubię już od pierwszej części i również tutaj mnie nie zawiódł. Pisze lekko, ale jednocześnie niezwykle emocjonalnie. Nie potrzebuje przesadnych opisów ani dramatycznych monologów, żeby poruszyć czytelnika. Kilka prostych zdań często mówi więcej niż najbardziej rozbudowane deklaracje. Dzięki temu książkę czyta się błyskawicznie, choć niejednokrotnie musiałam na chwilę odłożyć ją na bok, żeby uporządkować własne emocje. Bardzo spodobało mi się również przesłanie tej historii. Życie nie zawsze daje nam to, czego pragniemy. Czasem odbiera poczucie bezpieczeństwa, zmienia plany i zmusza do rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Jednak nawet wtedy można odnaleźć siłę, jeśli obok jest ktoś, kto nie odwróci się w najtrudniejszym momencie. Ta książka przypomina, że miłość to nie tylko romantyczne chwile i szczęśliwe zakończenia. To przede wszystkim codzienny wybór, by zostać przy drugiej osobie niezależnie od okoliczności. Po zakończeniu lektury długo myślałam o Richardzie i Katy. Ich historia uświadomiła mi, jak kruche potrafi być życie i jak niewiele potrzeba, by wszystko się zmieniło. Jednocześnie daje ogromną nadzieję, że nawet po największym kryzysie można odnaleźć nowy sens i nauczyć się żyć na nowo, choć już według innych zasad. „Nowa klauzula” to nie jest zwykły romans. To przede wszystkim opowieść o miłości wystawionej na najtrudniejszą próbę, o rodzinie, sile charakteru i o tym, że czasami największym zwycięstwem nie jest powrót do dawnego życia, ale odnalezienie szczęścia w zupełnie nowej rzeczywistości. To książka, która wzrusza, skłania do refleksji i na długo zostaje w pamięci. Jestem bardzo ciekawa, czy czytaliście już dalsze losy Richarda i Katy. Lubicie historie, które pokazują, że prawdziwa miłość zaczyna się dopiero wtedy, gdy kończy się bajka i trzeba wspólnie zmierzyć się z codziennością? Chętnie poznam Wasze wrażenia.